Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fryderyk II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fryderyk II. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 sierpnia 2017

Srebrnik 1779, czyli jak (przez czysty przypadek) nie straciliśmy Gdańska.

Dziś proponuje w założeniu krótki, ale numizmatycznie treściwy wpis o najdrobniejszej monecie srebrnej Stanisława Augusta Poniatowskiego wybijanej przez mennice koronną w 1779 roku. Po pierwsze zauważyłem, że stosunkowo rzadko dotychczas pisałem o srebrnikach SAP, bowiem w całej historii bloga (nie licząc tematów falsyfikatów) popełniłem tylko jeden wpis, o roczniku 1774. Oczywiście to nie przypadek, bo mam ku temu pewne powody. Sytuacja wynika trochę z niedokończonych, bo rozgrzebanych analiz, jakie na temat tego nominału prowadzę „na boku”, które mają odpowiedzieć mi na kilka pytań dotyczących głównie tez, które konkretnie monety z lat 1766-1768 są fałszywe a jakie są bez wątpienia oryginalne. Próbkę rozterek w tym temacie dałem w artykule, w którym opisywałem pruskie fałszerstwa srebrników. Mimo tego, że wówczas dość jasno zakwalifikowałem kilkanaście wariantów stempli podróbek, to dałem sobie jednak furtkę do powrotu i przedstawienia poprawionej analizy tego problemu. A jako, że w tym nominale najwięcej ciekawego działo się moim zdaniem właśnie w początkowych latach panowania SAP, to jakoś podświadomie nie ruszam tych niezbyt pewnych roczników, czekając na cud oświecenia J. Jednak człowiek jest z natury swojej niecierpliwy i uznałem, że nie mogę tak jaskrawie pomijać jednego z podstawowych nominałów. Szczególnie, że całkiem niedawno stałem się szczęśliwym właścicielem jednego z egzemplarzy a dodatkowo i prywatnie uważam, że rocznik ten nigdy nie został dokładnie zbadany i opisany. Tym sposobem, zdecydowałem się napisać o roczniku 1779 i o tajemnicach, jakie skrywa.

Jak zwykle temat monety chciałem powiązać z jakąś interesującą sytuacja lub wydarzeniem, które wydarzyło się w roku wybicia opisywanej dziś monety. Jednak już na wstępie dodam, że rok 1779 jest jednym ze szczególnych, w których w kraju zbyt wiele ciekawych rzeczy nie miało miejsca… Nawet jedno z moich ulubionych źródeł historycznych dostępnych w internecie opisuje ten okres tak: „W roku 1779 nie doszło w RP do istotnych wydarzeń wartych odnotowania w tym miejscu.” J. Czy, rzeczywiście był to taki nudny czas? A może to tylko taka przysłowiowa „cisza przed burzą”? Będzie się jeszcze nie raz okazja przekonać i to nawet na blogu, bo w końcu z tego rocznika dotychczas pisałem tylko o półzłotkach. Co znaczy, że jest jeszcze sporo nominałów do opisania i ciekawostek do opowiedzenia. Mam kilka swoich ulubionych i dziś sięgnę do historii, która co prawda fizycznie rozegrała się obok terenów I Rzeczpospolitej, jednak była z nią dość istotnie powiązana przez grube nici ówczesnej geopolityki. Tezę zamieściłem już w tytule (ręce precz od Gdańska!)  i mam nadzieję, że temat dla wielu może okazać się nowy i przez to zaciekawi nie tylko zdeklarowanych miłośników monet SAP. Głównym dzisiejszym wątkiem, wokół którego będę snuł swą opowieść będzie spór o sukcesję Bawarską. Konflikt rozgrywany na wielu płaszczyznach od salonów europejskich stolic po pola, okopy i kartofliska, stąd dość ciekawy i jak ulał nadający się do krótkiego przybliżenia. Poniżej pierwsza ilustracja nawiązująca do dzisiejszego wpisu.

Ok, zatem starujemy i zanim, zatem przejdę do ciekawostek związanych ze srebrnym groszem ostatniego króla z rocznika 1779, to nieco odkurzę zapomniany konflikt, którego finał (czy szczęśliwy?) znalazł miejsce w Sali Sejmu Ziemskiego w Cieszynie, gdzie podpisano traktat pokojowy kończący epizod zwany popularnie „wojną o sukcesje bawarską”. W rzeczywistości pokój ten kładł kres szeregowi nieporozumień i konfliktów (w tym tych zbrojnych) pomiędzy Austrią a Prusami trwających z przerwami od 1740 roku. Powodem ostatniej z wojenek pomiędzy zaborcami zakończonej pokojem w Cieszynie było ustalenie, kto odziedziczy władzę po zmarłym bezpotomnie w 1777 roku elektorze Bawarii Maksymilianie III Józefie. Generalnie jednak tłem tych wszystkich konfliktów była niechęć starej dynastii Habsburgów rządzącej w Wiedniu do skoligaconych z nimi innych dworów niemieckich w tym Bawarskiego i Pruskiego. Prusy za sprawą znanego nam już obrotnego króla Fryderyka II, zwanego Wielkim - prowadziły intensywną politykę powiększania swojego państwa i wzrostu swojego znaczenia, co jawnie kłóciło się z podobnymi planami Cesarstwa
Austrii. Bezkrólewie, jakie powstało w Bawarii, a więc terytorium położonym pomiędzy zwaśnionymi stronami było idealnym sposobem by w tym długoletnim już konflikcie przechylić szalę na swoja stronę. Temat sukcesji nie był łatwy do rozstrzygnięcia i obie strony miały swoje argumenty, udowadniające, że to właśnie ich faworytom i poplecznikom należy się scheda po zmarłym władcy. Jednak szybko okazało się, że jedynym legalnym spadkobiercą akceptowanym przez obie strony zostanie książę Palatynatu, niejaki Karol Teodor. Jednak to nie załatwiało sprawy, bo obie strony zdawały sobie sprawę, że problem nie został definitywnie rozwiązany, gdyż owy Karol Teodor również „oficjalnie” był bezdzietny i rozwiązanie było tylko tymczasowe. Jasne było, że po jego śmierci konflikt rozgorzeje na nowo. I wtedy właśnie postanowił zadziałać Józef II, młody cesarz Austrii, który był „na dorobku” i bardzo pragnął zapisać się w historii świata, chociażby poprzez odbudowanie potęgi rodu Habsburgów. Już w 1778 roku udało mu się poczynić kolejny (trzeci) krok w tym kierunku (po I Rozbiorze Polski i odebraniu Turkom Bukowiny), gdyż zawarł umowę z „tymczasowym” Karolem Teodorem na mocy, której w zamian za odpowiednie uposażenie gromadki jego nieślubnych dzieci i uznanie ich prawowitymi spadkobiercami, już teraz „w promocji” odda Austriakom 1/3 terenu Bawarii.  Żeby nie dać szans na ewentualna zmianę decyzji, jeszcze zanim ostatecznie porozumienie weszło w życie, Józef II wraz z armią cesarską wkroczył do „swojej 1/3 Bawarii” uprzedzając ewentualne protesty ze strony Prus, kiedy układ zostanie oficjalnie ogłoszony. Taka postawa poważnie skomplikowała sytuacje w tym rejonie, gdyż po pierwsze na takie rozwiązanie nie było zgody sąsiednich państw a po drugie, król Prus osobiście poczuł się „zrobiony w wała” i otwarcie wystąpił przeciwko temu działaniu. Oczywiście prusacy również nie byli w „ciemnie bici” i oficjalnie swoje działania uzasadniali wystąpieniem w imieniu „skrzywdzonego” takim obrotem sprawy brata Karola Teodora – Karola III księcia Zweibricken, który miał prawa do objęcia władzy w Bawarii. Nieoficjalnie oczywiście prusacy nie chcieli pozwolić na dominacje austriacką na „swojej niemieckiej ziemi”. Ot taka mała kłótnia i zadyma w germańskiej rodzinie J. Obok główny „podmiot” sporu, Karol Teodor, który troszczył się o nieślubne dzieci bardziej niż o swój lud.

Na początek oczywiście próbowano polityki zagranicznej. Austria ciesząca się poparciem Francji a Prusy za wstawiennictwem Anglii i Rosji podjęły mediacje, próbując dyplomacją rozstrzygnąć konflikt pokojowo. Jednak sztywne stanowiska obu stron oraz raczej bierna postawa wspierających je mocarstw, które miały wówczas swoje problemy i nie były zainteresowane włączaniem się w lokalny konflikt nie posuwały rokowań do szczęśliwego zakończenia. Scenariuszów rozwiązań było kilka i tu właśnie dochodzimy do zagadnienia związanego z tytułową rolą Rzeczpospolitej. Największe szanse powodzenia miał rozbiór Bawarii na wzór całkiem niedawno przeprowadzonego I Rozbioru Polski i podział kraju na elementy, które zadowolą obie strony. Jednak do tego trzeba by uzyskać jakiś kompromis a pomiędzy Habsburgami a Wittelsbachami wyraźnie nie było „chemii”. Kolejną braną pod uwagę stron możliwością rozstrzygnięcia konfliktu był plan pruski zwany „zamiennym”. Plan ten był prosty: w zamian za 1/3 Bawarii, jaką zagarnęli ostatnio Habsburgowie, Austriacy oddają Rzeczypospolitej (nam J) znaczną część Galicji, jaką uzyskali w ramach I Rozbioru Polski a w zamian za to, Polacy (my J) zrzekniemy się na korzyść Prus - Gdańska, Torunia i znacznej części Wielkopolski. Ot ciekawostka rodem z mózgu pruskiego ministra spraw zagranicznych. Jednak i tu nie uzyskano kompromisu, gdyż austriaccy nie po to doprowadzili do konfliktu żeby tracić. Tym sposobem, na szczęście nie doszło do „wymiany” terenów i fuksem nie straciliśmy Gdańska i innych ziem, do których śliniły się pruscy sąsiedzi. Ciekawe i nieco teoretyczne może być rozważanie, czy w ogóle I Rzeczpospolita była by w stanie przeciwstawić się temu gwałtowi. Czy król i magnaci upokorzeni I Rozbiorem zwarliby szeregi i odmienili losy kraju? Kto wie, jak by się to wszystko potoczyło…

Jednak na „wymianę” również zgody nie było, toteż konflikt z salonów przeniósł a się na pola. Sięgnięto do sprawdzonych już rozwiązań i król Prus Fryderyk II postanowił, że „nie ma już z nimi, o czym gadać” i założył, że metoda faktów dokonanych znów zadziała najlepiej. Nie wiele się namyślając jak postanowił tak uczynił i wkroczył na teren Bawarii razem ze swoją niemal 155 tysięczną armią. Austriacy nie pozostali bierni i szybko zebrali swoje 142 tysięcy wojska i wysłali na sporny teren. Ciekawie mają się te siły, kiedy porównamy je do zaledwie kilku tysięcznej armii koronnej I Rzeczpospolitej, jaka była wówczas „pod bronią”. Ale na szczęście król Poniatowski nie był stroną w tym konflikcie i Niemcy gonili się po polach i lasach jedynie w swoim towarzystwie. Wojna prowadzona była w trudnym terenie na terytorium dzisiejszych Czech, przez co nie była jakaś wybitnie dynamiczna i nie obfitowała w walne starcia obu ogromnych armii. Wprost przeciwnie, obie strony unikały otwartych konfliktów, zadowalając się podjazdami i szarżami na tabory i działając jak
by to była wojna partyzancka. Większość czasu wojsko spędzało w marszach i okopach, cierpiąc z głodu i chłodu. Nic dziwnego, że wojsko szybko dotknęły plagi najróżniejszych chorób, nieuleczalne zarazy, pomór koni oraz inne drobniejsze klęski. Trzeba dodać, że wpływ na ten stan rzeczy miała również monotonna dieta oparta niemal wyłącznie na kartoflach wykopanych z okolicznych pól. Taki obrót spraw spowodował lawinę dezercji, co w konsekwencji zmusiło strony do wycofania wojsk pruskich na „z góry upatrzone pozycje” na swoim terytorium. W literaturze często ta dwuletnia potyczka nazywana jest „wojna kartoflaną” widocznie wielotysięczne armie musiały naprawdę nieźle spustoszyć dopiero, co obsiane areały uprawy tej zamorskiej rośliny J. Część z historyków uznaje wojnę o sukcesję bawarską za ostatnią wojnę gabinetową w historii wojskowości, prowadzoną nie zbrojnie a poprzez posłów, posłańców i dyplomatów. Niemniej jednak w tych wojennych szaradach-podchodach, to jednak prusacy byli uznanymi mistrzami i to właśnie ich pozycje były w lepszej sytuacji taktycznej od wojsk przeciwników. I pewnie sytuacja taka trwała by jakiś dłuższy czas, gdyby nie wyżej już wspomniane plagi, jakie spadały na pruskie armie pozbawione logistycznego wsparcia na terytorium dzisiejszych Czech, które spowodowały rozkaz wycofania do Prus żeby tam przeczekać i przezimować. Obok prezentuje obraz przedstawiający opatrywanie ran pruskiego króla, których nabawił się podczas tego konfliktu. Być może ten fakt również miał wpływ na podjęcie decyzji o wycofaniu wojsk z terenu Czech. Jak by nie było Austriakom będącym w defensywie, taka decyzja „spadała z nieba” i już w styczniu 1779 ich wojska przeszły do ofensywy „atakując” Ziemię Kłodzką. Do wiosny na scenie wojennej nic się ciekawego nie działo, z a to w dyplomacji aż huczało, kiedy obie strony atakowały się wzajemnie oskarżając się o gwałcenie swoich praw i zasad Rzeszy. 

Trwało to jakiś czas i końca nie było widać. Wówczas pierwsza nie wytrzymała matka cesarza Austrii Maria Teresa, która przy znacznej pomocy drugiej z „mocnych kobiet” tych czasów, carycy Rosji Katarzyny I - zmusiła obie strony konfliktu do schowania szabelek i powrotu do rokowań. Efektem rozmów było podpisanie 13 maja 1779 pokoju w Cieszynie, na mocy, którego Austrii przypadło 234 mil kwadratowych terytorium Bawarii, położonych między Dunajem, Innem oraz Salzachem, które wraz z zamieszkującymi je 80 tysiącami mieszkańców. Tym czasem Fryderyk II i jego Prusacy uzyskali bezpośredni wpływ na sytuację na spornym terenie. W ten oto sposób spełniło się kolejne marzenie pruskiego króla o zbudowaniu wielkiego mocarstwa i przyłączanie nowych terenów do swojego terytorium. Sytuacja ta również pokazuje mechanizm wpływania silnych krajów na swoich słabszych sąsiadów. To, że konflikt już na początku swojego trwania nie zakończył się Rozbiorem Bawarii świadczy tylko o tym, że strony musiały dojść do dyplomatycznego porozumienia. Jak widać same Austria i Prusy nie potrafiły się w II połowie XVIII wieku dogadać i to właśnie Rosja była katalizatorem zgody. Porozumienie pomiędzy sąsiednimi mocarstwami było dla nas kolejnym „gwoździem do trumny”, bo kosztem zaledwie 300 ofiar, jakie poległy podczas tych wojennych zmagań, ustanowiono nowy porządek na terenach państw germańskich. Porozumienie wspierało Prusy, naszego śmiertelnego wroga a dodatkowo odbierało realne szanse na utworzenie w regionie „trzeciej siły”, która potencjalnie mogłaby być stworzona z wielu państw Rzeszy Niemieckiej, a Bawaria i Saksonia mogłyby być podstawą takiej unii. Zamykając ten rozdział, większej roli naszego króla czy Rzeczpospolitej w tym konflikcie nie było. Nie odzyskaliśmy ziem Galicji, ale równocześnie nie straciliśmy Gdańska, Torunia i Wielkopolski. Można uznać to za remis ze wskazaniem na przeciwnika. Poniżej mapa Bawarii z zaznaczeniem linii podziału pomiędzy oba mocarstwa.

A teraz po tym „niemieckim skoku w bok” czas na powrót nad Wisłę, do Warszawy i jej mennicy koronnej w 1779 roku. Na początek prezentuje przykładowe zdjęcie srebrnego grosza i na jego podstawie określimy, co dotychczas wiemy o tej monecie.
W dotychczas wydanej oficjalnej literaturze numizmatycznej, co do zasady wyróżnia się tylko jedną odmianę srebrnika z 1779 roku. Nie będę cytował informacji z poprzednich katalogów, skupie się tylko na najnowszej pozycji autorstwa duetu Parchimowicz i Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” wydanym w ubiegłym roku. Tam pod pozycją 15.k znajdujemy szczegółowy opis interesującego nas dzisiaj numizmatu.

AWERS: Ukoronowany monogram królewski SAR wpisany w kwadrat
REWERS: Wpisany w kwadrat 5-cio wersowy napis określający próbę srebra i rocznik - 320/EX/MARCA/PURA.COL./1779.  Dodatkowo kolejne cztery wersy tekstu opisane na kwadracie, określające nominał, tytulaturę władcy oraz inicjały ówczesnego intendenta mennicy Efraima Brenna - 1.GR./R.POL./E.B./M.D.L.
Słowem, mamy tu standardowy układ, występujący na większości koronnych srebrnych groszy SAP. Dodatkowo w katalogu mamy odniesienia do poprzednich publikacji, czyli najważniejszych katalogów z lat minionych. I tak moneta 15.k, to również to samo, co: Plage 228, Kopicki 2316 i Parchimowicz 1214.l. W innym miejscu autorzy podają nakład, który dla tego rocznika wynosi 85 652 sztuk oraz za Kopickim podają stopień rzadkości, określony na R3. Ot cała wiedza i filozofia dostępna na ten temat w pigułce.

I co teraz? Teraz przyjrzyjmy się dokładniej i bliżej obu stronom monety i postaramy się znaleźć różnice, które pozwolą nam policzyć stemple i w efekcie opisać warianty, w jakich występuje ta moneta. Zacznijmy od głównej strony grosza, czyli od awersu. Tradycyjnie wprowadzę swój „punkt kontrolny”, który pomoże nam łatwiej dostrzec te odmienności. Dla awersu będą to 2 punkty. Punkt „a)”, w którym zajrzymy do wnętrza korony i który przyjmie dwie możliwości „wnętrze korony skośnie karbowane” oraz „wnętrze korony gładkie”. Tu powtarza się nam obserwacja z opisywanego wcześniej rocznika 1774, gdzie również ta zmienna okazała się kluczowa dla awersu. Dodatkowo wprowadzimy drugi punkt „b)” w którym przyjrzymy się najwyższemu punktowi korony, czyli krzyżowi. Mamy dwie możliwości: „krzyż dotyka linii kwadratu” lub „krzyż zachodzi na linie kwadratu”. Obie zmienne tworzą 3 odmienne układy, które wizualizuje na powiększonych zdjęciach poniżej.
Podsumowując ten fragment, na awersie mamy dwie zmienne, które w efekcie pozwalają wyznaczyć 3 stemple awersu, które już w całej okazałości pokazuje poniżej.

AWERS 1 -> a) wnętrze korony skośnie karbowane; b) krzyż dotyka linii kwadratu;
AWERS 2 -> a) wnętrze korony skośnie karbowane; b) krzyż zachodzi na linie kwadratu;
AWERS 3 -> a) wnętrze korony gładkie; b) krzyż zachodzi na linie kwadratu;

 Teraz czas na druga stronę srebrnika. Tam teoretycznie może czaić się wiele ciekawostek, bo gdzie szukać różnic jak nie na elementach napisowych. Rozczaruję poszukiwaczy wariantów stempli, że z analizy dostępnego materiału jestem zdania, że mamy do czynienia tylko z 2 stemplami rewersu. Żeby je łatwo rozpoznać wprowadzę punkt kontrolny ”a) „ w którym będziemy porównywać usytuowanie kropki, występującej pomiędzy wyrazami PURA i COL, w stosunku do napisu MARCA występującego powyżej. Kropka a więc i punkt kontrolny „a) „ może przybrać tylko dwie wartości: „kropka pod literą C” lub „kropka pod literą R”. Na zdjęciach poniżej można prześledzić oba układy.
To doprowadziło do wyznaczenia dwóch stempli rewersu. Pełne zdjęcia rewersu w obu wariantach prezentuje poniżej.

REWERS 1 -> a) kropka pod literą C;
REWERS 2 -> a) kropka pod literą R;
Teraz płynnie przechodzimy do badania ilościowego opartego głównie na dostępnych zdjęciach rodem z licznych baz aukcyjnych. Do dzisiejszego artykułu udało mi się zgromadzić 26 egzemplarzy i na tej próbie będę wyciągał dalsze wnioski dotyczące całego rocznika badanej dziś monety. Na początek zobaczmy ilu wariantów srebrnika doszukałem się porównując obie strony.
Jak widać powyżej, można wyznaczyć 3 warianty srebrnego grosza z 1779. Jednak dla porządku należy dodać, że wariant 1 i 2 różnią się od siebie nieznacznie, jedynie awersem, Na zdjęciach pokazałem róznicę w usytuowaniu krzyża w koronie, lecz jest tam więcej drobnych różnic w tym środkowa część litery "R" w monogramie SAR.  

Zobaczmy ile poszczególnych wariantów wystąpiło w przebadanej próbie. Zestawienie obrazujące rozkład procentowy w poniższej tabelce.
I tak, podstawowym układem jest WARIANT 1, który wystąpił na ponad połowie egzemplarzy. Z drugiej strony skali mamy WARIANT 3, którego „gładka korona” zaobserwowana została przeze mnie na zaledwie 19% sztuk. Odnieśmy teraz te dane do znanego nam nakładu, wynoszącego 85 652 egzemplarzy. Zestawienie poniżej pokazuje ile poszczególnych wariantów monety wybito (teoretycznie) w ramach całego nakładu.

Zdziwienie nie ma. Rozkład procentowy i nakład pokazał nam, że ilość poszczególnych wariantów waha się od 46 do 16 tysięcy sztuk. Najmniej jest monet w układzie WARIANT 3 i to fakt, z którym trudno dyskutować. Ok, a teraz stopnie rzadkości według skali hr. Emeryka Hutten-Czapskiego oraz moja ich interpretacja.
Jak widać nie powieliłem stopnia R3, jaki przyznano temu rocznikowi (jako całość) w najnowszym katalogu. Uważam, że to nieco przeszacowana wartość i na tę notę zasługuje wyłącznie jedynie najmniej popularny WARIANT 3 występujący w tym roczniku. Dla WARIANTU 1 moim zdaniem R1 jest całkiem adekwatną wartością.

To tyle, pozostaje mi już tylko pokazanie i opisanie monet w układzie katalogowym. 

ROCZNIK 1779

15.k – WARIANT 1 – > AWERS 1/REWERS 1
Awers: ukoronowane inicjały królewskie SAR wpisane w kwadrat
Rewers: napis w 5 wersach wpisany w kwadrat 320/EX/MARCA/PURA.COL./1779.; nad kwadratem 1.GR.; z prawej strony kwadratu R.POL.; z lewej strony M.D.L; pod kwadratem inicjały E.B.
Nakład łączny rocznika = 85 652
Szacowany rozkład wariantu 1 w roczniku = 54% = 46 120 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R1

15.k1? – WARIANT 2 – > AWERS 2/REWERS 1
Awers: ukoronowane inicjały królewskie SAR wpisane w kwadrat
Rewers: napis w 5 wersach wpisany w kwadrat 320/EX/MARCA/PURA.COL./1779.; nad kwadratem 1.GR.; z prawej strony kwadratu R.POL.; z lewej strony M.D.L; pod kwadratem inicjały E.B.
Nakład łączny rocznika = 85 652
Szacowany rozkład wariantu 1 w roczniku = 27% = 23 060 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

15.k2? – WARIANT 3 – > AWERS 3/REWERS 2
Awers: ukoronowane inicjały królewskie SAR wpisane w kwadrat
Rewers: napis w 5 wersach wpisany w kwadrat 320/EX/MARCA/PURA.COL./1779.; nad kwadratem 1.GR.; z prawej strony kwadratu R.POL.; z lewej strony M.D.L; pod kwadratem inicjały E.B.
Nakład łączny rocznika = 85 652
Szacowany rozkład wariantu 1 w roczniku = 19% = 16 472 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R3

Na dziś to koniec historii. W dzisiejszym nie najdłuższym wpisie (jest postęp J) udało mi się przedstawić bliżej nieznaną historię związaną z realiami geopolitycznymi, w jakich trwała I Rzeczpospolita w II połowie XVIII wieku. Jak się okazuje, to że nie straciliśmy wówczas kolejnych terytoriów i miast nie do końca było naszą zasługą a raczej zbiegiem okoliczności w których nasz kraj był tylko igraszką w łapach „wielkich tego świata”. Z numizmatycznego punktu widzenia, udało się dziś pokazać znane mi stemple srebrnika z 1779 roku oraz bardziej szczegółowo opisać ten rocznik. Czyli przyjemne z pożytecznym J. I tym optymistycznym akcentem żegnam się, jednocześnie zapraszając za jakiś czas.

W dzisiejszym tekście wykorzystałem informacje z najnowszego katalogu monet SAP autorstwa Janusza Parchimowicza i Mariusza Brzezińskiego „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” oraz ze stron internetowych www.instytuthistoryczny.pl, www.konflikty.pl, i z serwisu Wikipedia.pl, Zdjęcia monet wykorzystane we wpisie i podczas analizy pochodzą z archiwów aukcyjnych Warszawskiego Centrum Numizmatyki, Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka, serwisu Allegro oraz z Muzeum Narodowego w Krakowie (kolejny raz!) i ze zbiorów Rafała Janke oraz z moich własnych.

sobota, 4 lutego 2017

Fałszerstwa pruskie cześć 7, czyli odróżniamy miedziane trojaki i grosze

Jak zapewne już ze 100 razy pisałem, monety miedziane Stanisława Augusta Poniatowskiego nie znajdują się w głównym obszarze mojego numizmatycznego zainteresowania. Tym samym projektując cykl wpisów o pruskiej działalności fałszerskiej w okresie SAP, zamierzałem ograniczyć temat wyłącznie do procesu podrabiania monet srebrnych. Nie jest jednak tak, że nie wiem nic o pozostałych fałszowanych numizmatach z okresu Poniatowskiego. Nie da się przecież badając aktywnie mennictwo tego okresu, już na etapie pozyskiwania danych, oddzielać informacji względem konkretnego metalu, z jakiego dane monety zostały wykonane. Stąd wiele informacji, jakie posiadłem i jakie wciąż przyswajam, odnosi się praktycznie do wszystkich rodzajów monet występujących w II połowie XVIII wieku w naszym kraju… a nawet nie tylko samych monet, bo przecież dotyczą także medalów, żetonów, wszelkich prób, monet z puncami dominalnymi, nieudolnych kopii wykonanych w epoce, nowoczesnych podróbek etc. Tak szerokie spektrum daje mi to możliwość, spełnienia kilku próśb, jakie potrzymałem ostatnio i możliwość domknięcia tematyki pruskich fałszerstw. Zrobię to krótko opisując podróbki monet miedzianych i złotych. Na pierwszy ogień idą miedziaki, które jak wiadomo „od zawsze” cieszą się ogromną popularnością wśród amatorów monet historycznych. W dzisiejszym wpisie postaram się podzielić z czytelnikami najważniejszymi informacjami o fałszerstwach trojaków i groszy miedzianych. Opiszę znane mi fałszerstwa pruskie tych dwóch rodzajów monet oraz odpowiem na pytanie jak odróżnić oryginał od XVIII wiecznej kopii. Fryderyk II Wielki znów zaprasza nas do siebie, a zatem do dzieła!

Na początek określmy sobie, jaką była rola monet miedzianych w ówczesnym systemie społecznym i monetarnym. To, że była zgoła inna od monet srebrnych, jakie zwykłem opisywać na blogu – to pewne. Generalnie drobne monety miedziane przeznaczone były z definicji dla plebsu i wszelkiego pospólstwa. Jeśli wczytamy się w dokumenty lub publikacje z XVIII wieku dotyczące transakcji, jakich dokonywały w tym czasie domy szlacheckie, to zaręczam, że pewnie w 99,9% będą to kwoty podane w dukatach (czerwonych złotych), talarach lub ewentualnie jakaś końcówka kwoty w złotych. Zatem było tak, że „gruba” kruszcowa i wartościowa moneta – przeznaczona była „dla panów”, natomiast miedziane krążki służyły głównie „całej reszcie chamstwa”. Tak śmiało można napisać biorąc pod uwagę ówczesną strukturę społeczną, którą doskonale charakteryzuje Tadeusz Korzon we wstępie do swego pięciotomowego dzieła „Wewnętrzne dzieje Polski za panowania Stanisława Augusta (1764-1794)”. Autor charakteryzując stosunki społeczne z okresu wstępowania na tron ostatniego króla, wskazuje na nasze ogromne zacofanie względem krajów europejskich. Cała winę za ten stan rzeczy autor obarcza polską szlachtę, która w XVIII wieku sama nazywając siebie „Prześwietnym Stanem Rycerskim” w imię budowania „narodu szlacheckiego” zniewoliła swoich poddanych tworząc w XVIII wiecznym kraju, system feudalny rodem ze średniowiecza. Tym samym nie można się dziwić, że w ramach jednego systemu monetarnego praktycznie obok siebie istniały dwa światy. Trzeba tu dodać, że nie była to „wina Poniatowskiego”, gdyż sytuacja w Polsce zaczęła się psuć i iść w kierunku zagłady już od „Potopu Szwedzkiego” a całkowicie się do niej zbliżała za panowania Sasów. Wracajmy jednak do naszych miedziaków SAP. Monety miedziane w wielkich ilościach wybijane były w Polsce już od XVII wieku, słynne „boratynki” doskonale pookazują skalę popularności tego rodzaju pieniądza. Szelągi miedziane zawierały 1,3 grama miedzi, której wartość był bliska zeru. W późniejszym okresie, król August III też dołożył swoje, bijąc miliony polsko-saskich szelągów i zalewając nimi nasz kraj. Co się tyczy monet miedzianych w czasach SAP jeszcze zanim przejdziemy do fałszerstw, pierwszym krokiem będzie określenie ich praktycznej wartości.  Spójrzmy na tabelkę z systemem monetarnym z 1766 roku.
Jak widzimy, nominalnie jeden złoty dukat w 1766 wart był ponad 167 miedzianych trojaków, ponad 502 miedzianych groszy, 1005 miedzianych półgroszy oraz aż 1507,5 miedzianych szelągów. Trzeba nam jednak wiedzieć, że była to tylko wartość teoretyczna, bo praktycznie nie można było na przykład pójść sobie do banku (zakładając, że już wtedy istniały) lub kantoru (czyli do Żyda) i pełną czapkę zawierającą na przykład 502 miedzianych groszy i 3 półgrosze wymienić na złotego dukata. Było to niemożliwe z prostego powodu, monety złote i srebrne były monetami kruszcowymi, czyli ich wartość była praktycznie równa wartości szlachetnego metalu, jaki w sobie zawierały. Inaczej było z miedzią. Monety miedziane były pod wartościowe i szacuje się, że ich wartość nominalna była około dwa razy wyższa od wartości miedzi, jaką zawierały. Stąd w praktyce 540 sztuk miedzianych groszy było warte zaledwie tylko połowę dukata – a nie całego, jak pokazuje tabelka. Trochę to dziwne, ale takie były realia, miedziane monety zdawkowe nie miały takiej siły nabywczej jak to zapisano w ustawie. Jednak były ważne dla dobrego funkcjonowania pospolitego handlu i w ramach monet miedzianych, zachowywały swoją wartość. Coś jak słynna ostatnio „Europa dwóch prędkości” czy też „Polska A” vs „Polska „B” J. To chciałem na wstępie zaznaczyć, żeby dalej przejść do problemu zysku z bicia monet miedzianych oraz co za tym idzie fałszerstw miedziaków, jakie będę opisywał poniżej.

Jak pamiętamy z moich poprzednich wpisów podrabianie monet srebrnych przez pruskie mennice polegało z grubsza na wykonywaniu monet jak najbardziej zbliżonych wyglądem i wagą do oryginałów przy jednoczesnym zaniżaniu próby srebra. Prusacy tak wyspecjalizowali procesy mennicze, że uzyskiwali bardzo dobrze podrobione monety zawierające jednak aż o połowę mniej srebra niż wynikało to z polskiej ustawy. W miejscu brakującego srebra dawano tanią miedź, tak żeby waga w miarę się zgadzała. Jak zatem fałszowano monety miedziane? Otóż było to jeszcze prostsze niż w monetami kruszcowymi. Jak już napisałem wyżej samo wybicie (nawet oryginalnej) monety miedzianej było bardzo zyskowne, gdyż wartość miedzi zawartej w takiej monecie była o połowę niższa od jej nominału. Świetnie zyskowność z takiej działalności przedstawił Władysław Terlecki w słynnej książce „Mennica warszawska”. Autor, jako były dyrektor mennicy zna się doskonale na rzeczy i w prosty sposób wyjaśnia, na czym polegała wyjątkowa opłacalność bicia miedziaków w XVIII wieku. Cytuje” Kalkulacja bicia monety miedzianej przedstawiała się następująco: kupując miedź na Węgrzech płacono za nią 17 ¼ dukata za cetnar, tj. 160 funtów miedzi wagi kolońskiej. Ze 160 funtów miedzi bito zgodnie z ustawą 18 432 grosze, co przy zamianie na dukaty według kursu oficjalnego (dukat = 502,5 groszy miedzianych), dawało 36,7 dukatów, tj. około 20 dukatów czystego zysku. Uwzględniając koszt bicia i dopłatę do Skarbu Państwa w wysokości 25 groszy od funta przebitej miedzi, emitowanie monety miedzianej nieposiadającej własnego pokrycia wewnętrznego było przedsięwzięciem bardzo korzystnym. Ten stan rzeczy wyjaśnia również anomalię w stosunku wartości złota do miedzi w omawianym systemie pieniężnym, formalnie mającego się, jak 1: 571, gdy realny stosunek wartości wynosił jak 1:1245.”  Jak widzimy każda mennica, nawet te oryginalne krakowska i warszawska bardzo dobrze zarabiała na biciu miedziaków. Oczywiście ten fakt nie był wielką tajemnicą dla ówczesnych urzędników i dlatego właśnie kontrakt menniczy był tak pomyślany i skonstruowany, aby bicie monet złotych i srebrnych generalnie nie przynosiło większych dochodów (praca po kosztach) a cały zysk mennica osiągała z bicia monet miedzianych. Jednak, żeby nie tworzyć patologii, w których zarządca mennicy biłby tylko „zyskowne miedziaki” ustalano z urzędu stosunek ilości monet srebrnych do miedzianych, jaki musiał być przez mennice respektowany. Z publikacji „Przyczynki do historyi medali i monet polskich bitych pod panowaniem Stanisława Augusta” wiemy, że w roku 1766 kontrakt menniczy opiewał na to, żeby na każde 8 złotych wybite w monecie srebrnej można było wybić tylko 1 złotych w miedzi. Oczywiście 8 złotych srebrem mogło stanowić zaledwie jedną monetę (talara) a 1 złotych w miedzi to aż 720 monet o nominale szeląga. Tak, więc w interesie właściciela mennicy było wybijać jak najwięcej monet miedzianych, co jak wiemy zarządca mennic w początkach okresu SAP, Gartenberg starał się robić pomimo urzędowych ustaleń i zakazów. Ale nie zbaczam z tematu i wracam do pruskich fałszerstw.

Wiemy już, że fałszując monety miedziane pruscy nie musieli kombinować ze składem stopu. Bili monety z czystej miedzi, a zysk osiągali na tym ze surowiec był tańszy od nominału. Wiedząc już, na czym polegało zarabianie na miedzi, zobaczmy, jakie monety były najbardziej opłacalne. Jak można z góry założyć najlepszą do fałszowania moneta miedziana była taka, której nominał był jak najwyższy a wartość miedzi jak najmniejsza. Dla amatorów monet SAP, nie ulega wątpliwości, że najbardziej profitowym nominałem dla fałszerzy były  trojaki i grosze. Nominał trojaka wart był 3 grosze a miedź zawarta w monecie tylko połowę, kolejną w kolejności opłacalna moneta był grosz, którego trzeba było wybić trzy razy więcej sztuk żeby uzyskać zysk równy jednemu trojakowi, ale z racji prostego rysunku i ogromnych nakładów było to tez bardzo opłacalne. I właśnie na te dwie największe monety nastawili się nasi pruscy fałszerze. Oczywiście fałszerze to „źli ludzie byli”, więc nie zadowalali się tylko samym biciem a dodatkowo starali się osiągnąć dodatkowe zyski nieco niedoważając monety. Jednak najwyższy kunszt ekonomiczny uzyskiwano bijąc grosze SAP na krążkach po wycofanych i nieważnych szelągach Augusta III. Ponieważ w 1766 roku wymiana monet Augusta III na nowe monety SAP była stosunkowo krótka, to w narodzie pozostały ogromne ilości monet miedzianych, które nagle straciły ważność i były bezwartościowym kawałkiem miedzi. Prusacy zdaje się przywracali im tą wartość, skupując te krążki rękoma pośredniczących Żydów i dostarczając do mennicy praktycznie gotowy materiał do bicia na nich fałszywych groszy. Waga była podobna, grosze Augusta III ważyły nominalnie 3,69 grama a fałszowane grosze SAP miały wagę tylko o 0,2 grama większą (3,89g), zatem nie trzeba było tego materiału, topić, formować blachy i wycinać krążków – wszystko było praktycznie gotowe do bicia. Są przykłady groszy SAP z roczników 1766-1768, z których przebija poprzedni nominał Augusta III. Tu otwierały się widoki na dodatkowe profity i pewnie nie tylko prusacy korzystali z tej możliwości zarobku.

Monety miedziane fałszowano na ogromna skalę. Robiono to w sumie sprawdzonym zespołem, sposobem, narzędziami i środkami, które bardzo dobrze sprawdziły się przy podrabianiu miedziaków poprzedniego władcy Polski, czyli Augusta III. Zdaniem Mieczysława Kurnatowskiego prusacy bili fałszywki w mennicach w Belinie, Królewcu i Wrocławiu. Dwie pierwsze mennice biły złoto i srebro, zatem wydaje się, że monety miedziane pochodzą z mennicy we Wrocławiu. Potwierdzenie miejsca wybijania fałszywych monet miedzianych znajdujemy w pracy niemieckiej badaczki Elke Bannicke, której fragment pracy dotyczący pruskich podróbek został opublikowany w najnowszym katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego:. Znajdujemy tam informacje, że na mocy tajnego rozkazu króla Prus Fryderyka II z dnia 6 grudnia 1769 roku, nakazano bicie monet miedzianych pod polskim stemplem w mennicy we Wrocławiu. Zatem potwierdza się teza wysunięta wcześniej przez Mieczysława Kurnatowskiego. Fałszowane roczniki trojaków i groszy są identyczne jak dla srebra SAP, były to wzory monet z lat 1766-1768 gdy w mennicach polskich zarządza mincmaister Fryderyk Sylm. Po zwolnieniu z mennicy w Warszawie Sylm organizuje fałszerska działalność w mennicach pruskich. Kto mógł lepiej poprowadzić proces jak nie były urzędnik mennicy królewskiej. Generalnie trzeba mieć świadomość, że ilość fachowców, którzy zamieszkiwali teren dzisiejszej Europy centralnej a do tego znali się dobrze na menniczym fachu w XVIII wieku była mocno ograniczona. Z tego tez powodu znamy przykłady transferów wśród minerzy i medalierów pomiędzy różnymi zakładami. Mogło się, więc tak zdarzyć, że w różnych okresach dany mincerz pracował w różnych mennicach pod wieloma zarządcami i służąc wielu władcom. Wyobraźmy sobie na przykład taki przebieg kariery zawodowej: zaczynamy w mennicy saskiej w Gruntal i bił polsko-saskie szelągi, potem pod pruskim zarządem zajmował się biciem fałszywych monet Augusta III w tej samej mennicy, następnie mógł pracować w początkowym okresie SAP mennicy królewskiej i bić trojaki i miedziane grosze, by znów po zlikwidowaniu krakowskiego zakładu przenieść się do Wrocławia i tam wytwarzać dzisiaj opisywane przez mnie podróbki. Jest cos na rzeczy, czego dowodem mogą być podobne cechy i formy punc wykorzystywanych do produkcji ówczesnych monet wielu emitentów. Niezwykle interesującą debatę na ten właśnie temat prowadzą na forum strony poszukiwanieskarbow.com uznane autorytety i znawcy numizmatyki tego okresu, panowie Chałupski i Janke. Tu jest link do tej ciekawej dyskusji LINK DO FORUM jednak żeby przeczytać, trzeba być zarejestrowanym na forum, co oczywiście polecam.

Jak z tym walczono? Pierwszą informacje o pojawieniu się fałszywej miedzianej monety na masowa skalę otrzymujemy z Uniwersału Komisji Skarbowej z dnia 27 kwietnia 1771 roku. To właśnie w tym dokumencie pojawia się informacja o fałszywkach odkrytych w Wielkopolsce, której źródłem byli królewscy urzędnicy komory celnej. Według tej relacji trojaki miały pojawić się w Poznaniu a grosze we Wschowie. Podróbki nosiły daty 1766 i 1768. Monety miedziane fałszowane były na ogromną skale i wprowadzano je do obiegu poprzez wwożenie ich do kraju wozami wypełnionymi po brzegi. Komory celne miały pełne ręce roboty, ale i tak transporty z fałszywkami przenikały do kraju skutecznie ochraniane przez pruskich oficjeli i wojsko. Cieka historie ilustrującą ten proceder przytacza Mieczysław Kurnatowski w książce „Przyczynki do historyi medali i monet bitych za panowania Stanisława Augusta”, cytuję „Jeden z transportów miedzianej monety, który był przechowywany u Michała Leibla został skonfiskowany przez rewizora komory wschowskiej Kurskiego. Jednak natychmiastowo major pułku huzarów Koessegi zwrócić nakazał przekazując na to rewers wydany w dniu 16 maja 1771 roku w Lesznie podpisany. Inny transport miedzi sprowadzany do Leszna i u rabina wschowskiego złożony został skonfiskowany przez pisarza Kiedrzyńskiego oraz rewizora komory wschowskiej Zdrodowskiego.  I tutaj władze pruskie gwałtownie interweniowały. Polaków przeprowadzających konfiskatę aresztowano i osadzono w twierdzy głogowskiej, z której ich wypuszczono dopiero po wpłaceniu kwoty 25 dukatów kary.” W ten właśnie sposób polscy urzędnicy walczyli „z wiatrakami” osamotnieni w starciu z pruskim aparatem władzy i żydowskimi pośrednikami w przestępstwie. Badając mikre reakcje polskich władz na fałszowanie naszych monet, należy zwrócić uwagę, że najpoważniej zajmowano się podrabianymi dukatami, wyraźnie mniej uwagi poświęcano monetom srebrnym a już praktycznie zupełnie nie znajdowano sobie głowy miedziakami dla pospólstwa. Efektem tego, jest fakt, że nie znamy fałszywych monet miedzianych oznaczonych puncą „PG”. Może to wynikać z tego, że monet z tego metalu nie poddawano próbom menniczym, ponieważ nie było powodu by określać próbę miedzi. Nie znano jeszcze wówczas rozwiązań rodem z PRL-u, stąd nie było potrzeby by określić dokładnie „ilości miedzi w miedzi”, zakładano, że jest jej 100%, jak wiemy z niedawno minionego okresu w naszej historii najnowszej - to nie musiała być do końca prawda, bo na przykład ilość „masła w maśle” czy „cukru w cukrze” zawsze może być dyskusyjna J

Przechodzimy teraz płynnie do pokazania fałszerstw i opisania ich cech charakterystycznych. Moje główne źródła poznania fałszerstw to najnowszy katalog duetu Parchimowicz i Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, informacje uzyskane od Rafała Janke oraz niewielkie własne obserwacje. Tak jak pisałem już wyżej, miedź jest zaledwie pochodna moich głównych zainteresowań stąd opinie uznanych autorytetów uważam za wiążące. Aktualnie najcenniejszym źródłem są dane, jakie na ten temat opublikowano w najnowszym katalogu. Panowie Parchimowicz i Brzeziński bardzo praktycznie podeszli do problemu pruskich fałszerstw i po wnikliwej analizie udało im się nie tylko określić poszczególne cechy, jakie wskazują na fałszerstwo, ale również opisali kilkanaście konkretnych odmian i wariantów pruskich trojaków i groszy. Będę wykorzystywał te informacje w dalszej części wpisu.

Na początku trojaki. Fałszowano roczniki od 1766 do 1768. Nie zaobserwowałem żeby Pruskie fałszerstwa dotyczyły odmian trojaka z popiersiem króla w zbroi oraz trojaków historycznych. Zatem nasza analizę możemy ograniczyć jedynie do odmiany z głowa króla na awersie.  Poniżej na zdjęciu pokazuje awersy dwóch monety, podróbkę i oryginał wraz z wskazaniem głównych różnić.

 Jak możemy zauważyć stemple awersów podrabianych trojaków są łudząco podobne do fałszywych złotówek. Oczywiście to głownie głowa królewska wydaje się „dziwnie znajoma”, stąd zapewne została wykonana przez tego samego medaliera, który zrobił stemple do monet srebrnych. Mamy tam bardzo podobną pucułowatą facjatę Stanisława Augusta Poniatowskiego, którą w artykule o fałszywych złotówkach SAP nazwałem „aniołek” i "dziobak". Jednak w praktyce odróżnienie fałszywek po samym awersie może być trudne z uwagi na nieciekawe stany powodujące nieczytelność szczegółów królewskiego oblicza. Stąd do właściwej analizy potrzebny nam jest rewers, bo to na rewersie występuje więcej cech, które w praktyce mogą posłużyć nam do odróżnienia oryginalnego trojaka od fałszywego.


Pierwszą i główną cechą, jaka posłuży nam do odróżnienia jest jak zwykle orzeł. Ten występujący na pruskich trojakach jest bardzo uproszczony. Orzeł wydaje się być niski i szeroki, wpisujący się w kwadrat, co może być bardzo pomocne w identyfikacji monet w gorszym stanie zachowania. Proszę spojrzeć na poniższe zdjęcia pokazujące w zbliżeniu porównanie orłów z roczników podrobionych trojaków 1766, 1767 i 1768.
Jak możemy stwierdzić, fałszywe orły są praktycznie identyczne niezależnie od rocznika fałszywego trojaka. Dodatkową ważną cechą, jaką możemy praktycznie wykorzystać w odróżnianiu fałszywych trojaków jest fakt, że na wszystkich znanych mi podrabianych monetach tego typu, układ wieńca oplatającego tarcze herbową oraz ilość jagódek jest zawsze taki sam. Ten detal również wykazuje identyczne cechy niezależnie od rocznika, zatem może być doskonałym elementem potwierdzającym wstępne rozpoznanie fałszerstwa przy użyciu orłów. Poniżej prezentuje zdjęcia podróbek z każdego z roczników, proszę zwrócić uwagę na układ wieńca i jagódek jest praktycznie identyczny. Te dwie cechy rewersu łącznie + podejrzany wizerunek króla na awersie z pewnością pozwoli nam na praktyczne odróżnienie falsów wśród naszych monet. Autorzy w katalogu wspominają jeszcze o odmiennym rancie oraz większych literach na fałszywych awersach, jednak jak dla mnie są to cechy niejednoznaczne, które trudno jest wykorzystać w praktyce na egzemplarzach słabiej zachowanych, więc ich nie rekomenduje.

FAŁSZYWE TROJAKI 1766-1768

1766
1767
1768

Kończąc temat pruskich trojaków wypada wspomnieć o „dziwnych wynalazkach”, jakie ostatnio pojawiły się w sprzedaży na portalach aukcyjnych. Proszę spojrzeć na zdjęcie poniżej.

Nie miałem tej monety w ręku, ale jak dla mnie wygląda to na marnej jakości imitację pruskiego trojaka wykonaną z bliżej nieokreślonego, srebrzysto-szarego metalu. Ponieważ trudno to ukryć, moneta sprzedawana jest z reguły, jako kopia nieokreślonego pochodzenia. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to raczej niezbyt udany odlew, zatem nie dziwi fakt, że zwykle trojak jest oferowany do sprzedaży z zaznaczeniem, że prawdopodobnie nie jest oryginalna. Oblicze króla na awersie nawet uszłoby w tłoku pruskich pucułowatych „aniołków i dziobaków”, jednak rewers zdradza fakt, że moneta jest odlewem. Proszę zwrócić uwagę choćby na chropowate tło, czy też na nierówne, różnej grubości linie - na przykład tę otaczająca herby. To cechy charakterystyczne dla odlewów. Skąd pochodzą te falsy, z Chin czy ze wschodu trudno jednoznacznie dociec. Czasem sprzedawcy na aukcjach sugerują nieśmiało, że moneta została wykopana J Wolne żarty. Nie mniej jednak mamy do czynienia z ciekawym faktem, kopiowania na szkodę kolekcjonerów trojaka sfałszowanego prawie 250 lat wczesniej przez prusaków na szkodę polskiego emitenta. Dosłownie „podwójny nelson”. Po co to ktoś produkuje, na co liczy sprzedając i w ogóle po co to komu? Te pytania pozostawię bez odpowiedzi. Sugeruje omijać szerokim łukiem samego trojaka jak i oferujących go sprzedawców.

Ok. a teraz weźmy się za zdawkowe grosze. Niestety z groszami nie będzie już tak łatwo. Miedziane grosze to najpopularniejsze monety w czasach panowania ostatniego króla. W ciągu trzech lat, które tu analizujemy, czyli 1766-1768 w mennicach królewskich wybito dokładnie 93 000 000 sztuk. Pomimo tego, że może się nam wydawać, że są to monety fałszowane na największą skalę - ilość odmian i wariantów sprawia, że ich odróżnienie od oryginałów nie jest już taką prostą czynnością jak z trojakami. Jak powszechnie wiadomo nie tylko amatorom monet SAP - w oryginalnych groszach miedzianych pomimo pozornej prostoty, występuje jednak ogromna różnorodność. Żeby nie być gołosłownym, wymienię tylko te najważniejsze różnice. Mamy różne korony (kilka rodzajów), odmienne monogramy (mały i duży), napisy otokowe (GROSSVS i GROSSUS), inicjały zarządcy (litery G pisana lub drukowana), różne wieńce (z jagódkami i bez nich), różne orły i pogonie (każda mennica miała swoje ulubione punce) itd. Jest tego naprawdę sporo i rozeznać się w tym nie jest łatwo. Pan Rafał Janke zbadał temat dokładnie i zapewne będzie chciał pokazać te wszystkie szczegóły w przygotowywanym właśnie nowym katalogu monet SAP. Tym sposobem ja nie dysponując pełną wiedzą, nie będę udawał mędrca i silił się na pokazanie wszystkich możliwych odmian i wariantów fałszerstw. Żeby jednak nie poddać się bez walki, skoncentruje się tylko podstawowych informacjach, które pozwolą odróżnić fałszywkę od oryginału bez względu na odmianę, jaka dana moneta reprezentuje. Nie będzie zaskoczenia, że znów taką cechą, która jest charakterystyczna dla wszystkich pruskich podróbek jest tradycyjnie krój orła. Jakoś pomimo tego, że prusacy przecież z orłami byli obeznani, bo sami posiadali go w swoich herbach, to te polskie sprawiały im jakoś wyjątkową trudność. Dzięki temu teraz po 250 latach jesteśmy wciąż w stanie dokładnie określić ich dzieła. Poniżej pokazuje wizerunki orłów z pruskich groszy w rocznikach 1766, 1767 i 1768.
Po fałszywym orle z reguły będziemy w stanie odróżnić pruskie dziwolągi. Drugą charakterystyczna cechą, która możemy wykorzystać, jako dodatkową próbę są specyficzne korony. W całej populacji fałszywych groszy w każdym z trzech roczników występują tylko dwa rodzaje koron. Jedna jest mała i płaska a druga wprost przeciwnie – wyjątkowo wysoka i do odróżnienia już na pierwszy rzut oka. Oba wzory fałszywych koron prezentuje na zdjęciu poniżej.

Kolejne, dodatkowe cechy, jakich możemy użyć, to błędy pruskich fałszerzy opisane w najnowszym katalogu. Pierwszy polega on na tym, że omyłkowo na podróbkach groszy z 1766 fałszerze użyli formy „GROSSUS”, którą jak podają autorzy - wprowadzono dopiero w 1767 w mennicy w Warszawie, zatem na oryginalnych monetach z 1766 nie może występować. Drugi błąd polega na użyciu monogramu zarządcy Gartenberga w formie dużej drukowanej litery „G” na groszach imitujących wyroby z mennicy warszawskiej. Trzecim jest użycie „pisanej wersji litery G” w monecie z rocznika 1766 z napisem „GROSSUS”. Jak widać jest kilka smaczków i drobiazgów, które znawcy tego rodzaju monet mogą dodatkowo wykorzystać. Ja takim znawca nie jestem, więc ograniczam się tylko do wymienienia tych cech.

Opisując pruskie fałszerstwa groszy trzeba jeszcze przywołać kontrowersyjna tezę, jaką sformułował Mieczysław Kurnatowski w wyżej przywołanej publikacji. Autor sugeruje, że również grosze miedziane z 1770 są pruskimi falsami, gdyż występują w obiegu a nie ma po nich śladu w dokumentacji mennicy warszawskiej. To ciekawy trop do zweryfikowania. Pan Rafał Janke uważa, że nie jest to prawda i swoje zdanie opiera na tym, że latach 1769-1771 wymuszano na zarządcy Gartenbergu wywiązanie się z kontraktu menniczego, a już w 1768 wybito za dużo miedzi w stosunku do srebra, więc po prostu zakazano wydawania monet miedzianych, chociaż za pewne je w tym roczniku bito. Ja na potwierdzenie tezy Pana Rafała pokazuję poniżej zdjęcie miedzianego grosza z 1770r i stwierdzam, ze posiada on wszystkie cechy monety (na pewno orły i korona są OK.) wyprodukowanej w mennicy warszawskiej. Zatem brak dokumentacji potwierdzającej ilość wytworzonych groszy miedzianych w 1770 jest tylko zabiegiem, który w dzisiejszych czasach mógłby być nazwany „kreatywna księgowością” J

Teraz pozostaje mi już tylko pokazać wzory fałszywych grozy w poszczególnych rocznikach.

FAŁSZYWE GROSZE MIEDZIANE 1766-1768

1766
1767
1768
Na dziś to koniec pieśni. Opisałem to, co wiem i mam nadzieję, że chociaż trochę przyda się to amatorom miedzianych monet SAP do odróżniania oryginałów i pruskich kopii. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że artykuł nie jest tak detaliczny jak moje poprzednie wpisy, w których dokładnie pokazywałem srebrne monety rocznik po roczniku, odmiana po odmianie i wariant po wariancie. Z pustego jednak nawet Salomon nie naleje, a ja właśnie przelałem na „papier” całą swoją wiedzę, jaką dziś na ten temat dysponuje. Zachęcam do badania miedzianych monet SAP, bo to fascynujące monety w niezwykłym czasie naszej nowożytnej historii. Dziękuje wszystkim za doczytanie do tego miejsca i do zobaczenia już niebawem.

W dzisiejszym wpisie wykorzystałem swoje standardowe źródła, czyli takie publikacje jak: katalog Parchimowicz/Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, Mieczysław Kurnatowski „Przyczynki do historyi medali i monet polskich bitych pod panowaniem Stanisława Augusta”, Tadeusz Korzon we wstępie do swego pięciotomowego dzieła „Wewnętrzne dzieje Polski za panowania Stanisława Augusta (1764-1794)”Władysław Terlecki „Mennica warszawska” oraz informacje od Pana Rafała Janke. Oczywiście źródłem zdjęć są ogólnodostępne archiwa aukcyjne Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka, Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka oraz z portalu aukcyjnego Allegro. Zdjęcia do fotomontażu wyszukane zostały usługą gogle grafika.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Pruskie fałszerstwa monet SAP, część 6 – zagrożenie lawinowe czyli, odróżniamy srebrne grosze

UWAGA: PONIŻSZY WPIS NIE JEST JUŻ AKTUALNY. ZOSTAWIAM GO W TEJ FORMIE JEDYNIE DLA PO TO, ABY STANOWIŁ PRZYKŁAD JAK ZMIENIAŁ SIE STAN WIEDZY O FAŁSZOWANIU MONET SAP.

LINK DO PRAWIDŁOWEGO TEKSTU O SREBRNIKACH: TU LINK

Zapraszam na kolejny wpis z serii o pruskiej działalności fałszerskiej, czyli biciu monet o ekstremalnie zaniżonej próbie srebra pod polskim stemplem. Cykl pomyślany był pierwotnie na jeden artykuł, potem jak okazało się że informacje się „nie mieszczą” i potrzebne będą dwa-trzy wpisy.. a wyszło już 6 i końca nie widać J Sytuacja jest dynamiczna, mimo sporej dawki wiedzy, jaką uzyskałem i starałem się przekazać w tym cyklu, zdaję sobie sprawę, że nie wszystko jest jeszcze na 100% jasne i wyklarowane do końca. Są znaki zapytania, niedopowiedzenia i niezbyt silnie tezy, które mam odnotowane i jeśli tylko w przyszłości uda mi się uzyskać nowe informacje, to będę się nimi dzielił.  Może się zdarzyć, że szybko pojawią się nowe dane i artykuły będą uzupełniane na bieżąco lub jeśli informacji będzie sporo i będą istotne dla meritum, to pojawi się w przyszłości jeszcze jakiś wpis lub nawet kilka. Dla przykładu mam już nowe ustalenia dotyczące kolejnych fałszywych półzłotków z Prus – a przecież zaledwie miesiąc temu napisałem na ten temat. Już informuje, że dwugrosze wymagają istotnego uzupełnienia i ukaże się na ten temat osobny wpis.

To tyle tytułem wstępu i czas na omówienie pruskich srebrników produkowanych pod polskim stemplem. A uprzedzam, że naprawdę jest, o czym pisać, bo akurat na tym nominale to się nasi pruscy sąsiedzi mocno skoncentrowali. Na początek przypomnę swoja tezę postawioną w jednym z poprzednich artykułów, która mówiła o tym, że moim zdaniem srebrne grosze były ilościowo największą grupą fałszowanych monet SAP. Określiłem bardzo wstępnie i z grubsza, ilość wyprodukowanych falsyfikatów na 11,2 milionów sztuk o łącznej nominalnej wartości 2,8 milionów ówczesnych złotych polskich. To ogromna ilość, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że z oficjalnej mennicy w Warszawie w trzech pierwszych rocznikach wytwarzanie srebrników, czyli 1766-1768 – wyszło 5,2 milinów sztuk. I był to naprawdę wielki nakład jak na ówczesne możliwości mennicy polskiej. Zatem mamy tu taka sytuacje, w której szacuje, że falsyfikatów było dwukrotnie więcej niż monet oryginalnych. Dziś nie zmieniłem zdania i nadal twierdze, że wiele monet w tym nominale w rocznikach 1766 – 1768 znajdujących się w obiegu handlowym nie jest oryginalna. I to właśnie będę starał się udowodnić w dalszej części artykułu. A na początek krótka pruska historyjka J
Ale zanim zajmiemy się monetami winien jestem jeszcze rzut oka na wiedze, jaką możemy na temat fałszywych srebrnych groszy wyciągnąć z historycznych publikacji. Jeśli chodzi o istotne pozycje książkowe, to jak mi dziś wiadomo pierwszy o fałszywych srebrnikach wspominał Kazimierz Bandtke w książce „Numismatyka Kraiowa” w 1839 roku. Tam opisując krótko sam fakt i skalę pruskich fałszerstw wspomniał, że jednym z podrabianych nominałów był właśnie srebrnik. Następnie Mieczysław Kurnatowski w 1888 roku w wybitnej i jakże dziś użytecznej publikacji „Przyczynki do historyi medali i monet bitych za panowania Stanisława Augusta” dodał wiele istotnych szczegółów dotyczących tego procesu i w pewien sposób stanowi to teraz dla badaczy kanon wiedzy o pruskich działaniach fałszerskich. Kolejnym z wilekich publicystów, którzy odnotowali fakt podrabiania monet SAP,  był Karol Plage w 1913 roku w swojej przełomowej dla amatorów mennictwa SAP pracy „Okres Stanisława Augusta w historii numizmatyki polskiej” również przywołał temat fałszerskich działań Fryderyka II i poświecił im pełen rozdział. Żadne jednak z wymienionych dzieł polskiej numizmatyki nie starało się odpowiedzieć, na podstawowe nurtujące amatora monet SAP pytanie: to, które właściwie monety są fałszywe??? A przecież musiano jakoś w XVIII wieku posiadać praktyczna umiejętność odróżniania ich od oryginału. Niestety ta wiedza nie przetrwała do naszych czasów. Krok w kierunku poznania tych informacji wykonał znany badacz okresu Pan Rafał Janke, który analizując we wrocławskim Ossolineum oryginalne rękopisy sprawozdań i publikacji ówczesnej władzy, a zwłaszcza Komisji Menniczych i Skarbowych - rzucił nowe światło na ten temat. Stąd wiemy, że nie istnieją żadne znane krajowe źródła, które dokładnie opisują i charakteryzują fałszywe srebrniki. Z informacji, które posiadam mogę tylko napisać, że ten nominał był fałszowany i władza miała tego świadomość, jednak wyraźnie skupiała się w swojej walce na ograniczenie obiegu pruskich fałszerstw w „grubszych nominałach”. W dokumentach z XVIII wieku w miarę dokładnie opisano i zbadano próby monet złotych, dwuzłotówek, złotówek srebrnych i półzłotki. Dodatkowo dysponujemy przecież egzemplarzami monet z puncami „PG”, którymi oznaczano falsyfikaty. Niestety, jeśli chodzi o srebrniki brakuje konkretnych danych, nie znam żadnego egzemplarza oznaczonego taka puncą. Komisje z reguły milczą na temat srebrników. Mamy w zasadzie tylko jedną istotną publikację z epoki. Dnia 12 maja 1772 w odezwie do społeczeństwa Komisja Rzeczpospolitej Skarbu Koronnego ostrzegała społeczeństwo o pojawiających się nowych fałszerstwach charakteryzujących się coraz niższą próbą srebra, czyli wartych mniej niż wskazywałby ich nominał oraz poprzednie informacje z komisji. Tu oficjalnie po raz pierwszy znalazłem wzmiankę o fałszywych półzłotkach. Czytamy tam, cytuję :”Wszem w obec y każdemu z osobna do wiadomości podaję że iako na końcu ostatniego Uniwersału swojego pod dniem 20. Marca Roku Teraźnieyszego 1772. Datowanego wyraziła: że zagraniczna mennica pod fałszywym stemplem biiąca Polska Monetę, coraz podleyszą bić zwykła; tak że pretendowane pułzłotki iuz tylko 6. Groszy miedzianych, a Grosze srebrne takichże miedzianych Groszy 3. Ceny wewnetrzney zamykające przerzeczoney zagraniczney mennicy wchodzą, wszystkich ostrzega.” Ach ta ówczesna polszczyzna J Mamy tu jasny ślad dotyczący interesującej nas monety. Wiemy dzięki temu, że srebrnik miast swojej nominalnej wartości wynoszącej przypomnę 7,5 grosza miedzianego, w wersji pruskiej osiągał zaledwie 3. Znaczy to nie mniej nie więcej, że ilość srebra, jaka zawierał była ponad dwukrotnie mniejsza od monety oryginalnej. Jak więc je odróżnić domowym sposobem, po amatorsku?

Jeśli podróbki charakteryzuje znacznie mniejsza próba srebra to oczywiście przydałoby się jakieś badanie potwierdzające ten fakt i na tej podstawie można by wyciągnąć niepodważalne wnioski. Jak wiemy oryginalna moneta waży nominalnie 1,9853 grama i posiada próbę 0,367, co przekłada się na zawartość srebra w ilości 0,728605 grama. Fałszywa powinna być zbliżona wagą (jednak z reguły falsy są lżejsze) a próba około połowę niższa. Jeśli ma mieć wartość oszacowana przez komisje w XVIII wieku na 3 miedziane grosze, wówczas ilość srebra powinna wynosić około 0,291442 grama. Jak widzimy to istotnie mniej od oryginału, stąd trzeba założyć, że istniały efektywne metody odróżniania falsyfikatów, które używane były przez ówczesne społeczeństwo polskie. Może tak jak badano złoto i srebro (te metale są wyraźnie bardziej miękkie od miedzi), po prostu nadgryzali monety zębami? J W każdym razie trudno o pruskich srebrnych groszach, w których samego srebra jest jak na lekarstwo mówić, jako o monecie srebrnej. Znacznie bliżej im do miedzianej, w końcu miedzi w nich było ponad 80% wagi. Tu otwiera nam się możliwość do badania. Jeśli założymy, że prusaki rzeczywiście zawierały tylko śladowe ilości srebra, to zapewne istnieją takie monety, w których „po latach” jest to bardzo widoczne. Zapewne każdy z amatorów mennictwa ostatniego króla, spotkał się na swojej drodze nie raz z drobną srebrna monetą SAP, z która przetrwała do naszych czasów i wygląda jak wykonana z miedzi. Miedź, jeśli jest jej naprawdę dużo, zawsze może znaleźć jakiś sposób żeby wyleźć w monecie na wierzch. Mówiło się kiedyś, że człowiek może wyjść ze wsi, ale wieś z człowieka nigdy nie wyjdzie. Tu mamy to samo, tylko odwrotnie J  Czyli możemy poszukać takich egzemplarzy, w których przebija kolor miedziany. Idźmy o krok dalej, wiemy przecież, że krążki monetarne zanim zostały użyte do wybicia na nich wzorów czasami były bielone. Bielone, czyli poddawane chemicznej reakcji wytrawienia krążka menniczego w kwasie. Proces ten stosowano do monet bilonowych, których zawartość srebra była mniejsza od wartości nominału a nie chciano się z tym zbytnio afiszować J Bielenie skutecznie sprawiało, że ta zwykle niewielka zawartość srebra wyłaziła jakoś na wierzch krążka monety i dawała warstwę praktycznie czystego metalu. Stąd wybita moneta wyglądała na bardziej srebrną niż nią była w rzeczywistości. Wydaje się, że Fryderyk II i jego rozwinięci intelektualnie rzemieślnicy menniczy mogli z powodzeniem stosować ten proces fałszując polskie srebrniki. Jeśli tak było, to całkiem możliwe, że można to zaobserwować w ten sposób, że z wierzchu moneta jest srebrna jednak środku próba srebra jest tak niska, że wygląda jakby miała miedziany rdzeń. Można, zatem założyć, że jeśli mamy po ręką monety w tym nominale w stanie „po przejściach”, czyli połamane, ukruszone i pogięte to możemy zaobserwować właśnie taki efekt. Czy tak jest postaram się sprawdzić w dalszej części, w tym jednak miejscu ważny dla mnie jest fakt, że w sumie do sprawdzenia oryginalności srebrnika możemy nawet nie potrzebować specjalistycznych maszyn i procesów.

To tyle amatorzy, a co na to zawodowcy? Jak już kiedyś wspomniałem z tym tematem zmierzyli się już badacze niemieccy, którzy dotarli do źródeł pruskich. Dzięki publikacji Elke Bannicke, pracownika naukowego Muzeum Narodowego w Berlinie, poznaliśmy wiele detali organizacji i skali procesu. Opisałem to już dokładnie we wcześniejszych tekstach, więc nie będę teraz wracał do ogółu i skupie się na szczególe, czyli na podrabianych srebrnym groszu. Niestety niemieccy naukowcy nie napotkali w swoich badaniach na żadne informacje konkretnie opisujące fałszywe stemple, które były by użyteczne do odróżniania poszczególnych monet. Jednak, co istotne w trakcie analiz, w Berlinie przeprowadzono badania monet na zawartość srebra i właśnie z wyników tych badań wynika, że srebrniki były fałszowane a nawet, to, które monety są fałszywe. Pokazano jeden z takich egzemplarzy ze śladami po badaniu. Nie podano jednak, czy dla tej konkretnej monety badanie potwierdziło fałszerstwo czy też nie. Przydatne byłoby zdobycie tych danych bezpośrednio z berlińskiego źródła, o co być może w przyszłości się pokuszę, lub przeprowadzenie badań na własna rękę, co tez jest kuszącym pomysłem do zrealizowania. Mam kilka monet, które chciałbym tak sprawdzić. Oddajmy teraz głos rodzimym zawodowcom, którzy mieli dostęp do wyników badań niemieckiej pani historyk i wykorzystali je w swojej publikacji. I tu już na wstępie moja teza o dużej ilości podrabianych groszy znajduje potwierdzenie w najnowszym katalogu monet okresu SAP autorstwa duetu Parchimowicz / Brzeziński, bo o tych zawodowcach była wyżej mowa. Ich katalog to pierwsza znacząca pozycja, która z powodzeniem zmierzyła się z tematem pruskich falsów i dostarczyła ogromnej ilości informacji, które z jednej strony są przełomowe a z drugiej w wielu obszarach zbieżne z moimi obserwacjami. Znajdziemy tam nie tylko charakterystykę samego procederu, ale również już wyżej wspomniany artykuł niemieckich badaczy mających dostęp do pruskich źródeł i pokazujący wyniki swoich analiz. A już prawdziwą wisienką na torcie autorów tej wybitnej pozycji jest pierwsza oficjalna próba wyznaczenia konkretnych monet i skatalogowania ich, jako fałszywe. Tu wtrącę, że nie do końca zgadzam się ze wszystkimi ustaleniami i będę je w dalszej części po trosze weryfikował, ale i tak doceniam wielki wkład, jaki pozycja miała na poziom wiedzy wśród amatorów mennictwa SAP, w tym bezpośrednio na mnie. Okazało się, bowiem, że KTOŚ dysponujący ugruntowaną pozycją i wiedzą, podobnie jak ja postrzega pewne zależności i w efekcie identyfikuje monety pochodzące z Prus na podobnych zasadach. Dodało mi to pewności we własne siły i energii by dowiedzieć się jeszcze więcej a później by dzielić się tymi ustaleniami.

Ja w każdym razie uważam, że rozpoznanie srebrników nie jest trudne. Posiłkował się w tym będę p pierwsze informacjami z najnowszego katalogu, po drugie danymi od Pana Rafała Janke a po trzecie własnymi obserwacjami. Zatem przystąpmy wreszcie do dzieła i poznajmy naszego dzisiejszego bohatera, czyli podrobionego srebrnego grosza. Na początek odpowiedzmy sobie na pytanie jak oddzielić ziarno od plew i po czym poznanym fałszerstwo. Jak pamiętamy w poprzednich artykułach udowodniłem, że sam proces odróżniania pruskich monet od oryginalnych nie jest skomplikowany, żeby nie powiedzieć banalny. Pomimo wysokiej kultury technicznej i zaawansowania rzemieślników z pruskim mennic nigdy nie udało się wykonać takiej monety, której nie można by było odróżnić. Teraz, kiedy jesteśmy trochę mądrzejsi, bo dysponujemy ogromną baza zdjęć różnych egzemplarzy w łatwością, na jaka trzeba było czekać 250 lat znajdujemy wspólne cechy, które jasno wskazują na podróbki. W poprzednich wpisach, w których badaliśmy większe nominały, zawsze zwracaliśmy uwagę na portret króla, tarcze z herbami, wiele nam mówił też sam kształt herbów – tu głównie orły okazywały się pomocne, czy też analizowaliśmy detale koron i wieńców. Słowem użytecznych cech było wiele i większość z nich sprawdzała się dobrze niezależnie od analizowanego nominału. Niestety, teraz musimy o tym zapomnieć, ponieważ w srebrnikach WSZYSTKIE TE elementy nie występują na monecie i musimy sobie radzić od początku. Nie napisałem „radzić sami”, bo zaraz przejdę do analizy przedstawionej w najnowszym katalogu i cechy, na jaka zwrócili uwagę panowie Parchimowicz i Brzeziński. Potem okraszę to zmiennymi, jakie wyróżnia pan Rafał Janke i będziemy mieli prawie komplet informacji. Zatem, nie jesteśmy zostawieni sami sobie i mamy pomoc od fachowców J

W katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” autorzy odróżniają podróbki od oryginałów na podstawie „odmiennego kroju cyfry 1”. Pokazuje to na zdjęciu poniżej. Według nich, metoda ta jest skuteczna, gdyż daje wyniki zbieżne z badaniami niemieckich naukowców. Na tej podstawie w roczniku 1766 wyznaczyli 5 odmian srebrników, z których 3 opisano, jako falsyfikaty i to właśnie jest ten pierwszy wielki krok, jaki uczyniono. Niestety w kolejnych rocznikach 1767 i 1768, pomimo wydawałoby się już ugruntowanej wiedzy, autorzy nie pokusili się o kolejne pruskie pozycje a nawet, jeśli już były (w dalszej części to dojaśnię) uznano je za oryginalne. To trochę rozczarowujące i potwierdzające moje wcześniejsze spostrzeżenia o katalogu, że mimo tego, że pod wieloma względami to naprawdę wybitna pozycja, to jednak czasami jest „trochę nierówny”. Ja mam nieraz takie odczucie, jakby były w nim takie fragmenty opracowane przez dwie oddzielne osoby (w sumie mamy duet autorów?), które na bieżąco ze sobą nie współpracowały, lub przynajmniej nie współdzieliły wszystkich informacji. Być może to tylko moje mylne wrażenie, ale fałszywe grosze pruskie to właśnie jeden z takich miejsc w katalogu.. Dla nas dziś istotny jest fakt, że w wspomniany katalog mógłby dać pełną informację a z jakiś przyczyn daje nam tylko ich ważną cześć. Co wymaga pewnego uzupełnienia i ja się tym na ochotnika zajmę J

Ok., zatem podsumowując ustalenia, co do srebrników w najnowszym katalogu, to jest jedna cecha – „krój cyfry 1”. Ilustruję to na zdjęciu powyżej. Cecha jak najbardziej ciekawa i ładnie pokazana. Zakładając jednak, że analizowana moneta ma awers i rewers to jedna zmienna, to moim zdaniem zdecydowanie zbyt mało. Szczególnie dla amatorów mennictwa SAP, którzy znają dobrze ten nominał i wiedzą lub mogą sobie to w każdej chwili sprawdzić, że niestety bazowanie na jednej zmiennej i to takiej niestabilnej jak „krój cyfry lub litery” może okazać się mylne. Proszę w wolnej chwili tylko popatrzeć na kroje cyfr 1 w oryginalnych srebrnikach z późniejszych roczników, co rok to nowy wzór. Proszę spojrzeć na oryginalne litery i cyfry z półzłotkach, praktycznie potrafią się zmieniać, co stempel. Podsumowując, jak dla mnie zbyt mało zmiennych, szczególnie, że warszawscy mincerze już niejednokrotnie udowodnili jak płynnie potrafili zmieniać kroje cyfr i liter. Oczywiście nie dyskredytuje tu ustaleń zawodowych badaczy, szczególnie, że co do zasady monety określone, jako fałszywe zostały poprawnie. Zwracam tylko uwagę na fakt, że należy dodać kolejne cechy żeby wyraźnie zmniejszyć ryzyko popełnienia błędu. Za chwile dodam je bazując na wiedzy pana Rafała Janke i okaże się za chwilę, że w katalogu w roczniku 1766 nie 3 z 5 monet są fałszywe a aż 4. A to sami przyznacie spora różnica.

Jakie są, więc cechy fałszerstwa srebrników, jakie wyznaje nasz kolejny przywołany na pomoc autorytet. Pan Rafał odróżniając ten nominał zwraca uwagę zarówno na awers jak i rewers monety. Główne cechy, jakie używa to: odmienny kształt korony nad monogramem królewskim (duża i szeroka), litera „S” w monogramie „SAR” (jest węższa i bardziej stroma od oryginału), odmienny splot na środku litery „R” (znajduje się tam pozioma kreska). Zatem mamy aż 3 cechy na awersie. To o 3 więcej niż w katalogu J. A rewers jego zdaniem możemy odróżnić po literze „M” (jest identyczna jak na fałszywych złotówkach SAP) oraz zwraca uwagę na literę „C”, która znów (taka było na półzłotkach) jest bardziej okrągła vs smukłe „C” na oryginałach. Poniżej ilustruję powyższe ustalenia, każdej z cech przydzieliłem numerek.
 Słowem Pan Rafał dodaje 5 nowych cech, ponieważ w ogóle nie wspomina o użytym przez autorów katalogu odmiennym kroju cyfry 1. W każdym razie mam już w sumie 6 zmiennych do wykorzystania. Teoretycznie to się zgadza, ponieważ jak się okazuje w wyniku moich obserwacji nie każda z tych cech jest na tyle użyteczna i uniwersalna, żeby można było ją użyć. W wielu miejscach zgadzam się z zawodowcami, lecz mam tez do tego swoje uwagi i własne wnioski. W dalszej części napiszę, jakie cechy rekomenduje do odróżniania tego nominału oraz w efekcie pokaże i opisze konkretne monety fałszywe.

No to do brzegu, jakie cechy z wyżej wymienionych znajdują potwierdzenie w moich obserwacjach i przydadzą się nam w dalszej części artykułu? Jeśli chodzi o awers to proponuje 3 zmienne: a) płaska korona; b) smukła litera „S” w monogramie; c) pętelka w literze „R” w monogramie. Szczególnie interesująca cechą w analizie jest porównywanie kształtu litery „S”. Różnica na początku, z pozoru wydaje się delikatna, żeby nie napisać - subtelna, lecz po drobnym treningu będzie to skuteczna zmienna. Podsumowując awers grosza, rekomenduję bez zastrzeżeń i zmian dwie z trzech cech wymienionych przez zawodowców a dodatkowa jedna cecha, też w sumie nie należy do mnie, tylko została przeze mnie lekko zmodyfikowana. Jestem zdania, że wszystkie falsyfikaty w tym typie srebrnika posiadają na środku litery „R” pętelkę a oryginały nie posiadają tej cechy. I to dla awersu cała wiedza, która wystarczy nam do analizy monet w trzech rocznikach od 1766 do 1768 i zaręczam, że znajdziemy tam takie monety. Dla ułatwienia od razu dodam, że prusacy w tym nominale zdecydowanie poszli na ilość a nie, na jakość i w każdym roczniku generalnie awers jest prawie identyczny. Pisze „prawie”, bo dostrzegam jednak niewielkie różnice w stemplach, szczególnie widoczne na koronie, pętelce w literze „R” oraz górnym zakończeniu litery „S”. Jednak dwie odmiany rewersu na trzy roczniki, nie wydaje się nie do ogarnięcia. Niemniej dla mojej analizy uznałem obie odmiany rewersu za istotne i dla porządku pokazuje oba na zdjęciu poniżej, w których porównuje je do oryginału.

AWERS 1 - > a) płaska korona typ 1
                        b) smukła litera „S” w monogramie, górne zakończenie litery typ 1
                        c) pętelka w literze „R” w monogramie, typ 1 – z dodatkowa poprzeczką

AWERS 2 - > a) płaska korona typ 2
                        b) smukła litera „S” w monogramie, górne zakończenie litery typ 2
                        c) pętelka w literze „R” w monogramie, typ 2 – bez poprzeczki

Poniżej na dużym zdjęciu porównuje awersy monety oryginalnej i fałszywych.  
Zupełnie odmienna sytuacja jest z rewersami. Po pierwsze należy na wstępie zauważyć, że odmian fałszywego rewersu jest znacznie więcej. Po drugie proponuje użyć tej strony monety wyłącznie do wcześniej zweryfikowanych fałszerstw (podróbki spokojnie znajdziemy już na podstawie cech awersu) i to tylko w celu określenia konkretnego wariantu w obrębie danego rocznika. Zatem jakie cechy rewersu rekomenduje, jako warte sprawdzenia? Na pewno na rewersie zmieniać się nam będzie data. Dalej proponuje zwrócić uwagę na cały napis „1.GR.”, falsyfikat zdradza nie tylko „odmienna” cyfra, 1 ale także litera „G”, która na oryginałach jest zdecydowanie bardziej płaska od puncy użytej w podróbkach. Oczywiście litera „C” w wyrazie COL też jest odmienna. Generalnie czcionki w falsach różnią się od oryginalnych i w sumie to każda z liter można by opisać, jako kolejna różnica. Jednak żeby to wszystko usystematyzować, proponuje ograniczyć to wszystko zaledwie do kilku, istotnych punktów kontroli. Najważniejszym jest oczywiście data, określam, jako punkt a), data może być 1766, 1767 i 1768. Kolejnym punktem będą zmienne kształty cyfry, „1” jakie zaproponowali autorzy katalogu, określam ten punkt, jako b) i dla jasności przekazu musiałem wymyślić nazwy dla poszczególnych wariantów „odmiennych 1”.  Nazwy może nie są jakieś szczególnie wymyślnie naukowe…, ale moim zdaniem dobrze je charakteryzują i powodują, że nie mam większego problemu z ich rozróżnianiem. W końcu, jako amator mam do tego prawo J. Zatem w moim badaniu „odmienne 1” mogą przyjąć wartość: „prawie dobra”, „tępa dzida”, „wąsy dziadka”, ”pruski wąsik” oraz „foka”. Wszystkie warianty jedynek pokazuję i objaśniam poniżej na zdjęciu, żeby nie było problemu z dopasowaniem J 
Trzecim i ostatnim punktem kontrolnym będą różne warianty interpunkcyjne, które zaobserwowałem podczas swoich licznych kwerend. Poniżej wymieniam poszczególne warianty rewersów używając nomenklatury punktów kontrolnych.

REWERS 1 - > a) 1766; b) „1-prawie dobra”; c) kropki po COL i po dacie
REWERS 2 -> a) 1766; b) „1-tępa dzida”; c) brak kropek po COL i po dacie
REWERS 3 - > a) 1766; b) „1-wąsy dziadka”; c) brak kropek po COL i po dacie
REWERS 4 -> a) 1766; b) „1-pruski wąsik”; c) brak kropek po COL i po dacie
REWERS 5 - > a) 1767; b) „1-foka”; c) kropki po COL i po dacie
REWERS 6 -> a) 1768; b) „1-prawie dobra”.; c) kropki po PURA, po COL i po dacie oraz brak kropki po POL
REWERS 7 -> a) 1768; b) „1-prawie dobra”.; c) kropki po COL i po dacie oraz po POL

Dodatkowo w REWERSIE 2 zaobserwowałem dziwny błąd, widoczny w dacie pomiędzy cyframi 17 a 66. W każdym egzemplarzu, jaki widziałem, widoczne są tam jakieś paprochy, jakby dodatkowe, nierówne kropki. Rewersy nie powtarzają się w skali rocznika. Stąd nie będę osobno pokazywał ich na dedykowanych zdjęciach tylko ich wizerunek będzie dostępny w dalszej części wpisu przy okazji pokazywania poszczególnych wariantów monet. 

Jeśli chodzi o wyniki badania ilościowego, to wstępnie oszacowałem stopień występowania poszczególnych roczników i wariantów w ich ramach. Na próbę do analizy złożyło się 98 egzemplarzy monet z roczników 1766 do 1768 i jako ciekawostka dodam, że były to tylko monety z archiwum WCN oraz moje własne. Jakie są wnioski? Co do zasady najbardziej częste są fałszerstwa srebrników z datą 1766. W tym roczniku próba wyniosła 26 sztuk i co interesujące aż 58% z nich okazało się podróbkami. Tym samym wrażenie, jakie miałem obserwując ten rocznik mnie nie zawiodło. Oczywiście trzeba pamiętać w tym miejscu, że cała populacja falsów z 1766 dzieli się nam na 4 warianty, więc jeśli chodzi o konkretną popularność danego wariantu, to od razu odsyłam do opisu w dalszej części artykułu. W kolejnych rocznikach fałszerstw jest zdecydowanie mniej.  W znacznie liczniejszym roczniku 1767 (w próbie były aż 53 monety) zaobserwowałem 10 fałszywek, co daje 19% udział w roczniku. Najciekawiej dla amatorów jest jednak w roczniku 1768, tam ilość fałszerstw jest bardzo niska. W sumie to nie dziwi gdyż żadnej z dwóch wariantów falsa w tym roczniku nie jest odnotowana w najnowszym katalogu. Zatem w badaniu na 19 egzemplarzy srebrnego grosza, tylko dwie sztuki okazały się fałszywe (11% udział w badanej próbie tego rocznika), dodam nieskromnie, że obie należą do mnie J. Tak to już jest, że jak się czasem czegoś długo szuka to i czasem się to znajdzie J Podsumowując w próbie 98 egzemplarzy, 27 okazało się prusakami, co stanowi 28% badanej ilości. Dużo to czy mało? W sumie liczyłem na więcej, zmyliła mnie przewaga, jaka falsyfikaty osiągnęły w roczniku 1766. Moim zdaniem świadczy to o tym, że pruskie srebrniki, jako monety gorszej, jakości zostały całkiem sprawnie wywołane z rynku.

Ok., a teraz powoli finiszujemy z tematem. Poniżej opisuję wszystkie znane mi (na dzień dzisiejszy), fałszywe srebrniki. Dla każdego z opisanych wariantów podróbek, podaję procent jego występowania w całym roczniku podczas mojego badania oraz przy okazji subiektywną estymację stopienia jego rzadkości. Do opisu używanym oznaczeń z najnowszego katalogu. Jeśli moneta nie jest opisana, przydzielam jej „pierwszy wolny numer” i dodaje znak zapytania. Jeśli moneta została opisana moim zdaniem błędnie, wskazuje ten fakt w uwagach.

FAŁSZYWE PRUSKIE SREBRNIKI SAP 1766-1768

1766 – 15.a1 – WARIANT1 - AWERS 1/ REWERS 1

Awers: ukoronowany monogram królewski „SAR” wpisany w kwadrat
Rewers: napis w 9 wersach, 1.GR./320./EX/MARCA/PURA.COL./1766./F.S./R.POL./M.D.L.
Rozkład tego wariantu w nakładzie badanego rocznika 1766 (oryginały+falsy) = 8%
Szacowany stopień rzadkości = R2
Uwaga: w katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” błędnie opisana, jako oryginał.

1766 – 15.a2 – WARIANT 2 - AWERS 2/ REWERS 2

Awers: ukoronowany monogram królewski „SAR” wpisany w kwadrat
Rewers: napis w 9 wersach, 1.GR./320./EX/MARCA/PURA.COL./1766./F.S./R.POL./M.D.L.
Rozkład tego wariantu w nakładzie badanego rocznika 1766 (oryginały+falsy) = 15%
Szacowany stopień rzadkości = R1

1766 – 15.a3 – WARIANT 3 - AWERS 2/ REWERS 3

Awers: ukoronowany monogram królewski „SAR” wpisany w kwadrat
Rewers: napis w 9 wersach, 1.GR./320./EX/MARCA/PURA.COL./1766./F.S./R.POL./M.D.L.
Rozkład tego wariantu w nakładzie badanego rocznika 1766 (oryginały+falsy) = 8%
Szacowany stopień rzadkości = R2

1766 – 15.a4 – WARIANT 4 - AWERS 2/ REWERS 4

Awers: ukoronowany monogram królewski „SAR” wpisany w kwadrat
Rewers: napis w 9 wersach, 1.GR./320./EX/MARCA/PURA.COL./1766./F.S./R.POL./M.D.L.
Rozkład tego wariantu w nakładzie badanego rocznika 1766 (oryginały+falsy) = 27%
Szacowany stopień rzadkości = R1

1767 – 15.b3 – WARIANT5 - AWERS 1/ REWERS 5

Awers: ukoronowany monogram królewski „SAR” wpisany w kwadrat
Rewers: napis w 9 wersach, 1.GR./320./EX/MARCA/PURA.COL./1767./F.S./R.POL./M.D.L.
Rozkład tego wariantu w nakładzie badanego rocznika 1767 (oryginały+falsy) = 19%
Szacowany stopień rzadkości = R
Uwaga: w katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” błędnie opisana, jako oryginał.

1768 – 15.c3? – WARIANT6 - AWERS 1/ REWERS 6

Awers: ukoronowany monogram królewski „SAR” wpisany w kwadrat
Rewers: napis w 9 wersach, 1.GR./320./EX/MARCA/PURA.COL./1768./F.S./R.POL/M.D.L.
Rozkład tego wariantu w nakładzie badanego rocznika 1768 (oryginały+falsy) = 5%
Szacowany stopień rzadkości = R3

1768 – 15.c4? – WARIANT 7 - AWERS 1/ REWERS 6

Awers: ukoronowany monogram królewski „SAR” wpisany w kwadrat
Rewers: napis w 9 wersach, 1.GR./320./EX/MARCA/PURA COL./1768./F.S./R.POL./M.D.L.
Rozkład tego wariantu w nakładzie badanego rocznika 1768 (oryginały+falsy) = 5%
Szacowany stopień rzadkości = R3

Podsumowując powyższy mini-katalog prusaków, wypada powiedzieć, że na 7 opisanych przez mnie wariantów aż 5 monet zostało pokazanych w najnowszym katalogu, niestety dwie z nich zostały uznane za oryginały. Opisu wariantów z roku 1768 nigdzie nie spotkałem więc uznaje że mój artykuł jest pierwszy.

Chociaż już powoli zmierzam do zakończenia, to jednak już teraz ogłaszam, że nie jest to ostatni wpis o fałszerstwach monet SAP.  Do zbadania i opisania jest jeszcze wiele zagadnień. Takich jak na przykład zagadka a właściwie cały rebus dla uważnie czytających i oglądających mój dzisiejszy wpis. Czy aby coś Wam drodzy badacze AWERS 2 nie przypomina? Popatrzcie na srebrniki z 1766 i być może sami do tego dojdziecie. J Jeśli autorzy katalogu Parchimowicz/Brzeziński rzeczywiście mieli dostęp do danych niemieckich badaczy i rzeczywiście właściwie określili fałszywe warianty srebrnika, np. ten 15.a2, to analizując tę monetę (i inne do niej podobne) już teraz mogę pokusić się o stwierdzenie, że szykuje się prawdziwa numizmatyczna sensacja. A, że mamy zimę - to niech to będzie na przykład lawina. Lawina, która jeśli zejdzie (na razie jest tylko zagrożenie lawinowe J ) to możliwe, że zmiecie to co jest teraz i na nowo ukształtuje nam krajobraz. Tu też wyjaśnił się tytuł dzisiejszego wpisu J. Jak by nie było, dla mnie oznacza to temat na kolejny wpis dotyczący srebrników. Z pewnością jednak potrzebuje więcej informacji, danych i czasu żeby „TO” wszystko ładnie zweryfikować. Będę musiał tu albo odszczekać połowę dzisiejszych ustaleń (ach ten AWERS 2) i zarzucić spory błąd twórcom katalogu oraz niekompetencje ich źródłom, lub dodam kolejny element do tej układanki. Na dziś tylko tyle, trochę mówię zagadkami ale tak to już jest, że czasem milczenie jest złotem…  Mogę się uśmiechać milcząc J

Jak widać fałszerstwa okazują się dla mnie płodnym i wdzięcznym tematem o praktycznie niewyczerpanych możliwościach. Kolejnym aspektem są pruskie podróbki monet miedzianych SAP. Wiem z kontaktów z czytelnikami i innymi amatorami czasów SAP, że te miedziaki są bardzo popularne, występujące w wielu zbiorach i oczekiwana jest praktycznie użyteczna wiedza o pruskiej działalności i na obszarze. Mam na ten temat już w miarę ugruntowana wiedzę i może wyjątkowo pokuszę się o artykuł na ten temat. Znając ogromna skale pruskich fałszerstw monet miedzianych SAP już zaznaczam, że być może nie zmieszczę się w jednym artykule i trojaki będę musiał oddzielić od groszy. Czyli szykują się dodatkowe dwa. Ale to nie wszystko. Nie tylko Prusy fałszowały srebrne monety Stanisława Augusta Poniatowskiego. Falsy powstawały tez w innych „bezimiennych” warsztatach fałszerskich i ten temat także zamierzam lepiej zbadać i opisać. Dysponuje już nawet sporym materiałem fałszywych monet, które czekają na klasyfikacje i bliższe poznanie. Zatem szykuje się dalszy ciąg cyklu. Na koniec planuje artykuł o fałszywych kontramarkach umieszczanych na sreberkach ostatniego króla. Zaobserwowałem taki proceder, który ma na celu zwiększenie cen „zmęczonych” monet SAP, bo przecież ciekawa kontramarka podnosi wartość historyczną, co często przekłada się na wartość monety uzyskana w handlu. Warto ten temat dotknąć, więc szykuje się jeszcze kolejny artykuł.

Podsumowując dziś zostawiam czytelników z pełnymi danymi o srebrnikach i zajawka moich kolejnych analiz, które jak Bóg da - ukażą się na blogu i stworzą w miarę pełny cykl na temat fałszowania monet ostatniego króla. Ile w efekcie będzie tych artykułów na dziś nie podejmuje się spekulować. Będzie tyle ile trzeba J.Dziękuję, za doczytanie do tego momentu i proszę o komentarze pod tekstem lub mailem.

We wpisie wykorzystałem zdjęcia z archiwów Warszawskiego Centrum Numizmatyczneg, Antykwariatu Numizmatycznego Michał Niemczyk, z portalu dobroni.pl LINK oraz wyszukane przez gogle grafika. Użyłem również informacji zawartych w zeszłorocznym katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” autorstwa Janusza Parchimowicza i Mariusza Brzezińskiego oraz danych uzyskanych z badań Rafała Janke.