środa, 16 listopada 2016

Złotówka z 1792r, czyli mason Brenn wyłazi spod mennicy

Dziś proponuję pozostanie przy nominale jaki opisywałem ostatnio, jedyna modyfikacją będzie tylko przeniesienie się o 25 lat do jednego z kluczowych okresów dla losów I Rzeczpospolitej. Rok 1792 był rokiem szczególnym, w którym to trwała zażarta wojna z Rosją i Konfederacją Targowicką o obronę polskiej państwowości widzianej wówczas przez patriotów, jako obronę dokonań Sejmu Czteroletniego. Jednak dziś to nie walka będzie tłem naszych numizmatycznych poszukiwań, wrócę do tego tematu przy okazji opisywania jakiegoś innego nominału monet SAP w tym roczniku. W tym artykule skupimy się zbadaniu roli, jaką dla rozwoju ówczesnej Polski w II połowie XVIII wieku mogli odegrać (lub nawet odegrali) tajemniczy…masoni. A zrobimy to na przykładzie jednego z nich, który jest nam doskonale znany z monet Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Każdy, kto zna, choć trochę aktualny stan wiedzy katalogowej na temat złotówek SAP, kiedy widzi artykuł o monecie z 1792 roku może już na wstępie zakładać, że będzie to wpis wyjątkowo nudny. I to nudny jak „flaki z olejem”… no, bo co tu wiele można napisać o monecie znanej z wyjątkowo dużego nakładu i dodatkowo występującej tylko w jednaj odmianie. Podobnie, nie zagłębiając się mocniej w historię można powiedzieć o polskiej masonerii w epoce Oświecenia. Niby wielu słyszało, że byli i coś tam robili… a raczej wypadałoby powiedzieć, że raczej knuli coś po kątach w wielkiej tajemnicy. Czyli generalnie bujdy na kiju na poziomie „Żydów i cyklistów” służące niegdyś do straszenia małych dzieci. Nic bardziej błędnego. Dziś chcę to trochę karkołomnie połączyć i w jednym artykule pokazać jak wiele jest ciekawych historii ukrytych w czasach i w monetach SAP. Po pierwsze, do jedynej aktualnie znanej i opisanej odmiany złotówki z 1792 roku dodam za chwilę „tę drugą”, plus oczywiście dołączę swoje tradycyjne badania i pomiary. A po drugie wspólnie  odkryjemy (tak, bo ja tez wiem o tym niezbyt wiele) kilka masońskich tajemnic z loży Trzech Braci na Wschodzie Warszawy do której należał Efriam Brenn zarządca mennicy w Warszawie. Tylko wyjątkowemu zbiegowi okoliczności można przypisać fakt, że złotówka w 1792 roku nie wyglądała jak ta poniżej J

Jak zwykle zacznijmy od końca, czyli od naszego menniczego bohatera. Nie ma niestety zbyt wielu dostępnych informacji na jego temat. Te, które są w większości notują występowanie jego inicjałów, czyli znanego nam „E.B.” na rewersach wszystkich monet Stanisława Augusta Poniatowskiego w latach 1774-1792. Efraim von Brenn urodził się (około) roku 1741 nie wiadomo gdzie, ale raczej nie w Polsce. Był szlachcicem niemieckim wykształconym w technikach menniczych. Do załogi mennicy w Warszawie Brenn dołączył w czerwcu roku, 1772 jako mincerz. Pierwotnie miał być probierzem w mennicy w Grodnie, którą planowano otworzyć w 1772 roku. Jednak nic z tych planów nie wyszło i Ephraim został zatrudniony w Warszawie. Miał już wówczas 30 lat, zatem gdy objął to odpowiedzialne stanowisko musiał mieć już odpowiednią praktykę w zawodzie. Jak wiemy wardejn (niemieckie określenie dla probierza) był głównie odpowiedzialny, za jakość stopu metali przygotowanego do bicia monet. Wydaje się, że w XVIII wieku proces uzyskiwania określonej próby srebra a dalej uzyskiwanie powtarzalnej, jakości materiału potrzebnej do bicia monet według określonych w ustawach menniczych zmiennych nie był zadaniem łatwym. Kiedy analizuje się nawet „z grubsza” procesy chemiczne, jakie ówcześnie wykonywano w mennicy, aby otrzymać materiał gotowy do bicia, to dochodzimy do wniosku, że trzeba się było naprawdę posiadać sporą wiedzę z pogranicza chemii i fizyki a dodatkowo… bardzo się postarać J. Widocznie nasz Efraim starał się wyjątkowo dobrze i raz za razem udowadniał swoją wartość, bo w roku 1774 przyjął obowiązku głównego mincerza mennicy po Antonim Partensteinie. I tak właśnie Epraim Brenn został kierownikiem technicznym mennicy królewskiej w Warszawie i trwał na tym stanowisku aż do swojej śmierci w 1792 roku. Nie popełnił przy tym błędów swoich poprzedników na tym stanowisku, którzy pracując realizowali przy okazji swoje „prywatne interesy”. Z nieśmiertelnej publikacji Mieczysława Kurnatowskiego „Przyczynki do historyi medali i monet polskich” wiemy, że jedną z pierwszych decyzji nowego zarządcy mennicy było wystąpienie z żądaniem do Komisji Menniczej sprawującej nadzór nad działaniem zakładu o ustanowienie normy „0,5% złota i srebra na odpadek” …gdyż komisja żąda od mennicy bardzo „dokładnej i czystej roboty” a to bez strat nie będzie możliwe. Widać od razu, że facet znał się na rzeczy i miał praktyczne podejście J Nie znam decyzji komisji, ale zakładam, że była pozytywna, gdyż Eprhraim Brenn przez kolejne 18 lat wiernie służył królowi i nowej ojczyźnie nadzorując wszystkie przedsięwzięcia techniczne i technologiczne warszawskiej wytwórni. Że służył „wiernie” można wywnioskować na przykład ze śladu tej służby, jaki zostawił w roku, 1779 w którym to doniósł królowi o malwersacjach, jakich w mennicy dopuścił się były pracownik niejaki Schroeder. Na inne źródła opisujące działalność Brenna nigdzie nie natrafiłem. Można, zatem domniemać, że nie był postacią kontrowersyjną, dobrze wykonywał swoje obowiązki i nie skupiał na sobie zbytniej uwagi. Można się zapytać, co było nie tak z tym Niemcem? Otóż moim zdaniem to dowód na to, że byli na tym świecie też „dobrzy ludzie od czarnej roboty”, którzy niezależnie od narodowości, wiary i przekonań starają się swoją postawą dawać świadectwo i pracować najlepiej jak potrafią. Efraim nie był Polakiem ani nawet nie był katolikiem. Należał do licznej niemieckojęzycznej załogi mennicy, nie mam żadnych danych na to by stwierdzić, że w ogóle posługiwał się językiem polskim. Zapewne po wielu latach życia w Warszawie znał nasz język, ale w każdym razie na monetach za jego czasów go nie używano. Dalej, Brenn był luteraninem, czyli protestantem jak być może nawet większość ówczesnej niemieckojęzycznej warstwy społecznej w Warszawie. Tu, zatem też nie wpisywał się w katolicki kanon obowiązujący w naszym kraju.  Jak więc taka osoba pełna ograniczeń jak Brenn mogła kształtować swoja pozycję i wpływać na swoje losy w obcym polskim środowisku?

To dobre pytanie. Dziś mamy globalne media. Jednym z nich jest na przykład internet, w którym możemy według woli i pomysłu wyrażać swoje poglądy niezależnie od tego, kim jesteśmy. Wcześniej, zanim nasz świat stał się globalną wioską służyły do tego różne związki i organizacje, które skupiały ludzi o zbliżonym światopoglądzie, dając płaszczyznę do działania w swoich ramach. W drugiej połowie XVIII wieku, żeby czuć się prawdziwie wolnym trzeba się było odpowiednio urodzić. W tych czasach to „urodzenie” było decydującym czynnikiem charakteryzującym człowieka i kształtującym otoczenie, w jakim będzie dalej żył. Ponieważ jak wiadomo ludzie są różni teraz i bywali też różni wcześniej, nie jest dla nas tajemnicą fakt, że jeśli ówczesny człowiek nie dysponował odpowiednim potencjałem, predyspozycjami i charakterem, ale jednak los sprawił, że urodził się w uprzywilejowanej warstwie społeczeństwa, jako szlachcic – to nie miało to większego wpływu na rolę, jaka był zmuszony (lub chciał) pełnić w społeczeństwie. Stąd „na skróty” można dojść do wniosku, że tak wielu wówczas było sprzedajnych magnatów, niemoralnych biskupów, narwanych szlachciców, ograniczonych umysłowo wysokich urzędników, którzy sprawowali odpowiedzialne funkcje mimo swojego „nieprzystosowania”. Ale i na ten defekt społeczny wymyślano rozwiązania. Jednym z takich XVIII wiecznych wynalazków, jako remedium na rządy „nieprzystosowanych urodzonych” była wówczas właśnie Loża Masońska. Organizacja, która w zamyśle miała za zadanie skupiać elitę społeczeństwa. Elitę jednak nierozumianą, jako tych najlepiej urodzonych i najbogatszych, ale raczej śmietankę intelektualistów, która w ramach swoich struktur mogłaby wpływać na kierunki rozwoju społeczności. Była to wiec tak zwana dzisiaj „grupa trzymająca władzę”. Definicje nurtu wolnomularstwa są różne, ale większość zawiera w sobie określenia „międzynarodowy ruch”, „duchowe doskonalenie” oraz „braterstwo ludzi różnych narodowości, religii i poglądów”. Nie jestem znawcą tajemniczych struktur i obrządków lóż masońskich, ale co do zasady widzę pozytywną wartość, jaka mogła wynikać z działania w jej strukturach, szczególnie w burzliwej II połowie XVIII wieku w Polsce, kiedy to jak kania dżdżu potrzebowaliśmy światłych przywódców, gdyż państwowość i niepodległość wisiała na włosku. Pozwolę sobie zacytować definicję z publikacji Witolda Sokały, którą autor rozpoczął publikacje „Wolnomularstwo i polityka” na stronie wszystkoconajwazniesze.pl: „Wolnomularstwo. Inaczej: masoneria, Sztuka Królewska lub – bardziej uczenie i egzotycznie, bo po łacinie – Ars Regia. Zdaniem wielu: tajemnicza i groźna sekta, realizująca ambitne plany polityczne, zwalczająca Kościół katolicki, przygotowująca grunt pod powstanie rządu światowego lub nawet inwazję z Kosmosu. W opinii innych: zacny ruch filozoficzno-etyczny, promujący samodoskonalenie i duchowy rozwój jednostki, stanowiący syntezę tego, co w dorobku naszej cywilizacji najszlachetniejsze. A może, jak nieco złośliwie twierdzą niektórzy: ani jedno, ani drugie, tylko nieszkodliwe towarzystwo wzajemnej adoracji, pozwalające starszym wiekiem damom i dżentelmenom miło spędzać wieczory…?”

Obok ilustracja (autor nieznany) przestawiająca inicjację nowego członka loży w XVIII wieku. Jak można przypuszczać, loża masońska była całkiem ciekawą alternatywa dla naszego bohatera. W 1775 roku Efraim Brenn wstąpił w szeregi loży Trzech Braci na Wschodzie Warszawy.  Z informacji dostępnych w intrenecie wiemy, że była to polska loża wolnomularska, która została założona w 1744 roku przez Andrzeja Mokronowskiego i Stanisława Lubomirskiego. Już sami założyciele gwarantują odpowiedni poziom struktur i członków. Mokronowski pełnił wiele urzędów państwowych jeszcze za króla Augusta III. Na sejmie konwokacyjnym, który wybrał Stanisława Augusta Poniatowskiego na nowego władcę, sprzeciwił się temu i towarzyszącej temu interwencji rosyjskiej i został zmuszony do emigracji. Po powrocie 1768 roku pojednał się z królem i do śmierci aktywnie działał w strukturach władzy I Rzeczpospolitej. Drugi założyciel loży, magnat Lubomirski działał w Familii Czartoryskich i odgrywał ówcześnie bardzo znaczne role w życiu politycznym kraju. Piastował takie funkcje jak marszałek wielki koronny, komisarz komisji skarbowej czy też działacz opozycji na sejmie rozbiorowym w 1773-75. Działał w otoczeniu króla na rzecz oporu przeciwko Rosji i porozumieniu z Konfederatami Barskimi i Francją. Można, zatem powiedzieć, że obaj założyciele byli aktywnymi uczestnikami życia społecznego, szlachcicami, którzy powołani na odpowiedzialne funkcje państwowe działali na rzecz jak najlepszego wypełnienia swoich obowiązków. Obaj byli w pewnym okresie życia związani z Francją i to stamtąd z pewnością przynieśli do kraju idee wolnomularstwa. Zaszczepili ten nurt reklamując go, jako lek na niekompetencję i prywatę toczące nasz kraj. Loża, jaką założyli obaj w 1744 roku nie od razu zyskała wymierny wpływ społeczny i odpowiednich członków, co sprawiło, że z czasem podupadła. Dopiero w roku 1769 została reaktywowana i utrzymała się już na dobre. Co ciekawe w kontekście Efraima Brenna, loża Trzech Braci na wschodzie Warszawy była otwarta właśnie dla prac w języku niemieckim a jej mistrzem, czyli przywódcą był słynny hrabia Alojzy Fryderyk Bruhl. Hrabia znany z tego, że jako syn swego słynnego ojca, pierwszego ministra i faworyta króla Augusta III - był zapalonym żołnierzem, wielkim polskim patriotą oraz posiadał również inne, nietypowe dla generała artylerii talenty takie jak poetycki, pisarski, aktorski J Ot człowiek renesansu w epoce oświecenia. To właśnie młodego Bruhla w roku 1762 zaatakował na sejmiku ówczesny poseł Stanisław Antoni Poniatowski (nasz późniejszy król SAP i członek loży masońskiej) za to, że nie ma prawa zasiadać w izbie poselskiej gdyż nie jest polskim szlachcicem. Jak to historia zatoczyła koło można się przekonać już w 1764 roku, kiedy Bruhl poparł elekcję króla, Stanisław August Poniatowski odwdzięczył się uznaniem go za polskiego szlachcica i potwierdzeniem ważności urzędów, jakie piastuje. Jako mistrz wolnomularski dbał już nie tylko o swoja karierę i wojskowe pasje, ale również aktywnie działał na rzecz państwa polskiego i jego społeczności. Potwierdzeniem tych słów niech będzie ufundowanie przez hrabiego budowy kanalizacji w Warszawie, założenie straży pożarnej, wytwórni prochu i kul (do jego ukochanych armat) na potrzeby polskiej armii. Znany był tez ze swojej dobroczynności zakładając na przykład pierwszy dom ubogich w Warszawie czy tez pierwsze ambulatorium dla ubogich, w których prowadzono masowe szczepieni na ospę. Według informacji, jakie znalazłem na stronie ciekawostkihistoryczne.pl w publikacji „Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o polskich masonach, ale boisz się zapytać” Agnieszka Bukowczan-Rzeszut pisze : „Stanisław August Poniatowski wstąpił do loży warszawskiej „Pod trzema hełmami” w 1777 r. Został „Kawalerem Róży Krzyżowej” w siódmym, najwyższym stopniu wolnomularskim. Wniósł za to symboliczną opłatę 76 i ½ dukata. Nie krył się z członkostwem w tajemniczej organizacji: zachowywały się dokumenty skrupulatnie odnotowujące akces do loży. W murach zamku Poniatowski wciąż był Poniatowskim. W loży jednak przyjął zupełnie nowe, zakonne nazwisko: Salsinatus eques a Corona vindicata.W ślady monarchy poszedł cały niemal dwór. Prymas Gabriel Podoski nie tylko ochoczo zgodził się zostać masonem, ale też pożyczył swoje srebra stołowe na wolnomularską uroczystość pod przewodnictwem króla. W przynależności do loży nie przeszkadzał mu nawet zakaz papieski. Groziła za to ekskomunika.” Jak widać elita nie tylko finansowa, ale i intelektualna pełną gębą J. Tworzy to przeciwwagę dla wizerunku całości szlachty polskiej, jako głównego czynnika utraty niepodległości. Było wiele chwalebnych wyjątków i wrzucanie wszystkich do jednego worka nie zbliża nas do obiektywnej oceny tego okresu.  

Wiele by można pisać o dokonaniach masonerii polskiej w XVIII wieku i jak sądzę byłby to głównie pozytywne informacje. Dlaczego dzisiaj wolnomularstwo traktowane jest jak niebezpieczna sekta z cała przynależną do sekt wrogością? Powodów zapewne jest wiele, a jednym z nich, być może jest ta wyprzedzające swoje czasy postawa społeczna, która promowała braterstwo pomiędzy ludźmi o różnej narodowości, wiary i światopoglądach. Wydaje mi się, że taka postawa nie jest dominująca w społeczeństwie, stąd nigdy nie była dobrze rozumiana przez większość. A jak niezrozumiana to i zwalczana. A jak większość to i demokracja. Do tego dochodzi jeszcze wątek religii, wyznań i kościołów oraz takie „drobnostki” jak nacjonalizm i totalitaryzm. Masoni stali się łatwym wrogiem dla ideologii chrześcijańskiej, bo niby mówią o Istocie Nadrzędnej, ale z drugiej strony nie wiadomo, jaki to „konkretnie” Bóg, „ten nasz” czy jakiś inny. Jak do tego dodamy, ze masoni uważają, że człowiek przez swój rozwój i prace może dorównać Bogu, to mamy cały obraz tego, że wolnomularstwo traktowane jest, jako pewien rodzaj niebezpiecznej herezji. Jak widać jest i było wiele powodów wystarczających żeby przez lata zbudować czarny PR. Przez 250 lat nie udało się masonom przekonać do siebie zwykłych ludzi.  Jak nic można w tym miejscu zacytować nieśmiertelne zdanie, jakie wypowiedział swego czasu premier Jarosław Kaczyński: „żadne krzyki i płacze nie przekonają nas, że białe jest białe a czarne jest czarne” J.  


Wracając jednak do II połowy XVIII wieku i polskich dokonań w tym okresie, to przypomina mi opinia, jaką podobno wypowiedział komunista Karol Marks, który nienawidząc pańskiej Polski i jej szlachty, jako klasy uciskającej robotników – jednocześnie twierdził, że nie zna drugiego takiego przypadku w historii nowożytnej, w którym klasa panująca w imię szeroko pojętego humanitaryzmu i sprawiedliwości społecznej sama zrzeka się części swojej władzy i przekazuje ją warstwom nieuprzywilejowanym. Nie wiem czy opinia Marksa wiele dziś znaczy, ale zakładam, że jako wróg potrafił obiektywnie przyznać i docenić wagę polskiej Konstytucji 3 Maja. Moje wywody zmierzają do tego wniosku, że jest wielce prawdopodobne, że to właśnie działalność ówczesnej inteligencji ponad podziałami w lożach masońskich mogła mieć decydujący wpływ na szczęśliwe porozumienie stron i interesów podczas prac nad ustawą z 3 maja 1791 roku. Kto wie, może właśnie loża była tą platformą, w której XVIII wieczni idealiści mogli wspólnie pracować i skutecznie działać? W każdym razie chciałem dziś tylko dotknąć wątku o masonerii w ilości potrzebnej do dzisiejszego artykułu a wyszła z tego jakaś większa epopeja… Na koniec informacja praktyczna. Na zdjęciu obok prezentuje współczesne stroje masońskie dla obu płci, (co do liczby płci jestem raczej konserwatywny) - więc jeśli ktoś gdzieś kogoś… to już wiemy, z kim mamy przyjemność J


A teraz dość o tym i wracamy do naszego mistrza mincerskiego i jego monet. Zakładam, że aż do śmierci działał w loży doskonaląc się i działając na rzecz społeczności w naszym kraju. W 1791 poważnie zachorował i nie był w stanie wykonywać swoich obowiązków. W związku z nieobecnością Brenna jego obowiązki zarządcy mennicy przejął Karol Adolf Mehling, lecz niedane mu było już umieszczać swoich inicjałów na monetach bitych w Warszawie. W samej końcówce 1791 roku komisja mennicza podjęła decyzję i nakazała rozporządzeniem, żeby zamiast inicjałów mincerza Brenna E.B. na monetach zaczęto kłaść nowe inicjały M.V , M.W. – jako skrót od Mennica Warszawska. Co już nie zostało zmienione do końca działalności zakładu za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ephraim Brenn umiera 1 marca 1792 roku i zostaje pochowany na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie. Co jeszcze wiemy o Brennie? Był nie tylko mistrzem menniczym ale także numizmatykiem i kolekcjonował monety, medale oraz rysunki. Był żonaty, gdyż mamy informacje, ze po jego śmierci wdowa otrzymała postanowieniem komisji menniczej, dożywotnią comiesięczną rentę w wysokości 150zł. To nie była jakaś wielka suma w tamtych czasach, ale wystarczająca żeby się samodzielnie utrzymać. Można ją porównać na przykład z pensją, jaka otrzymał nowy zarządca mennicy, który nastał po Brennie. Mehling zarabiał rocznie 10 200 złotych (pensja + dodatkowy bonus za nieskazitelną 25 letnią służbę), co daje przychód na poziomie około 850 złotych miesięcznie. Jak widzimy było to aż 5,5 razy więcej niż renta dla wdowy.

Ok., wiemy już wiele o tytule dzisiejszego wpisu. Poznaliśmy Efraima Brenna, znamy rolę, jaką pełnił w warszawskiej mennicy oraz jego przekonania, wiarę i masońskie inklinacje. To, o co chodzi z tym „wyłażeniem spod mennicy”. Otóż właśnie to jego „wyłażenie” jest decydującym czynnikiem do napisania tego artykułu. Jak pisałem powyżej podczas choroby Brenna w końcówce 1791 roku zastąpiono inicjały E.B. bite dotychczas na monetach – nowymi M.V. Czy zatem znamy jakieś nominały, które w 1792 roku mają jeszcze „stare” inicjały, jako pamiątka po Brennie.  Łatwo to można ustalić mając pod ręka najnowszy katalog Parchimowicz/ Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” wydany w tym roku.  Srebrników i półzłotków już wtedy nie bito, więc te nominały odpadają. Sześciogroszówek jeszcze nie znano. Na monetach 10 groszowych, złotówkach oraz na najgrubszych nominałach, jakimi były niezwykle rzadkie dziś półtalary i talary - cały nakład w roczniku 1792 otrzymał inicjały mennicy. Tylko na dwuzłotówkach z 1792 roku inicjały E.B. utrzymały się przez większą cześć roku i w tym roczniku są według katalogu nawet bardziej popularne niż inicjały M.V. Możemy, zatem dostrzec pewną poważną niekonsekwencje w działaniach mennicy i we wprowadzeniu w życie decyzji komisji menniczej o zmianie inicjałów.

A jak było ze złotówkami z 1792 roku w kontekście tych zmian? Otóż katalog mówi jednoznacznie, w tym roczniku występuje tylko jedna odmiana. Opisana w katalogu, jako 22.f (Plage 300, Kopicki 2381), która na rewersie posiada „nowe inicjały” M.V. Ale czy naprawdę nie ma innego wariantu? Poszukując kilka lat temu informacji o monetach polski królewskiej natrafiłem przypadkiem na niezwykłą stronę w intrenecie nazywająca się po prostu „zbiór.com”. Ta strona prezentuje między innymi bardzo bogatą kolekcje monet polski królewskiej i wśród nich właśnie zwróciłem kiedyś uwagę na nietypowy awers złotówki z 1792 roku. Co ciekawe nie byłem w tym „zwróceniu uwagi” sam, gdyż niedawno okazało się, że nasz dobry znajomy „odkrywca wariantu dwuzłotówki z 1795 roku” @TuniaRadom też znał ten wariant. Więcej, nawet zwrócił mi na to uwagę, czy aby ja o tym wiem i czy to kiedyś odpowiednio nagłośnie. W takim wypadku postanowiłem nie czekać zbyt długo i przesunąłem temat z pozycji „ponad 40” na zaplanowanej liście tematów do poruszenia na blogu. Temat awansował o na tyle, że dziś ujrzy światło dzienne. W końcu oczekiwania czytelników bloga należy traktować z należnym szacunkiem J


Powyżej zdjęcie rewersu złotówki i co my tam widzimy. Otóż mamy do czynienia z klasyczną przebitką. Ciekawe jest to, że podczas obiegu na złotówce z tego roku jakoś wyjątkowo na urodzie traci litera „M”, co skutecznie może maskować przebitkę (pokazuje to dokładniej poniżej na zdjęciu), dlatego zalecam szukanie śladów Efraima Brenna dokładnie analizując literę „V” i sprawdzając czy aby czasem nie wyłazi spod niej poprzednio nabita litera „B. Mamy, zatem bez wątpienia nową odmianę, którą na swój użytek opisałem już w swoich zbiorach (też ją posiadam), jako 22.f1?. A teraz zbadajmy skale tego zjawiska i oszacujmy jak wiele powstało takich przebitych monet. W tym celu przeprowadziłem standardowe badania i pomiary na bogatej próbie monet dostępnych aktualnie w sprzedaży oraz tych w archiwach aukcyjnych. Poniżej prezentuje moje ustalenia.

Na próbie 134 monet stwierdzam i "odkrywam Amerykę", że wariant z przebitymi inicjałami intendenta mennicy jest aż o 20 razy rzadsza niż ta standardowa.

REWERS
WARIANT 1
WARIANT 2
M.V.
M.V. przebite z E.B.
ZŁOTÓWKA z 1792r
95%
5%

Jak widać odmiana z przebitka wystąpiła tylko w ilości 5% badanych monet, co akurat w tej próbie przekłada się na 6 egzemplarzy. Odnosząc rozkład procentowy jaki otrzymaliśmy w badaniu do nakładu całego rocznika 1792, który wynosił aż 2,3 miliona sztuk, możemy wstępnie oszacować jaka ilość monet została przebita.

SZACOWANY NAKŁAD
WARIANT 1
WARIANT 2
M.V.
M.V. przebite z E.B.
ZŁOTÓWKA z 1792r
2 178 947
121 053

Stąd już tylko krok, do wyznaczenia stopnia rzadkości dla nowej odmiany. Podstawowa odmiana złotówki, według najnowszego katalogu monet SAP nie posiada w ogóle stopnia rzadkości. Moje proste badanie potwierdza te tezę, złotówka w tej odmianie jest bardzo popularna i ogólnie dostępna. Z kolei odmiana przebita, zgodnie z wynikami badania jest aż 20 razy rzadsza. Jednak ogromy nakład sprawia, że nawet te „20 razy” teoretycznie przekłada się na ponad 120tysieczny nakład, stąd szacuje jej stopień na R.

SZACOWANY STOPIEŃ RZADKOŚCI
WARIANT 1
WARIANT 2
M.V.
M.V. przebite z E.B.
ZŁOTÓWKA z 1792r
n/a
R

A teraz na koniec standardowe zestawienie obu odmian w roczniku 1792.

ZŁOTÓWKI SAP 1792

27.f – WARIANT STANDARDOWY z inicjałem M.V.
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis otokowy 83 ½ EX MARCA (M.V./4.GR.) PURA COLON: (17-92.)
Szacowany nakład wariantu = 2 178 947
Szacowany rozkład wariantu w nakładzie  = 95%
Szacowany stopień rzadkości = brak stopnia (popularny)


27.f 1?– WARIANT z inicjałem E.B. przebitym na M.V.
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers: napis otokowy 83 ½ EX MARCA (E.B./M.V./4.GR.) PURA COLON: (17-92.)
Szacowany nakład łączny wariantu = 121 053
Szacowany rozkład wariantu w nakładzie  = 5%
Szacowany stopień rzadkości = R

Kończymy na dziś opowieść o popularnej złotówce, mincerzu Brennie i jego masonerii. Pewnie wątek loży wolnomularskiej powróci jeszcze nie raz, być może nawet podczas kolejnych wpisów zahaczających o tematy związane z Konstytucją 3 Maja. Dziękuję za doczytanie do końca J

We wpisie wykorzystałem zdjęcia z archiwum WCN, Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka, ze strony zbiór.com LINK oraz z publikacji Witolda Sokały „Wolnomularstwo i polityka”. Dodatkowo z wyżej wspomnianej publikacji zacytowałem definicje wolnomularstwa, natomiast cytat o masońskiej karierze króla i biskupa zaczerpnałem z publikacji Agnieszki Bukowczan-Rzeszut „Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o polskich masonach, ale boisz się zapytać”. Wiedzę o losach Efraima Brenna czerpałem z publikacji Mieczysława Kurnatowskiego „Przyczynki do historyi medali i monet polskich”, książki Władysława Terleckiego „Mennica warszawska”. Użyłem tez informacji z internetu dostępnych na portalach Youtube, Wikipedia oraz stronach wszystkoconajwazniejsze.pl.LINK i ciekawostkihistoryczne.pl LINK .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz