Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skala rzadkości monet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skala rzadkości monet. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lipca 2016

Talar 1788r – dzieło sztuki w 7 odsłonach

Nowy miesiąc na blogu zaczynam z przytupem. Dziś po raz pierwszy zmierzę się z najcenniejszym rodzajem obiegowej srebrnej monety Stanisława Augusta Poniatowskiego z mennicy w Warszawie. Mowa będzie o talarze, obiekcie zainteresowania i pożądania praktycznie wszystkich znanym mi amatorów mennictwa ostatniego króla. Jak przystało na monetę stosunkowo dużą, wartościową i okazałą to w przypadku numizmatów SAP niestety najczęściej idzie to w parze też „okazałą z ceną”. Talary stanowią zwykle ozdobę kolekcji, często są jej wizytówką i najbardziej spektakularną częścią. Nie dziwi nas, zatem fakt, że za amatorzy monet nie szczędzą sił i środków (nieraz naprawdę pokaźnych) żeby te monety pozyskać i włączyć do swoich zbiorów.   Dotychczas najdroższy talar ostatniego króla, według publikacji Andrzeja Litwiniuka z 2016 roku „Najdroższe Numizmaty Polski” osiągnął astronomiczną cenę 609 500 zł. Był to, co prawda talar próbny i nie powstał w mennicy w Warszawie, więc raczej nigdy nie trafi do moich zbiorów J. Według wyżej wspomnianej publikacji najdroższym talarem obiegowym (124 miejsce w rankingu NAJ) z mennicy warszawskiej był talar koronny z 1769 roku w stanie II+, który został sprzedany w maju 2014 roku za kwotę 195 500 złotych. To niestety nie ja go wtedy zakupiłem, ale kto wie może kiedyś… jak będzie jakaś promocja J W każdym razie, jak widać z tymi monetami to już nie przelewki, wyższa szkoła numizmatyczna i zabawa raczej nie dla każdego.

Zanim przejdę do opisania konkretnego rocznika, tradycyjna chwila dla miłośników teorii i historii polskiego mennictwa J. Odpowiedzmy sobie na pytanie, skąd w Polsce w ogóle wziął się talar i jaka była jego rola w systemie monetarnym kraju? Otóż bardzo prawdopodobne jest to, że ten typ grubej srebrnej monety przywędrował do nas z dzisiejszych Czech. Zacytujmy genezę talara przedstawioną przez Tadeusza Korzona w publikacji z roku 1891 „System monetarny w Polsce”- „…od r. 1518 ukazują się w Czechach nasamprzod 2-łutowe srebrne pieniądze, bite przez hrabiow Schlick’ow, właścicieli kopalni w Joachimsthal i zwane po niemiecku Joachimsthaler-Groschen, lub krocej: Thaler, a w Polsce zrazu Jochemthaterones, poźniej zaś po prostu talarami. Zygmunt I każe je bić też w swojej mennicy od r. 1528; szły one wtedy po 30 groszy, a więc rownały się złotemu, ale wkrotce zaczęły się podnosić w cenie: na 31 gr. (1543), 32 gr. (1546-1558) i t.d…”. W czasach SAP, po 250 latach od wprowadzenia tego nominału do Polski, talar był już monetą udomowioną, bardzo popularną wśród szlachty, ówczesnego duchowieństwa (proszę nie pytać, dlaczego J) oraz elit mieszczan. Według systemu monetarnego obowiązującego w roku 1788, talar wart był 8 złotych. Jeden ówczesny złoty był wart 30 groszy (miedzianych), więc łączna wartość talara to stanowiła niebagatelną kwotę 240 groszy. Na tak wartościowej monecie popiersie królewskie musiało być doskonałe by zapewnić władzy odpowiedni prestiż. Nic dziwnego, więc, że nad stemplami do tych monet pracowali najwybitniejsi medalierzy. W II połowie XVIII wieku trwał w najlepsze okres Oświecenia i każdy władca chciał, aby to właśnie jego talar był najpiękniejszy. Na tym tle Stanisław August Poniatowski nie przynosi nam wstydu. Talary za czasów jego panowania trzymają wysokie standardy zawartości kruszcu oraz sztuki medalierskiej, co teraz możemy podziwiać czytając poniższy wpis lub po prostu zbierając jego monety. To niewątpliwie bardzo ładne i ciekawe monety, prawdziwe małe działa sztuki. Poniżej przykładowy talar 1788 roku pochodzący z mojej kolekcji.


Nie ulega wątpliwości, że żeby w ogóle wybijać talary potrzeba było zgromadzić sporo srebra, które w tym okresie w naszej części Europy było mocno deficytowe. Ileż zabiegów wymagało zgromadzenie go w ilości zabezpieczającej potrzeby mennictwa wie pewnie tylko ten, który w tamtych czasach chciał to bezpiecznie i z zyskiem uczynić. Z perspektywy czasu trzeba jednak stwierdzić, że często zabiegi te były nieskuteczne. Znamienne jest to, że w wielu przypadkach to właśnie brak materiału a nie nakazy komisji menniczej był jednym z głównych powodów ograniczających nakłady monet srebrnych wytwarzanych w mennicy. Na początku mennictwa Stanisława Augusta Poniatowskiego srebro pochodziło w znacznym stopniu ze skupu monet wycofywanych z obiegu oraz ze zbiórki srebra wśród duchowieństwa i obywateli. To osobny, bardzo ciekawy temat i opisze go kiedyś głębiej, gdy będę omawiał temat monet z początkowych roczników. Teraz mamy rok 1788 i od wybicia ostatniego talara upłynęło już ponad 2 lata, gdyż od 1785 roku mennica nie wybijała tego rodzaju monet w ogóle. Tym samym roczniki talarów koronnych SAP z lat 1786 i 1787 nie istnieją. Żeby dobrze opisać talara z 1788 roku to na chwile musimy się cofnąć o rok. W marcu 1787 roku komisja mennicza obniżyła stopę menniczą o 3,5 złotego. Dla talarów znaczyło to tyle, że przed zmiana stopy wbijano 10 sztuk talarów próby 0,833 i wadze 28,07g każdy z grzywny kolońskiej srebra. Po zmianie stopy, wymagano, aby bić 10,437 sztuki talara, co pogorszyło próbę srebra do 0,8125 oraz przy okazji zmniejszono nieznacznie wagę monety do 27,6g. Podsumowując „nowe” talary miały zawierać trochę mniej srebra i być delikatnie lżejsze. Dlaczego zatem nie wybijano ich w 1787 roku, zaraz po zmianie przepisów? Otóż powód był prozaiczny – deficyt srebra, więc żeby wybić „nowe” monety najpierw należało zebrać z rynku „stare” i je przetopić. Dla zachęty społeczeństwa do przynoszenia „nieaktualnych” monet powołano specjalne kantory w największych miastach ówczesnej Polski i zaczęto je skupować. Dzięki publikacjom Mieczysława Kurnatowskiego z lat 1886-1888, które ukazywały się w krakowskich Zapiskach Numizmatycznych po tytułem „Przyczynki do historyji medali i monet Polskich bitych za panowania Stanisława Augusta” wiemy, jakie były stawki takiego skupu i wymiany. Za 80 „starych złotych” każdy otrzymywał 83,5 „nowych złotych. Dla przykładu - za każde 80 „starych złotych” (np. 8 srebrnych talarów z 1776 roku liczonych po 8 złotych sztuka) kantory wypłacały 80 „nowych złotych” (np. 40 srebrnych dwuzłotówek z 1787 roku liczonych po 2 złote sztuka) + bonus w wysokości 3,5 złotego płacony wyłącznie monetami z miedzi (np. 35 miedzianych trojaków z 1787 roku liczonych po 0,1 złotego każdy). Płacono bonus w monecie miedzianej, ponieważ surowiec był dostępny oraz dlatego, że na produkcji monet miedzianych mennica zarabiała. Co prawda nie zarabiała aż tyle żeby pokryć stratę 3,5 złotego, ale król już dawno przywykł przecież, że mennice nie przynoszą mu dochodu. Więc była to trochę działalność publiczna, która była nakierowana na szybka zmianę monet będących w obiegu. Ponieważ do wymian najbardziej przydatne były drobniejsze nominały, to w 1787 roku nie wybijano talarów, koncentrując się w tym czasie na złotówkach i dwuzłotówkach. Z racji wielkich nakładów monet srebrnych w roku 1787, w kolejnym roku kłopoty ze srebrem powróciły ze zdwojoną siłą. Mennica biła srebrne monety tylko do momentu, kiedy to dnia 1 października 1788 roku, zupełnie go zabrakło. Od tego dnia do końca roku nie bito srebrnych monet w Warszawie. Jednak na nasze szczęście przez 9 miesięcy 1788 roku mennica zdążyła wyprodukować aż 30 577 sztuk talarów, które są bohaterami dzisiejszego wpisu.

Jaki jest talar z 1788 roku?. To wciąż, pomimo zmiany ordynacji monetarnej pozostaje duża, piękna i prestiżowa moneta warta 8 złotych srebrem. Moneta ozdobiona na awersie najnowszą i najmodniejszą podobizną królewską (to czwarty i ostatni portret króla na talarach obiegowych, licząc od 1766 roku) a na rewersie nowym układem tarczy herbowej i napisów. Rant tego talara zawiera łaciński napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS”, co można przetłumaczyć, jako „rękojmia zaufania publicznego”. Najnowszy katalog Parchimowicz/Brzeziński „Monety Stanisława Augusta”, który jest aktualnie moim układem odniesienia, wymienia 4 odmiany tego talara oraz podaje, że do jego wybicia użyto 4 stempli rewersu (stad właśnie autorzy wyznaczyli 4 odmiany).  Z moich ustaleń i badań wynikają jednak nieco inne wnioski, stąd poniżej zweryfikuje tezy postawione w tym katalogu. Po pierwsze ilość stempli: do wybicia 30 557 sztuk talara użyto 3 stemple awersu i 3 stemple rewersu. Stemple te różnią się od siebie, stąd mamy w tym roczniku kilkanaście wariantów monet. A że stempli rewersu było 3 a nie 4, to nie jest ani moja, ani nawet "nowa" teza. Jako pierwszy sformułował ją już w 2009 roku Rafał Janke na łamach Przeglądu Numizmatycznego. Mam to szczęście, że mogłem zasięgnąć informacji u samego źródła, bo tak się składa, że Pan Rafał jest stałym czytelnikiem mojego bloga i łączy nas wspólna pasja do monet tego okresu. Na podstawie jego rad i sugestii dokładnie sprawdziłem ten aspekt, można rzec nawet „szuka po sztuce” i w efekcie zgadzam się z autorem tej tezy. Czwarty wariant stempla, jaki uwzględnili Panowie Parchimowicz i Brzeziński oraz umieścili w najnowszym katalogu pod pozycją 35.a1 to nic innego jak efekt zapchanego stempla rewersu. Rewers tej monety jest identyczny jak w pozycji 35.a2 a różni się tylko brakiem jednej z dwóch kropek po wyrazie COLONIENS. Na zdjęciach poniżej pokazuje dwie monety wybite tym samym stemplem, jedna ma jeszcze dwukropek po COLONIENS natomiast na drugiej w wyniku zużycia i zapchania stempla widoczna jest już tylko kropka. Poniżej na zdjęciach zaznaczyłem charakterystyczne elementy na poparcie tego, że mamy do czynienia z monetami, które wyszły spod tego samego stempla rewersu.


Najpierw mamy dwukropek a potem doszło do zapchania stempla i została już tylko kropka. Wszystkie punkty kontrolne zaznaczone na obu zdjęciach są identyczne, więc wniosek może być tylko jeden. Dodatkowym argumentem, który mnie osobiście przekonuje definitywnie do poglądu o zapchanym stemplu jest to, że jeśli już nawet miałaby hipotetycznie jednak powstać wersja stempla „z kropką po słowie COLONIENS”, to patrząc na pozostałe kropki w legendzie tego talara – nie byłaby to kropka na środku litery (jak w tym przypadku) a raczej kropka dolna umieszczona na poziomie podstawy liternictwa. To dodatkowo utwierdza mnie w przekonaniu o słuszności tezy Rafała Janke. Nie można mieć, co do tego żadnych wątpliwości To dosyć popularny błąd widoczny w monetach polski królewskiej, co potwierdza tezę, że nikt sobie w XVIII wiecznych mennicach nie zaprzątał tym głowy takimi drobiazgami. Co więcej w wyniku użycia tej ilości stempli i ich różnych kombinacji, wyróżniłem znacznie więcej wariantów talara niż autorzy wyżej wspomnianego katalogu.

Ile jest, zatem wariantów talara z 1788 roku do zebrania dla miłośników monet SAP i jak je od siebie odróżnić? Otóż wariantów jest 7. Ta ilość jest wypadkową faktu, że nie wszystkie z 3 stemple awersu były wykorzystywane łącznie z 3 stemplami rewersu (maksymalnie mogłoby być 9 wariantów).  Istnieje jeden wariant (ten najbardziej popularny), którego rewers wystąpił tylko z jednym awersem. Stąd wyróżniamy 7 wariantów monety, których procentowy rozkład występowania opisuje w dalszej części wpisu. 

7 WARIANTÓW TALARA 1788r
AWERS/REWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
AWERS 1
WARIANT 1
WARIANT 2
n/a
AWERS 2
WARIANT 3
WARIANT 4
n/a
AWERS 3
WARIANT 5
WARIANT 6
WARIANT 7

Teraz przejdźmy do tego jak odróżnić poszczególne warianty. Najpierw awersy – mamy 3 warianty, które charakteryzują się odmienną pozycją liter w otoku monety względem wizerunku króla. Poniżej prezentuje obok siebie wszystkie warianty. Przy odróżnianiu zwracamy uwagę na literę/znak znajdujący się końcu pionowego odcinka zaczynającego się na „czubku” głowy króla. Miejsce „czubka” wyznacza linia końca zaczesanej do góry grzywki królewskiej (nie jestem fryzjerem, ale na zdjęciu poniżej chyba widać, „o co kaman”). W pierwszym wariancie czubek głowy celuje w literę „D”, w drugim w „kropkę pomiędzy D a G” a w trzecim w literę „G”.
AWERS 1 – „CZUBEK” CELUJE W „LITERĘ D”
AWERS 2 – „CZUBEK” CELUJĘ W „KROPKĘ”
AWERS 3 – „CZUBEK” CELUJE W „LITERĘ G”
Poniżej zdjęcia z zaznaczonymi różnicami. Odróżnianie stempli awersu jest łatwe i po chwili treningu każdy z pewnością nabędzie niezbędnego doświadczenia.


A teraz bierzemy na warsztat stemple rewersu, jak pisałem wyżej też mamy 3 warianty do rozpoznania. Generalnie szkoły są różne, ja proponuje dwa łatwe do rozróżnienia punkty rewersu. Pierwszy punkt kontrolny to „wieniec” po prawej stronie herbu. Mamy dwie możliwości: wieniec może być krótki lub długi. Jak już wiemy, jaki nasza moneta ma „wieniec” przenosimy wzrok na drugi punkt kontrolny, którym jest „żołądź” zlokalizowany po lewej stronie herbu. W tym przypadku też mamy tylko dwie możliwości: „żołądź” może być długi, (czyli dosłownie mieć długą łodygę, na której żołądź sobie spokojnie wisi) lub może być krótki. Jak już wiemy, z jakim „wieńcem” i „żołędziem” mamy do czynienia (fakt, nie brzmi za mądrze) to z łatwością odszukamy właściwy rewers. Ułatwieniem jest fakt, że tzw. „długi wieniec” występuje tylko z „krótkim żołędziem” i jest to właśnie najpopularniejszy wariant rewersu. Nieprawda, że to proste? Proste. Jak ktoś się zgubił, to zalecam przeczytanie jeszcze raz od początku J
REWERS 1 – KRÓTKI WIENIEC, DŁUGI ŻOŁĄDŹ
REWERS 2 – KRÓTKI WIENIEC, KRÓTKI ŻOŁĄDŹ
REWERS 3 – DŁUGI WIENIEC, KRÓTKI ŻOŁĄDŹ
Poniżej wszystko ładnie zaznaczyłem na zdjęciach.


Na podstawie rozkładu wariantów w przebadanej próbie 141 monet oraz danych o nakładzie rocznika szacuje bezpośrednio ile sztuk monety przypada dla poszczególnego wariantu. Jak widać różnice pomiędzy wariantami są znaczne, od 1 500 sztuk do prawie 14 000 monet. Na przebadanej próbce zestaw stempli AWERS3/REWERS3 stanowił prawie połowę populacji, wystąpił w aż 45% badanych talarów z 1788 roku. Przekłada się to oczywiście bezpośrednio na szacunek rzadkości z wykorzystaniem skali Emeryka Hutten-Czapskiego dla polskich monet historycznych. Najrzadsze warianty monety to te, w których na awersie „czubek” głowy króla celuje w kropkę, szacuje je na R3, pozostałe warianty to R2 a ten najbardziej popularny, który opisywałem już wyżej to dla mnie R1.

ROZKŁAD PROCENTOWY
AWERS/REWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
AWERS 1
9,9%
10,6%
n/a
AWERS 2
5,0%
5,7%
n/a
AWERS 3
14,2%
9,9%
44,7%
NAKŁAD:
30 557
AWERS/REWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
AWERS 1
3 034
3 251
n/a
AWERS 2
1 517
1 734
n/a
AWERS 3
4 334
3 034
13 653
STOPNIE RZADKOŚCI WARIANTÓW
AWERS/REWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
AWERS 1
R2
R2
n/a
AWERS 2
R3
R3
n/a
AWERS 3
R2
R2
R1

Na koniec, to, co tygrysy lubią najbardziej. Poniżej przedstawiam wszystkie stemple i odmiany talara z 1788 roku wraz z opisem oraz szacunkowym rozkładem występowania odmian i ich rzadkością. W opisach tradycyjnie używam nazewnictwa z katalogu Parchimowicz/Brzeziński „Monety Stanisława Augusta”. Jednak w związku z moim odmiennym podejściem do badania polegającym na tym, że ja wymieniam i opisuje wszystkie istniejące warianty tego talara w srebrze - a autorzy powyższego katalogu nie zwracali uwagi na warianty awersu + opisali nieistniejący wariant z kropką po COLONIENS, jako 35.a1 + opisali odbitkę talara w żelazie, jako 35.a4 - to proszę zwrócić uwagę porównując mój wpis do katalogu na odmienną kolejność pokazanych wariantów monet. Proszę uznać, że materiał, jaki pokazuje na blogu to aktualny stan wiedzy na ten temat. Tradycyjnie, znak zapytania po nazwie wariantu znaczy to, że nie jest opisany w katalogu.

ROCZNIK 1788

1. 35.a5? - AWERS 1/ REWERS 1
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POLON.M.D.LITHUAN.
Rewers: napis otokowy 10 7/16 EX MARCA PURA (E.B.) COLONIENS:1788.
Rant: napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Nakład łączny rocznika = 30 557
Szacowany rozkład wariantu 1 w roczniku = 9,9% = 3 034 sztuk
Szacowana rzadkość = R2

2. 35.a6? - AWERS 1/ REWERS 2
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POLON.M.D.LITHUAN.
Rewers: napis otokowy 10 7/16 EX MARCA PURA (E.B.) COLONIENS:1788.
Rant: napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Nakład łączny rocznika = 30 557
Szacowany rozkład wariantu 2 w roczniku = 10,6% = 3 251 sztuk
Szacowana rzadkość = R2

3. 35.a7? - AWERS 2/ REWERS 1
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POLON.M.D.LITHUAN.
Rewers: napis otokowy 10 7/16 EX MARCA PURA (E.B.) COLONIENS:1788.
Rant: napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Nakład łączny rocznika = 30 557
Szacowany rozkład wariantu 3 w roczniku = 5,0% = 1 517 sztuk
Szacowana rzadkość = R3

4. 35.a8? - AWERS 2/ REWERS 2
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POLON.M.D.LITHUAN.
Rewers: napis otokowy 10 7/16 EX MARCA PURA (E.B.) COLONIENS:1788.
Rant: napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Nakład łączny rocznika = 30 557
Szacowany rozkład wariantu 4 w roczniku = 5,7% = 1 734 sztuk
Szacowana rzadkość = R3

5. 35.a2 - AWERS 3/ REWERS 1
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POLON.M.D.LITHUAN.
Rewers: napis otokowy 10 7/16 EX MARCA PURA (E.B.) COLONIENS:1788.
Rant: napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Nakład łączny rocznika = 30 557
Szacowany rozkład wariantu 5 w roczniku = 14,2% = 4 334 sztuk
Szacowana rzadkość = R2

6. 35.a - AWERS 3/ REWERS 2
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POLON.M.D.LITHUAN.
Rewers: napis otokowy 10 7/16 EX MARCA PURA (E.B.) COLONIENS:1788.
Rant: napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Inne katalogi: Plage 407
Nakład łączny rocznika = 30 557
Szacowany rozkład wariantu 6 w roczniku = 9,9% = 3 034 sztuk
Szacowana rzadkość = R2

7. 35.a3 - AWERS 3/ REWERS 3
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POLON.M.D.LITHUAN.
Rewers: napis otokowy 10 7/16 EX MARCA PURA (E.B.) COLONIENS:1788.
Rant: napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Inne katalogi: Plage 408
Nakład łączny rocznika = 30 557
Szacowany rozkład wariantu 7 w roczniku = 44,7% = 13 563 sztuk
Szacowana rzadkość = „mocne” R1

To tyle, mam nadzieję, że nie zanudziłem. 
Przyjęło się twierdzić, że talary rocznika 1788 są stosunkowo popularna monetą. Jak analizować je pod względem całego nakładu, to pewnie „w miarę są”, ale jak już podzielić je na 7 powyżej wymienionych wariantów, to moim zdaniem znacznie zyskują na wartości. Aktualnie żeby zebrać komplet wariantów tego talara w dobrych stanach potrzeba trochę czasu i około 25 tysięcy złotych. Jak kogoś stać to polecam tę formę budowania swoich kolekcji. Temat kolekcjonowania kompletów wariantów jest ciekawy i jeszcze niejednokrotnie będę go rozwijał przy okazji opisywania kolejnych monet, w tym innych roczników talarów Stanisława Augusta Poniatowskiego. 

Korzystając z okazji życzę udanych wakacji/urlopów/wczasów i jak zwykle dziękuje wszystkim, którzy doczytali aż do tego miejsca J


We wpisie wykorzystałem zdjęcia z archiwum WCN i własne oraz korzystałem z książek i publikacji wymienionych w treści. Tworząc ten materiał miałem też okazję korespondować z Panem Rafałem Janke, który jest stałym czytelnikiem mojego bloga oraz „przy okazji” autorytetem w dziedzinie numizmatyki tego okresu… i to w trakcie kończenia swojego własnego katalogu monet SAP (up’s, ale to przecież nie jest jakaś wielka tajemnica J ).

czwartek, 2 czerwca 2016

Złotówka z 1791r – bardzo brzydkie kaczątko

W tym wpisie zajmę się po raz pierwszy polską złotówką Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na pierwszy ogień biorę popularny rocznik 1791, który został wybity w mennicy w Warszawie w imponującym nakładzie 2,3 miliona sztuk. Ta srebrna moneta ma średnicę 26 mm, katalogowo waży 5,39 g oraz posiada próbę 0,52 czyli z jednej grzywny kolońskiej srebra wybijano 83 ½ monety.

Ciekawostką jest fakt, że we wcześniejszych latach okresu SAP (od 1768 roku) nakłady złotówek były znacznie mniejsze. Wybijano je w zaledwie w dziesiątkach tysięcy sztuk w skali roku. To znaczna różnica w porównaniu z milionowymi nakładami po roku 1787. Wyjaśnieniem tej zmiany jest fakt reformy menniczej, którą wprowadził sejm zwyczajny obradujący w Warszawie w 1786 w celu przyhamowania procederu wywozu polskiej dobrej monety za granicę. Reforma została wprowadzona w życie w kolejnym roku. Zmiana stopy obniżyła zawartość srebra w monecie o 4,2%, czym przybliżyła polską stopę menniczą do stopy pruskiej. Ten prosty ruch pozwolił ograniczyć straty, jakie od początku powstania ponosiła mennica w Warszawie. Istnieje też teza że nowy system monetarny po pewnym czasie spowodował, że mennica zaczęła przynosić zysk. Po 21 latach król Stanisław August Poniatowski doczekał się dochodu z wybijania monet! To dobitnie świadczy o tym jak mocnym uczuciem król darzył polskie monety i jak bardzo cenił ich piękno i wybitną jakość. Świadczy też o tym, że jak czegoś naprawdę chciał (w skali kraju) to potrafił być bardzo skutecznym przywódcą. Bo jak inaczej nazwać to, że osoba tak oświecona i wykształcona jak nasz król, tak długo opierała się ekonomicznej logice i przez długie lata skutecznie tłumiła zakusy reformatorów mennictwa. Jednocześnie pokrywając z "własnej kieszeni" starty, jakie ponoszono z bicia monet. Teraz by powiedziano - kto bogatemu zabroni :)

Dość powiedzieć, że według danych NBP, szacuje się, iż do czasu reformy w 1787 roku na 43 miliony złotych wybitych w srebrnych monetach w okresie SAP aż 40 milionów złotych !!! zostało wywiezione i przetopione za granicą. Czyli nam zostały tylko 3 miliony złotych i ciekawe ile przez te wszystkie lata dziejowej zawieruchy mamy ich dziś w kolekcjach? Pewnie tylko ułamek tej kwoty. Tym samym szacowanie rzadkości monet okresu SAP tylko po danych o nakładzie wydaje się w tym świetle obarczone znacznym błędem. Czego przykłady zapewne opisze w przyszłych postach na tym blogu bo istnieje kilkanaście monet o teoretycznie sporych nakładach, które trudno gdzieś spotkać a co dopiero zebrać… i na odwrót. A teraz do brzegu, bo znów noc mnie zastanie nad pisaniem tego tekstu.
Jego Wysokość i brzydal

Nie jestem może zagorzałym fanem bajek Hansa Christiana Andersena, ale kto z nas nie zna tych pięknych historii, które z reguły kończą się happy endem. Jedną z takich właśnie mądrych opowieści, które się pamięta przez całe życie jest właśnie wzruszająca historia drobiarska pod znamiennym tytułem „Brzydkie kaczątko”. Umieszczenie tego w tytule wpisu zdradza trochę przedwcześnie, że jest coś na rzeczy i być może kryje się za tym jakaś wzruszająca opowieść…. Otóż byłem świadkiem takiej przemiany z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia i nie był to wcale ptak lub inny zwierz. Tym razem w roli tytułowej wystąpiła rzeczona złotówka z 1791 roku. Zapytacie się pewnie co ja bredzę i jak do ciężkiej choroby do tego doszło? Otóż, to właśnie ciekawa historia jaką wam opowiem.

Jak zwykle, gdy mamy do czynienia z ciekawą historią o wszystkim zadecydował przypadek. Akcja dzieje się jakiś czas temu, w stolicy na parkingu niedaleko Stadionu Narodowego. Teraz na scenie pojawia się ONA, złotówka z 1791 roku a zaraz za nią idzie jej właściciel w stroju moro i ze szpadlem w ręce (biała broń na opornych kolekcjonerów). Na końcu pojawiam się tam ja jako potencjalny kupiec z ogłoszenia. Na początku, gdy ją zobaczyłem poraziła mnie brzydota i marny stan zachowania. Oglądałem monetę dłuższą chwilę z pewnej odległości i chyba nie wyglądałem na zainteresowanego. Sprzedawca szybko wyczuł moje zawahanie i szybko wręczył mi monetę. Po chwili już trzymałem ją w rękach, dziwiąc się jak długotrwały obieg i długoletnie przebywanie w nieprzyjaznym środowisku ziemnym niszczy metal. Wyglądała tak marnie, że rozum podpowiadał żeby nie kupować takiego szmelcu. Po chwili jednak cena okazała się tak mocno atrakcyjna a jej właściciel tak zdeterminowany, że zdecydowałem się wydać te kilkadziesiąt aktualnych złotych na złotówkę bądź co bądź mocno już nieaktualną. Zrobiłem to tylko z tego powodu, że bo po prostu nie miałem jeszcze tego rocznika. Można powiedzieć, że kupiłem sobie „złomka” na początek. W tym czasie w ogóle nie zwracałem uwagi na możliwe odmiany. Z resztą żadna odmiana nie jest opisana w dostępnej mi literaturze, więc niczego dobrego się po niej nie spodziewałem. Ot zwykła strata czasu.

Włączyłem monetę do swojej kolekcji mając nadzieje, że niedługo wymiennie ją na jakiś ładny okaz, bo to w końcu popularny rocznik a ja mam swoje zasady (które opisałem przy okazji 2 złotówki z 1792r). Punktem zwrotnym w całej historii jest znów katalog „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” Parchimowicza i Brzezińskiego, który nabyłem i który poprzez bogactwo opisanych odmian zachęcił mnie do przyporządkowania do nich moich monet. Kiedy porównałem moją zdezelowaną złotówkę z 1791r okazało się, że jest to całkiem nowa i nie opisana wcześniej odmiana, która z grubsza charakteryzuje się brakiem kropki po dacie. Poniżej prezentuje zdjęcia obu odmian oraz ich opisy i klasyfikacje.
  1. 22.e – wariant podstawowy, z kropką po dacie
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy 83 1/2 MARCA (E.B. / 4. GR.) PURA COLON: 17 – 91.
Inne katalogi: Plage 299, Kopicki 2380, Parchimowicz 1220.e
Stopień rzadkości - brak

  1. 22.e1? – wariant bez kropki po dacie
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy 83 1/2 MARCA (E.B. / 4. GR.) PURA COLON: 17 – 91
Inne katalogi: Plage 299, Kopicki 2380, Parchimowicz 1220.e
Stopień rzadkości - R5?
Powiecie no i co, ciesz się gościu, bo może tę odmianę dopiszą ci w kolejnym wydaniu katalogu. OK. fajnie, dobre i to, ale to jeszcze nie koniec. Chcąc jak zwykle zbadać rzadkość nowej odmiany przewertowałem "wszystkie" 187 złotówek z 1791r w archiwach, bazach monet oraz w innych dostępnych miejscach w internecie. Okazuje się, że nie ma wśród nich ANI JEDNEJ sztuki bez kropki. Sprawdzałem też dostępne archiwa aukcji od 1995 roku i też nie było żadnej w sprzedaży w tym wieku. Detalicznie, jest to jedyna znana mi przedstawicielka tej nieopisanej odmiany. Fakty świadczą o tym, że ta odmiana jest czymś unikalnym i rzadkim. I tu łączy się mi złotówka z tytułem wpisu, bo przecież na początku była zwykłym niskobudżetowym brzydalem kupionym „po taniości” a wyrósł z niego naprawdę łabędzi król tzw. "niezły okaz".

Na swój nos szacuje rzadkość tej odmiany na poziomie R5? Jeśli ktoś z szanownych czytelników posiada podobna sztukę to proszę o informacje. Idąc dalej zastanawiające jest, skąd w morzu monet 1791 z kropką wzięła się taka sztuka bez ? Może błąd ludzki lub zapchanie stempla ? Nie wiem ale moja prywatna teoria jest taka. W poprzednich rocznikach istniały zawsze dwie odmiany: jedna z kropką i druga bez kropki, zatem i w tym roczniku prawem serii też powinno mieć to miejsce. Zakładam, że pierwsze monety z tego rocznika zostały wybite stemplem bez kropki a wszystkie następnie kolejne były już wyposażone w kropkę. Stąd maksymalny nakład można szacować na poziomie ilości, jakie wybijało się jednym stemplem. Taka teoria.

To już koniec tej historii,
Zbieracz i moneta bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili i żyli długo i szczęśliwie :-)

Zdjęcie odmiany 22.e pochodzi z archiwum WCN,

sobota, 28 maja 2016

2 złote z 1792r - kosztowny owoc aukcji WCN 64

Zanim przejdę do szczegółów związanych z monetą, to pozwólcie że najpierw podzielę się garścią swoich przemyśleń o samej istocie aukcji. Uważam, że jedną z najbardziej wartościowych metod pozyskiwania monet do zbiorów jest uczestnictwo w aukcjach uznanych domów aukcyjnych specjalizujących się w sprzedaży numizmatów. Może i nie znam się dobrze na „teorii aukcjonerstwa” ale na swój własny użytek aukcje dzielę na dwie główne kategorie. Pierwszy podział: ze względu na organizatora, na aukcje krajowe i zagraniczne oraz drugi, ze względu na formę licytacji, na aukcje internetowe, stacjonarne oraz mieszane. Kiedyś ten podział i wynikające z niego dla mnie różnice w podejściu do tematu pewnie rozwinę i opiszę w jakimś osobnym artykule. Bo tak jak różnych aukcji na świecie jest wiele co do ilości... to już co do istotności dla kolekcjonera monet okresu SAP tylko nieliczne są warte uwagi, a tym samym warte tego aby o nich coś więcej napisać. Jedną z takich istotnych platform zakupowych monet Stanisława Augusta Poniatowskiego są aukcje organizowane przez Warszawskie Centrum Numizmatyczne.

Jeśli zastanawiacie się czy warto brać udział w aukcjach albo czy ta zabawa jest w ogóle dla zwykłych kolekcjonerów... a nie na przykład dla snobów w białych rękawiczkach, elity intelektualnej, bezdusznych inwestorów czy też jakiś przysłowiowych „leśnych dziadków” – to mówię z całą odpowiedzialnością – aukcje to fajna zabawa dla wszystkich pasjonatów numizmatyki i każdy zapewne znajdzie tam coś interesującego dla siebie. Aukcje maja kilka istotnych zalet i przewag o których należy pamiętać. Przede wszystkim monety przyjmowane do sprzedaży są specjalnie wybrane i sprawdzone. Wyselekcjonowane pod względem stanu zachowania, czyli z reguły wybiera się te najładniejsze i nieczyszczone. Jednym słowem, co do zasady moneta kupiona na aukcji powinna być w ozdoba naszej kolekcji. Druga ważna zaleta, szczególnie dla mniej doświadczonych to fakt, że numizmaty są weryfikowane pod kątem ewentualnych fałszerstw. Zatem możemy mieć w miarę uzasadnioną nadzieję, że na aukcji nie sprzedaje się podróbek i falsyfikatów. Tym mocniejszą, gdyż z reguły domy aukcyjne dają gwarancje oryginalności oraz możliwość zwrotu w wypadku jakiejś wpadki na tym polu. Trzecią moim zdaniem ważna korzyścią zakupów monet na aukcjach jest udokumentowane „dobre pochodzenie” monet przeznaczonych do kolekcji. Tak zwana proweniencja jest ważna, gdy na przykład zdecydujemy się sprzedać element naszej kolekcji, wtedy z pewnością warto powołać się na fakt, że dana moneta pochodzi z aukcji.

Podsumowując ten kolejny przydługi początek w moim wykonaniu, (co wpis łapie się na tym, że proponuje długą grę wstępną… żeby tak było zawsze z dziewczynami ;-)) jeśli ktoś zamierza kupić naprawdę ciekawa i wartościowa monetę SAP to aukcje są praktycznie najlepszym miejscem do tego celu. Miejscem dostępnym na każdą kieszeń, bo przecież drobniejsze srebrne monety są do kupienia już za kilkadziesiąt złotych. Oczywiście jest tez oferta dla ambitnych i majętnych, słowem każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet z ciekawości warto wejść na stronę aukcji i zapoznać się z katalogiem w sieci. Monety SAP, które interesują mnie najbardziej - najczęściej i najliczniej występują na naszych krajowych aukcjach, więc kierunek jest oczywisty. Jest kilka liczących się w kraju firm, które prowadzą sprzedaż monet w ten sposób. Dziś zajmę się opisaniem ostatniej aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego (dalej WCN), w której miałem przyjemność brać udział. WCN jest ważnym graczem na krajowym rynku numizmatycznym, podmiotem który w roku organizuje kilkadziesiąt aukcji internetowych oraz kilkanaście mieszanych. Aukcje mieszane, stacjonarno-internetowe maja zwykle bardzo wysoki standard przygotowania zarówno formy jak i treści. Co ważne katalog z monetami, które będzie można licytować, jest dostępny w Internecie ze sporymi wyprzedzeniem, zatem każdy zainteresowany amator numizmatów ma wystarczająca ilość czasu, aby zapoznać się dokładnie z obiektami. Ostatnia aukcja, o której pisze była szczególna. Najważniejsza różnica to taka, że jednego dnia były organizowane dwie jedna po drugiej. Aukcja WCN 64 – nazwijmy ją standardowa, o szerokiej ofercie monet oraz WCN 65 na której do sprzedaży wystawiono zaledwie 61 specjalnie wyselekcjonowanych obiektów westchnień. Ot taka Numizmatyka przez duże NU.

Wracając do monet okresu panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego było ich sporo, ale interesującego mnie srebra nie było jakoś wyjątkowo dużo, raczej standardowa ilość. SAP to w miarę „nowy okres” Polski Królewskiej a przy tym długi, bo ponad 30 letni (1764-1795) więc i monet z tego okresu jest z reguły pod dostatkiem. Katalog aukcji WCN 64 zawierał 66 monet SAP w tym jak już pisałem, wiele ciekawych dla mnie. Moja skromna kolekcja jest w dalszym ciągu na takim etapie, że wciąż jeszcze poszukuje monet, których nie mam a nie lepszych stanów od tych, które już posiadam. Z uwaga przestudiowałem katalog, ucieszyłem się na widok wielu ciekawych pozycji i podjąłem jedynie słuszną decyzje (to nic nie kosztuje), że zapisuje się do aukcji. Po spełnieniu prostych formalności przydzielono mi unikalny numer oraz limit zakupów w wysokości maksymalnie 50 tys złotych. Wysoki limit to podstawa dla komfortowego udziału więc uznałem, że taki limit dla mnie będzie OK i spokojnie wystarczy :)

Teraz przystąpiłem do analizy monet pod kątem mojej kolekcji. Wybrałem 21 z nich i określiłem dla każdej z nich własny, wewnętrzny limit do licytacji, czyli kwotę, do jakiej będę brał udział w zabawie. Dlaczego aż tyle monet i czy było mnie na nie stać? W praktyce planowałem zakup tylko kilku z nich, ale życie nauczyło mnie, że zwykle walka jest zacięta i wiele monet, które chcę kupić przejdzie mi koło nosa z powodu kwot, jakie osiągną. Zatem trzeba planować szeroko, dodawać więcej monet do obserwowanych żeby potem podczas licytacji kiedy sytuacja szybko się zmienia - wiedzieć, na jakiej się skupić by w miarę sprawnie panować nad zakupami. W ferworze licytacji jest różnie, więc trzeba być czujny jak pies podwójny.

Dla mnie aukcje WCN to takie małe kolekcjonerskie święto. Termin aukcji miałem od dawna zaplanowany w kalendarzu. Nadeszła wreszcie TA sobota, na którą z rozmysłem nie zaplanowałem sobie ŻADNYCH obowiązków, chciałem ten dzień w miarę możliwości w większej części przeznaczyć na numizmatyczne doznania. Jak widać nasza pasja tez wymaga poświęceń ;-). Zasiadłem w fotelu już po godzinie 9, odpaliłem lapka i zalogowałem się do aukcji. To była początkowa faza, trwała licytacja monet okresu średniowiecza, którego co prawda nie zbieram, ale który jest niezwykle interesujący więc przyjąłem role obserwatora. Wiedzy nigdy nie za wiele a szczególnie takich ciekawych lekcji historii i sztuki jak ta. Musze przyznać, że dla mnie jest coś magicznego w aukcjach internetowych. Uwielbiam to uczucie, gdy podczas transmisji video siedząc wygodnie ze słuchawkami na uszach - wsłuchuje się w głos prowadzącego licytacje (podziwiam pana Roberta, że może tak cały dzień nadawać), obserwuje zmieniające się ciągi podbijanych stawek oraz śledzę upływający czas czekając ze spokojem na to, która oferta okaże się tą ostatnią - zwycięską. A co chyba najważniejsze – zupełnie gratis oglądam sobie najpiękniejsze wizerunki polskich monet historycznych, szczególną uwagę zwracając na różnorodność treści, piękno rysunku (przyznam, że nie raz surowe w porównaniu z Europą) oraz kunszt artystów, którzy je zaprojektowali i wykonali. Istne małe dzieła sztuki.

I siedziałem zafascynowany jak dziecko w sklepie z zabawkami przez kilka godzin, niespokojnie czekając aż nadejdzie mój czas, czyli licytacje monet SAP. „Jakieś tam” doświadczenie oraz numeracja lotów podpowiadały mi, że jak zwykle okres Stanisława Augusta Poniatowskiego bezapelacyjnie trafi w okolice lunchu i nie wiadomo czy nie będzie przerwy przed licytacja monet SAP. Taka to już niestety karma tego okresu, że jest licytowany miej więcej w środku i często akurat wtedy wypadają przerwy. Irytujące jest to, że organizator nie decyduje się z góry zaplanować i podać do wiadomości, kiedy taka przerwa nastąpi. Rozumiem, że życie pisze różne scenariusze i nawet na aukcji występują nieoczekiwane sploty wydarzeń powodujące opóźnienia, ale IMO nic nie usprawiedliwia faktu, że w ogóle wcześniej nie podejmuje się tego tematu. Być może dla większości pasjonatów jest on mało istotny, ale zapewniam, że istnieje grupa osób (nie tylko czekających na okres SAP), którzy lubią zaplanować sobie przerwy w tym tą najważniejszą na obiadek. Sztuka nie sztuka, ale zjeść coś trzeba. Nie pomyliłem się – nadziałem się na 40 minut przerwy ale byłem przygotowany.

Wracając do licytacji - w efekcie z 21 obserwowanych monet wziąłem udział w licytacji 10 z nich. Ceny pozostałej 11 szybko poszybowały powyżej mojego limitu, który dla własnej satysfakcji nazwałem „zdrowym rozsądkiem”, więc odpuściłem te tematy mierząc siły na zamiary i koncentrując siły i środki na pozostałych monetach w ofercie. Aktywnie licytowałem 10 monet, wygrałem 3 z nich i to mój rekord, jeśli chodzi o ilość wygranych licytacji. Łyżka dziegciu w beczce miodu był smutek, kiedy zdałem sobie sprawę ilu dziś cudnych monet nie udało mi się zdobyć. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, przecież aukcje WCN (i inne też) są organizowane regularnie co kwartał i jeśli nie będzie końca świata to zamierzam w kolejnych znów rujnować swój budżet ;-).
Co konkretnie kupiłem? Otóż nabyłem drogą twardej jak skała licytacji takie pozycje jak: nr 646 dwuzłotówkę w stanie I-/II+ za 1700 złotych (drogo) oraz dwie 6-cio groszówki z drugich stanach zachowania nr 658 za 360 zł i nr 660 za 380 złotych. Oczywiście do tych cen należy dodać prowizję oraz ewentualny koszt wysyłki. Te nowe sześciogroszówki były z jednego roku, który opisze w oddzielnym artykule, w którym scharakteryzuje cały rocznik 1794. A teraz zajmę się najdroższym nabytkiem tego dnia, dwuzłotówką z 1792r.

Poniżej opisując odmianę 27.f prezentuje zdjęcia mojej monety z aukcji (dla zainteresowanych bardziej link aukcja WCN 64 ). Ciekaw jestem opinii co do oceny stanu, czy są podstawy żeby ocenić ją aż na stan I-? Pytanie nie bez kozery, ponieważ na forach numizmatycznych pojawiło się w czasie aukcji kilka głosów (na przykład na tym:forum monety.pl ) poddających w wątpliwość oceny stanu zachowania niektórych okazów. Zdaniem autorów tych postów, można było odnieść wrażenie, że z nieznanych przyczyn oceny kilku monet były zawyżone. Oczywiście zdjęcia mimo tego, że wyraźne zwykle nie oddają faktycznej urody monety, więc osobiście jestem ostrożny z wydawaniem tego typu osądów. Pracuje w tzw. otoczeniu konkurencyjnym i wiem ile problemów może wyrządzić rzucenie cienia, na jakość oferty konkurencji, więc w swojej ocenie raczej kieruje się faktami (szanując w miarę rozsądku opinie innych osób). No i po co to pisze? Niestety muszę szczerze przyznać, że byłem trochę zawiedziony stanem tej monety. Być może nastawiałem się za bardzo, bo spodziewałem się, że moneta oceniona na I- będzie bliska ideałowi. Okazało się, że zbyt wiele oczekiwałem. Może nie jestem uznanym ekspertem (OK. nie jestem żadnym ekspertem) od oceny stanów monet i "grajdingu" (tfu tego to akurat nie lubię), ale wierzcie mi, że w moim domu nie ma nikogo lepszego ode mnie. Jak dla mnie ocena I- dla tej monety jest trochę „wyidealizowana”. Coś w ten deseń jak w „Misiu” Stanisława Barei, w scenie w której partyjny-Pan-minister na XXX piętrze Pałacu Kultury odbiera od Rysia Ochódzkiego (znów ten Staszek Tym) puchar dla swojego wnuczka na zachętę „za zajęcie 1 miejsca” (mimo tego że wnusio żadnego sportu jeszcze nie uprawia). Coś mi się widzi, że moja dwójka SAP tez „zajęła to 1 miejsce” :-) Jaki z tego morał ? Planując poważne zakupy na aukcji monety powinno się fizycznie obejrzeć przed licytacją. Jest taka możliwość i jak widać nieraz rzeczywiście warto z niej skorzystać, żeby po fakcie, kiedy wygramy licytacje jedynym zmartwieniem była ewentualnie wysoka cena na jaką się szarpneliśmy.

Dobrze a teraz szczegóły dotyczącej tego nominału, rocznika i odmian, jakie wystepuja. Dwuzłotówka z 1792 roku wybita została w sporym nakładzie, bo aż 1,6 MLN sztuk (to trzeci co do wielkości nakład dla tego nominału w okresie SAP). Moja moneta to popularna odmiana z literami E.B. na rewersie (znak zarządcy mennicy Efraima Brenna), która została opisana w katalogu Parchimowicza i Brzezińskiego, jako odmiana 27.f z rzadkością występowania R. W tym samym roczniku opisano jeszcze drugą odmianę z literami M.V. (Moneta Varsoviensis, czyli praktycznie oznaczenie mennicy warszawskiej) na rewersie. Ta druga odmiana jest nieco rzadsza od mojej, opisana została w wyżej wspomnianym katalogu, jako 27.f1 z rzadkością R1.
  1. 27.f – odmiana z litermi E.B. na rewersie
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy 41 ¾ MARCA (E.B. / 8. GR.) PURA COLON: 17 – 92.
Inne katalogi: Plage 344, Kopicki 2421, Parchimowicz 1223.f



  1. 27.f1 – odmiana z literami M.V. na rewersie
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy 41 ¾ MARCA (M.V. / 8. GR.) PURA COLON: 17 – 92.
Inne katalogi: Plage 345, Kopicki 2422, Parchimowicz 1223.g













Na zakończenie dodam, że jestem bardzo zadowolony z moich nabytków podczas tej aukcji. Ocena stanu jest ważna ale podstawowa wartością jest to, że moja dwuzłotówka jest piękną monetą w doskonałej kondycji. Mam taką zasadę, która być może przyda się początkującym kolekcjonerom – otóż, monety z popularnych roczników o wysokich nakładach, które są w miarę łatwo osiągalne i nie uzyskują kosmicznych cen, staram się zbierać TYLKO w bardzo dobrych stanach. Jako bardzo dobre określam minimum stan zachowania dwa minus. Moim zdaniem nie ma, co kupować monet zniszczonych obiegiem (niektórzy napiszą „wzbogaconych przez pokolenia”), jeśli są w zasięgu naprawdę ładne sztuki i warto nieraz chwile poczekać żeby pozyskać taką piękną sztukę.

Na sam koniec wspomnę tylko o drugiej aukcji tego samego dnia – specjalnej aukcji WCN 65 określonej, jako „kolekcja jubileuszowa”. Były tam same najpiękniejsze monety i w śród nich nie zabrakło monet z okresu SAP – wystawiono 3 sztuki. Ja jednak już tam nie licytowałem z racji tego, że jedyna srebrna moneta z tej trójki to historyczny talar targowicki, który szczęśliwie już jest ozdobą mojej kolekcji. Osobnym tematem jest katalog tej aukcji, któremu z racji formy i wartości, poświęcę osobny post w rozdziale „Literatura”. Znów się rozpisałem….
Pozdrawiam każdego, kto doczytał do końca ;-)

Żródłem zdjęcia odmiany 27.f1 jest archiwum WCN.

niedziela, 22 maja 2016

Srebrne 10 groszy miedzianych z 1790 roku

Dziś zajmę się z pozoru mało ciekawym, bo najpopularniejszym rocznikiem 10-cio groszówki Stanisława Augusta Poniatowskiego z roku 1790. Nakład tej monety w roku 1790 był najwyższy ze wszystkich lat jej występowania i według danych z mennicy warszawskiej wynosił 1,1 miliona egzemplarzy. Co wiec może być w tej pospolitej monecie taki ciekawego żeby od niej rozpocząć cykl o monetach SAP na moim blogu? Otóż tak się złożyło, że dla amatorów okresu SAP to ekstremalnie ciekawa moneta i o tych właśnie „ciekawostkach” napisze w dalszej części tego wpisu.

Pierwszą ciekawą historią jest sama geneza powstania monet 10 groszowych. Kiedy Stanisław August Poniatowski zdecydował w 1766 roku, że nowa polska moneta będzie piękną i wartościową nie spodziewał się na pewno jakie starty dla finansów państwa spowoduje ta decyzja. Piękna i bardziej wartościowa względem sąsiednich państw polska moneta była w hurtowych ilościach skupowana i wywożona za granicę. Następnie była masowo przetapiana a mennice naszych sąsiadów produkowały monety o niższej (standardowej) zawartości srebra. Dodatkowo Prusy rządzone przez króla Fryderyka II wyspecjalizowały się w fałszowaniu polskiej monety, przetapiały pełnowartościową i wybijały podróbki, które następnie były wprowadzane w Polsce do obiegu. Istna mennicza masakra piłą mechaniczną. Król wiele lat tolerował (w swojej bezsilności) i pokrywał straty z funduszy którymi dysponował. Jednak nie mogło to trwać wiecznie i dnia 15 marca 1787 powołano nowy system monetarny w którym zrównano polską stopę menniczą z pruską. W tym czasie w naszej części Europy odczuwało się znaczny deficyt srebra, przez co popularność, jako materia do produkcji monet zyskiwała bardziej pospolita miedź. Tym samym monety złote i srebrne były w defensywie a podczas transakcji gminu głównie obiegały monety miedziane. Faktem jest, że miedź była zawsze mniej warta od srebra, więc jeśli trzeba było za coś zapłacić więcej (ceny rosły) to ciężar miedzianych moniaków bywał problemem zarówno dla kupującego jak i sprzedawcy. Wprowadzono, zatem nowy nominał monet – małą monetę srebrną o wartości 10 groszy miedzianych. Katalogowo moneta ta posiadała lichą próbę srebra 0,3750 i wagę 2,49 grama. W tym przypadku bardzo ważne jest to określenie „10 groszy miedzianych”, bowiem moneta rzeczywiście była warta 10 groszy miedzianych, ale to dawało zaledwie 4/3 grosza srebrnego. Dopiero trzy takie 10-cio groszowe monety dawały w sumie jedną złotówkę (złotówka wówczas była wartości 4 grosze srebrne). System monetarny oparty w połowie na monetach miedzianych a w połowie na srebrnych i złotych może nam się wydawać trochę skomplikowany. Faktem jest, że paradoksalnie nasza nowa 10 groszowa moneta była mniej warta niż moneta 2 srebrne grosze (półzłotek) wybita rok wcześniej w 1786 roku.

Druga ciekawostką jest fakt, że była to pierwsza srebrna moneta obiegowa Stanisława Augusta Poniatowskiego, której napisy zostały wykonane w języku polskim. Tym samym po wiekach, podczas, których na naszych monetach królowała niemal wyłącznie łacina wchodzimy naszą bohaterską 10-cio groszówką w epokę języka ojczystego. Napis na awersie STANISLAUS AUG.D.G.REX.POL.M.D.L. zastąpił polski odpowiednik STAN:AUG:Z.B.L.KROL POL:W.X.L (Stanisław August z Bożej Łaski Król Polski, Wielki Książe Litewski). Napis na rewersie, który na 2 groszówkach z 1786r brzmiał jeszcze 2.GR. / CLX.EX / MARCA / PURA COL. / otrzymał rodzima formę *10* / GR:MIEDZ / 250 ½ / Z GRZ:KOL / (10 Groszy Miedzianych 250 ½ sztuk z Grzywny Kolońskiej). To był naprawdę przełom i dla samego udokumentowania tego faktu warto mieć, chociaż jeden egzemplarz w swojej kolekcji.

A teraz skaczemy o 3 lata i przechodzimy do interesującego nas dziś rocznika 1790. Tak jak napisałem już powyżej jest to rok w którym nakład był najwyższy, stąd monetę traktuje się jako popularną, stosunkowo niedrogą i w literaturze nie przyznaje się jej żadnego stopnia rzadkości. Dotychczas w najpopularniejszych katalogach okresu SAP, ten typ monety i rocznik opisywano jedynie, jako jedna odmiana - oznaczona np. w katalogu Plage jako 235, u Kopickiego 2291 a u Parchimwicza 1215.d. Postęp uzyskaliśmy dopiero w najnowszym katalogu Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego autorstwa Parchmowicza i Brzezińskiego, którzy wyróżnili już dwie odmiany tej monety: główna odmiana „z kropka po dacie 1790” opisana jako 18.d oraz druga „bez kropki po dacie” opisana, jako 18.d1. Jeest moc, 100% wzrostu vs Plage i dwie monety do zbioru zamiast jednej ;-)

Ale zadajmy sobie pytanie: czy to możliwe żeby w tych czasach, przy tym poziomie sztuki menniczej, w roczniku o rekordowym nakładzie moglibyśmy mieć do czynienia tylko z dwoma odmianami? A jeśli jest ich więcej, to jak je znaleźć, jak rozkłada się ich popularność i które odmiany są bardziej powszechne a które mniej i przez to teoretycznie cenniejsze? Otóż dla poszukiwaczy odmian to doskonały materiał do badań, które właśnie zakończyłem i ich wnioski przedstawię poniżej.

Zacznę od tego, że po zbadaniu dostępnych mi egzemplarzy (w naturze oraz w Internecie), na próbie 108 sztuk monet tego rocznika – wyróżniłem aż pięć odmian 10 groszy z 1790 roku. Sam jestem szczęśliwym posiadaczem czterech z nich i już tylko jednej mi brakuje do kompletu. Ok. a teraz skoro jest kwerenda, to musi być charakterystyka każdej z odmian oraz dane ilościowe. Poniżej przedstawiam szczegółowe rezultaty. Do każdej odmiany dodałem zdjęcie, numer odmiany, opis legendy z uwzględnieniem różnic pomiędzy odmianami (kolor czerwony).
  1. 18.d – odmiana z kropką po dacie i kropką po POL
Awers napis otokowy STAN:AUG:Z.B.L.KROL POL.W.X.L.
Rewers w 6 liniach *10* / GR:MIEDZ / 250 ½ / Z GRZ:KOL: / 1790. / E.B.
W katalogu z 2016r jest błąd w opisie awersu - POL:
  1. 18.d1 – odmiana bez kropki po dacie i z dwukropkiem po POL
Awers napis otokowy STAN:AUG:Z.B.L.KROL POL:W.X.L.
Rewers w 6 liniach *10* / GR:MIEDZ / 250 ½ / Z GRZ:KOL: / 1790 / E.B.
I na tym kończą się nam pozycje opisane w najnowszym katalogu i płynnie przechodzimy do nowych nieopisanych wcześniej odmian.
  1. 18.d2? – moja – odmiana z kropką po dacie i dwukropkiem po POL
Awers napis otokowy STAN:AUG:Z.B.L.KROL POL:W.X.L.
Rewers w 6 liniach *10* / GR:MIEDZ / 250 ½ / Z GRZ:KOL: / 1790. / E.B.
  1. 18.d3? – moja - odmiana bez kropki po dacie i bez dwukropka po GR
Awers napis otokowy STAN:AUG:Z.B.L.KROL POL:W.X.L.
Rewers w 6 liniach *10* / GR MIEDZ / 250 ½ / Z GRZ:KOL: / 1790 / E.B.
  1. 18.d4? – moja - odmiana bez kropki po dacie i z kropka po POL
Awers napis otokowy STAN:AUG:Z.B.L.KROL POL.W.X.L.
Rewers w 6 liniach *10* / GR:MIEDZ / 250 ½ / Z GRZ:KOL: / 1790 / E.B.



Podsumowując mamy dwie odmiany z kropką po dacie i trzy bez kropki po dacie. A teraz kolejny ciekawy aspekt, jak wygląda ich rzadkość występowania ? Otóż, do analizy ilościowej wykorzystam skalę rzadkości dla polskich monet królewskich/historycznych opracowaną przez Emeryka Hutten-Czapskiego. Skala ta jest do dziś z powodzeniem wykorzystywana w najpopularniejszych katalogach monet polskich.


SKALA RZADKOŚCI MONET w sztukach
R* = 1
R8 = 2-3
R7 = 4-6
R6 = 7-25
R5 = 26-120
R4 = 121-600
R3 = 601-3 000
R2 = 3 001-15 000
R1 = 15 001-80 000
R = 80 001-400 000
BRAK = POWYŻEJ 400 000


Badając popularność odmian naszej 10 groszówki z 1790 roku, odniosę się do danych zebranych z przebadanych przez mnie 108 sztuk tej monety występujących w sprzedaży w XXI wieku. Otóż w grupie 108 sztuk zaobserwowałem, co następuje:

1.Odmiana 18.d – 14 sztuk (13,0% z 108 sztuk)
   Odnosząc do całego nakładu 1 100 000 * 13,0% = 142 593 sztuk = rzadkość R

2.Odmiana 18.d1 – 76 sztuk (70,4% z 108 sztuk)
   Odnosząc do całego nakładu 1 100 000 * 70,4% = 774 074 sztuk = bez stopnia rzadkości

3.Odmiana 18.d2? – 6 sztuk (5,6% z 108 sztuk)
   Odnosząc do całego nakładu 1 100 000 * 5,6% = 61 111 sztuk = rzadkość R1

4.Odmiana 18.d3? – 4 sztuk (3,7% z 108 sztuk)
   Odnosząc do całego nakładu 1 100 000 * 3,7% = 40 741 sztuk = rzadkość R1

5.Odmiana 18.d2? – 9 sztuk (8,3% z 108 sztuk)
   Odnosząc do całego nakładu 1 100 000 * 8,3% = 91 667 sztuk = rzadkość R


Podsumowując, jak udowodniłem powyżej istnieją więcej niż dwie odmiany tej interesującej monety, co więcej są wśród nich odmiany rzadkie, których warto poszukiwać i posiadać w swoich zbiorach. Dodatkową ciekawostką na zakończenie wpisu niech będzie fakt, że przystępując do badania wiedziałem tylko o czterech odmianach i dopiero na etapie szczegółowej analizy zebranego materiału wyodrębniłem tę piątą odmianę i .... teraz będę jej poszukiwał więc proszę o fory podczas aukcji :-).