poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Dwuzłotówka rocznik 1777, czyli ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

Czasem temat sam się pcha na bloga i nic z tym nie zrobisz, musisz zmienić swoje pierwotne plany, rzucić wszystko to, czym się wcześniej zajmowałeś, usiąść wygodnie i o tym napisać. Jako autor piszący o numizmatyce, która jest nauką raczej statyczną niż dynamiczną, staram się jednak żeby blog był w miarę interesujący, stąd nie jest dziwne, że w pewnym sensie cieszę się na takie nagłe zmiany. Lubię czuć to ożywienie, ten niespodziewany „ruch w interesie”, stąd wyraźnie odżywam jak coś ciekawego się dzieje w obszarze mojej pasji do monet SAP a zatem, nie obrażam się na takie zdarzenia a nawet im sprzyjam. Dzięki temu mogę na blogu nie tylko czerpać z wydarzeń znanych z historii, ale również mogę opisać bieżące sytuacje. A już najlepiej poruszyć coś aktualnego i podzielić się swoimi opiniami z czytelnikami. Taka właśnie niepoodziewana i nagła sytuacja zdarzyła mi się ostatnio z tytułową monetą, więc mam dziś, o czym opowiedzieć. Dodatkowo, dosłownie kilka dni temu zakończyła się aukcja niezwykle rzadkiej odmiany dwuzłotówki, więc nadarza się okazja żeby to również wykorzystać i po swojemu skomentować. Trzecim powodem jest mój standardowy pęd do poszukiwania i opisywania nowych wariantów i to szczególnie w mniej popularnych rocznikach, do których zalicza się dzisiejsza bohaterka. Jak się za chwile okaże, będę mógł go nieco zaspokoić badając bliżej monety z rocznika 1777. Teraz chyba już nikt nie ma wątpliwość, że po prostu musiałem to napisać. J

Na początek zacznijmy od tego nieoczekiwanego zdarzenia. Tak się złożyło, że nie będzie to wcale miły dla mnie temat, przeciwnie, podzielę się z czytelnikami startą, jaką ostatnio poniosłem. Jednym słowem ukradziono mi przesyłkę zawierającą świeżo zakupioną monetę dwuzłotową z 1777 roku. Postaram się nieco dokładniej opisać całą sytuację, żeby pokazać pewne mechanizmy, które w efekcie doprowadziły do tego niefajnego zdarzenia oraz zamierzam publicznie wyciągnąć wnioski na przyszłość. Ważnym elementem dzisiejszego wpisu, od którego zacznę swoją opowieść, jest zaprezentowanie zdjęć utraconej monety, gdyż jak się później okaże, wcale nie pogodziłem się z tą sytuacją. Stąd już w tym miejscu chciałbym poprosić czytelników o pomoc w ustaleniu „gdzie się ta moneta zapodziała”, artykułując apel, który umieściłem w tytule dzisiejszego artykułu - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Jeśli moneta gdzieś wypłynie, to będę zobowiązany za informacje, które pomogą mi ją odzyskać. Środowisko amatorów monet SAP jest elitarne a i sama moneta nie jest zbyt popularna a do tego w ciekawym wariancie (o tym niżej), więc raczej trudno ją będzie puścić dalej w obieg bez zwrócenia na siebie uwagi. Z góry dziękuję za wszelkie informacje na ten temat. Zatem zanim zacznę ten smutny rozdział w dzisiejszym artykule, to proszę spojrzeć na zdjęcia zaginionej/skradzionej dwuzłotówki z 1777 roku. Moneta ma cechy szczególne, które ułatwią jej identyfikacje. Na zdjęciu zaznaczyłem dwa punkty charakterystyczne dla tego wariantu monety. To po 4 listki w wieńcu po lewej i po prawej stronie rewersu. Nie da się jej teraz pomylić i nie zauważyć…
Pierwsze zdjęcia w artykule żyją w internecie dłużej, zatem do tego zdjęcia dodałem wszelkie informacje do identyfikacji monety oraz osobisty apel, do którego wrócę jeszcze na końcu dzisiejszego artykułu.

Teraz od początku, krótka historia jak do tego doszło i co poszło nie tak. Na początku wszystko wyglądało standardowo, jak to zwykle bywa, gdy wygramy aukcje na portalu aukcyjnym. Moneta została przez mnie sprawnie opłacona, pozostawało już tylko czekać na przesyłkę i cieszyć się z nowego nabytku. Kiedy, po 12 dniach zorientowałem się, że dawno minął już czas oczekiwania określony w opisie aukcji, zdecydowałem się na mailowy kontakt ze sprzedającym. Napisałem grzecznie, że termin minął a ja dalej czekam i poprosiłem o określenie statusu wysyłki – norma, nie raz tak się zdarza. Nie spodziewałem się tego, co nastąpiło dalej. Otóż sprzedający przyjął moje pytanie ze zdziwieniem, przesłał link do śledzenia przesyłki poleconej priorytetowej. Link przenosił do strony poczty, na której były wyszczególnione wszystkie etapy drogi mojego listu poleconego, na który czekałem. Szczególnie ważna była pierwsza informacja, że list został nadany 20 marca w UP 66 Warszawa oraz ostatnia, że został dostarczony do UP 4 Warszawa już następnego dnia i tego samego dnia został „doręczony”. Drobny problem polegał na tym, że od dnia „doręczenia” minął już cały tydzień, a ja jak nie miałem listu, tak go w dalszym ciągu nie mam. Poniżej zdjęcie ze strony internetowej e-monitoring.

Nie pamiętam podobnej sytuacji, więc nie zbyt wiedziałem, co począć z taką informacją. Znów skontaktowałem się z nadawcą, wyjaśniłem mu, w czym problem i poprosiłem o przesłanie dokumentu potwierdzającego nadanie, żeby na początek potwierdzić, że numer w przekazanym linku to przesyłka zaadresowana do mnie. Nie ukrywam, ze sprzedawca będący wcześniej pewnym, że transakcje już zakończył z powodzeniem i generalnie ten temat ma „z głowy” trochę niedowierzał, ale w efekcie spełnił moją prośbę i przesłał mi skan dowodu nadania. Wszystko wyglądało normalnie, stąd znów skontaktowałem się z nadawcą i poprosiłem go o złożenie oficjalnej reklamacji. Miałem kiedyś już jedno nieprzyjemne doświadczenie z tą konkretną pocztą, gdzieś w kazamatach Urzędu Pocztowego 6 Warszawa, ponad rok temu zaginęła przesyłka adresowana do mnie, więc wiedziałem z doświadczenia, że jako adresat nie mam praktycznie żadnych praw żeby dochodzić tego, co się z nią stało. Wówczas, co prawda sytuacja była inna, przesyłka w systemie e-monitoring widniała przez miesiąc (być może do dzisiaj tak wisi), jako „czekająca na doręczenie” i nikt jej do mnie nigdy już nie dostarczył. Wtedy był to „tylko” ceramiczny kubek kupiony jako prezent świąteczny dla jednej z podopiecznych Domu Pomocy Społecznej (moja żona jest wolontariuszką) a, że Święta postanowiły nie zaczekać na to aż szanowna Poczta Polska dostarczy mi ten prezent, to kupiłem inny i po sprawie. Wtedy nadawca nie współpracował ze mną a mnie też niezbyt zależało na przesyłce za 30 zł i tematu nie przypilnowałem. Co prawda na początku nawet próbowałem złożyć reklamacje, ale jako adresat odbiłem się obowiązujących w tej instytucji procedur. Przyznaje, że wówczas poddałem się i całkowicie odpuściłem temat.  Pamiętam, że nie czułem się z tym wtedy OK., więc tym razem postanowiłem wykorzystać wcześniejsze doświadczenie i ruszyłem bezpośrednio na pocztę wyjaśnić sytuacje na miejscu. Zgłosiłem się do okienka, krótko opisałem sytuacje i miła Pani poprosiła abym poczekał na Kierownika Listonoszy, którego za chwile do mnie poprosi. Po chwili zjawił się Pan Kierownik we własnej osobie. Po krótkim naświetleniu sprawy spisał sobie numer przesyłki i poprosił o kolejne 5 minut cierpliwości. Po dłuższym momencie pojawił się z kartką/raportem listonosza z dnia „dostarczenia” i pokazał mi go oraz objaśnił co znaczy. Z dokumentacji wynikało, że listonosz tego dnia zaraportował, że przesyłkę do mnie dostarczył. Na moje pytanie, jak to możliwe skoro to był list polecony a ja niczego nie otrzymałem i nie podpisywałem, poinformował mnie, że rzeczywiście listonosz nie dostarczył mi tej przesyłki osobiście tylko ją wrzucił do skrzynki na listy. Tu muszę dodać, że od razu Kierownik mnie przeprosił za zaistniałą sytuację, ponieważ nie ulegało żadnej wątpliwości, że listonosz nie miał prawa wrzucić mi listu poleconego do skrzynki. Na moją uwagę, że przez 10 lat listonosz NIGDY nie wrzucił mi do skrzynki żadnego „poleconego”, tylko zawsze wystawiał awizo i musiałem biegać po odbiór na pocztę, Kierownik stwierdził, że pewnie listonosz się po prostu pomylił. Jako dalsze kroki, przedstawiciel poczty poprosił mnie o czas na kontakt ze swoim pracownikiem oraz na ewentualne „ręczne” odszukanie przesyłki. Pomyślałem, że nie mam niczego do stracenia, wszystko już prawdopodobnie i tak straciłem, zatem poczekać nie zawadzi. Daliśmy sobie jeszcze tydzień.

Ponieważ NIC się przez kolejny tydzień w mojej sprawie nie wydarzyło, nikt się ze mną nie kontaktował, nikt nie próbował nic wyjaśnić, to znów poprosiłem sprzedawcę o drobną przysługę. Tym razem o przesłanie mi potwierdzenia, że reklamacja „ w mojej sprawie” została złożona i tak „uzbrojony” udałem się znów na pocztę. Tam powtórzyłem znany mi już scenariusz, najpierw miła Pani w okienku a potem chwila i pojawiał się Kierownik Listonoszy. Ponieważ trafiłem na inną osobę to znów czekała mnie chwila rozmowy, spisanie numeru przesyłki i standardowa prośba o 5 minut. Kiedy Pan wrócił do mnie z tą samą kartką, co jego poprzednik tydzień temu, przez skórę poczułem, że przełomu to raczej dzisiaj nie będzie. Przeczucie mnie nie zawiodło. Rozmowa była podobna, znów w efekcie przeprosiny za oczywisty błąd listonosza w doręczeniu i brak mojego podpisu. Kierownik nr2 poszedł o krok dalej i przy mnie zadzwonił do listonosza. Rozmawiali przez chwilę, ale nic konkretnego z tego nie wynikło. Listonosz nic nie pamiętał, mnie podobno kojarzy i wie, że zawsze było awizo. Dlaczego teraz wrzucił, nie wie i nie pamięta…

Nie mając żadnych danych, odwołałem się do doświadczenia Pana z poczty i nieco wspólnie pospekulowaliśmy o tym, co się mogło wydarzyć i staraliśmy się określić jakieś inne warianty od oczywiście narzucającego się mi „kradzieży listu na poczcie”. Może przesyłkę ktoś ze skrzynki wyjął? Nie sądzę, to apartamentowiec z ochroną i monitoringiem, nigdy mi żadna przesyłka nie zginęła i nie słyszałem żeby komuś innemu coś ktoś zwinął, zatem raczej odpada.. Może adres był napisany niedokładnie? Nie sadzę, na dokumencie nadania, którym dysponuje adres jest bardzo czytelny, jak było na samym liście nie wiem, ale można założyć, że podobnie. Może pomylił się podwójnie i nie dość, że niepotrzebnie wrzucił to jeszcze nie do tej skrzynki co trzeba? To już raczej akademickie rozważania i teza trudna do zweryfikowania, sprawdziłem u sąsiadów, bez rezultatu. Na koniec rozmowy poinformowałem, że w związku z brakiem innej możliwości oraz tego, że sam Pan Kierownik informuje, że „na poczcie” to już raczej nic się w tej sprawie nie zmieni, poczekam jeszcze tydzień, może uda mi się jeszcze osobiście porozmawiać z listonoszem a po tym czasie będę zmuszony zgłosić kradzież na policje. Pocztowiec odniósł się do mojej deklaracji ze zrozumieniem. Taki status sprawa ma w tej chwili. Sprzedawca otrzymał zapłatę, wysłał przesyłkę zgodnie z umową a według systemu firmy Poczta Polska S.A., list został dostarczony następnego dnia. Co prawda brak dostawy został opisany w reklamacji, jednak doświadczenie mówi, że na tym polu nic pozytywnego się już raczej nie wydarzy. W dokumentach wszystko się zgadza, tylko ja, jako adresat jestem dziwnie niezadowolony i się ciskam nie dając nadawcy i pośrednikowi zapomnieć o sprawie. L Kto zwinął przesyłkę? Jest kilka możliwości. Jedne są bardziej prawdopodobne, inne nieco fantastyczne, ale to nie moja rola, a blog to nie miejsce na publiczne rzucanie tego typu oskarżeń. Zobaczymy, co z tym wszystkim zrobi policja.

Teraz czas na wnioski. Zgodnie z moimi zasadami, szukam problemów najpierw u siebie, zatem na początek mam sobie sporo do zarzucenia, gdyż wiem, że spokojnie mogłem uniknąć tego problemu i nie musiałbym się teraz żalić na forum. Marzec był dla mnie zawodowo wyjątkowo intensywnym okresem i niezbyt korzystnie wpływał na mój czas prywatny a już na numizmatykę to bardzo. Myśli miałem zajęte, pośladki spięte i działałem nieco mechanicznie. Kupiłem w tym czasie kilka monet, ale nie miałem czasu i „głowy” żeby wnikać w szczegóły i dokładniejsze analizy odłożyłem na później. To właśnie spowodowało moje problemy. Po pierwsze, jak się okazało sprzedawca to firma numizmatyczna z siedzibą w stolicy, która daje możliwość osobistego odbioru zakupionych monet. Ja w takich sytuacjach zawsze wybieram ten sposób i to nawet nie dlatego, że kosztuje mnie 0zł a raczej z powodu tego, że unikam kolejnego awizo i nie będę musiał biegać na pocztę lub prosić kuriera o doręczenie komuś innemu z rodziny, kto akurat będzie w domu, kiedy Pan Kurier postanowi się u mnie zjawić. Dodatkową korzyścią jest to, że takie działanie jest bardziej „intymne” i moja droga żonka nie zarejestruje faktu kolejnego zakupu. J Każdy, kto coś zbiera będąc w związku, zapewne zgodzi się ze mną, że to niezwykle cenna zaleta, warta każdego zachodu.  Tym razem nawet nie spojrzałem skąd jest kontrahent i przeoczyłem ten prosty fakt. Drugi błąd, jaki popełniłem to wybór przesyłki poleconej, która nie jest ubezpieczona. Do wyboru miałem jeszcze kuriera, to nieco droższa opcja, którą przy zakupach droższych monet rekomenduję brać pod uwagę. Ja wybrałem „pierwsze wolne” i „po taniości” i dałem losowi okazje do wzbogacenia moich doświadczeń z rozwiązywaniu problemów. Co prawda już czuje, że „experience” mi urosło, ale serce jednak krwawi… Wnioski są proste, trzeba być świadomym czkających na nas zagrożeń i aktywnie ograniczać prawdopodobieństwo wystąpienia problemów. Fakty są jasne i trudno z nimi dyskutować, zawsze warto odbierać monety osobiście i nie ma, co oszczędzać na przesyłce.

Z drugiej strony, jeśli przy okazji mógłbym coś również rekomendować sprzedawcom, to dwie rzeczy przychodzą mi do głowy. Nie chcesz mieć problemów wysyłaj przesyłki ubezpieczone, być może będzie większe prawdopodobieństwo, że nie stracisz kasy/monety/czasu/nerwów/klientów. Druga sprawa to nie epatowanie zawartością przesyłki. Bardzo doceniam profesjonalizm sprzedawcy, renomę jego firmy oraz dumę, z jaką oznacza swoim znakiem wszelkie materiały służące reklamie jego działalności gospodarczej. Jednak, jeśli mógłbym wybrać to wolałbym otrzymać prostą, dobrze zabezpieczoną przesyłkę, której opakowanie nie będzie sugerowało jej zawartości. Szczególnie, jeśli przesyła się nią monety. Okazja czyni złodzieja i warto eliminować takie możliwości. W środku, w przesyłce niech będą reklamy, certyfikaty i znaki firmowe – na zewnątrz rekomenduje raczej surowy styl skandynawski żeby nie kusić złodzieja. To tyle przemyśleń, z gatunku „mądry Polak po szkodzie”. Sprawa zaginionej monety jest w toku, kolejnym krokiem będzie wizyta na policji. Może mój dzisiejszy apel przyniesie skutek, pożyjemy zobaczymy… W każdym razie będę wdzięczny za wszelkie pomocne informacje.

Zanim przejdę do analizy rocznika srebrnej dwuzłotówki, poświęcę chwilę na ciekawostkę związaną z dzisiaj opisywanym nominałem. Otóż na najbardziej znanym portalu aukcyjnym, dosłownie kilka dni temu sprzedano miedzianą odbitkę dwuzłotówki z rocznika 1777. Taka moneta oczywiście jest notowana w literaturze, miedzy innymi u Plage oraz występuje też w najnowszym katalogu autorstwa Janusza Parchimowicza i Mariusza Brzezińskiego „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” gdzie została opisana, jako dwuzłotówka (z miedzi) i oznaczona, jako odmiana 24.I1. Ja monet miedzianych nie zbieram, więc tradycyjnie nie będę brał jej pod uwagę w mojej dzisiejszej analizie, ale trzeba ten fakt odnotować i skoro pojawiła się na aukcji to zdecydowałem się ją jednak nieco bliżej przedstawić. W końcu to prawdopodobnie najrzadsza moneta z tego rocznika, a teraz to i może nawet i najdroższa, bo została sprzedana za niebagatelną kwotę 7 200 złotych.. Poniżej prezentuje zdjęcie z tej aukcji.

 Na początek chciałbym zwrócić uwagę na sam opis aukcji oraz jej tytuł. Renomowany sprzedawca znany ze świetnej oferty wystawianych monet oraz z tego, że lubuje się w poszukiwaniu w nich sensacji i nigdy nie waha się żeby zaakcentować ich wyjątkowość, wystawił ją, jako bardzo rzadki trojak z 1777 bity stemplem dwuzłotówki. Zatem nie dwuzłotówka, co jest dosyć ciekawym, bo alternatywnym podejściem vs choćby to, co o tej monecie napisali autorzy najnowszego katalogu monet SAP. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ten sam egzemplarz został podobnie opisany już wcześniej, gdy w listopadzie 2105 roku za kwotę 3 360 złotych został sprzedany na aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego. Toteż nie czepiam się samego opisu, chciałem tylko przy okazji zwrócić uwagę, na sam fakt różnego podejścia do nazewnictwa tej monety. Trojak to czy dwuzłotówka. Stempel wskazuje na dwuzłotówkę, metal z jakiego powstała na trojaka. Zatem mamy remis. Moim zdaniem można by ją zakwalifikować, jako trojaka gdyby krążek użyty do jej wybicia miał standardowe cechy dla tego nominału. W archiwum WCN, w najnowszym katalogu monet SAP oraz w opisie aukcji z przed kilku dni, próżno jednak szukać informacji metrycznych, stąd trudno mi jedynie na podstawie zdjęcia oszacować czy waga i średnica tej ciekawostki w ogóle odpowiada trojakom. Znamienne jest to, że obaj sprzedający w opisach tej monety, pod niebiosa wychwalają jej zalety i rzadkość notowaną w literaturze a nikt nie pokusił się o podanie nam tych dwóch podstawowych informacji. Dobre zdjęcie rantu też by się przydało, jako trzecia cecha do porównania. Czyżby nie zgadzały się i nie pasowały do założenia tezy o trojaku? Można tylko sobie pospekulować. Dwuzłotówka ma średnice 29 mm i wagę 9,35g vs trojak 26 mm i waga 11,69g. To, co widać na zdjęciach, to fakt, że stempel dwuzłotówki zaskakująco dobrze zmieścił się na trojaku, co może świadczyć jednak o tym, ze krążek do wybicia tej konkretnej monety ma nieco większą średnicę niż standardowy trojak mieć powinien. To z kolei, świadczyłoby o tym, że ta moneta nie jest trojakiem z nabitym stemplem dwuzłotówki a raczej dwuzłotówką wybitą w (prawdopodobnie) miedzi. Całkiem ciekawy wniosek. Trudno jednak przesądzać nie mając danych lub też samej monety w ręku. Warto o tym pomyśleć, kiedy kolejnym razem moneta znów trafi do sprzedaży. 

Kolejny wniosek, jaki nasuwa mi się na podstawie analizy zdjęć, to ten, że patrząc na zdjęcie z ostatniej aukcji, wydaje mi się, że moneta wygląda nieco gorzej niż na zdjęciach sprzed 1,5 roku z archiwum WCN oraz tych sprzed roku umieszczonych w katalogu monet SAP. Mamy to szczęście, że możemy sobie porównać te zdjęcia, zestawiłem je poniżej.
Jak dla mnie, moneta sprzedana kilka dni temu jest jakoś bardziej „dziobata” niż na zdjęciach pochodzących z archiwum WCN. Nie jestem fachowcem od czyszczenia numizmatów. Nie mam na tym polu żadnych osiągnięć żeby nie powiedzieć, że kiedy kilka razy próbowałem coś doczyścić, to raczej szybko traciłem wiarę we własne umiejętności, zatem być może jestem nieco za mocno wyczulony na te sprawy. A może to tylko „fałszywy alarm” a to, co widać na fotografiach wynika tylko z tego, że nowe zdjęcie zostało wykonane w innym oświetleniu niż to zrobione wcześniej i dało to taki niecodzienny efekt. Starsza fotka z archiwum podoba mi się bardziej, ale o gustach się nie dyskutuje i pozostawiam to do własnej interpretacji czytelnikom bloga. Sama moneta mimo tego, że interesująca, to moim zdaniem jest przeznaczona raczej dla koneserów numizmatyki, stąd opis bardzo ładnie dostosowany do tej grupy klientów. Proszę zwrócić uwagę na liczne zalety wymienione w opisie aukcji. Jak dla mnie to kolejny przykład dobrego marketingu w numizmatyce. Do mnie szczególnie trafia przymiotnik „legendarny”. Co prawda samych legend o tej monecie osobiście nie słyszałem, ale może nie dość długo zajmuję się tematem i nie załapałem się na te opowieści. J Dla mnie osobiście, ta moneta to tylko kolejna interesująca ciekawostka, niemająca wiele wspólnego z mainstreamem mojego zbioru, czyli srebrnymi monetami obiegowymi ostatniego króla.

Ok, koniec cyrku, wracamy do srebrnych dwuzłotówek, bo tu czeka nas zastraszająco wiele interesujących nowości. Nie jest to zbyt popularny rocznik, sam Kopicki ocenił jego rzadkość na R1 i jak sądzę już na wstępie, wnioskując po zaledwie 16 monetach, jakie udało mi się znaleźć – być może ocenił ją nawet nieco zbyt surowo. W najnowszym katalogu mamy trzy „odmiany” w tym wyżej opisana moneta z miedzi. Zatem ze srebra opisano dwa warianty, które według opisu autorów różnią się kropką po dacie lub jej brakiem. Ja poszedłem nieco głębiej i przeanalizowałem dość dokładnie wszystkie zgromadzone na zdjęciach egzemplarze. Generalne wnioski są takie, awers wygląda bardzo podobnie na każdej z monet, występują delikatne przesunięcia legendy otokowej vs portret królewski, ale są one na tyle minimalne, że nie ma tam, co szukać wariantów stempla, stąd uznałem, że w całym roczniku mamy do czynienia tylko z jednym wariantem awersu. To nieco uprości nam dalszą analizę. Zupełnie odwrotnie jest z rewersem, wielość elementów, jakie występują na tej stronie dwuzłotówki sprawiła, że z wyjątkową łatwością udało mi się wyznaczyć aż 10 różnych stempli rewersu. Nie znaczy to jednak, że każdy z nich tworzy nowy wariant. Uznałem jak zwykle, zgodnie z zasadami, jakie od dłuższego czasu tu rekomenduje, że wzajemne przesunięcia napisów nie są na tyle istotne żeby je osobno opisywać. Idąc tym tropem z 10 stempli skondensowałem materiał do 5 wariantów w srebrze, które różnią się istotnymi elementami rewersu. Zatem przechodzimy do rewersów.

Do wyznaczenia wariantów potrzebne będą nam tylko dwa punkty kontrolne. Pierwszym, jako „a)” będzie „KROPKA PO DACIE” lub na rewersach gdzie nie występuje będziemy mieć „BRAK KROPKI PO DACIE”. Drugim puntem kontrolnym będzie liczba listków w wieńcu po lewej i po prawej stronie tarczy herbowej, coś jak zaznaczyłem już powyżej na „mojej” monecie, którą poszukuje. Ten punkt opiszę jako "b)" i będziemy mieć tam różne ilości listków. Ta zmienna dla tego rocznika w najnowszym katalogu w ogóle nie była brana pod uwagę. Nieco to niekonsekwentne, gdyż w innych rocznikach była standardowo analizowana. W każdym razie to moim zdaniem istotny element rewersu i należy mieć to na uwadze. Poniżej prezentuje 5 wariantów oraz zdjęcia, na których będzie można je sobie bardziej przyswoić.

REWERS 1 -> a) kropka po dacie; b) 3 listki w wieńcu po lewej i 3 listki po prawej,
REWERS 2 -> a) kropka po dacie; b) 3 listki w wieńcu po lewej i 4 listki po prawej,
REWERS 3 -> a) kropka po dacie; b) 4 listki w wieńcu po lewej i 4 listki po prawej,
REWERS 4 -> a) brak kropki po dacie; b) 3 listki w wieńcu po lewej i 3 listki po prawej,
REWERS 5 -> a) brak kropki po dacie; b) 3 listki w wieńcu po lewej i 4 listki po prawej. 



Dodatkowo, z moich badań wynika, że na REWERS 1 składa się aż 5 różnych stempli, które z łatwością można rozpoznać po odmiennych szerokościach napisu „8 GR.”. Mamy tam stemple z wąskim napisem nominału monety, mamy stempel z bardzo szerokim napisem oraz różne wariacje pośrednie. Drugim wielostemplowym rewersem jest REWERS 2, w którym zaobserwowałem dwa odmienne stemple, które różnią się w tym samym miejscu. Na zdjęciu poniżej prezentuje odmienną szerokość napisu "8.GR." dla przykładowych trzech stempli REWERSU 1..
Awers jest jeden, więc nie wymaga jakieś bardziej szczegółowego opisu. Tym samym z odmiennych rewersów powstało dokładnie pięć WARIANTÓW dwuzłotówki z 1777 roku, które należałoby zebrać żeby mieć komplet. Poniżej w tabelce standardowe zestawienie.
Teraz to, co może okazać się interesujące, czyli rozkład procentowy poszczególnych wariantów w badanej próbie. Dane zestawiłem poniżej.
Jak widać WARIANT1 w badanej próbie był reprezentowany aż w niemal 70% egzemplarzy. To właśnie w tym wariancie spotkałem aż 5 różnych stempli rewersu. Dalej w WARIANCIE2 wyszukałem kolejne dwa odmienne stemple rewersu, to razem mamy już 7. Kolejne warianty udało mi się zaobserwować po zaledwie jednym egzemplarzu. Razem 10 stempli. Odnieśmy teraz rozkład procentowy do nakładu, który dla dwuzłotówki 1777 wynosił dokładnie 366 236 sztuk. Tabelka poniżej zawiera estymację podziału nakładu na poszczególne warianty.
Z badania wynika, że większość nakładu przynależy do WARIANTU1, zaś trzy najmniej liczne zawierają średnio po prawie 23 tysięcy sztuk. Czy odpowiada to średniej wytrzymałości ówczesnych stempli? Jest to wartość zbliżona do tych ilości, jakie wychodziły nam w poprzednich wpisach, więc można przyjąć, że rząd wielkości jest prawidłowy. Teraz czas na ostatnie dzisiejsze zestawienie, czyli moją propozycję stopni rzadkości dla poszczególnych wariantów. Napisze o tym, jednak kto czyta moje wpisy wie już dobrze, że bazą do wyznaczenia stopni jest skala, jaką hrabia Emeryk Hutten-Czapski opracował dla polskich monet historycznych. W najnowszym katalogu, przepisano stopień rzadkości z katalogu Kopickiego i dla tego rocznika bez rozróżnienia na warianty znawcy przydzielili R1. Nos mi mówi, że to adekwatny stopień, jednak jak nakład podzielimy na warianty to może być już „tylko lepiej”. Mała ilość egzemplarzy, jakie udało się mi namierzyć do dzisiejszego badania potwierdza ten stan. Propozycje w tabeli poniżej.
Było R1 a jest od R1 do R3 w zależności od wariantu. Trzeba przyznać, że przydałoby się nam nieco więcej egzemplarzy. Przy 5 wariantach monety, wydaje się ze minimalną ilością egzemplarzy do właściwej oceny stopnia rzadkości przydałoby się z 50 sztuk, wtedy wyniki mogłyby być nieco inne. Jednak jest jak jest i nie ma, co się obrażać na rzeczywistość. Moim zdaniem nawet takie badanie ma racje bytu i stanowi spory postęp versus poprzedni stan wiedzy o tym roczniku. Teraz przechodzę do opisania poszczególnych wariantów zachowując nomenklaturę z katalogu Parchimowicz/Brzeziński. Warianty nieopisane przez autorów, oznaczam kolejnym numerem i kończę znakiem zapytania.

Dwuzłotówki z 1777

24.I– WARIANT 1
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy XL.EX.MARCA (E.-B. / 8. GR.) PURA.COL.17 77.
Nakład łączny rocznika = 366 236 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 69% = 252 878 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R1

24.I3?– WARIANT 2
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy XL.EX.MARCA (E.-B. / 8. GR.) PURA.COL.17 77.
Nakład łączny rocznika = 366 236 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 13% = 45 780 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

24.I4?– WARIANT 3
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy XL.EX.MARCA (E.-B. / 8. GR.) PURA.COL.17 77.
Nakład łączny rocznika = 366 236 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 6% = 22 890 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R3

24.I5?– WARIANT 4
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy XL.EX.MARCA (E.-B. / 8. GR.) PURA.COL.17 77
Nakład łączny rocznika = 366 236 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 6% = 22 890 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R3

24.I2– WARIANT 5
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy XL.EX.MARCA (E.-B. / 8. GR.) PURA.COL.17 77
Nakład łączny rocznika = 366 236 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 6% = 22 890 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R3

Czas na podsumowanie dzisiejszego wpisu. Nie mam coś szczęścia do rocznika 1777. Na półtalarze, którego opisywałem dosłownie kilka dni temu umieszczono fałszywą kontramarkę a teraz ta skradziona dwuzłotówka... Kto to widział, tyle siódemek w dacie a tu taki pechowy rocznik. Zobaczymy czy uda się to jakoś przełamać. Zacznijmy od sprawdzenia tego, czy mój apel przyniesie skutek i uda się wspólnymi siłami miłośników monet, namierzyć gdzieś tę monetę. W tym celu założyłem specjalnego maila i będę wdzięczny za rozpowszechnienie wizerunku zaginionej monety oraz wszelkie informacje na jej temat. Przy okazji sprawdzimy czy w XXI wieku media elektroniczne mogą nam nieco pomóc w zabezpieczeniu i ochronie naszych zbiorów. Dziękuję za doczytanie do tego miejsca. Poniżej jeszcze raz zdjęcie, które można wszędzie udostępniać.

W artykule wykorzystałem zdjęcia monet z archiwów Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, Gabinetu Numizmatycznego Damian Marciniak, Antykwariatu Numizmatycznego Michał Niemczyk oraz portalu aukcyjnego Allegro.pl.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza