niedziela, 13 maja 2018

Dwuzłotówka z 1768, czyli przy grillu o numizmatyce SAP

Witajcie na numizmatycznej majówce J. Jak zapowiadałem wcześniej w specjalnym wpisie-apelu, na Waszych oczach biorę się właśnie z numizmatyką okresu Poniatowskiego „za bary” i silę się na próbę opisania tytułowej, wielonakładowej jak na warunki srebra okresu SAP, monety z 1768 roku. O efektach odezwy, w której zwróciłem się do społeczności by w miarę możliwości podsyłać mi przykładowe monety do analizy, napiszę na samym końcu w części gdzie będę wskazywał źródła pozyskania materiału do dzisiejszego tekstu. Jednak już na wstępie mogę zapowiedzieć, że ilość egzemplarzy, jakie zgromadziłem przekroczyła grubo ponad 200 sztuk. Ta ilość na pozór w zderzeniu z nakładem dwuzłotówek z tego rocznika wynoszącym 2,1 miliona wydaje się być kroplą w morzu potrzeb, ale czy na pewno? W końcu według podejścia do ilości zachowanych numizmatów autorstwa chociażby Edmunda Kopickiego, szacuje się średnio z okresu Polski królewskiej nowożytnej, zachowało się do dzisiaj około 10% nakładu monet. To oczywiście ogromne uogólnienie i teza, której nie da się nigdy udowodnić, ale i tak przecież „jakiś współczynnik” przyjąć nam wypada…. Ja co prawda stoję na nieco odmiennym stanowisku, które z grubsza mówi, że okres panowania Poniatowskiego był pod tym względem specyficzny i trudno porównywać go z innymi. Jak powszechnie wiadomo monety SAP zawierały w sobie więcej srebra niż te o porównywalnym nominale bite u naszych sąsiadów. Dlatego też, szczególnie w początkowych latach okresu stanisławowskiego, w najlepsze kwitł przemyt polskich monet za granicę (głównie do Prus), gdzie były masowo przetapiane. Jako poparcie dla tej tezy przytoczę tylko słynny cytat, jakiego używałem w artykule o fałszerstwach: „Oblicza się, że do 1787 roku na 43 mln zł wybitych w srebrze aż 40 mln zł wywieziono za granicę:. Co znaczy, że mennica jak miała surowiec, to z reguły biła „ile fabryka dała” a jednak kruszcowej monety w kraju i tak brakowało. Im więcej wyprodukowano, tym więcej wywieziono. Taka zabawa w „dziada”. Idąc tym tropem oraz dodając do tego doświadczenia, jakie uzyskałem gromadząc materiał do dzisiejszego tekstu, spokojnie można założyć, że monet dwuzłotowych z 1768 zachowało się zdecydowanie mniej. Maksymalnie połowa, a minimalnie ćwierć standardowej ilości, czyli około 2,5% -5% nakładu. Co daje nam „z grubsza” 50 - 100 tysięcy sztuk. To i tak ogromna ilość, która jest głównym powodem tego, że ten rocznik często spotkamy na wszelkiego rodzaju aukcjach.

Zaczynam dzisiejszy tekst specjalnie od tego zagadnienia, żeby nie wracać już do dyskusji o liczbie zbadanych przeze mnie monet. Było ich naprawdę sporo, w granicach 0,3% szacowanego nakładu, który przetrwał do dziś. Co moim zdaniem wydaje się być wystarczającym minimum do tego by na bazie takiej próby spróbować wyciągnąć wartościowe wnioski, które można by przełożyć na całą populacje. Po tym nieco przydługim wstępie natury formalnej, czas na bardziej nieformalną część związaną z czekającym mnie majowym wyzwaniem. Żeby pokazać, w jakich okolicznościach przyrody powstaje dzisiejszy wpis, zapraszam na spojrzenie z przymrużeniem oka na grillowanie-blogowanie J.
No może nie do końca w rzeczywistości jest jak na ilustracji. Nie będę krył, że pierwszy grill w majówkę mam już za sobą, a piszę oczywiście... na balkonie. Eeech, to jest właśnie spoko życie wyluzowanego bloggera w sprzyjającej pogodzie J.

Ok a teraz już na poważnie, jeszcze kilka zdań o wyzwaniu, bo temat do łatwych nie należy. Dwuzłotówka z 1768 to moneta nie tylko o dużym nakładzie, ale także bardzo ciekawa pod względem zmienności stempli, jakim była bita. W starych katalogach, których używałem dawniej, z reguły ten rocznik ilustrowany był dwoma monetami. Tak było dla przykładu w słynnym dziele Karola Plage z 1913 roku „Okres Stanisława Augusta w historii numizmatyki polskiej”, gdzie autor opisał i „narysował” właśnie dwie odmiany. Jedna z inicjałami FS na rewersie a druga z inicjałami IS. To oczywiście znak, że w ciągu trwania roku 1768 i produkcji monet w mennicy nastąpiła zmiana intendenta, który jako techniczny kierownik zakładu, miał prawo umieszczać swoje znaki na bitym tam monetach. Istotnie Fryderyka Sylma (FS) zastąpił na stanowisku Justyn Karol Schroeder (IS), brat probierza pracującego już w stołecznej mennicy. Za Sylmem nie wypada nam tęsknic, bo przecież po utracie posady w Warszawie wrócił do „swoich ukochanych” Prus. Gdzie niemal z miejsca stał się naczelnym fałszerzem na dworze króla Fryderyka II, zaangażowanym w przygotowanie i prowadzenie procesu podrabiania polskich monet. Jak widać nieźle się nam wtedy odpłacił. I to właśnie między innymi do jego „fałszerskiego przedsięwzięcia” szmuglowano srebrne monety SAP za granice. W tym zapewne trafiały się całe beczki wypełnione po brzegi dwuzłotówkami z rocznika 1768. Ok, ale wracając do ilości monet opisanych w katalogach numizmatyki stanisławowskiej, to dopiero publikacja duetu Parchimowicz i Brzeziński rzuciła na to więcej światła. Autorzy wielkiej księgi „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” wyodrębnili, opisali i pokazali na zdjęciach aż 10 odmian dwuzłotówki 1768. Spory postęp opłacili niestety równie dużą ilością błędów, do czego będę jeszcze się odnosił przy okazji popychania dzisiejszego tematu do przodu. W każdym razie, dziś sytuacja jest taka – znamy 10 odmian z publikacji Parchimowicza, jednak w znacznej ilości aukcji i kolekcji, które korzystają z tego opracowania i tak często pojawiają się komentarze - „nienotowana”. To pierwszy ślad, że 10 monet z pewnością nie wyczerpuje całego zagadnienia.

Dla mnie jednak najistotniejszą zmienną, która wręcz zmusiła mnie do popełnienia dzisiejszego wpisu była moja własna, drobna przecież kolekcja. Mam tych monet w sumie 5 sztuk i wyobraźcie sobie, że aż przy 4 z nich widnieje adnotacja -„nienotowana w katalogu”. Tak dłużej być nie może i już dawno postanowiłem to zmienić. Jednak nie porywałem się z przysłowiową motyką na słońce. Pomimo tego, że ten temat miałem w głowie jeszcze przed założeniem bloga, to czekałem z pisaniem na odpowiedni moment. Chwilę, w której zdobędę nieco więcej doświadczenia, które pozwoli mi to zrobić sprawnie i na odpowiednio wysokim poziomie. Myślę, że dziś jestem już na to w miarę gotowy. Tylko tyle i aż tyle. A teraz już bez zbędnej zwłoki zabieramy się do roboty, bo jak się zaraz okaże, jest o czym pisać J.

Na początek zaprezentuję zdjęcie przykładowej, bardzo dobrze zachowanej monety dwuzłotowej z 1768 roku. Zrobię to jedynie po to, żeby wskazać elementy po obu stronach krążka, na które będziemy zwracać uwagę i poddawać analizie w dzisiejszym wpisie. Ilustracja poniżej to takie zbiorcze podejście do tematu, które potem stopniowo będę rozwijał.
Jak widać na zdjęciu, trochę tego jest J.  Szczególnie rewers pełen jest zasadzek związanych z wieloma zmiennymi. A zaręczam, że wymieniam tylko te podstawowe, które uznałem za najistotniejsze oraz za ważne, w kontekście wyznaczenie odmian i wariantów. Jestem pewien, że jak już rozkmninimy sobie główne różnice i okaże się, że to nie takie drobne sprawy, to wielu czytelników po przeczytaniu tego tekstu spojrzy na swoje monety zupełnie innym okiem. Ale to za chwilę, będę stopniował napięcie. Awers wydaje się prostszy i tak jest w istocie, więc od niego zaczniemy J.

Na początek sprawdźmy, czego się możemy spodziewać. Kiedy oglądamy dwuzłotówki z 1768 na zdjęciach lub w zbiorach, to awers monety, co do zasady wydaje się być identyczny na każdym egzemplarzu. Jest to jednak tylko złudzenie, gdyż zaręczam, że istnieją drobne acz trudno dostrzegalne na pierwszy rzut oka różnice związane głównie z tym, że przecież nie bito awersu przez cały rok jednym stemplem. Każde narzędzie mimo tego, że przeważnie są do siebie bardzo podobne, posiada jednak swoje drobne indywidualne cechy, które przy odpowiednim skupieniu można wyłuskać. Dość powiedzieć, że na wybicie nakładu liczącego w naszym dzisiejszym przypadku aż 2,1 miliona sztuk zapewne potrzeba było zużyć kilkadziesiąt stempli. Kilkadziesiąt, czyli konkretnie ile? W trzecim roku bicia dwuzłotówek, można uznać, że błędy młodości mennicy zostały pokonane a materiał, narzędzia i metody produkcji były już na odpowiednio wysokim poziomie. Jednak i tak konkretna ilość użytych stempli, jakiej należałoby użyć zależy od zbyt wielu czynników (w tym losowych) by móc z całą pewnością odpowiedzieć na to pytanie. Jedną z dostępnych metod badawczych, którą sam preferuje, jest po prostu policzenie ilości stempli, jakich użyto do wybicia innych, mniej licznych roczników tego nominału i przełożenie wyników tego ćwiczenia na roczniki wielonakładowe. Zróbmy to teraz. Mam to szczęście, że napisałem już o kilku takich rocznikach i teraz tych danych mogę użyć, traktując je, jako pewien rząd wielkości. I tak z wpisów o rocznikach dwuzłotówek 1775 i 1777 wiemy, że średnia żywotność stempla wynosiła w granicach 36,6 – 37,5 tysiąca sztuk monety. Uważam, że można przyjąć dla rocznika 1768 jako nieco wcześniejszego, okrągłą ilość 35 tysięcy. Teraz odnosząc tę liczbę do nakładu 2,1 miliona, uzyskujemy aż 60 sztuk narzędzi. Oczywiście tu należy przypomnieć, że podczas bicia dawnymi metodami, inaczej zużywały się stemple umieszczone u góry a inaczej te u dołu balansjerki. Zwykle przyjmuje się, że wolniej zużywały się stemple umieszczane u dołu, stąd stosowano w tym miejscu te, które trudniej było wykonać, lub których jakość musiała być nienaganna. Z reguły to właśnie na dole lądował awers, jako strona zawierająca oblicze panującego, a więc z gruntu rzeczy „ta ważniejsza”. Nie wiemy jednak o ile wolniej się zużywały i czy w końcówce XVIII wieku, kiedy w użyciu były jeszcze balansowe prasy śrubowe, nadal miało to miejsce. Być może to temat na wpis na bloga w przyszłości, w końcu materiału mam wiele i mógłbym się o to kiedyś pokusić. Szczególnie, że dane wcale nie są takie jednoznaczne. Dla przykładu, z badania dwuzłotówek z rocznika 1775, w których akurat jeden awers był bardziej charakterystyczny (nie ten błędny), można wyciągnąć wniosek, że tego konkretnego stempla awersu użyto do wybicia około 30,5 tysiąca monet. Co o zgrozo jest ilością mniejszą od średniej żywotności stempla rewersu, gdyż w tym roczniku jeden starczał na 37,5 tysiąca monet Podsumowując ten fragment, uznajmy, co następuje. Stempli rewersu w roczniku 1768 jest w granicach 60, a stempli awersu być może nieco mniej, jednak o ile….to dziś, nie podejmuje się tego nawet zgadywać. Uff to problem stempli awersu mamy już za sobą i teraz już wiemy, że…nic nie wiemy J.

Dla nas jednak dzisiaj ważne jest to, że ani wcześniej autorzy w swoich katalogach, ani też ja podczas badania, nie zaobserwowaliśmy żadnych istotnych różnic pomiędzy stemplami awersu z wyjątkiem tej jednej, którą pokazuję na ilustracji poniżej.
AWERS 1 – brak kropki po AUG
AWERS 2 – kropka po AUG

Tym samym przyjmuję, że istnieją jedynie dwa warianty awersów i taką też ilość będziemy stosować w dalszej części analizy. Temat awersów jeszcze wróci, kiedy wraz z rewersami będziemy układali je w odmiany i warianty monet do wyznaczenia i opisania. A teraz przechodzimy do głównego gwoździa programu, jakim jest druga strona krążka.

Przedsmak tego, co nas czeka badając rewersy pokazałem już na ilustracji obszarów do analizy. Można się zastanawiać, jak teraz z tego galimatiasu wielu różnych zmiennych ułożyć logiczną kolejność. Proponuję zacząć od cech najważniejszych, tych najbardziej istotnych z punktu widzenia numizmatyki, które doprowadzą nas najpierw do wyznaczenie odmian a dopiero w drugiej kolejności zając się cała resztą. Zapewne nie będzie głosów sprzeciwu, jeśli za cechę o najwyższej wadze spośród wymienionych na ilustracji, uznam inicjały mincmajstrów. Tak przecież postępował Plage, tak też swój katalog ułożyli Parchimowicz i Brzeziński, tym samym nie ma, co wyważać otwartych drzwi i należy uznać, tą konkretną cechę za kluczową. Od niej zaczniemy naszą podróż po rewersie.

Zmienna nr, 1 czyli inicjały intendentów mennicy tworzą dwie odmiany. Mogą, one co do zasady przyjmować dwojaką formę. Jak już wyżej pisałem mamy tu FS – Fryderyka Sylma zwolnionego ze służby 13 czerwca 1768 oraz IS – Justyna Schroedera, który w tym samym dniu złożył przysięgę i stał się technicznym kierownikiem mennicy. Przy czym inicjały IS są różnie zapisywane, gdyż mamy pośród nich aż trzy warianty interpunkcyjne, które będziemy w dalszej kolejności rozróżniać. Tu temat jeszcze nieskomplikowany. „Schody” dopiero przed nami, więc nie marnując chwil zapraszam na ilustrację przedstawiającą te kluczowe fragmenty rewersów informujące nas o tym, z którą z dwóch odmian mamy do czynienia.
ODMIANA 1 – inicjały FS
ODMIANA 2 – inicjały IS wraz z 3 wariantami interpunkcyjnymi

Podsumowując ten fragment. Inicjały są kluczowymi zmiennymi na rewersie, tworzącymi dwie odmiany. W ramach ODMIANY 2, inicjały Schroedera będą przyjmowały trzy różne postacie, które w dalszej części wpłyną na wyznaczenie konkretnych wariantów rewersu. Idziemy dalej do kolejnej zmiennej.

Drugą, co do ważności zmienną, która standardowo tworzy w mennictwie SAP odmiany jest punca z herbem Polski. Orzeł już nam nieraz w monetach Poniatowskiego nieźle namieszał i dość często jest bohaterem moich wpisów na blogu. Powstało z tego tytułu kilka nowych odmian i wariantów, które nie zostały wcześniej wychwycone i opisane przez zawodowców. Dla przykładu we wpisie o roczniku 1774 również znajdziecie dwa orły, które odkryłem i wówczas nadałem tym „swoim rewelacjom” wagę wariantu. Z taką sytuacją mamy do czynienia również w dzisiejszym przypadku. Mamy dwa orły, a ja nie spotkałem do dzisiaj żadnej publikacji, w której by ktoś przede mną udowodnił, że w ramach tego rocznika mamy do czynienia właśnie z taką odmiennością. Zobaczmy sobie teraz obie punce herbu Korony na znacznie powiększonym zdjęciu.
Jak widać na powyższym zdjęciu z cała pewnością mamy tu do czynienia z dwoma różnymi orłami. ORZEŁ 1 – to starsza punca znana z dwuzłotówek z poprzednich roczników 1766 i 1767. Można ją przypisać czasom zarządu Sylma, gdyż podczas badania okazało się, że to wyobrażenie herbu występuje razem z inicjałami FS. Jest, co prawda kilka stempli „przejściowych” gdzie spotkamy tego orła również na monetach bitych za czasów stawiania inicjałów IS. Jednak to jedynie drobne wyjątki. Natomiast ORZEŁ 2 to nowsza wersja herbu Korony, którą spotkamy nie tylko w znacznej ilości monet z inicjałami IS w 1768 roku, ale również i w innych latach. Z tego, co pamiętam to będzie to podstawowa punca aż do roku 1774.  Podsumowując drugą zmienną – mamy dwa ORŁY, które będą w dalszej części tworzyły warianty rewersu.

a) ORZEŁ 1 – starsza punca z lat 1766-1768
b) ORZEŁ 2 – nowsze narzędzie, znane z lat 1768-1774

Nie zwalniamy i idziemy dalej. Tym razem zapraszam do jednej z najbardziej „widowiskowych” a za razem ważnych czynności podczas badania srebrnych monet SAP, jaką jest liczenie wszelkiego typu listków. To, co dobrze rozpoczęli autorzy najnowszego katalogu monet Poniatowskiego, to skupienie się w dwuzłotówkach na środkowej części lewego i prawego wieńca. Na blogu już niejednokrotnie liczyliśmy listki przy innych rocznikach i teraz znów udamy się w te rejony rewersu i będziemy je rachować. Proszę o skupienie, bo to ważna i użyteczna cecha, którą z powodzeniem można stosować (a nawet trzeba), jeśli będziemy chcieli dowiedzieć się, z jakim wariantem rewersu mamy do czynienia.

Na początek, zanim jeszcze będę pokazywał przykłady na ilustracjach, należy zdać sobie sprawę, że mincerze z XVIII-wiecznej mennicy koronnej w Warszawie maksymalnie utrudnili nam życie. Nie dość, że listki same w sobie na mniej czytelnych monetach, nie są wcale aż takie łatwe do policzenia, to jeszcze istnieje ich wiele różnych rodzajów. Są liście grube i wyraźne, są krzywe i proste, są takie wyglądające normalne, ale występują również „wersje mikro” - ledwie widoczne lub cieniutkie jak włos. Poniżej drobny przykład różnorodności tej bujnej numizmatycznej roślinności J.
Długo męczyłem się by to jakoś ogarnąć i pogrupować w uniwersalny sposób, który nie pozostawi żadnej wątpliwości z iloma liśćmi mam do czynienia. Na początek chciałem je jakoś od siebie odróżnić w zależności od wyglądu i układu, jaki przyjmują. To jest: grube osobno, cienkie oddzielnie a długie jeszcze inaczej... Poległem jednak przy tym jak „Mańka w Czechach” i dałem sobie spokój z takim detalicznym, nikomu nie potrzebnym podejściem. Po licznych próbach okiełznania tego zielnika, uznałem w praktycznych testach, że najlepszą metodą będzie po prostu liczenie tych listków bez względu na to, jakie one są i jak wyglądają. W ten sposób zatrzymam się na poziomie szczegółowości wariantu a nie stempla. I to jest jak najbardziej OK strategia. Dla przykładu układ „3 listki po lewej” będzie się nam prezentował, na kilkudziesięciu różnych stemplach rewersu, w których bardzo często zupełnie odmienny układ, całkiem różnych listków da nam właśnie taki sam efekt. Tym samym, podkreślę to jeszcze raz, bo to ważna informacja – w dzisiejszym tekście ograniczę się do wyznaczenia wariantów stempli rewersu w nie będę podchodził do wyliczenia każdego stempla z osobna. Co nie znaczy, że podczas badania i zliczania tych wszystkich monet nie wyrobiłem sobie zdania, które warianty są bardziej pojemne w stemple, a które to jedynie jedno narzędzie. Fakt, że w sporej grupie wariantów rewersu będzie kilka stempli, które będą pasowały do tego opisu, nie robi już na mnie żadnego wrażenia J.  Dla przykładu, na zdjęciu powyżej można znaleźć 3 wersje układu, który będzie paskował do zmiennej określonej, jako „3 listki po lewej”. W kolejności od lewej będzie to zdjęcie 2,3 i 5.

Ok, ale nie wybiegajmy w przyszłość i zobaczmy, co z tymi listkami. Generalnie jest tego trochę i żeby się nie pogubić podzielmy je na dwie części. Lewe listki policzymy osobno i prawe osobno. Zacznijmy od strony lewej, poniżej przykładowe układy różniące się ilością listków, która jak przypomnę jest w tym obszarze dla nas najważniejszą wartością.
I tak, cecha LEWE LISTKI WIEŃCA przyjmuje cztery możliwości i są to w kolejności:
a) 2 listki
b) 3 listki
c) 4 listki
d) 5 listków

Teraz czas na druga stronę wieńca. Prawe listki rządzą się identycznymi prawami. Też występuje tam spora różnorodność, jeśli o chodzi o ich wygląd jednak również i tu cechą decydująca będzie dla naszego badania będzie jedynie ich ilość. Na kolejnej ilustracji przedstawiam wszystkie zaobserwowane przez mnie możliwości.
Jak widać wyodrębniłem jedynie trzy możliwości. Moja ulubioną jest ta z czterem listkami, gdyż występują tam dwa stemple i akurat posiadam obie monety z taka cechą. Brawo ja J. Podsumowując ten fragment, zmienna PRAWE LISTKI WIEŃCA przyjmuje trzy rodzaje i są to odpowiednio:
a) 2 listki
b) 3 listki
c) 4 listki

Nie uprzedzę pewnie faktów, jeśli powiem, że dla obu stron wieńca największa częstotliwość występowania będą miały warianty rewersu zawierające po 3 listki z każdej ze stron. Ale do tego „kiedyś” dojdziemy.

Teraz skoncentrujmy się na kolejnej istotnej zmiennej, która później przełoży się na warianty monety, czyli na wyglądzie korony umieszczonej nad herbami. To zupełnie pominięta cecha w katalogu Parchimowicz/Brzeziński. Autorzy nie zwrócili uwagi na jakiekolwiek różnice, stąd dziś postaram się nadrobić te zaległości. Szczególnie, że są to cechy na tyle istotne, co nawet nieźle widoczne. Jak zaznaczyłem na zdjęciu wprowadzającym w temat, na koronie występują aż dwie zmienne, które jednak będziemy rozpatrywać zbiorczo. Pierwszą z nich idąc od dołu korony, jest to co nazwałem „kamienie w podstawie” a co tak naprawdę jest klejnotami w koronie. Tak się, bowiem składa, że w roczniku 1768 mamy trzy zdecydowane różnice widoczne gołym okiem. Na rewersach z inicjałami FS mamy do czynienia z drobnymi klejnotami ułożonymi poziomo, natomiast od czasu pojawienia się nowych inicjałów intendenta IS, ten fragment się stopniowo zmienia. Punca służąca do tworzenia tego elementu korony stopniowo na kolejnych stemplach zostaje zastąpiona nowymi wyobrażeniami, w którym drobniejsze kamienie ułożone są w dwóch odmiennych sekwencjach. W pierwszym odmiennym układzie, po jednym większym klejnocie następują cztery mniejsze ułożone po dwa w pionie i poziomie… i tak dalej. Z czasem jednak ta cecha zmienia się jeszcze raz, a sekwencja wygląda tak: po jednym większym klejnocie następują dwa mniejsze ułożone w pionie…i tak dalej. Te cechy pokazuje w powiększeniu na ilustracji poniżej.
Zakładam, że różnice są dobrze widoczne i nie ma, co do tego wątpliwości, że występują. Nieco mniej intuicyjny jest układ środkowy 1- 4 – 1 a to z tego względu na to, że 4 drobne kamienie rzadko dobrze mieszczą się w podstawie korony i czasem trzeba naprawdę dobrze się przypatrzeć by to wyłowić. W każdym bądź razie, na obiegowych monetach wyglądają najczęściej "prawie" jak te umieszczone poziomo, ale są jakieś „takie krzywe” i po tym idzie je łatwo rozpoznać. Ale na szczęście nie tylko po tym J.  

Teraz przejdźmy w górę korony, bo jak się okazuje nie wszystkie królewskie nakrycia głowy posiadają „pałąki u góry”. Nie wiem jak nazywa się ten element, jeśli w ogóle ma swoją nazwę. W opisie monet spotykałem słowo „pałąk”, więc i ja je teraz zastosuje do opisu tej dodatkowej zmiennej. Poniżej prezentuje dwie korony, jedna z nich nie posiada pałąków.
Na zdjęciu widać bardzo wyraźnie, że są to w istocie dwie zupełnie odmienne punce górnego elementu korony. Jedna z nich zawiera pałąki a w drugiej ich nie doświadczymy. To jednak nie koniec, bo jak się okazuje korona w wersji bez pałąków, łączy się jedynie z podstawą z klejnotami ułożonymi w sekwencji 1-4-1. Zatem „kamień spada mi z serca” bo oto mamy drugą zmienną, która już bardzo łatwo pozwoli nam wychwycić ten mniej intuicyjny typ. Tu warto dodać, że róznic pomiedzy koronami jest więcej o czym wnikliwy obserwator może sam przekonać się już za chwilę.

Podsumowując ten fragment, w koronie mamy łącznie 2 dobrze widoczne zmienne jakie rekomenduje do obserwacji, które w sumie tworzą 3 odmienne warianty korony. I to właśnie ta ilość, będzie elementem naszej dalszej analizy. Poniżej prezentuje wszystkie trzy możliwości.
I tak, jak pokazałem na ilustracji w dalszej części tekstu będę posługiwał się trzema wariantami KORONY, jakie zaobserwowałem w dwuzłotówkach rocznika 1768. Będą to odpowiednio:
a) KORONA 1 -> klejnoty ułożone poziomo i pałąki
b) KORONA 2 -> sekwencja klejnotów 1-4-1, bez pałąków
c) KORONA 3 -> sekwencja klejnotów 1-2-1 i pałąki

Ale to jeszcze nie wszystko i idziemy dalej, do kolejnej zmiennej cechy rewersu, jaką proponuje brać pod uwagę. Mowa tu oczywiście o prawej gałązce wiązania wieńca, która jest cechą znaną w mennictwie SAP, wymienianą w najnowszym katalogu oraz z reguły bardzo dobrze widoczną. Zatem nie powinno być problemów i czeka nas w miarę łatwa zmienna.

Prawy koniec gałązki na wielu stemplach monet Poniatowskiego jest elementem, którym medalier przygotowujący stempel wykorzystywał do wprowadzenia zmian w kompozycje rewersu. Znamy to nie tylko z dziś opisywanego rocznika dwuzłotówek, ale również z innych monet i to nie tylko w tym nominale. Tajemnicą pozostaje powód, dla którego prawa gałązka umieszczana była raz nad wstęgą, na której wisi order Orła Białego, a innym razem pod nią. Oczywiście, co do zasady, najczęściej spotykana wersja jest umieszczenie tej gałązki nad wstęgą i właśnie taki układ możemy traktować, jako standardowy. W przeciwieństwie do mniej licznych przypadków, gdy działo się odwrotnie. Tak też będzie w dziś w badanym roczniku, ale do tego dojdziemy w dalszej części. Teraz pozostaje mi jedynie zaprosić na kolejną ilustrację, na której ukazuje te dwa układy.
Zatem kolejna cecha, która będzie odpowiedzialna za występowanie różnych wariantów rewersu to wiązanie wieńca, a właściwie PRAWY KONIEC GAŁĄZKI, który przyjmuje dwie pozycje:
a) nad wstęgą
b) pod wstęgą

Na koniec opisu tej cechy musze jeszcze wspomnieć, że w swojej analizie akceptuje różne wymiary samych gałązek oraz ich zmienne ułożenie, które oczywiście nieco różni się pomiędzy poszczególnymi stemplami. Jednak jak pisałem, nie będę opisywał tej dwuzłotówki z dokładnością do stempla a jedynie do wariantu. I uznaje, że taki stopień szczegółowości, jaki przyjmuje jest OK, gdyż nie zabija radości z posiadania monety i badania, do jakiego wariantu należy.

Czas na ostatnią zmienną z wymienionych na początkowej ilustracji. Tym razem to prosty temat związany z interpunkcją po wyrażeniu GR (groszy). Tu znów mamy jedynie dwie możliwości. W starszych stemplach używanych do bicia dwuzłotówki za czasów rządów Fryderyka Sylma, po GR nie ma kropki na żadnym z rewersów. Po zmianie kierownictwa zakładu, z czasem następuje zmiana podejścia do tego elementu i pojawia się kropka. Jednak zanim się pojawia, to także z inicjałami IS istnieje kilkanaście wariantów rewersu, w których tej kropki po GR jeszcze nie ma, stąd trzeba będzie mieć baczenie na ta cechę przy badaniu stempli użytych za czasów mincmajstra Schroedera. Spójrzmy jak wygląda ten element na rewersie w większym przybliżeniu.
Jak widać, tu nie ma wielkiej komplikacji, kropka po GR  albo jest albo tez jej nie ma.
a) brak kropki po GR
b) kropka po GR.

Czas na podsumowanie wszystkich cech, jakie dotychczas opisałem po obu stronach krążka. Na awersie mamy tylko jedną zmienną związana z interpunkcją po wyrażeniu AUG. Na rewersie już tak łatwo nie jest. Kluczową cechą tworzącą dwie odmiany są inicjały intendentów mennicy FS i IS. Następnie występuje szereg istotnych zmiennych o mniejszym znaczeniu, tworzących wspólnie różne kombinacje, które przełożą się na warianty rewersu w ramach danej odmiany. Przypomnę tylko, że tymi cechami są: zmienne punce orłów i koron, ilość listków w środkowej części po obu stronach wieńca, ułożenie prawej gałązki wiązania wieńca oraz interpunkcja po inicjałach i wyrażeniu GR. Jak się zapewne domyślacie, taka ilość zmieniających się w różnym czasie czynników, skutkuje sporą ilością możliwości ich występowania na monetach. I tu właśnie jest cała zabawa J. Nie poruszam zupełnie trzeciej strony monety, jaką jest jej rant. Podczas badania miałem w ręku kilkadziesiąt egzemplarzy, w tym sporo bardzo dobrze zachowanych sztuk i mimo poświęconej temu uwagi, nie doszukałem się istotnych różnic w tym elemencie. Rant w całym roczniku wygląda dość podobnie. To znany z innych roczników ozdobny motyw następujących po sobie liści. Czasem miałem wrażenie, że na jednych egzemplarzach jest bardziej centralny na innych nieco ukośny, jednak trudno kwalifikować swoje wrażenia i wchodzić aż w takie detale. W każdym razie ja w dzisiejszym tekście tego nie rekomenduje.

I tu urywa się tekst L. Właśnie zorientowałem się, że napisałem już 16 stron tekstu a dotarłem zaledwie do połowy artykułu. Nie chcąc nadwyrężać cierpliwości czytelników oraz masakrować swojego nieco przytępionego już ciągłym pisaniem skupienia, postanowiłem zakończyć dzisiejszy tekst właśnie w tym miejscu. Będzie oczywiście ciąg dalszy J. Niezwykle interesujący (mam nadzieję) dla miłośników monet Poniatowskiego, w którym wszystkie dziś wymienione cechy i zmienne w końcu ułożą się w spójne odmiany i warianty dwuzłotówki 1768. Co z kolei będzie podstawą do przeprowadzenia analizy ilościowej każdego wariantu by oszacować jego nakład oraz zaproponować nowe podejście do stopinia rzadkości. Ja już to wiem, mam wszystko przygotowane i policzone w excelu, jednak zdaję sobie sprawę, że atrakcyjne opakowanie tej wiedzy to połowa sukcesu bloga, a to wymaga ode mnie czasu i energii J.  Zapowiada się ciekawie i myślę, że warto poczekać te kilka dni, do drugiej części, która odsłoni wiele nieznanych tajemnic. Dziękuję za doczytanie do tego miejsca i zapraszam już niebawem J.

W dzisiejszym wpisie wykorzystałem zdjęcia i informacje z niżej wymienionych źródeł:  Władysław Terlecki „Mennica Warszawska”, Mieczysław Kurnatowski „Przyczynki do historyi medali i monet Polskich bitych pod panowaniem Stanisława Augusta”, Karol Plage „Okres Stanisława Augusta w historii numizmatyki polskiej”, Janusz Parchimowicz i Mariusz Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, Muzeum Narodowe w Warszawie, katalogi i archiwa aukcyjne krajowe i zagraniczne – między innymi: Warszawskiego Centrum Numizmatycznego,  Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka, Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka, Warszawskiego Domu Aukcyjnego, Gdańskiego Domu Aukcyjnego, Poznańskiego Domu Aukcyjnego, Podlaskiego Gabinetu Numizmatycznego i Allegro. Materiał zdjęciowy do analiz pochodzi również z serwisów i stron internetowych, takich jak Numimarket, acesearch, zbior.com, Violity czy MyViMu oraz wielu innych wyszukanych za pomocą narzędzia google grafika. Osobno dziękuję miłośnikom numizmatyki okresu SAP, którzy podzielili się ze mną zdjęciami monet pochodzących z własnych zbiorów i źródeł.

1 komentarz:

  1. Wszystko co znalazłem na tym blogu jest mega ciekawe.Szkoda że dopiero dziś wpadłem na tego bloga.

    OdpowiedzUsuń