piątek, 5 sierpnia 2016

Pruskie fałszerstwa monet SAP, cześć 1 - geneza.

Wstęp, czyli Houston mamy problem.

Kiedy kilka lat temu zdecydowałem się na ograniczenie moich zbiorów i ukierunkowanie pasji na kolekcjonowanie srebrnych monet koronnych Stanisława Augusta Poniatowskiego byłem pewien, że temat będzie wymagający ale z drugiej strony w miarę jasny i dobrze opisany. Dodatkowo była to przemyślana decyzja a ja byłem do niej nienagannie wyposażony i przygotowany. Miałem fachową literaturę, na studiowanie, której poświęcałem wiele czasu. Miałem wartościowy katalog Plage, posiadałem katalogi Kamiński/Kopicki i Parchimowicza – wszystko tam było ładnie narysowane, czytelnie opisane, więc sądziłem, że wiem, jakie i ewentualnie ile monet należy do ścisłego kręgu mojego zainteresowania. Dodatkowo pocieszałem się, że jest przecież internet z całą swoja ogromna wiedzą, więc nic nie mąciło mojego dobrego samopoczucia i radości z podjęcia tej kluczowej dla mojej pasji decyzji…

Pamiętam dobrze moment, kiedy to zorientowałem się i „odkryłem”, że istnieje takie zagadnienie jak fałszerstwa pruskie. I to nie tylko, że „sobie kiedyś tam istniało”, ale także to, że paradoksalnie może mieć to dzisiaj dla mnie ogromne znaczenie. A wszystko to za sprawa wydawałoby się niewinnie wyglądającej broszury (w rzeczywistości bardzo dobrej) Narodowego Banku Polskiego z cyklu „Polski pieniądz przez wieki”, w której przeczytałem takie zdanie dotyczące monet Poniatowskiego: „ Celowali w tym Prusacy, którzy wywozili dobra polska monetę, a zalewali kraj małowartościowym pieniądzem pruskim. Oblicza się, że do 1787 roku na 43 mln zł wybitych w srebrze aż 40 mln zł wywieziono za granicę” (w domyśle, przetopiono te miliony w pruskich mennicach). Zelektryzowała mnie ta informacja i jak to mówią dziś marketingowcy „wyprowadziła mnie ze strefy komfortu”… Pomyślałem sobie, jak to - a moje katalogi?  To po co ja dnie całe studiowałem nakłady poszczególnych roczników srebrnych monet, po co po tych nakładach oceniam ich rzadkość i ewentualna wartość, – jeśli te dane powielane w każdym z katalogów nijak się maja do rzeczywistości. Wyobraziłem sobie to tak: zostało nam w kraju 3 miliony „dobrych” złotych wyprodukowanych w mennicy w Warszawie a reszta, to pewnie wszystko są pruskie falsy. Jak je teraz zidentyfikować? Jak sprawdzić, czy i ile już mam w swoim zbiorze?  Jak je odróżnić i omijać szerokim łukiem na aukcjach? Nie są to przecież jakieś chińskie, koślawe kopie, które można odróżnić na pierwszy rzut oka, ale całkiem „oryginalne falsyfikaty” z epoki. Wtedy właśnie pojawiło się w moim życiu wiele ważnych pytań i wątpliwości, na które nie znajdowałem odpowiedzi. Odpowiedzi ważnych nie tylko dla mnie, ale także z punktu widzenia każdego miłośnika mennictwa SAP. Poniżej prezentuje jak w tym czasie wyobrażałem sobie pruskiego talara z 1766 roku J


Nie wiedząc jeszcze wtedy, „z czym to się je” zdecydowałem się jak najszybciej zapoznać z tematem żeby czasem nie zapłacić frycowego i nie nadziać się na jakiś podejrzany fejk. Od tej chwili minęło już sporo czasu a ja ciągle aktywnie szukam informacji na temat tych fałszerstw. Informacji, które z reguły są rozproszone i porozrzucane po wielu publikacjach. Na początku trudno mi było zdobyć na ten temat jakieś użyteczne dane. Niestety najczęściej były to informacje również bardzo ogólne, które nie wyczerpywały tematu i nie wgryzały się w szczegół. Można powiedzieć, że praktycznie w każdej publikacji opisującej początki mennictwa w czasach SAP jest wzmianka na ten temat, ale nie wiele z nich wnosi coś nowego. Większość to powielanie utartych faktów, tez i sądów. Istnieje oczywiście dedykowana publikacja Mariana Gumowskiego z 1948 roku „Fałszerstwa monetarne Fryderyka II” gdzie na 70 stronach autor zmierzył się z tematem. Ale po pierwsze, istnieje raczej „tylko teoretycznie”, bo informacji o niej nie ma zbyt wiele a zdobycie tej książeczki jest też niezmiernie trudne i kosztowne. Po drugie z relacji wiem, że autor raczej nie koncentrował się na najbardziej interesującym mnie okresie i też nie podał zbyt wielu szczegółów o fałszerstwach w czasach Poniatowskiego. No a po trzecie wygląda na to, że może nie być zbyt aktualna wiedza w świetle najnowszych badań monet SAP. Więc jak widać - wszystko ładnie pięknie, niby wiemy, że gdzieś dzwoni ale nie wiemy w którym kościele. Powszechne informacje na ten temat są raczej ogólne i mętne. Niektóre dane są nawet ciekawe, ale niestety nie pozwalają na konkretne i obiektywne zdefiniowanie, która moneta jest „pruskim falsem” a która nie jest. Jako osoba, która zbiera numizmaty z tego okresu, ta informacje jest dla mnie kluczowa i pewnie dla innych amatorów monet Stanisława Augusta też okażą się ważne. Brak podstawowej wiedzy na ten temat jest widoczny na każdym kolekcjonerskim kroku. Obserwując aukcje, oferty sklepów internetowych, katalogi oraz rozmawiając z innymi kolekcjonerami dostrzegam potrzebę rzucenia światła na to zagadnienie.  Zakładając tego bloga, jedną z moich myśli przewodnich było właśnie opracowanie swoich ustaleń i podzielenie się wiedzą by w efekcie odróżnić „ziarno od plew” w naszych kolekcjach. Liczę się też z ewentualnym wywołaniem szerszej dyskusji…

Ostatnio nastąpił postęp i pojawiły się trzy iskierki nadziei, że temat zostanie definitywnie wyjaśniony. Otóż po pierwsze w najnowszym katalogu Parchimowicza/Brzezińskiego temu tematowi poświęcono cały, niewielki rozdział. Pojawiło się w nim wiele ciekawych danych, faktów i informacji, które dotychczas nie były mi znane i zdecydowanie stanowią krok w dobra stronę. Napisałem już zresztą na tym blogu w recenzji tego katalogu, że moim zdaniem to jedna z bardzo mocnych stron tej pozycji … i zdania nie zmieniam. W treści tego katalogu po raz pierwszy oficjalnie oznaczono i pokazano na wysokiej klasy zdjęciach monety opisane jako pruskie fałszerstwa. To był dla mnie przełom. W dalszej części będę czerpał z tych danych pełnymi garściami. Drugą wielką iskrą są badania, jakie przeprowadził alternatywnie Pan Rafał Janke, który w nieco odmienny sposób podszedł do zagadnienia, ale w efekcie również doszedł do wielu interesujących wniosków. Mamy, zatem kolejny mocny punkt zaczepienia. Trzecim, nieco skromniejszym źródłem są moje własne ustalenia i dane, jakie udało mi się przez te klika lat szczególnego zainteresowania tematem zanotować, ustalić lub sformułować. Wiele z nich ma swoje potwierdzenie w wyżej wspomnianych źródłach, ale tez kilka jest odmiennych i może, gdy je przytoczę, to rzucą jakieś nowe światło na zagadnienie. Ponieważ dane zawarte w wyżej wspomnianych źródłach nie są powszechne oraz ze względu na to, że traktowane każde z osobna nie dają pełnego obrazu, to dziś postaramy się temu zaradzić.  W serii artykułów postaram się rozwinąć i usystematyzować ten temat, korzystając z wielu dostępnych źródeł i materiałów. W dalszej części rozbije główny temat pruskich fałszerstw srebrnych monet okresu SAP na mniejsze zagadnienia, które się z im wiążą i miały na nie wpływ. Ponieważ temat jest raczej rozległy a ja nie zamierzam pisać jakiś epopei (wiem, wstęp o tym nie świadczy J) stąd postaram się możliwie krótko scharakteryzować każdy z obszarów. Moim celem głównym jest oczywiście powszechne udostepnienie materiałów oraz stworzenie szeroko dostępnego narzędzia, które pozwoli każdemu zainteresowanemu tym tematem w łatwy sposób porównać i odróżnić monety koronne bite w Warszawie od „pruskich fałszerstw”. Ok., zatem do dzieła!

Fryderyk II, czyli jak zostać kryminalistą.

Jak to w ogóle możliwe żeby w czasach bądź, co bądź Oświecenia, kiedy świadomość społeczna i wiedza o ekonomii warstw rządzących była już na tyle powszechna – mogło dojść do tak szeroko zakrojonego procederu fałszerstw monetarnych. Wiemy, że była to działalność masowa, długotrwała i nastawiona na całkowite wyniszczenie systemu monetarnego sąsiedniego państwa (w tym przypadku naszego). Z drugiej strony to była operacja trudna do przeprowadzenia pod względem skomplikowanej logistyki i potrzebnego zachowania poufności w długim okresie. Z drugiej, dająca ogromne zyski, które nakręcały koniunkturę w Prusach i były jednym z liczących się źródeł dochodów tego państwa. Można nawet powiedzieć, że dzięki zyskom z fałszerstw królestwo Prus było w stanie konkurować z większymi sąsiadami i liczyć się na skale europejską w wielu dziedzinach ówczesnej gospodarki, wojskowości i polityki. Pytania, na które chciałbym na początku odpowiedzieć w dalszej części tego wpisu są dwa: jak do tego procederu w ogóle doszło oraz jak to się stało, że przy takiej skali procederu i jego szkodliwego wpływu dla naszego kraju - mógł on być praktycznie bez przeszkód przez tyle lat kontynuowany?...

Fryderyk II Wielki, obraz pędzla XIX-wiecznego niemieckiego malarza Wilhelma Camphausena

Wszystko zaczęło się w I połowie wieku XVIII, czyli w czasach saskich na wiele lat przed okresem Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wtedy to w roku 1740 król Prus Fryderyk II wstąpił na tron i rozpoczął swoje rządy, które później historia doceni i określi nadając mu pseudonim „Wielki”. Fryderyk generalnie był osobą, która od dziecka „posiadała plan”. Już, jako młodzieniec przyszły władca dał się poznać, jako osoba, która potrafi skutecznie wcielać w życie zarówno swoje pomysły jak i wielkie idee. Okropnie zdolny i wszechstronnie utalentowany Fryderyk był władcą prawdziwie oświeconym. Wykształcony, poliglota, czynny muzyk, poeta, prozaik, filozof, żołnierz, ekonomista… itd. itd. Słowem władca z zupełnie innego wymiaru. Pozostawił po sobie znaczny dorobek pism, utworów muzycznych, poetyckich, a zwłaszcza prozatorskich i filozoficznych. Szczególnie cenny jest jego dorobek na polu historycznym, na którym ujawnił pełnię kunsztu literackiego. To on, jako pierwszy podjął próbę napisania historii Prus. Do tego przyjaciel Woltera i osoba, z którą liczyła się sama Katarzyna II.  A teraz druga strona natury.  Znał się na wszystkim, wszystko kontrolował, nic nie działo się bez jego wiedzy, cenił skromność, srogo karał niesubordynację – istny „Robocop”. Chyba to pierwszy prusko-niemiecki władca nowożytny, u którego widać ogromne tendencje do dyktatury. Nie dziwi, zatem, że nasz dzisiejszy bohater był jednym z największych idoli Adolfa Hitlera…

A teraz krótka charakterystyka Fryderyka rodem z Wikipedii. „Wychodząc od teorii umowy społecznej, doszedł do wniosku, że rządy jednostki – oświeconego absolutysty – są optymalną formą władzy. Władca miał identyfikować się tylko z państwem i jemu miał służyć. W jego przekonaniu, król jest pierwszym sługą i pierwszym urzędnikiem państwa, a osobiste rządy króla są jego moralnym obowiązkiem. Sprowadzało się to do wprowadzenia gabinetowych rządów jednostki, opartych na zdyscyplinowanej administracji i biurokracji. Już od pierwszych dni panowania większość uprawnień Fryderyk koncentrował we własnych rękach. Chociaż sprawował władzę w sposób absolutny, to wierzył, że celem polityki jest dobrobyt jego obywateli. Na tym właśnie miała polegać idea absolutyzmu oświeconego, zakładająca, że władca, kierujący się oświeconym rozumem, podejmuje świadome decyzje na rzecz dobra swoich poddanych i rozwoju państwa (Fryderyk ściśle wiązał jedno z drugim). Tą też retoryką uzasadniał swoje działania. Siebie uważał, więc za sługę Prus i tego wymagał też od obywateli, w myśl dewizy, że czasem trzeba poświęcić szczęście i wygodę w imię dobra całego kraju.” Porównajmy ten opis w myślach z opisem naszych miłościwie panujących w tym okresie: Augusta III czy Stanisława Augusta Poniatowskiego. Widać istotne różnice.  Ok. więc właśnie „z kimś takim” i z jego polityką będziemy mieć teraz do czynienia przez prawie 50 lat w których rządził Prusami.

Fryderyk II Wielki daje koncert na flecie w pałacu Sanssouc
Swoje rządy rozpoczął z przytupem i z powodzeniem zakończył kilka lokalnych konfliktów zbrojnych, wprowadził nowe prawa i podatki oraz umocnił system władzy. Jednym ze źródeł dochodów, jakie zdefiniował sobie Fryderyk był dochód z działalności menniczej. Ale nie takiej zwykłej, tylko można dziś powiedzieć exportowej. Otóż na początku, wymyślił sobie Fryderyk chytry plan, aby otwierać jak najwięcej mennic na terenie swoich ziem i wybijać monety na potrzeby polskiego rynku. Nie była to oczywiście działalność charytatywna. W tych czasach w Polsce nie działały mennice, powszechnie brakowało w obiegu rodzimej monety a te, które były w obiegu pochodziły głównie „z zagranicy”. Tym samym Fryderyk postanowił, że jak już Polacy nie chcą/nie potrafią zarabiać na mennictwie to on osobą swoją i działalnością wypełni nam tę rynkową niszę. Począł tedy wybijać monety pruskie najpierw pełnowartościowe a potem z każdym rokiem obniżał zawartości kruszcu (tu zajmujemy się z zasady srebrem, więc srebra) i wprowadzał je furmankami w ilościach hurtowych na nasz rynek. Była to działalność przynosząca wysoki stały zysk, sprzeczna z obyczajami i z prawem, ale „tylko trochę” i w porównaniu do następnych ruchów to było przedszkole… Świetnie się Fryderykowi ten system sprawdzał, zatem gdzie się dało otwierał w Prusach liczne (naprawdę liczne) mennice i bił, bił, bił aż się dymiło J



W tym czasie w Polsce król August III zdecydował (głosem swych doradców), że on również zacznie wybijać polska monetę i otworzył w tym celu mennice w stolicy Saksonii, z której władał.  August nie miał formalnej zgody polskiego sejmu na wybijanie monet, ale jako ukochany władca polskiej szlachty (za króla Sasa jedz i popuszczaj pasa) nikogo o zdanie nie pytał, nie bez podstaw licząc, że nikt mu w kraju skutecznie tego przecież nie zabroni. Okazało się, że to dochodowy interes a i ładnie się August na nowych monetach prezentuje. Wtedy to nasz król uruchomił drugą „starą i porządną” mennice w Lipsku, w której bił polskie monety srebrne i złote.

Nie spodobało się to bardzo Fryderykowi II. Ktoś śmiał robić mu konkurencje na rynku polskim, który był wtedy już praktycznie opanowany przez pruskie produkty. Fryderyk II zakazał obiegu monet Augusta III na swoim terytorium a po chwili poszedł dalej i nakazywał skupować i dostarczać je do mennic, jako doskonały, pełnowartościowy surowiec do przetopienia. Rozpoczął się okres „zimnej wojny” gospodarczej i handlowej pomiędzy Prusami a Saksonią. Pruskie monety z nikczemną próbą srebra zaczęły powoli przegrywać walkę o klienta na polskim rynku. Monety wybijane w Lipsku niemal od razu zyskały dobra renomę „dobrych” środków płatniczych i stąd w tym czasie ich duża popularność w handlu. Rynek powoli uwalniał się od pruskiej dominacji. Wtedy to między innymi Fryderyk II zakazał transportu monet z mennicy z Lipsku do Polski przez terytorium Prus (a przez pruski wtedy Śląsk było do Polski najbliżej). To jednak nie był koniec. Wykonał kolejny znamienny krok na drodze do fałszerskiej sławy, otóż wtedy właśnie w 1755 roku po raz pierwszy posunął się do fałszerstwa. Nakazał mennicom we Wrocławiu i Królewcu w tajemnicy rozpoczęcie bicie polskich tymfów z podobizna Augusta III. Nie wystarczyło to jednak Fryderykowi, chciał skutecznie „wyrwać chwasta” i już rok później w 1756 militarnie zaatakował Saksonię rozpoczynając wojnę 7-letnią. Prusacy byli agresorami ambitnymi i aktywnymi. Mimo tego, że dopiero raczkowali w praktykowaniu „blitzkrieg” to jednak od razu odnieśli kilka istotnych zwycięstw nad Saksoniami. Zajęli między innymi Drezno i Lipsk – a z nimi mennice Augusta III. Kiedy saskie mennice wpadła w ręce pruskie to Fryderyk II nie zarządził ich zamknięcia i likwidacji, co to to nie. On jak zwykle miał swój własny plan – ze zdwojoną siłą rozpoczął w tych mennicach wybijać monety Augusta i wprowadzał je bez przeszkód na rynek finansując z zysków swoje dalsze działania militarne. Wtedy doszło do kolejnego „numizmatycznego” wydarzenia a mianowicie Fryderyk wydzierżawił zajęte mennice i za 200 tysięcy talarów wynajął je przewodniczącemu wspólnoty żydowskiej w Berlinie niejakiemu Veitel Heine Ephraimowi. Żyd ów za w/w kwotę nabył prawo do wybicia sfałszowanych polsko-saskich monet srebrnych i złotych.  Bardzo obrazowo opisał ten okres Tadeusz Kałkowski w dziele „Tysiąc lat monety polskiej”, na stronie 313 pisze autor „ Drugi etap fałszerskiej działalności Fryderyka, teraz już jawnie kryminalnej, przypomina rozbójnicze metody krzyżackie. Za setki tysięcy talarów czynszu wydzierżawia on mennice pruskim spekulantom, wśród których do szczególnie nędznych kreatur należeli bankierzy berlińscy Icek i Efraim. Za te wygórowane do ostateczności czynsze Fryderyk dawał im prawo bicia coraz podlejszej fałszywej monety, teraz już jawnie polskiej, bitej stemplem Augusta III nie tylko w mennicach pruskich, ale i w Lipsku po zajęciu Saksonii w toku wojny siedmioletniej. Przebiegły fałszerz każe na falsyfikatach bić przezornie wsteczna datę 1753 i kilkakrotnie zaniża ich stopę….”. To fakt, dukaty bite były ze złota 7-karatowego podczas gdy oryginalne emitowane były ze złota 23 i pół karatowego a talary wybijano ze srebra czterokrotnie gorszej próby od oryginału. Monety 8-groszowe i orty oraz inne mniejszej wartości „sreberka” wykonywał przeważnie tylko z posrebrzanej miedzi. Dobre monety polsko-saskie Augusta III wyławiali w Rzeczypospolitej dla mennic Ephraima kupcy i agenci. Emisja fałszywych monet pokrywała wówczas znaczną część budżetu wojennego Królestwa Prus. Wywóz dobrej monety i zalew fałszywej gorszej, jakości spowodował wzrost cen w Rzeczypospolitej. I tak powstały właśnie słynne „efraimki” (zdjęcie poniżej), fałszywe monety wybite podczas wojny 7 letniej.


Okres saski, czyli gra w pozory.

Jednak po początkowych sukcesach w Saksonii i Austrii (bitwa pod Pragą) Prusy zostały zmuszone do wycofania się z Czech po przegranej bitwie pod Kolinem18 czerwca 1757. Nastepnie do wojny przystapiła tez Rosja i zaatakowała prusaków z drugiej flanki. Gdy wydawało się, że sukcesy wojsk rosyjskich całkowicie pogrążą Prusy, zmarła caryca Elżbieta Romanowa a jej następca Piotr III nieoczekiwanie zawarł pokój, ogłaszając się nawet sprzymierzeńcem Prus. Nie był to jednak koniec fałszowania monet i produkcji marnej, jakości tymfów zwanych powszechnie „bąkami”. Prusacy wycofując się z Saksonii zabrali zdobyczne stemple polsko-saskich monet, przetransportowali je do swoich innych mennic i tam jeszcze przez wiele lat bezkarnie bili fałszywą monetę o podłej próbie. Tak właśnie w czasch saskich Fryderyk II stał się fałszerzem na dużą skalę. Ok. ale na jak dużą skalę ? Dość powiedzieć, że z danych zawartych w książce Rafała Janke „Źródła z dziejów mennicy Warszawskiej” możemy między innymi dowiedzieć się, że August III w latach 1756-1756 wybił i wprowadził do obiegu swoje pełnowartościowe monety o wartości ponad 123 milionów złotych polskich, natomiast prusacy za przyzwoleniem Fryderyka II wyprodukowali fałszywych tymfów na kwotę minimum 400 milionów złotych polskich. I tak można spokojnie założyć, że w tym okresie na 10 tymfów aż 9 było fałszywych (te dobre zostały dodatkowo skupione z rynku i przetopione). Dodatkowo żeby zrozumieć jak wyglądały realia monetarne w kraju po panowaniu dynastii Wettinów, przytoczmy cytat z nieśmiertelnego katalogu Karola Plage „ Okres Stanisława Augusta w historii numizmatyki polskiej”. Tam Pan Karol pisze tak „ Za panowania dwóch Augustów Polska zalana została podłą saska monetą na kolosalna sumę przeszło 600 milionów zł. Jeżeli dodamy do tego pieniądze austryjackie, rosyjskie i francuskie, które napłynęły do Polski i wynosiły 240 mil.zł, to będziemy mieli całkowity obraz ruiny finansowej…”.

Jak za Sasów Polska walczyła z fałszerstwami z Prus? Reakcje jeśli w ogóle jakieś były, to raczej spóźnione i  z reguły nieskuteczne. Brak było spójnej idei, która przełożona na przepisy i procesy byłaby ratunkiem dla naszego rynku i handlu. Podejmowane działania były pozorne i tylko jedynie starały się „gasić pożary”. W całym kraju brak było odpowiednio wykształconej kadry, która mogłaby skutecznie wyłowić fałszywe monety z rynku. Dość powiedzieć, że flagowym działaniem ówczesnego Podskarbiego Wielkiego Koronnego Teodora Wessela było sprowadzenie do Polski zagranicznych probierzy menniczych. Osoby te zostały zaprzysiężone a ich głównym zadaniem było zbadanie ilości kruszców zawartych w obiegających w tym czasie monet i wycenienie ich realnej wartości. W wyniku tych działań saskie tymfy, których fałszerstwa bite oryginalnymi stemplami były praktycznie niemożliwe do odróżnienia podczas obiegu – zostały zredukowane o połowę swojej nominalnej wartości do 15 groszy. Nie było to z zasady działanie sprawiedliwe, bo przecież w wśród wielkiej ilości tymfów obiegających na rynku polskim były monety legalne oraz te z pierwszego okresu fałszerstwa warte jeszcze po około 20-25 groszy. Doprowadziło to znów do uaktywnienia grup lokalnych cwaniaków, którzy znali się na rzeczy lepiej niż pospólstwo i spośród zredukowanych tymfów 15 groszowych wyławiali te, w których kruszec był wart znacznie więcej. Powodowało to dodatkowe zamieszanie i niepokoje społeczne. Drugą metodą były komory celne, które miały zapobiegać wpływowi fałszerstw przez granicę. Rekwirowanie fałszywych monet w drodze z mennicy na rynek polski nie było prowadzone jednak na wielka skalę a i siec polskich komór celnych była dziurawa jak sito… Zarekwirowane monety fałszywe były przetapiane i z braku czynnej mennicy – przekazywane do klasztorów i kościołów na wota. Trzecia metoda wyprzedzała swoje czasy i była raczej instrukcją niż realnie skuteczną bronią na fałszerzy. Otóż sam Podskarbi Wessel napisał i wydał w 1762 roku swoim sumptem broszurkę o znamiennym tytule „Żal uspokojony, niewinność obroniona, rozmowa dwóch przyjaciół“ – rzecz o tymfach bąkami zwanych - która miała za zadanie uświadomić jak radzić sobie z problemem fałszywek w obiegu. Tak właśnie walczono z fałszywkami i trzeba jasno stwierdzić, że nie była to żadna przeszkoda dla fałszerskiej działalności. Nie podjęto na przykład, żadnych skutecznych kroków politycznych lub nacisków międzynarodowych. 

W latach 1760 – 1763 polski rynek monetarny sięga dna. Wprawdzie mieszczanie i szlachta jakoś sobie w tym wszystkim radzili (a niektórzy nawet osiągają zyski ze spekulacji), to nieuczeni, prości chłopi i biedota była oszukiwana na monetach na każdym kroku, co spychało ich w spiralę biedy. Na fałszywe pruskie monety ludność miała kilka czysto słowiańskich określeń.  I tak Polacy nazywali je: bąkami, efraimkami, berlinkami, tymfami saskimi, wrocławskimi, małymi główkami. Po kilku kolejnych akcjach skupowania z rynku fałszywych monet pruskich oraz kolejnych redukcjach menniczych ich wartości, ceny dóbr poszybowały do góry i nastał okres wysokiej inflacji. Wtedy to na przykład za bochenek chleba płacono najczęściej kilkoma kilogramami miedzianych szelągów…To wszystko doprowadziło nawet do zbrojnych wystąpień chłopskich przeciwko szlachcie.  W 1761 roku chłopskie bunty odnotowano na Kujawach oraz województwach Lubelskim i Sandomierskim. Zatem kraj popadał w ruinę i reforma systemu monetarnego stała się palącą koniecznością zyskując powszechne poparcie. 

Podsumowując część 1, sytaucja była podobna jak na poniższym obrazie Józefa Chełmońskiego. Prusacy fałszowali nasze monety i rujnowali nam gospodarkę, a w Polsce? A w Polsce w tym czasie bociany leciały… leciały...leciały... J

I właśnie z takim bagażem niecnych dokonań, z pomysłem na dochodowy interes oraz ze stosunkowo dużym znaczeniem w polityce międzynarodowej wchodził Fryderyk II fałszerz „do gry”, kiedy to w 1764 roku w Polsce swoje rządy rozpoczynał nasz ulubiony Stanisław August Poniatowski. Ale o fałszowaniu monet w okresie SAP napiszę już w kolejnej części. Dziękuję za doczytanie do tego momentu J i zapraszam na kolejne części.
Cdn…

We wpisie wykorzystałem zdjęcia z archiwum WCN, zdjęcie obrazów wyszukane funkcja google oraz cytaty z biblioteki numizmatycznej bedaacej w moim posiadaniu.




środa, 27 lipca 2016

Półzłotek 1785 – dawał dostęp do powietrznych bani

Właśnie doświadczyłem na swojej skórze tego, że okres letni jest „trudniejszy” do utrzymania odpowiedniego poziomu koncentracji i skupienia na pisaniu bloga. Żadnym pisarzem nie jestem, więc pierwszy raz doświadczyłem takiego przesilenia. Zatem coś wyjątkowo długo mi zeszło, zanim wziąłem się za napisanie kolejnego postu. Jednym słowem - pełnakanikuła J  


Dlatego też, żeby nie wyważać otwartych drzwi zaproponuje dziś druga część sagi o półzłotkach wybijanych w latach 1785 – 1786. W pierwszej części sagi w miarę szczegółowo opisałem ostatni rocznik bicia, więc dziś nie pozostaje mi nic innego tylko zająć się „tym przedostatnim”. Nie jest żadną tajemnicą fakt, że monety w 1785 roku zostały wybite rok przed ostatnio opisanym przez mnie rocznikiem. W tym czasie nie nastąpiły żadne istotne zmiany w produkcji, nie było zmiany stóp menniczych, nie nastąpiła zmiana zarządców mennicy, nie zmienił się nawet rytownik… więc nie jest dziwne, że stemple monet obu roczników są do siebie podobne. Powiem więcej – „więcej” cech je łączy niż dzieli. W dalszej części postu mam nadzieje pokazać te powiązania oraz wymienić różnice. Podczas poprzedniego wpisu przytoczyłem tezę Rafała Janke o wytwarzaniu stempli w seriach „po trzy sztuki” w czasach większej dostępności srebra. Dziś znów udowodnię, że ta teza ma sens i broni się również w kolejnym roczniku, 1785. Oczywiście wyjasni sie też tytuł dzisiejszego wpisu  J
Znajdźmy, zatem te punkty wspólne oraz określmy różnice. Żeby to dobrze zrobić najpierw przenalizujemy sobie standardowo tytułowy rocznik półzłotka a dopiero potem poszukamy ewentualnych wniosków. OK., więc bierzemy na warsztat dwugrosza z 1785. Co wiemy ? Na pewno to, że podjęto decyzje o reaktywowaniu produkcji tego nominału po dwóch latach, kiedy go w ogóle nie wybijano. Czym była podyktowana ta przerwa i dlaczego teraz powrócono do półzłotka ? Powodów możemy się tylko domyślać. Zwykle takie decyzje były miksem różnych czynników i uwarunkowań. Na ten przykład, trzech dalej wymienionych: braku w obiegu pełnowartościowej srebrnej monety zdawkowej, dostępności srebra do wybicia odpowiedniej ilości sztuk oraz ustawienia odpowiednio wysokiego priorytetu dla tego zadania versus inne cele stojące przed mennicą. Czyli w skrócie brak półzłotków w obiegu musiał być na tyle dokuczliwy, ze mimo niewielkiej ilości dostępnego srebra w 1785 roku (nakłady wszystkich monet srebrnych bitych w tym roczniku są niskie a ich łączna wartość wynosi zaledwie 443 952 000 złotych polskich) zdecydowano się jednak na produkcje akurat tego nominału. Może zrobiono to kosztem półtalarów, których w tym roczniku nie wybito ni sztuki ? Przyznam, że nie wiem. Nie dotarłem jeszcze do źródeł, które jasno uzasadniają ten ruch, może ktoś wie coś więcej na ten temat to bardzo proszę napisać w komentarzu.

Wzlot balonu Okraszewskiego z tarasu Zamku
 Królewskiego w Warszawie w rycinie M. Kościelniaka
Przejdźmy teraz tradycyjnie do czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego i zobaczmy jak można było dobrze spożytkować naszego półzłotka z 1785 roku. W tym okresie akurat warszawska ulica żyła niesamowitymi nowymi możliwościami, jakie roztaczały przed nimi rozliczne odkrycia naukowe. Był to akurat czas pionierskiego poskramiania sił przyrody przez człowieka a poziom wiedzy społeczeństwa (głównie młodzieży, która była beneficjentem systemu szkolnictwa) o naukach technicznych był już na tyle rozwinięty, że znane były podstawy ówczesnej fizyki i astronomii.  Liczne doświadczenia fizyczne/techniczne były przeprowadzane w plenerach i gromadziły zazwyczaj wielką widownie ciekawą naukowych nowinek. Doniosłą rolę w tych pokazach stanowiły balony, których budowa w tym czasie akurat raczkowała. Oto miało właśnie się spełnić odwieczne marzenie człowieka o lataniu w przestworzach. Największe społeczne poruszenie w tym czasie wzbudzały dość powszechne doświadczenia polegające na wypuszczaniu bezzałogowych statków powietrznych na uwięzi (długiej linie) zwanych w tym czasie aerostatami lub (bardziej potocznie) baniami powietrznymi. Doświadczeniami tego typu bardzo zainteresowany był też sam Stanisław August Poniatowski, który bardzo wpierał i wielokrotnie sam finansował te badania. Co prawda pierwsi naukowcy prowadzili w tej materii w naszym kraju doświadczenia już rok wcześniej, lecz to dopiero teraz faza bezzałogowych eksperymentów miała przejść płynnie w fazę powszechnego wykorzystania pojazdów latających.  

Uczeni szybko reagowali na zainteresowanie społeczne możliwością wykorzystania balonów praktyce. Największą uwagą społeczną cieszyły się dwa najbardziej możliwe zastosowania. Otóż pierwszym i głównym był transport międzymiastowy. W głowie układano już plan lotów pasażerskich na trasie Warszawa – Kraków, co jak zaznaczano „wobec złego stanu dróg w Polsce i powszechnej dziurawości traktów znacznie skróci i ułatwi odbywanie podróży”. Inna grupa praktyków widziała wówczas zastosowanie balonów do transportu towarowego ze szczególnym nastawieniem na przerzucanie dóbr przez góry i rzeki. Tu argumentowano, że nawet największy i najdroższy balon będzie tysiąckroć tańszy niż budowa nowego mostu czy innej przeprawy. Gdzieś pomiędzy tymi nurtami, doceniano również możliwości wojskowego wykorzystania tego wynalazku. I takie to wówczas w narodzie drzemały marzenia o podboju sfery niebieskiej. 

Gdzie w tym wszystkim nasz półzłotek? . Otóż w czasach, kiedy to prości ludzie podziwiali latające banie, żywo o nich dyskutowali, więc aby zaspokoić opinie publiczną przedrukowywano z francuskich pism wszelkie informacje o budowie balonów i możliwościach ich wykorzystania. Wydawano ten materiał w formie broszur, dzięki którym przeciętny warszawiak mógł w pełni zaspokoić głód wiedzy o aktualnym postępie naukowo-technicznym w baloniarstwie. Opracowania takie w 1785 roku były dostępne praktycznie „dla każdego”, bowiem warszawiacy mieli możliwość nabyć je za zaledwie....  15 groszy, (czyli inaczej, za naszego półzłotka z 1785 roku).  Czyż nie było to dobrze wydany półzłotek? Rozszyfrowaliśmy własnie tytuł dzisiejszego posta, bilet na powietrzną banię to coś jak nasz XX-wieczny  "talon na balon" J Ok, wracajmy na ziemię... Pomimo tego, że pierwszy w Polsce lot balonu załogowego odbył się dnia 10.05.1789 roku z ogrodu Foksal w Warszawie, w obecności króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (medal z kolekcji na Zamku Królewskim w Warszawie upamiętnia tę chwilę), to praktyczne wykorzystanie tych statków powietrznych nie przychodziło łatwo. Okiełznanie sił natury okazało się skomplikowane i balony zaczęły być powszechniej wykorzystywane dopiero 100 lat później.  Z tego wniosek, że jeśli pradziadek nabył tę broszurę za półzłotka w 1785 roku w czasach SAP to dopiero jego prawnuk mógł porównać teorie w niej zawarte z rzeczywistością za swoim oknem.  Jeśli kogoś interesuje ten temat, to ciekawie i krótko początki baloniarstwa opisane zostały przez Bolesława Orłowskiego i zamieszczone są na portalu – PASAŻ WIEDZY Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie. Proszę, tu jest link do tego artykułu  PASAŻ WIEDZY

Ok. a teraz wracajmy do naszych ulubionych monetek. Rocznik 1785 był wybijany na podstawie uniwersału z 10 marca 1766 roku wprowadzono ten nominał, jako srebrną monetę próby 0,437 o wadze 3,34 grama. Na awersie półzłotka widnieje pięciopolowy herb Polski i Litwy oraz herb rodziny Poniatowskich „ciołek”. Nad herbem umieszczono koronę. Herb otoczony jest przez gałązki laurowe oraz palmy związane u dołu. Napis otokowy awersu w języku łacińskim brzmi: STANISLAUS AUG.D.G.REX.POL.M.D.L. - co znaczy STANISŁAW AUGUST Z BOŻEJ ŁASKI KRÓL POLSKI, WIELKI KSIĄŻE LITEWSKI. Rewers zawierał w sześciu rzędach po łacinie, określenie nominału monety, stopy menniczej, rocznika oraz inicjały zarządcy mennicy. Rewers rocznika 1785 brzmiał następująco: 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1785/E.B., co z grubsza oznacza nic innego jak: 2 GROSZE/160 SZTUK Z CZYSTEJ GRZYWNY KOLOŃSKIEJ/ROCZNIK 1785/ZARZĄDCA MENNICY EFRAIM BRENN. Można powiedzieć, że „na pierwszy rzut oka” rewers naszego rocznika różni się od wcześniej opisanego rocznika 1786, tylko datą. Wiemy jednak, że życie nie jest takie proste i badając głębiej szybko dostrzeżemy zarówno podobieństwa jak i różnice. Dlatego też zabieram się teraz do ich opisania i usystematyzowania.

Główna różnicą istotną dla miłośników monet Stanisława Augusta Poniatowskiego jest nakład półzłotków rocznika 1785. Warto odnotować, że wybito tylko 62 828 egzemplarze, co z miejsca klasyfikuje naszego dzisiejszego bohatera, jako monetę stosunkowo rzadką, trudno dostępną i poszukiwaną. Proszę porównać z moim artykułem z przed tygodnia, gdzie przekonywałem, że warto zbierać rzadkie warianty rocznika, który został wybity w 4 razy większej ilości niż w 1785 roku! Mały nakład powoduje niską dostępność monet do badania. W dalszej części będę wyznaczał warianty na bazie tylko 15 sztuk monet, jakie udało mi się znaleźć w dostępnej bazie w internecie. Proszę zwrócić uwagę, że wyjątkowo nie piszę „15 sztuk będących w sprzedaży w XXI wieku” gdyż mniej niż 10 egzemplarzy było w tym okresie sprzedawanych, stąd pozostałe sztuki do analizy pochodzą z prywatnych kolekcji i muzeów. Ok., zatem mamy 15 sztuk i co z nich możemy wywnioskować?

Przejdźmy, zatem do meritum, jakim będzie wyróżnienie i opisanie wariantów monety z rocznika 1785. Najpierw moje podstawowe źródło: w najnowszym katalogu autorstwa Parchimowicza i Brzezińskiego „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, wyróżnione zostały tylko 2 odmiany. Autorzy zwrócili uwagę na fakt obecności lub braku obecności „kropki” po wyrazie COL na rewersie i wyznaczyli dwie odmiany monety – jedna ma kropkę a druga jej nie ma. Moim zdaniem to niezupełnie wyczerpuje ilość wariantów możliwych do klasyfikacji. Badając dostępne monety udało mi się podwoić tę ilość, czyli wyznaczę 4 warianty kolekcjonerskie.  W swojej analizie oprę się na sprawdzonym modelu ze swojego poprzedniego wpisu. Wiem po sygnałach, jakie odebrałem od czytelników, że taki sposób opisywania wariantów spotyka się ze zrozumieniem, więc będę go kontynuował i ewentualnie ulepszał w przyszłości. Poniżej opisze każdy ze znanych mi wariantów, pokaże różnice oraz oszacuje nakład dla wariantu i jego stopień rzadkości.

Weźmy do analizy rewers. Co się „rzuca w oczy”? Na pewno ogromne podobieństwo do monet z rocznika 1786. Ten sam układ rewersu, podobne liternictwo – bez dwóch zdań jest to robota tego samego rytownika. Bez wątpienia możemy jednak wyróżnić, co najmniej 3 odmienne stemple rewersu. Punktami kontrolnymi, dzięki któremu łatwo odróżnimy poszczególne stemple będzie: a) kropka (lub jej brak) po słowie COL oraz b) odległość pomiędzy cyfrą „2.” a napisem „GR” (szeroka lub wąska)
REWERS 1 - > a) kropka po COL.; b) 2.GR szerokie
REWERS 2 -> a) bez kropki po COL.; b) 2.GR szerokie
REWERS 3 -> a) kropka po COL.; b) 2.GR wąskie 

A teraz przejdźmy do awersów. Znów widzimy podobny układ awersu, co w roku 1786 z tą jednak różnicą, że w opisywanym roczniku nie ma aż tak wielkiej różnorodności stempli.  Na podstawie przeglądu dostępnego materiału zlokalizowałem nie mniej nie więcej ale też trzy różne stemple. Stemple oczywiście znów różnią się drobnymi szczegółami, ale żeby temat uprościć proponuje poniżej sposób na ich odróżnienie. Naszymi punktami kontrolnymi znów będzie ułożenie trzech górnych liści lauru względem napisów i tarczy herbowej. Każdej parze listków nadamy numer, pierwsza para od góry ma numer 1, druga 2 a trzecia – ta obok tarczy herbowej - numer 3. Będziemy rozpatrywać każdą parę listków osobno i na podstawie różnić ustalimy 3 warianty awersu. Poniżej wymieniam i pokazuje różnice.
AWERS 1 -> LISTKI 1 do litery „O”; LISTKI 2 do litery „P”; LISTKI 3 dotyka tarczy herbowej
AWERS 2 -> LISTKI 1 do litery „L”; LISTKI 2 do litery „P”; LISTKI 3 nie dotyka tarczy herbowej
AWERS 3 -> LISTKI 1 do litery „L”; LISTKI 2 do litery „O”; LISTKI 3 nie dotyka tarczy herbowej

Więc jak widać powyżej mamy 3 typy rewersów i 3 różne awersy. Mając do dyspozycji 6 powyższych stempli to teoretycznie kombinacji monet mogłoby być maksymalnie 9. Według moich ustaleń występuje ich tylko 4 i znów nie musimy rujnować naszych domowych budżetów kupując wiele egzemplarzy półzłotków z rocznika 1785. Tradycyjnie występujące warianty złożyłem poniżej w tabelkę.
REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
REWERS 1
WARIANT 1
WARIANT 2

REWERS 2
WARIANT 3


REWERS 3


WARIANT 4

Przejdźmy teraz do wyników badania ilościowego. Wszystkie spośród 15 przebadanych sztuk zostały przyporządkowane do poszczególnych odmian. Wizualizuje to poniższa tabelka.
REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
REWERS 1
40%
13%

REWERS 2
33%


REWERS 3


13%

Widać, że spośród przebadanych monet największą grupę stanowiły te w Wariancie 1 i 3 charakteryzujące się posiadaniem AWERSU 1. Natomiast w druga stronę najmniej razy (po 2 sztuki) spotkałem monetę w Wariantach 2 i 4. Znając nakład rocznika półzłotków 1785, który wynosił 62 828 egzemplarzy - możemy łatwo „z grubsza” oszacować ile zostało wybitych monet w poszczególnym wariancie. Kolejna tabela pokazuje szacowany nakład poszczególnych wariantów.
REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
REWERS 1
25 131
8 377

REWERS 2
20 943


REWERS 3


8 377
Najliczniejsze warianty szacuję na ponad 20 tysięcy egzemplarzy a najrzadszy na około 8 tysięcy. Teraz czas na tradycyjne pytanie: ile z nich dotrwało do naszych czasów?. Zapewne niezbyt wiele patrząc na niska częstotliwość występowania tych monet w sprzedaży. Ważne jest to, że ten rocznik jest naprawdę trudno dostępny i żeby zebrać wszystkie warianty to naprawdę potrzeba czasu. Ok. a teraz wyprowadźmy skalą rzadkości dla monet historycznych polski królewskiej Emeryka Hutten-Czapskiego. Odnieśmy ta skalę do oszacowanego powyżej nakładu, wiedząc, że szacowanie rzadkości do nakładu wyznacza nam maksymalne poziomy, ponieważ co do zasady rzadkość powinna być szacowana do ilości wstępującej w naturze w danym czasie. Poniże prezentuje kolejne zestawienie.
REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
REWERS 1
R2
R4

REWERS 2
R2


REWERS 3


R4
Tak, więc odnosząc się do skali oraz do efektów moich ustaleń, subiektywnie oceniam rzadkość poszczególnych wariantów.  Jak widać każdy z nich jest stosunkowo trudno dostępny. Ok., a teraz opiszmy każdy wariant z osobna, stosując nomenklaturę z wyżej wspomnianego katalogu. Półzłotki w tym roczniku w katalogu opisane są, jako odmiany 16.s i 16.s1. Dla nienotowanych wariantów monet używam jak zwykle kolejnego numeru z katalogu oraz znaku zapytania.

ROCZNIK 1785

1) 16.s2? (nie notowany) – WARIANT 1 – > REWERS 1/AWERS 1

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR/CLX.EX/MARCA/PURA COL./1785/E.B.
Nakład łączny rocznika = 62 828
Szacowany rozkład wariantu 1 w roczniku = 40% = 25 131 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

2) 16.s – WARIANT 2 – > REWERS 1/AWERS 2

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR/CLX.EX/MARCA/PURA COL./1785/E.B.
Nakład łączny rocznika = 62 828
Szacowany rozkład wariantu 2 w roczniku = 13% = 8 377 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R4

3) 16.s1 – WARIANT 3 – > REWERS 2/AWERS 1

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR/CLX.EX/MARCA/PURA COL/1785/E.B.
Nakład łączny rocznika = 62 828
Szacowany rozkład wariantu 3 w roczniku = 33% = 20 943 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

4) 16.s3? (nie notowany) – WARIANT 4 – > REWERS 3/AWERS 3

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR/CLX.EX/MARCA/PURA COL./1785/E.B.
Nakład łączny rocznika = 62 828
Szacowany rozkład wariantu 4 w roczniku = 13% = 8 377 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R4

To tyle na temat półzłotka w przedostatnim roku wybijania tego nominału. Mam nadzieję, że po raz kolejny pokazałem, że są to bardzo ciekawe monety i naprawdę warto je zbierać. Kończąc dziękuję każdemu, kto doczytał aż do tego momentu  J

We wpisie wykorzystałem zdjęcia monet z archiwum WCN, archiwum Antykwariatu Numizmatycznego M.Niemczyk oraz archiwum Gabinetu Numizmatycznego D.Marciniak. W napisaniu artykułu pomogły mi także informacje zaczerpnięte z PASAŻU WIEDZY Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie oraz dane przekazane mi przez Pana Rafała Janke.

sobota, 16 lipca 2016

Półzłotek 1786 – idealny na baserunek dla hołoty

Inauguruje w dniu dzisiejszym na moim blogu pisanie o kolejnym interesującym nominale srebrnych monet Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na pierwszy post z serii o półzłotkach wybrałem ostatni rocznik, w którym były wybijane, czyli rok 1786. Jest to bardzo ciekawy rocznik, który charakteryzuje się licznymi wariantami, z których nie wszystkie zostały dotychczas opisane w katalogach. Dziś będę chciał to nadrobić i je pokazać oraz szczegółowo opisać w dalszej części tego artykułu.

Zanim to jednak nastąpi najpierw chwila dla wielbicieli teorii mennictwa polski królewskiej. Skąd w ogóle wziął się dwugrosz zwany półzłotkiem, jaka rolę miał spełniać, dlaczego zakończono jego wytwarzanie a w końcu skąd taki dziwny tytuł dzisiejszego wpisu J? Jest to tylko kilka z wielu pytań, jakie możemy zadać na temat tego popularnego w czasach SAP nominału, zatem przejdźmy do meritum i napiszmy coś na ten temat.

Dwugrosze w polskim mennictwie występowały już wcześniej niż tylko w epoce ostatniego króla. Mianowicie za panowania Zygmunta II Augusta pojawiły się monety zdawkowe o wartości dwóch groszy, które z racji tego, że były bite w mennicy w Wilnie tylko w jednym 1565 roku, są dziś rzadkie i poszukiwane. Po roku 1565 dwugrosze na niemal 100 lat zniknęły z polskiego mennictwa by pojawić się znów za panowania Jana Kazimierza. Bito je w latach 1650 -1654 ale tym razem dla odmiany nie „wszędzie tylko nie w Wilnie”. Czyli wybijano emisje miejskie w Gdańsku, Toruniu, Elblągu oraz monety koronne w mennicach Bydgoszczy i Wschowie.  Znów były na rynku krótko, utrzymały się zaledwie 4 lata, stąd również i te dwugrosze są stosunkowo rzadkimi monetami. Trzeci władcą, za którego panowania wprowadzono ponownie ten nominał był nasz dobry znajomy Stanisław August Poniatowski. Moneta za czasów SAP była bita w latach 1766-1782 oraz 1785-1786. Zatem za czasów ostatniego SAP bito ten nominał łącznie aż 19 lat, czyli pobity został wynik poprzednich królów i tym samym ustanowiony został w tej konkurencji absolutny rekord polski J
Na mocy uniwersału z 10 marca 1766 roku wprowadzono ten nominał, jako srebrną monetę próby 0,437 o wadze 3,34 grama. Skąd nazwa półzłotek? Oficjalna nazwa tego nominału brzmiała - dwa grosze srebrne (lub srebrem). Jednak z racji tego, że ta nazwa była długa i skomplikowana a nasza moneta był warta dokładnie połowę ówczesnej złotówki, popularność zyskała nazwa półzłotek. Nazwa ta była stosowana powszechnie, również dla tego, że w łatwy sposób pozwalała odróżnić te monetę od dwóch groszy miedzianych, które był w tych czasach również w obiegu. Nasz półzłotek przecież był wart nominalnie aż 15 groszy miedzianych, więc stosowanie tej nazwy pozwalało unikać różnych handlowych nieporozumień. Na awersie półzłotka widnieje pięciopolowy herb Polski i Litwy oraz herb rodziny Poniatowskich „ciołek”. Nad herbem umieszczono koronę. Herb otoczony jest przez gałązki laurowe oraz palmy związane u dołu. Napis otokowy awersu w języku łacińskim brzmi: STANISLAUS AUG.D.G.REX.POL.M.D.L co znaczy STANISŁAW AUGUST Z BOŻEJ ŁASKI KRÓL POLSKI, WIELKI KSIĄŻE LITEWSKI. Rewers zawierał w sześciu rzędach po łacinie, określenie nominału monety, stopy menniczej, rocznika oraz inicjały zarządcy mennicy. Rewers rocznika 1786 brzmiał następująco: 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1786/E.B., co z grubsza oznacza nic innego jak: 2 GROSZE/160 SZTUK Z CZYSTEJ GRZYWNY KOLOŃSKIEJ/ROCZNIK 1786/ZARZĄDCA MENNICY EFRAIM BRENN.

Tak jak pisałem już powyżej nasz rocznik 1786 był ostatnim rokiem bicia tego nominału monet. Na mocy drugiej reformy menniczej uchwalono w 1786 roku (a wprowadzono w życie od 1787) nowy system monetarny, w którym funkcję półzłotka przejmował nowy nominał zwany „srebrne 10 groszy miedzianych”. Oczywiście po reformie półzłotki nadal były w obiegu, jednak z braku kolejnych emisji oraz z powodu akcji przetapiania „starych” monet na „nowe z mniejszą zawartością srebra” ich rola była marginalna.

A teraz coś „z innej mańki”, przejdźmy do szybkiego badania otoczenia historycznego, w którym obiegały interesujące nas monety.  Jako ciekawostkę podam fakt, że nasz dzisiejszy bohater – półzłotek, doczekał się swojej roli życia i wystąpił w prawdopodobnie najsłynniejszej polskiej komedii teatralnej. Otóż Aleksander Fredro w swojej „Zemście” wykorzystał półzłotka w jednym z wersów, podczas słynnej sceny plenerowej przedstawiającej pospolitą zadymę przy spornym murze, kiedy to Cześnik Raptusiewicz wraz ze swoją „załogą” przechodzą od argumentów do rękoczynów wobec konkurencyjnej "grupy" Rejenta Milczka (akt pierwszy, scena VII).  Nie wszyscy tak jak my mają to szczęście, że interesują się monetami. Więc mało, kto zwrócił na ten fakt dotychczas uwagę… a przecież idzie to tak:

CZEŚNIK (wołając za siebie)
Hej! Gerwazy! daj gwintówkę!
Niechaj strącę tę makówkę!
Prędko! (Rejent zamyka okno)

Ha, ha! fugas chrustas!
No, Śmigalski, dosyć będzie!
Daj półzłotka albo złoty
Baserunku* dla hołoty,
Ale zabierz im narzędzie.
Dosyć, dosyć na dziś będzie.(Zamyka okno)
*Baserunek (beserunek) - dawniej: wynagrodzenie za krzywdę (np. pobicie), odszkodowanie 

Co ciekawe badacze literatury umiejscawiając akcje sztuki Fredry w końcówce XVIII wieku powołują się na dwie przesłanki. Pierwsza to ta, że Cześnik wspomina o swoim udziale w Konfederacji Barskiej a druga taka, że typy bohaterów i ich zachowanie jest charakterystyczne dla kultury sarmackiej. My amatorzy monet polski historycznej dla tych badaczy mamy dodatkowe informacje. W prosty sposób możemy pokusić się o dokładniejsze datowanie. Jeżeli Konfederacja Barska zakończyła się w roku 1772 a półzłotki zakończono wybijać w roku 1786, to możemy zawęzić okres z „końcówki XVIII wieku” do w latach 1772-1786. Może to nie jest zbyt dokładne, ale oparte większej liczbie faktów więc co do zasady słuszne. I tak nasz półzłotek z 1786 pokazał swoją inną (czwarta ) stronę monety J

„Zemsta” to doskonała rozrywka, wiec jeśli ktoś ma chwilę i ochotę obejrzeć sobie scenę opisanej powyżej zadymy z półzłotkiem i baserunku, to zaczyna się ona około minuty 20 filmu, proszę link:


Ok. a teraz przechodzę już do istotnej części wpisu, jaką jest wyróżnienie wariantów monety z rocznika 1786. W najnowszym katalogu Parchimowicza i Brzezińskiego „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, wyróżnione zostały 4 odmiany. Autorzy zwrócili uwagę tylko na fakt odmienności układu liści lauru, co mimo tego, że jest dobrym kierunkiem to jednak nie zostało zrobione dokładnie i tym samym nie wyczerpuje ilości dostępnych wariantów tej monety, jakie możemy zbierać. Mimo tego, że ten rocznik nie jest popularny i łatwy do zdobycia, to po zbadaniu 43 sztuk będących w sprzedaży w XXI wieku odnoszę wrażenie, że mamy do zebrania nieco więcej wariantów półzłotka z 1786 roku. Poniżej opisze każdy z nich, pokaże różnice i oszacuje nakład oraz stopień rzadkości.

Zacznijmy „od końca” i na początek weźmy do analizy rewers. Bez wątpienia mamy, co najmniej 3 stemple rewersu. Punktami kontrolnymi, dzięki którym łatwo odróżnimy poszczególne stemple rewersów będzie: a) kropka nad literą „R” i b) cyfra „7” pod literą „A”

REWERS 1 - > a) kropka centralnie nad „R”; b) „7” centralnie pod „A”
REWERS 2 -> a) kropka centralnie nad „R”; b) „7” po skosie pod „A”
REWERS 3 -> a) kropka z boku nad „R”; b) „7” po skosie pod „A”


A teraz płynnie przejdźmy do awersów. Na podstawie przeglądu dostępnego materiału zlokalizowałem 6 różnych stempli. Stemple te różnią się wieloma drobnymi szczegółami, ale żeby temat uprościć proponuje poniżej sposób na ich odróżnienie. Naszymi punktami kontrolnymi będzie ułożenie względem napisów i tarczy herbowej trzech górnych par liści lauru. Każdej parze listków nadamy numer, pierwsza para od góry ma numer 1, druga 2 a trzecia – ta obok tarczy herbowej - numer 3. Będziemy rozpatrywać każdą parę listków osobno i na podstawie różnić ustalimy 6 wariantów awersu. Brzmi to dosyć skomplikowanie, wiec lepiej popatrzmy na te różnice i postarajmy się je zlokalizować.

AWERS 1 - > LISTKI 1 do litery „L”; LISTKI 2 do litery „O”; LISTKI 3 dotyka tarczy herbowej
AWERS 2 -> LISTKI 1 do litery „L”; LISTKI 2 do litery „P”; LISTKI 3 dotyka tarczy herbowej
AWERS 3 -> LISTKI 1 do litery „O”; LISTKI 2 do litery „P”; LISTKI 3 dotyka tarczy herbowej
AWERS 4 - > LISTKI 1 do litery „M”; LISTKI 2 do litery „L”; LISTKI 3 nie dotyka tarczy herbowej
AWERS 5 -> LISTKI 1 do litery „L”; LISTKI 2 do litery „O”; LISTKI 3 nie dotyka tarczy herbowej
AWERS 6 -> LISTKI 1 do litery „L”; LISTKI 2 do litery „P”; LISTKI 3 nie dotyka tarczy herbowej



Więc jak widać powyżej mamy 3 odmiany rewersów i 6 odmiennych awersów. Mając do dyspozycji 9 powyższych stempli to teoretycznie kombinacji monet mogłoby być nawet 18. To, że występuje ich tylko 6 i nie musimy rujnować naszych budżetów kupując wiele sztuk półzłotków 1786 zawdzięczamy faktowi, że rewers 1 występuje tylko z awersem 1 a rewers 2 tylko z awersem 2. Sprawcą zamieszania jest, więc rewers, 3 który występuję z awersami od 3 do 6. Poniżej złożyłem to w tabelkę.

REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
AWERS 4
AWERS 5
AWERS 6
REWERS 1
WARIANT 1





REWERS 2

WARIANT 2




REWERS 3


WARIANT 3
WARIANT 4
WARIANT 5
WARIANT 6

Przejdźmy teraz do wyników badania ilościowego. Wszystkie spośród 43 przebadanych sztuk zostały przyporządkowane do poszczególnych odmian. Wizualizuje to poniższa tabelka.

REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
AWERS 4
AWERS 5
AWERS 6
REWERS 1
9%





REWERS 2

44%




REWERS 3


21%
12%
12%
2%

Widać, że spośród przebadanych monet największą grupę stanowiły te w Wariancie 2 , natomiast najmniej razy (1 sztuka) spotkałem monetę w Wariancie 6. Znając nakład rocznika półzłotków 1786, który wynosił 283 365 egzemplarzy - możemy łatwo oszacować ile zostało wybitych monet w poszczególnym wariancie. Kolejna tabela pokazuje szacowany nakład poszczególnych wariantów.

REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
AWERS 4
AWERS 5
AWERS 6
REWERS 1
26 360





REWERS 2

125 208




REWERS 3


59 309
32 949
32 949
6 590

Najliczniejszy wariant szacuję na ponad 125 tysięcy egzemplarzy a najrzadszy na mniej niż 7 tysięcy. Ile z nich dotrwało do naszych czasów, tego nie wie nikt. Ważne jest to, że sam rocznik jest w miarę unikalny a już jak rozłożymy go na warianty to mamy zbierania na „całe życie” J. Ok. a teraz wyprowadźmy skalą rzadkości dla monet historycznych polski królewskiej Emeryka Hutten-Czapskiego. Odnieśmy ta skalę do oszacowanego powyżej nakładu, wiedząc, że szacowanie rzadkości do nakładu wyznacza nam maksymalne poziomy, ponieważ co do zasady rzadkość powinna być szacowana do ilości wstępującej w naturze w danym czasie. Duchem Świętym nie jestem, więc zadowalam się tym, co mam. Poniże kolejne zestawienie.

REWERS/AWERS
AWERS 1
AWERS 2
AWERS 3
AWERS 4
AWERS 5
AWERS 6
REWERS 1
R2





REWERS 2

R




REWERS 3


R1
R2
R2
R4

Tak, więc odnosząc się do skali, trochę subiektywnie oceniam rzadkość poszczególnych wariantów.  Jak widać każdy z nich jest stosunkowo trudno dostępny.

Ok., a teraz opisuje każdy wariant z osobna, stosując nomenklaturę z wyżej wspomnianego katalogu. Dla monet nienotowanych używam jak zwykle kolejnego numeru i znaku zapytania.

ROCZNIK 1786

1) 16.t4? – WARIANT 1 – > AWERS 1/REWERS 1

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1786/E.B.
Nakład łączny rocznika = 283 365
Szacowany rozkład wariantu 1 w roczniku = 9% = 26 360 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

2) 16.t – WARIANT 2 – > AWERS 2/REWERS 2

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1786/E.B.
Nakład łączny rocznika = 283 365
Szacowany rozkład wariantu 2 w roczniku = 44% = 125 208 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R

3) 16.t3 – WARIANT 3 – > AWERS 3/REWERS 3

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1786/E.B.
Nakład łączny rocznika = 283 365
Szacowany rozkład wariantu 3 w roczniku = 21% = 59 309 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R1

4) 16.t1 – WARIANT 4 – > AWERS 4/REWERS 3

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1786/E.B.
Nakład łączny rocznika = 283 365
Szacowany rozkład wariantu 4 w roczniku = 12% = 32 494 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

5) 16.t2 – WARIANT 5 – > AWERS 5/REWERS 3

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1786/E.B.
Nakład łączny rocznika = 283 365
Szacowany rozkład wariantu 5 w roczniku = 12% = 32 494 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

6) 16.t5? – WARIANT 6 – > AWERS 6/REWERS 3

Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis w 6 liniach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA COL./1786/E.B.
Nakład łączny rocznika = 283 365
Szacowany rozkład wariantu 6 w roczniku = 2% = 6 590 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R4

Na koniec należy podkreślić, że po raz pierwszy tezę o produkcji stempli w seriach po 3 sztuki sformułował Rafał Janke 5 października 2015 roku na wykładzie w siedzibie Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego w Warszawie. To właśnie wtedy można było się dowiedzieć, że zdaniem wykładowcy w czasach, gdy mennica miała srebra po dostatkiem (a nie było to znów tak częste) wykonywano z reguły po 3 stemple awersu i 3 stemple rewersu danego nominału. Doskonałym przykładem ilustrującym te tezę jest nasz półzłotek z 1786 roku, który zresztą był przytoczony, jako przykład na te działalność. Mamy w tym roczniku 3 stemple awersu, zatem to jedna seria oraz 6 stempli rewersu, co świadczy o dwóch seriach. Badając dokładniej awersy można nawet pokusić się o uzasadnione przypuszczenie, że pierwszej seria 3 stempli awersów zawierała te ponumerowane w poście powyżej od 1 do 3. Świadczy o tym choćby trzecia para liści lauru, która w pierwszych trzech awersach dotyka tarczy herbowej a w trzech kolejnych awersach do tarczy nie dotyka. To oczywiści tylko spekulacje i każdy może sam wyciągnąć swoje wnioski z tego materiału. Relacje z wykładu Rafała Janke można przeczytać na „zaprzyjaźnionym” Blogu Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka –  LINK DO ARTYKUŁU

To tyle na temat półzłotka w ostatnim roku wybijania tego nominału. Mam nadzieję, że tym wpisem udowodniłem, że są to bardzo ciekawe monety i naprawdę warto je zbierać. Nie zapominajcie również o tym, ze jak wpędzicie kogoś w tarapaty (zapewne niechcący, ale się zdarza najlepszym), to należy się wypłacić „beserunek dla hołoty”. Chociaż tu raczej aktualne bilety narodowego banku polskiego będą bardziej przydatne niż półzłotki – takie czasy J Kończąc dziękuję każdemu, kto doczytał aż do tego momentu i do zobaczenia wkrótce.

We wpisie wykorzystałem zdjęcia monet z archiwum WCN, archiwum Antykwariatu Numizmatycznego M.Niemczyk oraz archiwum Gabinetu Numizmatycznego D.Marciniak. Fragment „Zemsty” Aleksandra Fredro wykorzystałem ze strony portalwiedzy.onet.pl. W napisaniu artykułu pomogły mi także informacje i wskazówki przekazane przez Pana Rafała Janke.