Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 złote. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 złote. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2020

Dwuzłotówka z roku 1770, czyli o tym jak Warszawa wygrała z zarazą.

Kwarantanna trwa w najlepsze i pewnie potrwa jeszcze kilka długich tygodni, więc całkiem możliwe, że w tym okresie powstaną jakieś nowe wpisy na blogu. Po 3 tygodniach siedzenia w domu, mam już tego stanu serdecznie dość i na samą myśl o tym, że do maja nie ma realnych szans na swobodne wyjście z mieszkania, jest mi niedobrze. Trzeba sobie jakoś to ślęczenie umilić i z tego właśnie powodu postanowiłem napisać coś nowego na blogu. Mój ostatni tekst o literaturze historycznej z prywatnej biblioteczki, jakoś specjalnie nie podbił „internetów”. Jednak pomimo jego umiarkowanej popularności, będę ten wątek kontynuował jak to już zapowiedziałem na wstępie i niebawem powstanie 2 część. Albowiem jest jeszcze kilka interesujących i wartościowych książek, które chciałbym zarekomendować miłośnikom okresu SAP. Ostatnio namieszałem trochę opisując pewną aukcję i dając czytelnikom konkretny przykład na dyskusyjne podejście do sprzedaży numizmatów. Zebrałem za ten tekst zarówno wiele pochwał, jak i słów krytyki, stąd ciszę się że poruszyłem temat istotny dla szerokiego grona kolekcjonerów. Osobiście uważam, że taki tekst był potrzebny. Czuję się trochę rozgrzeszony, bo w końcu nie był to zaplanowany temat i cały tekst powstał w godzinę, pod wpływem impulsu. Pisałem go z głowy i serca, dlatego niczego nie żałuję i za nic nikogo nie przepraszam.

Dlatego dziś, dla odmiany będzie nieco spokojniej i mniej kontrowersyjnie. Co jednak nie znaczy, że nudno. O nie, jak wiecie nie cierpię nudzić się przy pisaniu i jak mnie temat nie „kręci” to sobie go odpuszczam. Jednak teraz, mając na uwadze naszą niezbyt ciekawą sytuację spowodowaną koronawirusem, pozwolę sobie ten fakt wykorzystać i nawiązać do czasów Stanisława Augusta. Zdecydowałem się na historię ku pokrzepieniu serc, którą będzie krótka opowieść o sytuacji jaka przydarzyła się w Warszawie w roku 1770, kiedy to w czasach SAP stolica wygrała walkę ze śmiertelną zarazą. Tak właśnie powstał poniższy tekst, który stanowi w pewnym sensie powrót do pisania o konkretnych monetach. A to jak wiadomo, jest solą tego bloga, więc mimo niesprzyjających okoliczności przyrody, uznałem iż warto ten wysiłek ponieść J

Zastanawiając się chwilę, jak powiązać temat numizmatyczny z zarazą i płynnie przejść od historii, do opisywanej monety wybrałem drogę na skróty. Dwuzłotówka z rocznika 1770 to bardzo ciekawa moneta, jednak nie ma się co oszukiwać – o jej wyjątkowości stanowi głównie rewers, gdzie mamy do czynienia z wariantami charakterystycznymi dla różnych stempli. W tym samym czasie, po stronie awersu nie będzie działo się zbyt wiele. Jak pisałem już nie raz, przy podobnych okazjach opisując kolejne roczniki dwuzłotówek, portret królewski nanoszony był na stempel za pomocą jednoczęściowego puncenu. Przez lata rytownik używał jedno i to samo narzędzie wykonane zręczną ręką medaliera Filipa Hollzhausera, co praktycznie eliminuje występowanie odmian portretu władcy i sprawia, że moje analizy tej strony krążka związane są zwykle z interpunkcją lub nielicznymi pomyłkami w liternictwie. Akurat w dziś omawianym roczniku, na awersie nie stwierdziłem tego typu zasadzek. Dlatego już na wstępie możemy przyjąć, że mimo kilkunastu stempli jakie zużyto do wybicia tytułowego rocznika, na awersie mamy do czynienia z jedną dominującą odmianą. Jednak żeby nie było aż tak nudno, to właśnie z tą stroną postanowiłem się trochę zabawić w programie graficznym by nawiązać do dzisiejszej historii.
Bo jeśli opisuję awers monety SAP, to oczywiście na centralnym miejscu znajduje się król Stanisław August. A z drugiej strony, jak zaraza to… wszechobecne maseczki. Przygotowałem więc samodzielnie dwie odmiany „awersów z czasów zarazy”, na których niezbyt miłościwie nam wówczas panujący król (o tym, nieco później), skrywa swoje oblicze przed zarazkami i prezentuje się poddanym w efektownych maskach.

A skoro w tych czasach monety miały również wydźwięk propagandowy, to uznajmy, że takie awersy byłoby dobre dla profilaktyki ochrony zdrowia. Monety z królem w masce, propagowałby unikanie kontaktów w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się zarazy w kraju. Maski mogły by mieć również głębsze, mniej oczywiste znaczenie. Jak wiadomo, akurat w roku 1770 w najlepsze trwała Konfederacja Barska, czyli „na skróty”, powstanie przeciwko Rosji. A jak wbrew moskalom, to też przeciwko Poniatowskiemu, który cały w rozterkach stał wówczas w rozkroku pomiędzy rozsądnym popieraniem rosyjskiej potęgi, a prywatną dumą narodową i marzeniami o niepodległości. Zachowanie mojego ulubionego władcy w tych czasach było dosyć dyskusyjne i nie przysparzało mu to popularności. Czego dowodem niech będą fakty pozbawienia go korony przez konfederatów i ogłoszenie w kraju bezkrólewia oraz późniejsza próba jego porwania i uwięzienia. Stanisław August nie czuł się w tym okresie komfortowo i pewnie chętnie ukryłby twarz za zasłoną odgradzając się od piętrzących się przed nim problemów. I tu mamy dla niego rozwiązanie – jest zaraza, to należy ją wykorzystać do własnych celów. Można odnieść wrażenie, że i w naszych czasach rządzący grają koronawirusem, wykorzystując go do bieżącej polityki. Stąd nie dziwi, że wzorzec ten był już znany i od wieków powielany. W naszym kraju pod tym względem zmieniło się nie wiele. Ale dość już tych czczych dyskusji, oto poniżej moje 2 propozycje na nowe odmiany awersów dwuzłotówki z rocznika 1770. Obie w wersji „moneta z czasów zarazy”.
Ciekawe, która wersja przypadłaby władcy do gustu? Prosta maseczka chirurgiczna z XXI wieku na majtkowej gumce. Czy raczej ta z dawnych czasów, czyli solidna maska lekarza z okresu walki z dżumą, używana od XVII do XIX wieku. Wolę myśleć, że wybrałby tą złowieszczą maskę w formie dziobatego ptaka, które były charakterystyczne w czasach zarazy, bo w ten sposób oznaczało się medyków mających styczność z chorymi na nieuleczalną „czarną śmierć”. Można nawet zaryzykować tezę, że obie wersje awersu przedstawiają strój ochronny lekarzy. A, że personel medyczny w obecnych czasach zasługuje na szczególny podziw i podziękowania za swoją ciężką służbę w obronie naszego życia, to korzystając z okazji i mając nadzieję, że niejeden medyk po pracy jest miłośnikiem numizmatów ostatniego króla, przekazuje im gorące i szczere podziękowania. Jesteście bohaterami naszych czasów J.

A teraz już idziemy dalej. Najpierw będzie krótka opowieść o tym jak w 1770 roku Warszawa oparła się zarazie a potem przejdziemy do analizy rewersów tytułowej monety. Historia, którą dziś chciałbym opowiedzieć wydarzyła się naprawdę. Jak wiadomo od początku panowania Poniatowskiego, kraj był z trudnym położeniu. Praktycznie każdy rok przynosił Rzeczpospolitej coraz to nowe klęski i niepowodzenia. Nie inaczej było w roku Anno Domini 1770. Wówczas to w najlepsze trwały niepokoje związane z powstaniem szlacheckim w obronie wiary i niepodległości, zwanym powszechnie Konfederacją Barską. Walki prowadzone były w stylu partyzanckim, co pozwalało szlachcie przez kilka lat skutecznie unikać otwartych starć z zawodową armią rosyjską. Dysproporcja w wyszkoleniu walczących wojsk była tak wielka, że tylko atakowanie z doskoku (a najlepiej, od tyłu) było w miarę skuteczną strategią patriotycznego podziemia. To bardzo ciekawy wątek, ale dziś nie o tym, bo czeka na nas kolejna plaga jaka w 1770 nawiedziła nasz kraj. Swoje żniwo, już po raz kolejny w XVIII wieku, zbierało „morowe powietrze”, czyli po naszemu dżuma.


Pierwsze ogniska choroby pojawiły się już w 1768 w Mołdawii podczas wojny rosyjsko-tureckiej.
Nosicielami choroby byli tureccy jeńcy, przy czym występowanie dżumy na terenach Imperium Osmańskiego było wówczas powszechne. Pierwsze przypadki zarazy na ziemiach polskich to początek 1769 r. Natomiast w roku 1770 zaraza obejmowała już niemal cały Wołyń i Podole. Szybko rozprzestrzeniała się na północny-zachód, docierając do Briańska na granicy z dzisiejszą Białorusią i realnie zagrażając pozostałym terenom Rzeczpospolitej. Nie był to oczywiście pierwsza tego typu plaga. Poprzednia zaraza z początków XVIII wieku zdziesiątkowała liczne polskie miasta. Śmiertelność dochodziła do 50% populacji, stąd powracające po ltach zagrożenie, potraktowano w kraju bardzo poważnie. Szczególnie konkretnie do zarazy przygotowywała się nasza stolica, tworząc specjalną infrastrukturę medyczną na wypadek lawinowego wzrostu liczby zachorowań. Jednak projektem z którego najbardziej pamiętamy ten okres nie były wcale szpitale, a stały się nim, tak zwane okopy Lubomirskiego. Były to wały ziemne wysokie na około 170 centymetrów, którymi szczelnie otoczono miasto, tworząc swoisty kordon sanitarny. Warszawa została okopana odgradzając się od przedmieść, a dostęp do stolicy został ograniczony do kilkunastu miejsc kontrolowanych przez służby. Te miejsca, które w późniejszych latach przekształciły się w miejskie rogatki, zostały wyposażone w załogi wojskowe i ściśle kontrolowały przepływ ludności. To inżynierskie przedsięwzięcie przeprowadzone było z niespotykanym wcześniej rozmachem, pod egidą marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego. I stąd pochodzi nazwa tych wałów. Obok prezentuję portret magnata spod pędzla Marcello Bacciarellego.

5 października 1770 Marszałek Wielki Koronny Stanisław Lubomirski wydał następujące obwołanie. Obwołanie, czyli takie ustne obwieszczenie, które było zrozumiałe również dla większości obywateli, czyli niepiśmiennej ludności miasta.
Szerząca się w państwach Rzeczypospolitej morowa zaraza, miejsca nawet odległe nieubezpieczone łatwo zasięgać mogąca, każdemu powszechnym grozi nieszczęściem. Przeto troskliwością obywatelów miejsca tego i chęcią brania się do jak najprędszego ratunku zagrzany z obowiązków Urzędu mego Marszałkowskiego, mając w czułości, by miasto rezydencji JKMci, Warszawa, a w nim umieszczeni obywatele ochroną swoją, ile możności, znajdowali, te najdokładniejsze wynajduję być środki, aby ku tym pewniejszemu i ubezpieczeniu i łatwiejszemu podróżnych i kupców przybywających z miejsc odległych rozeznaniu, towarów zaś i fantów wszelkich rewidowaniu i okurzaniu, a podejrzanych osób niedopuszczeniu, lub kwarantann odprawowaniu, toż miasto okopać, do czego gdy łatwiejsze, ile bez funduszu, nie wynajdują się sposoby, a czas przynaglający i trwoga samychże obywatelów, chętnie do działania tej czynności skłaniających się, prędkiego wymaga uskutecznienia.
Odezwa do ludzkości, jakiej z pewnością i dziś nie powstydziłby się wygłosić nasz aktualny Prezydent Andrzej Duda. Szczególnie drugie zdanie może imponować swoją wielokrotnie złożoną formą. Tak, to nawet ja zdań nie przeciągam, mimo że stawiając kolejny przecinek mam nieodparte wrażenie, że niepotrzebnie przesadzam i powinienem to zdanie podzielić na dwa krótsze (minimum). Jest dobry wzorzec, mogę się więc zainspirować J.

Sam Lubomirski to równie barwna postać i mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja napisać więcej o jego roli i polityce jaką prowadził w tamtych czasach. Wracając jednak do okopów, to mimo tego, że umocnienia te nie miały charakteru militarnego, to znając kolejne trudne losy naszego kraju nietrudno zgadnąć, że już niedługo przydały się jako podstawa umocnień wojskowych do obrony Warszawy. Jednak i w roku 1770 ośrodek władzy zlecając budowę kordonu wokół miasta, bał się nie tylko zarazy ale również pragnął się odgrodzić od trwającego powstania szlachty. Konfederaci walczyli również na niedalekim Mazowszu i łatwo można było sobie wyobrazić przeniesienie walk na ulice miasta. W tamtym okresie najbardziej obawiano się wichrzycieli, którzy przybędą do miasta żeby podburzać ludność polską do przyłączenia się do powstania. Tym samym okopy były na rękę ówczesnej władzy, a nawet można uznać, że zaraza spadła „z nieba” rządzącym. Wszelkie analogie do dzisiejszego stanu III Rzeczpospolitej są niezamierzone. Mimo tego występują J. Tu warto dodać, że cała historia posiada happy end i w efekcie stolica w 1770 roku obroniła się przed zarazą. Dżuma tym razem nie doszła do Warszawy, na co zdecydowany wpływ miała sroga zima, która sprawiła, że ludzie nie przemieszczali się zbyt intensywnie i ogniska choroby naturalnie wygasły. Można napisać, że okopy pośrednio przyczyniły się do tego stanu rzeczy. Co więcej kordon sanitarny odegrał również ważną rolę w zakończeniu konfederacji. To między innymi z powodu ograniczonego dostępu do miasta i kontroli przepływu ludności, nie powidła się śmiała próba porwania Stanisława Augusta. Porywacze mieli utrudnione zadanie i ogromne problemy w opuszczeniu miasta, co przełożyło się na fiasko misji i uratowanie króla z rąk konfederatów. Królobójcy (nawet ci nieskuteczni), nie mieli wówczas łatwego życia i wszystkie dwory stanęły murem za swoim królewskim bratem z Warszawy. To przyczyniło się do rychłego upadku konfederacji i zakończeniu walk zbrojnych. Jak widać okopy Lubomirskiego spełniły szereg ważnych funkcji w ówczesnej stolicy. Poniżej ilustracja z przebiegu umocnień, zbudowanych na fundamentach kordonu z 1770 roku.
Linia późniejszych okopów rozpoczynała się na północy na Pólkowie i Faworach, po czym obiegając je od góry kierowała się dalej wzdłuż dzisiejszych ulic Okopowej, Towarowej, Koszykowej, Noakowskiego, Polnej i Bagateli obiec od południa Belweder i Łazienki Królewskie. Szerokość wałów wynosiła około 15 metrów, maksymalna wysokość dochodziła miejscami do 7 metrów, a łączna długość wałów wyniosła 12,8 kilometra i obejmowała obszar 1 470 hektarów. Na prawym brzegu Wisły objęły one swym obszarem Golędzinów, Pragę i Skaryszew. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że skoro stolicy udawało się wcześniej zwalczać zarazy zagrażające miastu, to tak samo będzie i u nas w roku 2020. Mamy więc okrągłą 250 rocznicę zwycięstwa nad dżumą, które możemy uczcić zakupem numizmatu z tego okresu. Jeśli będzie to dwuzłotówka SAP z rocznika 1770, to zapewniam iż moneta będzie nie tylko cieszyć ze względu na swój urok, ale również na jej unikalność. I tu płynnie przechodzę do opisu monety ośmiogroszowej, dość rzadkiej na rynku kolekcjonerskim i wartej bliższego poznania. Zapraszam J.

A więc na początek tradycyjne zdjęcie poglądowe obu stron. Tym razem prezentuję czytelnikom bloga, awers bez wpływu mojej fantazji i możliwości programu Paint. Natomiast nad rewersem spędzimy jeszcze chwilkę w dalszej części tekstu.
Zaczynając konkretny opis monety zacznę od wymiarów i statystyk. Dwuzłotówka, czyli 8 groszy srebrnych z 1770 roku wybita została w mennicy koronnej w Warszawie w ilości 359 089 sztuk. Ten nakład jest zdecydowanie mniejszy od milionowych z roczników 1766 i 1767, jednak zauważalnie wyższy niż sąsiadujące z nim roczniki. Dla kolekcjonerów ważna jest również ocena stopnia rzadkości, która w katalogu Parchimowicz/Brzeziński została przytoczona za Edmundem Kopickim i określona na R2. Stopień rzadkości R2 to najpopularniejsza ocena jaką spotkamy w wielu rocznikach dla tego nominału, od roku 1770 aż do 1785. Katalogowa średnica dwuzłotówki to 29 mm, a standardowa waga monety to 9,35 gr. Rant ozdobny z motywami roślinnymi. W najnowszym katalogu moneta dwuzłotowa z 1770 została wyznaczona w 2 odmianach i w 4 wariantach.

Wszystkie różnice jakie zaobserwowano znajdują się na rewersie, dlatego nie będę już po raz kolejny wracał do opisywania awersów. Poprzestanę na podstawowych informacjach. Awers, jak można zobaczyć choćby na powyższych zdjęciach jest charakterystyczny dla ośmiogrszówek z tego okresu mennictwa. Centralnie znajduje się tam popiersie Stanisława Augusta w typie 1, obowiązującym w rocznikach 1766 – 1782. Napisy otokowe z tytulaturą królewską STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L. są również standardowe dla tego nominału. Tyle na temat głównej strony monety, a teraz czas na rewersy.

Tych będzie do opisania kilka. W katalogu zostały wyznaczone 4 i opisane jako odmiany. Jak wiadomo, ja stoję na straży tezy, iż odmianami w numizmatyce okresu SAP (i nie tylko…) nazywamy jedynie te najistotniejsze różnice w rysunku stempla (jak np. popiersia, herby, czy inicjały intendenta mennicy), a wszelkie drobniejsze różnice – jak w tym przypadku – kropki w interpunkcji, są tylko wariantami tej strony monety. Nie mylić z wariantami stempla, gdyż niejednokrotnie udowodniłem w poprzednich analizach, iż na jeden wariant monety często składa się po kilkanaście niemal identycznych stempli. Stempli, które na siłę można by od siebie odróżnić. Jednak z numizmatycznego puntu widzenia, ta wiedza nie ma wielkiego znaczenia i może służyć jedynie do policzenia liczby narzędzi i lepszego poznania ówczesnych technik menniczych. Idąc tym tropem, należy na początek stwierdzić, że z mojego punktu widzenia, błędem jest papugowanie za katalogiem Parchimowicza i każdej zauważonej przez autorów różnicy przypisywać rangę odmiany. Ten sposób tworzenia katalogu zrównuje istotne różnice w wizerunku jakimi były niewątpliwie odmienne punce herbów z tak ulotną cechą jaka jest interpunkcyjny znak w postaci kropki. Tym sposobem w najnowszym katalogu opisane zostały 4 odmiany dwuzłotówki z 1770, a ja poszedłem własną drogą i wyszło mi trochę inaczej…

Według mojej wiedzy, na rewersach w roczniku 1770 mamy trzy odmiany i wszystkie one powstały dzięki temu, że do sporządzenia stempli użyto trzech różnych punc orłów. Orzeł jako herb Korony jest elementem istotnym, stąd nie ma wątpliwości, że zasługuje na to, aby jego różne wyobrażenia nazywać osobnymi odmianami. I na moim blogu to już reguła, że staram się te różnice w orłach dostrzegać i prawidłowo je opisywać. Nie będę oryginalny i herby otrzymały ode mnie nazwy związane z wielkością, jako cechą najlepiej widoczną i najłatwiejszą do obiektywnego opisania. I tak, mamy „DUŻY ORZEŁ”, „ŚREDNI ORZEŁ” i „MAŁY ORZEŁ”. Punce te są bardzo ciekawe i przewijają się w tym okresie na różnych monetach SAP z mennicy warszawskiej. Zanim jednak uchylę rąbka tajemnicy i bardziej scharakteryzuje ich niezwykłość, to na początek zapraszam na rodzinne zdjęcie. Poniżej ilustracja na której przedstawiłem je obok siebie, w taki sposób by lepiej było widać różnice.

Dla dwuzłotówek SAP z tego okresu, podstawową puncą herbu jest „DUŻY ORZEŁ”. To narzędzie było wykorzystywane do produkcji wszystkich stempli rewersów monet dla tego nominału od roku 1767 aż do 1785. Dlatego nie będziemy się na nim koncentrować, bo tu akurat nic niezwykłego nie odkryjemy. Tym sposobem jasne się stało, że ciekawostki dotyczą dwóch pozostałych orłów. Bo skoro na wszystkich monetach ośmiogroszowych używano jednego wzoru orła, to jakim cudem w roczniku 1770 użyto aż trzech różnych. Jest to jedyny przypadek w okresie SAP, a zarazem pierwsze i ostatnie wykorzystanie tych konkretnych dwóch narzędzi do sporządzenia stempli dwuzłotówek. To ogromna ciekawostka związana wyłącznie z rocznikiem 1770. Jaki był powód użycia odmiennych punc, trudno dziś dociekać. Podstawowy orzeł był w użyciu w kolejnym roczniku, więc w 1770 nie wchodzi w grę utrata narzędzia. Być może była jakaś drobna awaria, która uniemożliwiła czasowe wykorzystanie tej puncy i trzeba było się ratować tym co „pod ręką”? Ale tu wchodzimy w gdybologię i nie są to dzisiaj informacje możliwe do rzetelnego potwierdzenia, więc nie brnę dalej… 

Zadajmy sobie pytanie skąd pochodziły te dwie dodatkowe punce? Jeśli nie pochodzą z dwuzłotówek, to skąd się wzięły? Odrzucam teorię, że oba niezwykłe orły zostały wykonane specjalnie do jednokrotnego użycia i później zaniechano ich użytkowania. Dlatego skoncentruje się na poszukaniu innych monet, gdzie znajdziemy znajome wizerunki. Pewnie nawet opisywałem niektóre z nich na tym blogu J. Idźmy po kolei. Herby ze "ŚREDNIM ORŁEM” możemy spotkać na złotówkach. Między innymi występuje na opisywanym przez mnie najliczniejszym roczniku 1767. Za jego pomocą bito także czterogroszówki w latach 1768, 1769, 1771 i dalej…aż do 1786. Jak widać, jest to podstawowa punca herbu jaką w mennicy używano do produkcji stempli do złotówek Poniatowskiego. Co ciekawe, w roczniku 1770 nie wybijano w ogóle złotówek, więc narzędzie było przechowywano bezczynnie i może dlatego właśnie zostało użyte. Czyżby wyjaśniła się jedna z tajemnic? J Być może, ale dla zasady muszę nadmienić, że ten sam wizerunek orła widnieje na trojakach bitych w miedzi. I to nie tylko w 1770, więc określenie tej puncy jako nieużywanej jest nieco na wyrost. Czy mogła być to ta sama punca? Chyba tak. W tym okresie dwuzłotówki, złotówki i trojaki maja niemal identyczna kompozycje rewersu. Średnice monet też są zbliżone (29 i 26 mm) więc można uznać, że narzędzia do produkcji stempli mogły być używane zamiennie. Moim zdaniem stemple złotówek i trojaków, które mają identyczną średnice po 26 mm, mogły być tworzone tym samym narzędziem. A na to, że czasem można było coś w tym układzie zmienić jest właśnie dowód w postaci przypadku  ze „ŚREDNIM ORŁEM” na dwuzłotówce 1770.

Teraz czas na „MAŁY ORZEŁ”. Tu pójdzie szybciej bo mamy już „wydeptane” ścieżki i pójdziemy po śladach. Na innych rocznikach dwuzłotówek nie znajdziemy tej puncy, zatem trzeba udać się na mniejsze nominały. W złotówkach, również nie jest to popularne narzędzie i możemy je odnaleźć dopiero na rzadkiej odmianie czterogroszówek w roczniku 1769 o których niedawno pisałem i tekst ten można odnaleźć po prawej stronie bloga. Mały orzeł znajdziemy jeszcze tylko w roczniku 1774, w którym użyto stemple z 1769 i przebito dwie ostatnie cyfry daty. Zatem można uznać, że było to narzędzie używane w roku poprzedzającym powstanie dwuzłotówek z 1770. A skoro złotówek w tym roczniku w ogóle nie bito, to z pewnością punca „MAŁY ORZEŁ” nie była jeszcze wyeksploatowana i była na stanie mennicy. Pewnie dlatego została użyta jak przyszła taka potrzeba. Monet dwuzłotowych z 1770 tej odmiany orła zachowało się stosunkowo dużo i można je spotkać na kolekcjonerskiej drodze, gdyż nie są to jakieś „białe kruki”. Kończąc temat niezwykłych punc, muszę dodać, że to narzędzie również w 1769 używane było do produkcji stempli trojaków. Zatem jest to dosyć podobna historia, jednak odmiany z „MAŁYM ORŁEM” są dla złotówek i trojaków dosyć rzadkie.

Ok, to mamy z grubsza omówiony temat odmian rewersów i jasne jest, że mamy trzy odmiany związane z orłami. W ramach jednej z tych odmian, występuje kilka wariantów i sprawa się ponownie komplikuje. Jednak tylko na chwilę, gdyż warianty te związane są jedynie z interpunkcją i dotyczą wyłącznie odmiany z „DUŻYM ORŁEM”. Warto dodać, że zostały całkiem dobrze opisane w katalogu. Określmy zatem 4 punkty kontrolne, żeby te warianty od siebie oddzielić.

Punkty kontrolne dla rewersów dwuzłotówki z 1770:
- „a)” KROPKA lub DWUKROPEK po wyrażeniu COL
- „b)” KROPKI lub BRAK KROPEK po inicjałach IS intendenta mennicy
- „c)” KROPKA lub BRAK KROPKI po cyfrze 8 odnoszącej się do nominału
- „d)” PRAWY KONIEC GAŁĄZKI POD WIEŃCEM lub NAD NIM

Poniżej trzy warianty dla ODMIANY 1 z „DUŻYM ORŁEM” na zbliżeniu, z zaznaczonymi punktami kontrolnymi żeby wychwycić różnice.

Ten ostatni punkt kontrolny „d)” związany z zakończeniem wieńca, jest najlepiej widoczny na porządnie zachowanych egzemplarzach. Na dwuzłotówkach w słabszych stanach, nie jest już tak „różowo” i mógłby zostać uznany jako niezamierzony błąd stempla. Prawdą jest jednak, że jeśli ta część monety jest dobrze widoczna, to pozwala nam bezbłędnie określić wariant, więc mimo pewnych zastrzeżeń co do uniwersalnej użyteczności, zdecydowałem się, że jednak pozostawię go na liście cech, które pozwalają odróżnić poszczególne warianty. Warto dodać, że tym razem, wyjątkowo nie kazałem nikomu liczyć listków po obu stronach wieńca. Uznałem, że punkty jakie zaproponowałem, już dostatecznie charakteryzują poszczególne rewersy i nie ma sensu tego nadmiernie komplikować.

Podsumowując cały rocznik. Mamy 3 odmiany związane z herbem (orłami). W ramach ODMIANY 1 z „DUŻYM ORŁEM”  mamy 3 warianty rewersu, pozostałe odmiany nie posiadają wariantów. Dodając to wszystko do siebie, otrzymujemy 5 unikalnych rewersów, które jak jakiś kolekcjoner się uprze, to może sobie zebrać. Czas zatem na zbiorcze zestawienie w czytelnej formie oraz wspólne zdjęcie wszystkich rewersów obok siebie.


I teraz już czas na tradycyjne wyliczenia i tabelki związane z analizą statystyczną zlokalizowanych przez mnie monet. Do napisania tego tekstu, udało mi się zgromadzić 42 zdjęcia unikalnych monet dwuzłotowych z rocznika 1770 i na tej podstawie w dalszej części pokuszę się o podzielenie nakładu i amatorskie wyznaczenie stopni rzadkości.

Na dobry początek tabelka z wariantami monet do zebrania, która łączy ze sobą odmiany/warianty awersu i rewersu. Tym razem jest to dość proste, bo uznaliśmy że awers na dwuzłotówkach nie ma żadnych odmian i wariantów, stąd tabelka nam się zdecydowanie wypłaszacza. To dobrze dla czytelności wyników. Zestawienie prezentuję poniżej.

Jak widać, nic się przez 5 minut nie zmieniło i w sumie mamy 5 wariantów monet do zebrania, zdeterminowanych różnicami na rewersie. Zobaczmy teraz ile każdego wariantu napotkałem badając próbę 42 monet. Poniżej tabelka z rozkładem procentowym.

Od razu widać, że mamy liderów pod względem ilości oraz zdecydowanie rzadsze kombinacje. Co ciekawe najwięcej, bo aż 43% monet jakie spotkałem analizując stemple w tym roczniku, miało tego unikalnego „MAŁEGO ORŁA”. Widocznie stempel został wykonany wyjątkowo porządni i posłużył do wybicia znacznej ilości monet, którymi teraz możemy się cieszyć zbierając ten temat. Na drugim biegunie monety ze „ŚREDNIM ORŁEM”. Właściwie powinienem napisać „moneta”, ponieważ w próbie napotkałem tylko 1 sztukę z tej odmiany. To od razu daje nam sporo informacji, dlatego zobaczmy jak zachowa się znany nam nakład rocznika, wynoszący 359 089 egzemplarzy kiedy nałożymy na niego te procenty, dzieląc go na poszczególne warianty. Oto co z tego wyszło.

I tu nie ma zaskoczenia, bo estymacja nakładu odnosi się przecież bezpośrednio do procentów w badanej próbie. Jedno co zwróciło moja uwagę to spory bo ponad 150 tysięczny nakład odmiany z „MAŁYM ORŁEM”. Jakoś szczególnie dokładnie tego nie analizowałem (w rozumieniu mikroskopy i inne peryskopy…), ale z tego co policzyłem, to prawdopodobnie „machnęli” go 3 stemplami. Trzema, czyli standardowym kompletem narzędzi jak to się przyjęło w okresie SAP. Co ciekawe, na jeden stemple wychodzi średnio po około 50 tysięcy egzemplarzy, co dla dwuzłotówek jest imponującą ilością, plasującą produkcje w 1770 roku w górnym limicie możliwości ówczesnych narzędzi menniczych.

Ok, a teraz już z górki. Stosując skalę określania stopni rzadkości rozpowszechnioną przez Emeryka Hutten-Czapskiego i przyjmując standardowo i na skróty, że do naszych czasów zachowało się około 10% nakładu – odnieśmy posiadane dane i zmierzmy się z zadaniem nowego oszacowania rzadkości. Oto co wyszło z tej szarady.

I tak, zgodnie z najnowszym katalogiem i Edmundem Kopickim, na którym opierali się autorzy, to dla rocznika 1770 wyznaczono stopień R2. Odnosząc te dane do moich wyników, można uznać to za adekwatne. Jeden z wariantów nieznacznie przekroczył granicę 15 tysięcy zachowanych sztuk. Jednak z uwagi na niewielką dostępność w handlu tego rocznika, utrzymałem mu stopień R2. Pozostałe warianty szacuje już bez kontrowersji od R2, przez R3 aż po R4. Oczywiście to ostatnie R4 jest obarczone dużym znakiem zapytania. Tego typu podejście związane jest z dużym błędem dla najrzadszego wariantu, szczególnie takiego, który spotkamy jako jeden egzemplarz. Wykryty drugi z tej samej odmiany, od razu zepchnął by moje obliczenia na inne tory i obniżył by stopień rzadkości do R3. Jednak uznałem, że pomimo tego zagrożenia, warto obiektywnie zaznaczyć jego wyjątkowość i na dzisiaj obstaje przy R4. Jeśli ktoś z czytelników posiada ten wariant, może się nazwać szczęśliwcem i zachęcam go do podzielenia się ze mną zdjęciem monetki J. Na koniec tego rozdziału mogę się przyznać, że ja również posiadam swój egzemplarz dwuzłotówki z tego rzadkiego rocznika. Jest to jedna z moich ulubionych monet i to nawet pomimo faktu, że strasznie dużo kaski mnie kosztowała. Świadomość faktu, że prawdopodobnie jest nieco „przepłacona”, w tym przypadku nie psuje mi zabawy, ponieważ drugi raz nie spotkałem tak naturalnie pięknego egzemplarza. Możecie go wraz ze mną popodziwiać na zdjęciu poniżej, gdyż użyłem go do ilustracji WARIANTU 1.  

OK, a teraz czas na katalogowe podejście do tematu i opisanie wszystkich wariantów wraz z przykładowymi zdjęciami. No to cyk!

DWUZŁOTÓWKA z 1770

ODMIANA 1 / WARIANT 1

W katalogu monet SAP opisana jako 24.e2
AWERS 1 - napis otokowy STANISLAUS AUG..D.G.REX POL.M.D.L.
REWERS 1.1 - napis otokowy XL.EX.MARCA (I.S./ 8. GR.) PURA.COL: 1770.

Nakład łączny rocznika = 359 089 egzemplarzy
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 19% = 68 398 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

ODMIANA 1 / WARIANT 2
W katalogu monet SAP opisana jako 24.e
AWERS 1 - napis otokowy STANISLAUS AUG..D.G.REX POL.M.D.L.
REWERS 1.2 - napis otokowy XL.EX.MARCA (I.S./ 8 GR) PURA.COL: 1770.

Nakład łączny rocznika = 359 089 egzemplarzy
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 7% = 25 649 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R3

ODMIANA 1 / WARIANT 3
W katalogu monet SAP opisana jako 24.e1
AWERS 1 - napis otokowy STANISLAUS AUG..D.G.REX POL.M.D.L.
REWERS 1.3 - napis otokowy XL.EX.MARCA. (IS/ 8 GR) PURA.COL. 1770.

Nakład łączny rocznika = 359 089 egzemplarzy
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 29% = 102 597 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

ODMIANA 2 / WARIANT 4
W katalogu monet SAP nie opisana.
AWERS 1 - napis otokowy STANISLAUS AUG..D.G.REX POL.M.D.L.
REWERS 2.1 - napis otokowy XL.EX.MARCA. (IS/ 8 GR) PURA.COL. 1770.

Nakład łączny rocznika = 359 089 egzemplarzy
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 2% = 8 550 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R4

ODMIANA 3 / WARIANT 5
W katalogu monet SAP opisana jako 24.e3
AWERS 1 - napis otokowy STANISLAUS AUG..D.G.REX POL.M.D.L.
REWERS 3.1 - napis otokowy XL.EX.MARCA (IS/ 8 GR) PURA.COL. 1770.

Nakład łączny rocznika = 359 089 egzemplarzy
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 43% = 153 895 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

Na tym kończę opis tytułowej monety. Mam nadzieję, że nie zanudziłem i miłośnicy monet SAP znajdą w tym tekście użyteczne informacje, które będą mogli wykorzystać do rozwoju swojej kolekcji. Podsumowując udało mi się usystematyzować wiedzę o dwuzłotówce z 1770 i po raz pierwszy opisać nową odmianę ze „ŚREDNIM ORŁEM” na którą prawdopodobnie, nikt przede mną jeszcze nie zwrócił uwagi. Zawsze to jakieś nowe, drobne odkrycie i kolejny kroczek do lepszego poznania mennictwa ostatniego króla elekcyjnego.

Teraz już zabieram się do porzuconego wpisu o literaturze o czasach SAP jaką polecam na czas kwarantanny. Jestem winien wam drugą cześć i mam nadzieję, że jeszcze w kwietniu uda mi się ją wrzucić na stronę i zamknąć ten wątek. A to przybliży mnie do kolejnego wpisu o monetach, jaki mam zaplanowany na moje długaśnej liście tematów. Ale o tym na razie cicho sza, żeby nie psuć niespodzianki. Dziękuję za doczytanie do tego miejsca. Czytelnikom i ich rodzinom życzę odporności i zdrowia w tych niespokojnych czasach zarazy. Zalecam wzięcie przykładu z XVIII-wiecznej Warszawy i szczelne „okopanie” swoich granic w celu odseparowania się od otoczenia w okresie kwarantanny. Cześć, widzimy się już niedługo J.

We wpisie wykorzystałem informacje i zdjęcia z n/w źródeł: katalog „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” Parchimowicz/Brzeziński, Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Narodowe w Krakowie, archiwa aukcyjne Warszawskie Centrum Numizmatyczne, Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak, Antykwariat Numizmatyczny Michał Niemczyk, strona OneBid oraz ilustracje wyszukane za pomocą narzędzie Google Grafika. 

piątek, 19 stycznia 2018

Dwuzłotówka z 1768, czyli nasz wspólny projekt.

Cześć, dzisiaj po raz pierwszy zdecydowałem się na krótszą formę. Będzie to nieco specyficzny tekst, jakiego jeszcze na tym blogu nie było. Tak jak napisałem w ostatnim artykule, który był dodatkiem do wpisu o dwuzłotówce 1775 - mam kolejny pomysł. Pomysł, który zrodził się właśnie podczas pisania tego sprostowania, a który ma z definicji zapobiec lub chociaż ograniczyć tego typu sytuacje w przyszłości.

O ile dwuzłotówka z 1775, to w sumie dość „prosta” moneta do zbadania i opisania, bo nakład w sumie niewielki, stempli tylko kilkanaście i do tego detalicznie opisuje ją najnowszy katalog monet SAP. O tyle uwierzcie mi na słowo, że są w mennictwie Stanisława Augusta Poniatowskiego takie nominały i roczniki, o których na samą myśl o napisaniu porządnego tekstu dostaję gęsiej skórki. To roczniki – dla numizmatycznych twardzieli. Prawdziwe wyzwania, których nie ma co dotykać bez treningu, czyli uprzedniego długotrwałego przygotowania. Nie da się o nich napisać z marszu, wykorzystując tylko bagaż swoich doświadczeń i dostępne dane, bo to zdecydowanie za mało. I tu właśnie zaświtał mi pomysł. Ale najpierw wyżej wspomniany „numizmatyczny twardziel” J.
Teraz powoli do brzegu. Jednym z takich wyzwań jest tytułowa moneta dwuzłotowa z rocznika 1768. W tym numizmacie jest to wszystko, co stanowi „czelendż” dla piszącego. Nakład jak na ten nominał monstrualny, wynosił rekordowe 2,1 miliona sztuk. Ile to mogło dać stempli, wie chyba tylko Święty Eligiusz z Noyon patron numizmatyków J. No może nie tylko on, bo w końcu ktoś te narzędzia wytwarzał, ale zapewne było tych stempli około 50 kompletów. Może nawet to nie sama ilość mnie tak przeraża, co ich zastanawiająca różnorodność. Niby wszystkie stemple są podobne a jednak jak się dokładniej przyjęć, to się między sobą różnią. I nie są to drobiazgi, czyli jedynie przesunięcia napisów względem króla na awersie czy herbów z drugiej strony. Wprost przeciwnie, gdyż istotnych z punktu widzenia badaczy różnic (szczególnie na rewersie) jest tak wiele, że trudno to opisać w jednym zdaniu. Wymienię tylko te podstawowe, jak różne inicjały intendentów mennicy, drobne acz istotne zmiany w rysunku elementów ozdobnych (oba wieńce, sposób zawieszenia orderu) oraz niejednolita interpunkcja. Istny Meksyk J

Nauka idzie do przodu i w efekcie w roku 2016 otrzymaliśmy do rąk nowy katalog „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, w którym autorzy poczynili znaczny postęp w opisie tej monety. Ze standardowych dwóch odmian, jakie zwyczajowo wyróżniali ich poprzednicy ze względu na inicjały mincmajstrów, duet Parchimowicz/Brzeziński opisał i pokazał aż 10 odmian i wariantów. Przyznacie sami, że to duży postęp i spora porcja nowej wiedzy. Problem jednak nie został w pełni rozwiązany i moim skromnym zdaniem to jednie część wariantów, które wymagają opisania. To znaczy, że jest gdzieś w naturze jest jeszcze kilkanaście monet czekających na swój „moment prawdy” i oficjalny opis. To pewny fakt a nie wrażenie, dam przykład z życia wzięty. Sam posiadam 4 egzemplarze tej dwuzłotówki, z których ŻADEN nie jest jeszcze opisany w katalogu. To jednak zdecydowanie nie wszystko. Albowiem na popularnych aukcjach, w aukcyjnych archiwach czy chociażby w zbiorach stołecznego Muzeum Narodowego… jest ich jeszcze więcej. Tym sposobem uznałem, że jedna osoba tu nic wiele zdziała, bo byli już tacy, co chcieli i nawet się starali, ale polegli – tu myślę też o autorach katalogu. Tu trzeba zadziałać sposobem J.

Mój pomysł jest prosty. Niech to społeczność czytelników bloga wspólnymi siłami zbierze potrzebne dane a potem moimi rękoma stworzy tekst, który będzie tak pełny i aktualny jak to tylko jest teraz możliwe. Ja zbieram materiały już kilka lat i mam w komputerze stworzony specjalny folder „2zł 1768” gdzie wrzucam napotkane zdjęcia monet.. Dysponuje też katalogami monet SAP, zdjęciami z archiwów aukcyjnych największych polskich podmiotów dostępnych online, danymi z kwerend w Muzeum Narodowym w Warszawie oraz z zdjęciami z własnych źródeł i kolekcji. Nie mam jednak patentu na wiedzę i czuję, że brak mi jeszcze wielu potrzebnych danych. Takich na przykład jak dobry dostęp do archiwów aukcji zagranicznych, czy starszych aukcji krajowych. Po likwidacji strony nummus.org straciłem również wygodny dostęp do archiwum aukcji Allegro ze zdjęciami. Nie miałem jeszcze okazji odwiedzić wielu muzeów, w których potencjalnie popularna dwuzłotówka z 1768 roku, może być elementem ekspozycji numizmatycznych. Na koniec, z oczywistych względów nie wiem praktycznie nic o monetach, które od lat znajdują się w zbiorach miłośników numizmatyki. Podsumowując, wiem dobrze, że nie napiszę tak pełnego tekstu, jaki miałbym szansę popełnić z pomocą całej społeczności. Zatem, już chyba czas na… gorący apel J.

Proszę o przysłanie do mnie zdjęć tytułowej dwuzłotówki, z 1768 oraz informacji, które będę mógł wykorzystywać do analizy wariantów lub nawet do ilustracji na blogu. Plan jest taki, że na zdjęcia czekam tak gdzieś do końca lutego (jest sporo czasu), tak by w marcu wziąć się do roboty z materiałem, jaki uda się zgromadzić. Najpóźniej w kwietniu powstanie tekst na blogu, który będzie efektem naszych wspólnych starań. Dlatego też tytuł dzisiejszego wpisu i wspominany tam wspólny projekt „2zł 1768”. Żeby wszystko było jasne, to zdecydowałem się napisać czarno na białym, na czym mi najbardziej zależy i te dane umieściłem w tabelce. Poniżej, graficzne przedstawienie potrzeb, plus adres mailowy, na który chciałbym te zdjęcia otrzymywać.
Kończąc zapraszam wszystkich do współpracy przy powstaniu artykułu oraz zachęcam do przekazania mojej prośby znanym sobie kolekcjonerom, zbieraczom, miłośnikom monet polski królewskiej, którzy nie są czytelnikami mojego bloga a którzy mogą posiadać jakiś egzemplarz, którego zdjęciem zechcą podzielić. Na dzisiaj to tyle. Zobaczymy jak ta akcja wyjdzie i czy tego typu apel odniesie jakiś wymierny skutek. W każdym razie tekst dla „twardzieli” o dwuzłotówkach z 1768 roku i tak powstanie bez względu na wszystko. Dziękuję za uwagę, zachęcam do pomocy i do zobaczenia niebawem J.


wtorek, 16 stycznia 2018

Dwuzłotówka 1775, dodatek nadzwyczajny.

Cześć, to będzie dobry wpis J. Minęło zaledwie kilka dni a już postanowiłem wrócić do tematu dwuzłotówek SAP z 1775 roku by nieco go rozwinąć i skorygować o nowe informacje. Jeśli ktoś naprawdę myśli, że numizmatyka to statyczna zabawa dla „starych dziadków”, to ta sytuacja powinna go z tego błędu na dobre wyprowadzić. Jeśli dobrze liczę, to już mój trzeci wpis na blogu, w którym wracam po krótkim czasie do wydawałoby się zakończonego tematu. Zwykle robię to, bo właśnie wydarzyło się coś nowego, mam jakieś nowe dane i muszę/chcę o tym Wam opowiedzieć. Nie inaczej jest dzisiaj, mam nowe informacje J.

Tak już pewnie musi być w dynamicznym otoczeniu, w jakim żyjemy. W społeczeństwie XXI wieku, to właśnie informacja jest podstawową wartością. Dobrze zorganizowana społeczność wyposażona w odpowiednią platformę wymiany informacji oraz nowoczesne narzędzia może być liczącą się siłą napędową rozwoju takiej dziedziny jak na przykład numizmatyka. To znak naszych czasów, więc nic dziwnego, że można wirtualnie „spotkać” coraz większą ilość pasjonatów monet na forach numizmatycznych gdzie wymieniają się opiniami, na specjalistycznych stronach w sieci gdzie poszukują wiedzy, na aukcjach internetowych gdzie kupują obiekty czy też na blogach, takich jak mój, gdzie mam nadzieje mile i pożytecznie spędzają czas J.. W tym przypadku, społeczność to miłośnicy monet SAP, blog jest platformą wymiany informacji a narzędzia to oczywiście te wszystkie „wynalazki” służące wymianie komentarzy i komunikacji ogólnie. Można uznać, że aktualnie rozwój osobisty to nic innego jak permanentne poszukiwanie nowych informacji. Danych, które codziennie zmieniają nasze postrzeganie spraw i wzbogacają stan naszej wiedzy. Na koniec tego nieco patetycznego wstępu - mała ilustracja. Obrazek w sam raz na temat nowoczesnych metod nauki, które nie chwaląc się sam często wykorzystuje przy pisaniu bloga J.
Ale, o co tak właściwie chodzi? Kiedy w poprzednim tekście, opisując unikalny awers dwuzłotówki z 1775, napisałem takie dwa zdania, cytuję „Może jednak ma ją ktoś z czytelników w swoim zbiorze i zechce się podzielić fotografią? Serdecznie zapraszam do przesyłania do mnie zdjęć swoich unikatów SAP, mogę zagwarantować poufność danych oraz honorowe miejsce dla monety na łamach bloga J.” – to oczywiście realnie nie liczyłem na jakiś wielki odzew. Nie żebym nie wierzył w siłę społeczności miłośników monet Poniatowskiego, jednak w końcu pisałem o wyjątkowo rzadkiej odmianie monety. Tu od razu wykorzystam okazję żeby się przyznać i podziękować, bo praktycznie po każdym „lepszym” wpisie na blogu, otrzymuje na maila komentarze, informacje, a często nawet zdjęcia ciekawych numizmatów. Za wszystkie zawsze serdecznie dziękuję nadawcom, teraz jednak czynie to oficjalnie na łamach bloga. Dziękuję J.  Tym razem jednak życie postanowiło szybko mnie zaskoczyć i już 2 godziny po publikacji otrzymałem pierwszą niezwykłą wiadomość. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w mailu oprócz kilku ciekawych zdań od autora, dostrzegłem załączniki w postaci zdjęć… a wśród nich, piękną dwuzłotówkę z awersem M.D.G. Poniżej prezentuje to cudo J.
Jak widać w odróżnieniu od egzemplarza z Muzeum Narodowego w Krakowie, awers tej monety jest niemal doskonały. Co moim zdaniem wskazuje na to, że została specjalnie wyselekcjonowana i z rozmysłem odłożona do zbioru. Rewers monety jest równie urodziwy, o czym będzie się można przekonać w dalszej części wpisu, kiedy zaprezentuję dwuzłotówkę w pełnej krasie. Właściciel monety był tak miły, że podzielił się ze mną swoimi opiniami na temat tego numizmatu oraz odpowiedział na kilka pogłębiających pytań, jakie mu zadałem, między innymi na sprawę jej pochodzenia. Mogę zdradzić tyle, że kolekcjoner wszedł w jej posiadanie na początku XXI wieku w wyniku wymiany. Czy obaj wiedzieli, na co się wymieniają? Na to pytanie nie znam odpowiedzi, jednak zakładam, że tak, gdyż widziałem inne doskonałe sztuki monet SAP z tego zbioru. A był to zapewne zaledwie jego wycinek. Pozostaje być wdzięcznym, że kolekcjoner zdecydował się podzielić tą monetą ze społecznością i mieć nadzieje, że nie jest to jeszcze jego ostatnie słowo i jeszcze nie raz wesprze mnie swoim zdjęciem lub komentarzem J.

A teraz postaram się trochę wykorzystać i zinterpretować przesłane mi dane. W sumie od piątku otrzymałem kilka nowych wiadomości w tym zdjęcia 3 monet z tego rocznika. Oczywiście tylko jedna, ta powyżej, to odmiana ze skrótem M.D.G. – pozostałe są już „normalne”, ale to też piękne sztuki J. Na początek chciałbym zaznaczyć, że próbę czasu wytrzymała wyznaczona przez mnie ilość stempli rewersu. Wszystkie nowe egzemplarze idealnie wpisały się w tych 13 wariantów stempla, które pokazałem na blogu w poprzednim wpisie. To pierwsza dobra informacja. Druga jest taka, że uznałem ją za dobry powód do tego by wrócić do próby lepszego oszacowania nakładu obu odmian. Fakt, że znamy teraz już dwie monety z błędnym awersem, nie powinno jakoś radykalnie zmieniać naszego zapatrywania na wyjątkowość tych egzemplarzy. Jednak z drugiej strony, nie mogę przecież przejść obojętnie obok tego, że ich ilość w mojej świadomości przez tydzień wzrosła o 100% J. To, plus dodatkowe dwie sztuki ze zdjęć, jakie otrzymałem przed kilkoma dniami pozwala mi jeszcze raz podejść do oszacowania stopni rzadkości i w efekcie je zweryfikować względem tego, co napisałem w ubiegłym tygodniu. Nie myli się ten kto nic nie robi – skąd ja to znam… J.

Zacznijmy może od odmiany 24.j, czyli tej „normalnej” i bardziej popularnej. Zdałem sobie sprawę już po napisaniu poprzedniego wpisu, że coś mi w niej nie pasuje. To „coś”, to głównie wrażenie, że jak na ten prawie pół milionowy nakład, to nie było ich wcale zbyt wiele w handlu przez ostatnie 20 lat. Wygląda na to, że po prostu zasugerowałem się trochę sporą ilością egzemplarzy, jakie udało mi się zgromadzić do badania, głównie za sprawą zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Wcześniej oceniając stopnie rzadkości nie miałem aż tak szerokiego spojrzenia. Dlatego też, postanowiłem jeszcze raz do tego podejść i porównać ODMAINĘ 1 z innymi dwuzłotówkami, jakie wcześniej opisywałem na blogu. I tak, w próbie 32 monet, jakich zdjęcia posiadam, aż 30 reprezentowało właśnie tą odmianę. Z tego jednak jedynie 18 było przedmiotem handlu przez ostatnie 25 lat. To nie wiele. Podobne wyniki wcześniej uzyskiwały warianty, których zachowaną do dziś ilość szacowałem na ok 40-50 tysięcy sztuk. Co przekładało się zwykle bezpośrednio na przyznanie im stopnia R1. Oczywiście, jeśli ktoś będzie chciał podzielić cały nakład dwuzłotówki z 1775 roku na 13 stempli, to uzyska odpowiednio „lepsze” stopnie. Ja jednak tego nie rekomenduje i po ponownym przemyśleniu tematu, szacuję stopień rzadkości ODMIANY1 na R1. Nowa wartość znajdzie się w poprawionej tabeli w dalszej części tekstu.

Teraz kilka zdań o 24.j2, czyli o ODMIANIE2 - monecie z błędem M.D.G. na awersie. Główne pytanie, jakie chciałbym postawić na początek brzmi, czy w ogóle można jakoś oszacować ile sztuk wybito błędnym stemplem. Skoro egzemplarz znany nam z MNK trafił do obiegu, to nie mogło być ich znowu aż tak mało. Jednak, czy na pewno? Czy z jednej znanej nam obiegowej sztuki można wyciągnąć aż tak daleko idące wnioski? A może ona kiedyś też była „gabinetowa”, tylko posiadł ją ktoś, kto się na tym nie znał i wydał ją za w szynku na rogu za kufel piwa? Z drugiej strony, jeśli to samo MNK włączyło do swoich zbiorów tak „przechodzoną” sztukę i przez lata zakupów, darowizn oraz ciągłego powiększania kolekcji Gabinetu Numizmatycznego, nie wymienili jej na jakiś inny, lepiej zachowany egzemplarz, to również może świadczyć o tym, że nie mieli po prostu nigdy takiej okazji. Jednak teraz, kiedy dysponujemy już drugą sztuką, której piękny stan zachowania jest po za wszelka wątpliwością i która wydaje się być egzemplarzem „gabinetowym”, który przez lata spoczywał w odpowiednich warunkach, to można mieć już całkowity mętlik w głowie. Wydaje się, że kto miał wiedzieć o tym rzadkim błędzie, to wiedział i jeśli moneta została gdzieś wyłowiona to trafiała do zbiorów. Zapewne jej XVIII-wieczny właściciel doskonale zdawał sobie sprawę, że egzemplarz jest wyjątkowy. Potwierdza to zresztą sam hrabia Emeryk Hutten-Czapski, który jak na dzisiejsze czasy dysponował praktycznie nieograniczonymi środkami i możliwościami a do tego, żył przecież w czasach, w których monety SAP można było jeszcze w miarę łatwo pozyskać. Oto taki wybitny znawca mający w swojej kolekcji wybitne numizmaty, nagle zadowala się zwykłym „wycieruchem” dwuzłotówki z 1775 i włącza ją do swojej kolekcji. Zbioru, który po latach stanie się częścią Gabinetu Numizmatycznego Muzeum w Krakowie. Zaiste ciekawe. Jednak potwierdza to moją wcześniejszą tezę, że ilość, jaka trafiła do obiegu musiała być naprawdę znikoma. Co nie zmienia jednak tego, że mając świeży przykład z tego tygodnia, trzeba przyznać, że istnieje całkiem realna możliwość, że takie monety znajdują się również w innych zbiorach. Być może nawet ich aktualni właściciele nie będąc ekspertami od Poniatowskiego, nie zdają sobie nawet sprawy ze skarbu, jaki posiadają.

Jak widać, wiele jest tajemnic i znaków zapytania. Czas się wziąć z tematem „za bary” i zmierzyć się z podstawowym problemem by określić (choćby w przybliżeniu) ile wybito sztuk M.D.G.. Uruchamiam szklana kulę J.
 Na początek coś prostszego J. Bez względu na to ile ich wybito, zastanówmy się najpierw ile mogło ich zachować się do dziś? Zwykle na blogu szacowałem, że z całego wybitego w mennicy nakładu, w wyniku przetapiania sreber SAP przez Prusy, wywołania z obiegu podczas kolejnych rozbiorów i w XIX wieku oraz w efekcie polskich zawieruch wojennych i standardowego upływu czasu, do dzisiejszych czasów zachowało się około 10% egzemplarzy. Przy czym z doświadczenia wiem, że monety drobniejszej może być nieco mniej a grubszego srebra może być trochę więcej. Nie ma na ten temat jakiś dokładnych badań. Jedynie Edmund Kopicki „nie bał się” i szacował, że jego zdaniem z całego wybitego nakładu zachowuje się około 20% nowożytnych monet kruszcowych. Trudno z tym dyskutować, bo przecież zdajemy sobie sprawę, że to bardzo specyficzna sprawa i zależy od zbyt wielu zmiennych. Czasem i w numizmatyce trzeba coś brać na wiarę J. Biorąc jednak pod uwagę dodatkowe powody, jakie wymieniłem z grubsza, powyżej, które charakteryzują srebra SAP - jak sądzę moje 10% jest zdecydowanie bliższe prawdy. Uznajmy dalej, że monety dwuzłotowe, jako średni nominał zachował się w średniej ilości 10%. Coś już mamy J

Teraz druga sprawa, ile wybito monet z błędem M.D.L.i… dlaczego tak mało, skoro teraz są takie wyjątkowe i rzadkie? To będzie autorski ciąg myślowy, którego nie powstydziliby się nawet scenarzyści w "Koronie królów” J. Na początek twarde dane. Odwołam się do opisu działania mennicy Poniatowskiego z książki „Mennica Warszawska” Władysława Terleckiego. Zdaniem autora wybicie jednej monety za pomocą „preg-maszyny” trwało około 5 sekund. Co pozwalało (o ile nie było przerw) by w ciągu 10 godzinnego dnia pracy wybić ponad 7 tysięcy monet. Rozumiem socjalistyczne czasy, w jakich autor pisał swoją książkę, ale jednak jakoś trudno mi sobie wyobrazić precyzyjną i fizyczną pracę, jaką była przecież obsługa wielkiej maszyny przez 3 pracowników bez przerw przez 10 godzin. Pewne można uznać to za jakaś maksymalną wydajność, gdyby maszynę obsługiwały „XVIII-wieczne roboty”, ale jednak ludzie z krwi i kości mają swoje potrzeby. Bądźmy realistami. Zawsze trzeba coś przynieść, wynieść, dokręcić, przesmarować, pozamiatać, a i przerwa na lancz, dawniej zwany „miską” też musi być J. Przyjmijmy realnie, że w ciągu dnia na jednej maszynie bili połowę potencjalnie maksymalnej ilości, czyli 3,6 tysiąca monet. Omyłkowy stempel z awersem był jeden, więc całość szacunków ograniczymy tylko do jednego stanowiska pracy. Gotowe monety trafiały do kantoru, który znajdował się w innym budynku, zatem urobek musiano pewnie kilka razy dziennie tam donosić. W naszej kalkulacji te 3,6 tysiąca dwuzłotówek, z których każda waży średnio 9,35g, daje w sumie prawie 33 kilogramów monet dziennie. To nawet nie tak wiele, więc załóżmy, że w połowie dnia transportowano połowę urobku, a druga część na koniec dnia. Na potrzeby wpisu załóżmy, że cały Boży dzień bili z błędem, jednak w połowie dnia zanieśli pierwszą cześć produkcji do kantoru. Tam monety są liczone i przy tej okazji wyrywkowo sprawdzane, więc szybko zorientowano się w błędzie i w zatrzymano produkcje tym stemplem. Takich monet nie można było wypuścić do obiegu, więc padła decyzja żeby je przetopić. Jednak zanim ta informacja z kantoru trafiła z powrotem do „preg-izby”, w której w dalszym ciągu bito dwuzłotówki z błędem minęło z pół godziny, w której powstało kolejnych 180 monet z błędem. Taka historia J.

Podsumujmy, więc ile nam wyszło. Nie przetopiono 180 sztuk. Współczynnik zachowania monet SAP to 10%, zatem w tego ciągu wynika, że gdzieś jest 18 monet z awersem w ODMIANIE, 2 z czego dwie już dobrze znamy i podziwiamy. Zgodnie ze skalą rzadkości Emeryka Hutten-Czapskiego, dla tej ilości przyjmuje się stopień R6 i taki właśnie rekomenduje. Zdaje sobie sprawę, że moja historia opiera się na wielu glinianych nogach kilku „kaskaderskich” założeń i braku konkretnych danych. Jednak jest to jednak jakaś próba podjęcia tematu i nie sposób jej nie docenić. A coś mi wewnętrznie mówi, że każdy z 18 posiadaczy dwuzłotówki z awersem M.D.G. gdyby mógł, to uśmiechnąłby się pod nosem czytając ten tekst J. Oczywiście pod założeniem, że monety znajdują się w ogóle z zbiorach a ich własciciele zdają sobie sprawe z unikalności tej odmiany. Zatem podsumowująca tabelka z nowymi danymi.
Nie pozostaje mi już nic innego, niż zaktualizować opis dwuzłotówek w moim „katalogu”. To dobra okazja żeby wykorzystać obustronne zdjęcie nowej monety z błędem M.D.G. Coś mi mówi, że będzie ozdobą wielu przyszłych katalogów monet SAP J.

2zł 1775

24.j– ODMIANA 1
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Rewers napis otokowy XL.EX.MARCA (E.-B. / 8. GR.) PURA.COL.17 75.
Nakład łączny rocznika = 488 615 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 99,96% = 488 435 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R1

24.j2– ODMIANA 2
Awers napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.G.
Rewers napis otokowy XL.EX.MARCA (E.-B. / 8. GR.) PURA.COL.17 75.
Nakład łączny rocznika = 488 615 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 0,04% = 180 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R6

To tyle na dziś. Ten wpis był nieco krótszy, ale mam nadzieję, że się podobał i warto było się z tym materiałem zapoznać. Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim miłośnikom monet Poniatowskiego, którzy wspierają mnie i współpracują ze mną po to by kolejne artykuły były coraz lepsze. Aktywna społeczność to jest siła, a każdy wpis na tym blogu kończący się choćby drobnym postępem jest naszym wspólnym dziełem i sukcesem. Mam już pomysł na nowy wpis, zatem nie długo ukaże się kolejny krótszy tekst. Dziękuje i pozdrawiam J.