wtorek, 20 listopada 2018

Półtalar z 1788 część II, ale czy ostatnia?


Dziś zapraszam na kontynuacje wpisu o najczęściej spotykanym roczniku półtalarów Stanisława Augusta Poniatowskiego. W poprzednim wpisie skoncentrowałem się głównie na ogólnej charakterystyce półtalarów z rocznika 1788 oraz na pokazaniu najważniejszych cech, jakimi te monety różnią się pomiędzy sobą. Teraz czas wykorzystywać tę wiedzę do wyznaczenia wariantów. Zapowiedziałem również, że udało mi się namierzyć egzemplarze bite stemplami nieopisanymi jeszcze w literaturze. Dzięki temu, do 4 wariantów, jakie w tym roczniku pokazali nam autorzy najnowszego katalogu monet SAP mam w planach dodać kolejne 2. I to będzie dziś moje główne zadanie i w sumie jedyne bardziej wymagające zagadnienie, jakie będę rozwijał w dalszej części tekstu. W końcu nowościami w numizmatyce okresu Poniatowskiego stoi mój blog i jest to dla mnie zawsze najmilsza część roboty, kiedy uda mi się coś nowego ustalić. Wiem z kliku informacji od czytelników, że są pośród nich i tacy, którzy czekają nie tylko na nowe warianty, ale również na wyniki z badań ilościowych. Oni tez powinni wyjść zadowoleni, bo w dalszej części oczywiście porównamy ze sobą wszystkie znane warianty by określić szacunkowo ich stopień rzadkości. Może się, zatem okazać, że nie taki popularny jest ten półtalar jak go malują i istnieją takie monety, które zyskają na znaczeniu a może nawet i wartości. Oby to były właśnie te, które posiadacie w kolekcji J. A teraz już ilustracja na dobry początek z niespodziewaną zachętą do dalszego pisania J.
Dziękuję Panie Sławomirze! Na dobre słowa z Pana ust zawsze można liczyć. W końcu to Pan tak pięknie śpiewa o szampańskiej miłości w Zakopanem, czy o niesfornym zaroście swojej małej. Niezmiernie mi miło, że dziś tak niespodzianie zagościł Pan tu u mnie na blogu. Przyznam, że wcześniej nie śledziłem dostatecznie mocno Pana twórczości i nie jestem na bieżąco. Ale teraz to się zmieni. Zrewanżuje się numizmatycznym życzeniem. Oby półtalary SAP z 1788 roku, jakie być może Pan posiada w słoiku zakopanym gdzieś na swoim ranczu, po ich wydobyciu za 10 lat, okazały się najbardziej błyszczące ze wszystkich i otrzymały bez problemu za wielką wodą noty po MS64 albo nawet i lepiej J. No i pozdrowienia dla kolegi, bo fajne z Was chłopaki. No nie...Jednak po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że całkiem prawdopodobne jest to, że coś pomyliłem i to nie TEN Sławomir i TEN Zenon do mnie ostatnio napisali z pytaniami o dalsze losy półtalarów. Ale kto ich tam wie, może się tylko maskują tym całym disco-polo a w rzeczywistości, śledzą każdy mój wpis z wypiekami na twarzy J. I tak, po tej ogromnej porcji wzajemnych uprzejmości, nie pozostaje mi już nic innego, jak skończyć te głupie żarty i przejść w końcu do rzeczy.

I tak, jak już ustaliśmy w pierwszej części, dla półtalarów z rocznika 1788 mamy po kilkanaście stempli z obu stron. Na awersie, jako na stronie portretowej zgodziliśmy się, że pomiędzy stemplami nie występują istotne różnice, które można by określić, jako osobne warianty. Dlatego też umawiamy się, że z kolekcjonerskiego punktu widzenia awers jest jeden i tak go właśnie nazwałem – AWERS 1. Z kolei stempli rewersów zawierających istotne różnice naliczyłem w pierwszej części tekstu aż 6. Nie kombinując wiele, ponumerowałem je w ten sposób, że cyfry od 1 do 4, otrzymały warianty powszechnie znane i opisane w katalogu duetu Parchimowicz/Brzeziński. Natomiast numery 5 i 6 są nowe i jako takie, czekają na powszechne uznanie. I tu jak ulał pasuje mi umieścić pierwszą tabelkę, podsumowującą powyższe ustalenia. Nowe warianty oznaczyłem tradycyjnie zgodnie z nomenklaturą występującą w katalogu, czyli kolejną wolną cyfrą i znakiem zapytania. Tak właśnie powstały warianty znane od teraz, jako 31.a4? i 31.a5?.
Zanim przejdę do kolejnych analiz i zestawień, czas na kilka zdań na temat nowo odkrytych wariantów. O pierwszego z nich, oznaczonego numerem 5, walczyłem długo i zawzięcie na ostatniej, pamiętnej 6 aukcji Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka. To właśnie tam, analizując sobie sporo wcześniej monety Poniatowskiego przyjęte do sprzedaży, po raz pierwszy dostrzegłem tą zaskakującą odmienność stempla rewersu od wszystkich wcześniej znanych mi egzemplarzy. Nie będę krył swojej radości, albowiem wpis o tym roczniku półtalarów miałem już zaplanowany, jako ten kolejny do napisania i taki szczęśliwy przypadek zdecydowanie podniósł moją chęć by się z tym tematem zmierzyć na blogu. Pisałem już o tym trochę przy okazji opisu aukcji, ale teraz powtórzę, że również Marcin Żmudzin z GNDM opisując tą monetę dostrzegł jej potencjał. Nie jest to, więc już żadna tajemnica i od dnia opublikowania katalogu aukcyjnego, kto chciał to mógł się z tym faktem zapoznać a nawet oswoić. W każdym razie mi przypadł w udziale ten zaszczyt, by jako pierwszemu o tym konkretnie napisać i nadać tej niezwykłej monecie kolejny numerek. Tym sposobem trzymając się nomenklatury z katalogu, WARIANT 5 otrzymał oznaczenie 31.a4?. Poniżej zdjęcie całego rewersu tego interesującego półtalara, którego wyjątkowość doprowadziła do powstania nowego wariantu.
Podsumowując ten fragment, o istnieniu piątego wariantu dowiedzieliśmy się dzięki wystawieniu monety na aukcji. Moja zasługa w tym odkryciu jest jak widać żadna. Nie znam niestety szczegółów jego proweniencji i nie wiem, jaką drogę przebył od dnia wybicia do naszych czasów. Ponieważ egzemplarz jest zapuszkowany w slab NGC z oceną MS63 to należy uznać go za menniczy, co jednoznacznie świadczy o tym, że zamiast trafić do obrotu, został odłożony jeszcze w czasach SAP. To fakt, moneta jak na swój wiek wygląda bardzo świeżo i dobrze. Można by nawet uznać, że „za dobrze. I tym sposobem już na wstępie, z umiarkowaną wiarą w profesjonalizm amerykańskiej firmy dokonującej oceny starej polskiej monety, zastanawiałem się przez chwilę, czy ta piękna moneta, aby na pewno jest… oryginalna. Nie podważam oczywiście bezpodstawnie ocen zawodowych numizmatyków, ale chciałem zwrócić uwagę, że grading odgradzając nas fizycznie od krążka, w pewien istotny sposób ogranicza możliwości potwierdzenia tego istotnego faktu. Gdyby można było ją wyjąć, zważyć i dokładnie przenalizować rant, to można by było być tego w 99,9% pewnym. Często to właśnie te dwie zmienne przynoszą nam ważne informacje. Spróbujmy to teraz potwierdzić zdalnie. Okazuje się, że i na to w XXI wieku jest pewna rada. Jeśli chodzi o wagę, to w sumie jej nowy właściciel może sobie zważyć posiadany slab i porównać go z wagą pustego opakowania NGC bez monety. Zakładam, że łatwo taką wiedzę uzyska od firmy zajmującej się puszkowaniem czy nawet znajdzie ją gdzieś w internecie, bo w końcu to nie żadna tajemnica.  A co do rantu? Akurat slaby NGC dają nam pewną szansę spojrzenia na trzecią stronę monety. Zaproponuje czytelnikom bloga niezłe rozwiązanie. Mamy fart, gdyż przed aukcją powstał przecież specjalny filmik promocyjny z tą monetą w roli głównej, w którym na kilku ujęciach można kątem oka dostrzec, że analizowany półtalar posiada jednak rant napisowy. Co prawda nie widać go jakoś super dokładnie, ale na 100% są tam „jakieś litery”, a to już w znacznym stopniu powinno uspokoić moje wcześniejsze rozterki. Tych wątpliwości sam wyzbyłem się przed licytacją, dzięki temu, że osobiście obejrzałem monetę przed aukcją. Analizując rewers na żywo zwróciłem baczną uwagę na sporą rysę świadcząca o pęknięciu stempla, co zdradza typowe objawy uszkodzeń menniczych znanych z innych monet SAP. A ta obserwacja może pośrednio wyjaśniać prawdopodobny niski nakład monet bitych tym konkretnym narzędziem Jak widać warto poświęcić swój czas na bliższe zapoznanie się z monetami i to nawet tymi w trumienkach. A dla potomnych, wklejam tu ten krótki film z omawianym półtalarem, który dodatkowo został okraszony bardzo wartościowym komentarzem Damiana Marciniaka.
Pewnie wydaje się Wam dziwne, że w ogóle podniosłem temat oryginalności tej niecodziennej monety. Ale w takich przypadkach, kiedy po 250 latach wypływa gdzieś do sprzedaży nigdzie wcześniej nienotowany stempel, to zawsze warto przeanalizować go pod tym kątem. I to, jako pierwsza czynność. A jeśli dodatkowo, ten nowy „wynalazek” dotyczy monety dużej i drogiej, która na „domiar złego”, ukazuje się nam, jako menniczy egzemplarz, to już obowiązkowo wypada na wstępie ją dobrze zweryfikować. I żeby nie być gołosłownym, to w dalszej części tekstu okaże się, że miałem pewne powody ku temu, żeby doszukiwać się jej nieoryginalnego pochodzenia J.

I tak, przechodzimy do drugiej nowalijki, czyli biorę na warsztat WARIANT 6. Za odkryciem monety, która posłużyła mi za wzór do wyznaczenia kolejnego rewersu oczywiście czai się pewna dłuższa i niezwykła historia. Najważniejsze fakty są takie, że dzięki uprzejmości załogi Gabinetu Monet i Medali Muzeum Narodowego w Warszawie, w osobach Panów Andrzeja Romanowskiego i Jerzego Rekuckiego, którzy z sympatią tolerują moje kwerendy, mam niezwykłą szansę przebadania zgromadzonego tam zbioru numizmatów SAP. Do tego typu analiz przystępuję z reguły na długo przed publikacją tekstu na blogu, by bez pośpiechu opracować materiał, wszystko sobie dobrze przemyśleć i poukładać w głowie. Tak zrobiłem również w przypadku publikowanego dziś wpisu. Przy okazji kwerendy zbadałem zbiorczo półtalary z 1788 wraz z innymi nominałami i rocznikami, które już niedługo zagoszczą na blogu. W każdym razie, podczas tej wizyty, zlustrowałem w muzeum wszystkie 31 egzemplarzy półtalarów znajdujących się w zbiorze, niczego szczególnego przy okazji nie znajdując. Dopiero po jakimś czasie, podczas analizy zebranego materiału zdjęciowego i notatek zauważyłem, że jeden z egzemplarzy nie pasuje mi do całej reszty. I tu zaczyna robić się ciekawie. Tak się złożyło, że była to akurat moneta, która jest opisana, jako… falsyfikat. A tak! Moneta nie jest oryginalna i to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Dlatego właśnie będąc w MNW nie zainteresowałem się nią jakoś szczególnie i jedynie pobieżnie jej się wówczas przyjrzałem. Błąd! Krążek, co prawda trzyma w miarę średnicę oryginału, jednak już waga 12,75g zdradza, że jako sztuka zachowana w menniczym stanie, powinna co do zasady być wykonana zgodnie z ordynacją menniczą obowiązująca w 1788 roku. Dla przypomnienia, oryginał powinien ważyć około 13,78g srebra próby 0,812. Waga niższa o ponad 1 gram i ten charakterystyczny odcień metalu sugeruje, że mamy prawdopodobnie do czynienia ze stopem cyny lub cynku. Zobaczmy teraz REWERS 6 w pełnej krasie.
Ładna sztuka, co nie J. Ale to nie wszystko… Jak widać na zdjęciu (co jeszcze potwierdziłem z fachowcami z muzeum), ta niezwykła moneta to nie jest odlew. Z dużą dozą prawdopodobieństwa została wybita oryginalnymi stemplami półtalara rocznika 1788. Jak się okazało po bliższych analizach, można założyć, że ten egzemplarz został odbity później, nieco już zardzewiałym stemplem, na co wskazują niedoskonałości szczególnie dobrze widoczne na rewersie koło cyfr daty i oznaczenia próby 20 7/8. Koronnym argumentem potwierdzającym, że nie jest to oryginalny wyrób z mennicy warszawskiej jest brak rantu napisowego. To znana cecha numizmatów, które odbijano w XIX wieku w Petersburgu, gdzie podczas zaborów dysponowano stemplami monet SAP wywiezionymi z Warszawy po zamknięciu polskiej mennicy. Zaborcy albo nie posiadali kompletu stempli rantów, albo też je mieli, ale nie zwracali uwagi na detale lub też, technicznie nie potrafili ich użyć. Efekt jest taki, że rant jest płaski. Podsumowując ten fragment, REWERS 6 to niezwykłe odkrycie, gdyż występuje na egzemplarzu, który dobito w XIX wieku i całkiem możliwe, że próżno jest szukać egzemplarzy oryginalnych wybitych takim stemplem w mennicy warszawskiej. Ale tego na 100% nie wiemy, więc uznałem, że skoro oryginalny stempel istniał, to warto wyznaczyć kolejny wariant z nadzieją, że kiedyś uda nam się namierzyć „normalną” sztukę, do której oryginalności nie będzie uwag. Poszukiwania źródeł pozyskania tej sztuki do muzeum niestety nie dały zadowalającego efektu. Wiemy tylko tyle, że to „przedwojenna robota”. Szczegółowe dane o źródle jej pozyskania zaginęły podczas wojennej zawieruchy. Wiadomo jednak, że moneta została przyjęta do muzeum w pudle, w którym znajdowało się w sumie 58 monet, 5 medali, 4 odznaczenia Virtutti Militari, 1 żeton i 8 sztonów do gry. Doborowe towarzystwo J.

Ale to jeszcze nie koniec tej historii J. Żeby było jeszcze bardziej zagadkowo, to do tak rozpalonego ogniska tajemnic doleję kilka flaszek oliwy. Otóż wydaje mi się, że nie tylko Muzeum Narodowe w Warszawie posiada u siebie taki „podejrzany” egzemplarz. Przygotowując się do napisania tego tekstu i przeglądając archiwum aukcyjne Allegro, dostrzegłem podobną monetę sprzedawaną tam kilka lat temu. Rewersy 5 i 6 można rozpoznać już na pierwszy rzut oka, bo dolny prawy liść wieńca ustawiony jest wyżej niż na standardowych monetach i wyraźnie celuje w literę „P”. Wspomnianą oliwą wlewaną do ognia niech będzie fakt, że monetę sprzedawała wówczas osoba kryjąca się pod nickiem @berzu, którego konto zostało na tym portalu zablokowane. Przeglądając historyczne aukcje i asortyment sprzedawanych monet przez tego użytkownika, doszedłem do wniosku, że całkiem możliwym powodem tej blokady była po prostu sprzedaż falsyfikatów. Dolewając do ogniska kolejną porcję oliwy, dodam przy okazji, że egzemplarz półtalara sprzedawany na Allegro był dodatkowo…zapakowany w slab z oceną MS 67 J. Niestety dostępne we wspomnianym archiwum zdjęcia z tej aukcji są niskiej jakości. Ale i tak można na nich dostrzec, że kolega @berzu z reguły sprytnie ukrywał szczegóły dotyczące sprzedawanych slabów. Można to prześledzić, gdyż w sieci zachowało się więcej podobnych aukcji jego autorstwa. Jak dla mnie to standardowy proceder wspierający sprzedaż podróbek. Poniżej prezentuje fotkę tego niezwykłego półtalara, w formie i jakości jaką udało mi się pozyskać.
 I co o tym powiecie? Być może, ktoś z czytelników posiada w swoim archiwum lepsze zdjęcia, to bardzo proszę o przesłanie mailem na moją skrzynkę monetysap@gmail.com . Skoro @berzu był w posiadaniu swojego egzemplarza, to może nie jest to aż taka muzealna rzadkość i te (zakładam) stare odbitki, żyją gdzieś swoim życiem. Uważam, że ten egzemplarz został odciśnięty tymi samymi stemplami, co fałszywa moneta z MNW. Do tego, tu również widoczne są wyraźne ślady „problemów” z tłem monety, które sugerują odbicie skorodowanymi stemplami. Trudno posługując się takim zdjęciem uzyskać 100% pewność, ale subiektywnie wydaje mi się, że ilość wżerów jest nawet większa niż na egzemplarzu z muzeum. Szczególnie widoczne jest to na awersie, bo na monecie z MNW było ich tam zdecydowanie mniej. Rantu niestety nie widać, ale nie spodziewałbym się na nim napisu FIDEI PUBLICAE PIGNUS. Czyżby, więc te stemple były nadal w użyciu gdzieś w Rosji? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Jednak to ciekawe zagadnienie i mam nadzieję jeszcze kiedyś to ustalić i tu tą informację dopisać. Wynotowałem sobie ze starych opisów aukcji adres maila i numer telefonu do kolegi @berzu i jak się uda skontaktować to poszukam odpowiedzi u źródła. Jak widać, z tym 6 wariantem to bardzo skomplikowana i tajemnicza historia J. Dlatego też w kontekście ewentualnego falsyfikatu interesowała mnie również moneta z rewersem 5 sprzedawana ostatnio na aukcji GNDM. Nie będzie pewnie tajemnicą, że oprócz podanych wyżej 3 przykładów, takie warianty nie wystąpiły ani razu w przebadanej przez mnie próbie niemal 300 monet. Znaczy to, że są to okazy wyjątkowe a co za tym idzie… podejrzane J. Mam nadzieje, że teraz to już całkiem jasne.

OK, a jak już puściłem farbę o niezwykłości WARIANTÓW 5 i 6, to wypada teraz pokazać kolejne tabelki i zestawienia. Zacznijmy od próby. Do analiz ilościowych udało mi się zgromadzić 279 egzemplarzy półtalara z 1788. To spora ilość monet do analizy, a za razem jedna z największych prób w historii bloga. Dlatego też zakładam, że uzyskane dane mimo tego, że będą jedynie estymacją, to jednak w miarę dokładnie opiszą stosunek występowania poszczególnych stempli tej efektowanej monety. Zastanawiałem się przy okazji nad wyjątkową ilością zachowanych egzemplarzy i doszedłem do wniosku, że oprócz oczywistych powodów tego stanu rzeczy, jak choćby stosunkowo wysoki nakład, muszą istnieć jakieś dodatkowe czynniki. Jeśli miałbym zaryzykować jakąś tezę, to postawiłbym na to, że te doskonale skomponowane monety obiegały w czasach euforii dokonań Sejmu Wielkiego i z uwagi na to, być może były w większym stopniu odkładane, jako pamiątki. Tym samym ziściłaby się sentencja wybita na rancie półtalara brzmiąca FIDEI PUBLICAE PIGNUS, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „rękojmia publicznego zaufania”. Ludzie ufali wysokiej próbie srebra i kto mógł sobie na to pozwolić, to chętnie zachowywał te grubsze królewskie monety, co nasiliło się szczególnie w obliczu utraty niepodległości. Zapewne wiele takich egzemplarzy, których mimo procesu wywoływania monet SAP z rynku nie zdecydowano się wymienić w kantorach, wylądowało w rodzinnych skarbcach. Niektóre z nich, po dolutowaniu zawieszek, kończyły nawet, jako patriotyczne wisiory. Ale, o tym planuję napisać osobny tekst, co powinno mi się udać przy okazji ostatniego rocznika talarów, który jest zaplanowany na pierwsze miesiące przyszłego roku. I z tego tytułu, że monet z 1788 roku zachowało się wyraźnie więcej, to współczynnik „przeżycia” nakładu monet SAP do naszych czasów, ustawiony zwykle na poziomie 10%, tym razem wyjątkowo zostanie przeze mnie podwojony do 20% nakładu. I takie dane będą w kolejnych tabelkach.

Ale zanim o tym to w pierwszym ruchu sprawdźmy, jaki był rozkład procentowy wariantów w badanej próbie 279 egzemplarzy. Te dane zostały zebrane w poniższym zestawieniu.
I tak, jak widać niemal połowa monet, jakie były obiektem moich analiz należała do WARIANTU 1. To sprawia, że na pierwszy rzut oka, mamy jeden wariant bardzo popularny (ten z szeroka wstęgą dotykającą skrzydła orła), dalej mamy dwa warianty „średnie”, oba po 24% udziału oraz na koniec, wyłaniają się 3 wyraźnie rzadsze. Z tych oczywiście to te 5 i 6 są spotykane najrzadziej. W tym aspekcie bardzo interesującym wariantem okazuje się WARIANT 2, który należy do 4 opisanych w katalogu a jest wyraźnie mniej popularny od pozostałych, których zdjęcia również widnieją w tej publikacji. I to chyba najważniejsze informacje, które można odczytać z tego zestawienia. Tu, warto dodać, że ja podczas swoich badań nie analizowałem zbyt dokładnie awersów. Stąd można śmiało założyć, że do wybicia 46% nakładu monet z REWERSEM 1 mogło zostać użytych kilka różnych stempli awersów i jak ktoś ma ochotę ich poszukać, to jest tu jeszcze jakaś drobna nisza do ustalenia.

Teraz jak to zwykle bywa, zadziała czysta matematyka i powyższe procenty podstawimy do znanego nam nakładu całego rocznika, wynoszącego przypomnę 76 419 egzemplarzy. Ten zabieg pozwoli nam zwizualizować sobie szacunkowo, ile sztuk monet wybito z każdego wariantu. Chciałem napisać „opuściło mennicę:, ale przecież WARIANT 6 nie jest aktualnie znany w oryginale, więc być może nigdy żadna sztuka z tym rewersem nie została wyprodukowana w stołecznym zakładzie. No to popatrzmy na te liczby.
Estymacja nakładów oczywiście wygląda nieco dziwnie, szczególnie w przypadkach, gdy znamy 1 czy 2 monety. Tu błąd może być spory. Jednak pierwsze 4 warianty powinny mniej więcej „trzymać poziom”. Ostatnim zestawieniem będzie estymacja stopnia rzadkości przy użyciu skali autorstwa Emeryka Hutten-Czapskiego, jaką stosuję dla historycznych monet polskich. Tu jeszcze raz przypomnę, że w związku z dużą ilością dostępnych monet, wyjątkowo zakładam „przeżycie” do naszych czasów aż 20% oszacowanego powyżej nakładu. Ok, teraz wypada już tylko pomnożyć nakład przez współczynnik przetrwania 0,2 i uzyskany wynik porównać ze skalą. Tak uczyniłem, ale po chwili jednak nieco zmodyfikowałem te wyniki i oto przedstawiam efekty.
Modyfikacja, jaką zrobiłem, to obniżenie stopnia o jeden dla WARIANTU1, gdyż matematycznie „załapał” się jeszcze na R2, a wydaje się zasadne by odróżnić go od o połowę mniej spotykanych monet wariantów 3 i 4. Dla wariantów 5 i 6 przydzieliłem jednakowy stopień, który wynika z użytej skali. Jednak przy 3 zaobserwowanych egzemplarzach, trudno jest zakładać, czy jaki poziom jest tym rzeczywistym. Może kiedyś do tego jeszcze wrócę, ale na dziś to musi wystarczyć. Na swój użytek, moja teoria wygląda następująco: WARIANT 5 był bity bardzo krótko z powodu pęknięcia stempla, natomiast stempel rewersu WARIANTU 6 w ogóle nie był używany w mennicy, a znane nam monety odbito tym narzędziem w Petersburgu w XIX wieku. Szukajmy tych monet i może kiedyś uda się to prawidłowo zweryfikować. Jeszcze raz powtórzę, że już na 1 rzut oka, bardzo łatwo można odróżnić oba rzadkie warianty od reszty stempli, gdyż najniższy liść prawego wieńca rewersu w obu przypadkach celuje w literę „P”, co w półtalarach z 1788 nie zdarza się nigdy.  W katalogu Parchimowicz/Brzeziński stopnie rzadkości podane są za Edmundem Kopickim i dla dziś opisywanego półtalara wynoszą zbiorczo R. Myślę, że po podzieleniu nakładu na 6 części, rozpiętość ocen od R1 do R5 dość udanie opisuje ten rocznik.

Skoro mamy już za sobą tabelkową część wpisu, to ani chybi dowód, że czas przejść do opisu katalogowego i pokazanie przykładowych monet z każdego wariantu.

PÓŁTALAR  SAP 1788

WARIANT 1 – 31.a
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POL.M.D.LIT.
Rewers: napis otokowy 20 7/8 EX MARCA PUR: (E.B.) COLONIENS: 1788. 
Nakład rocznika = 76 419
Szacunkowy nakład wariantu = 46% nakładu = 34 786 egzemplarzy
Estymowany stopień rzadkości = R1

WARIANT 2 – 31.a1
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POL.M.D.LIT.
Rewers: napis otokowy 20 7/8 EX MARCA PUR: (E.B.) COLONIENS: 1788.
 Nakład rocznika = 76 419
Szacunkowy nakład wariantu = 5% nakładu = 4 109 egzemplarzy
Estymowany stopień rzadkości = R3

WARIANT 3 – 31.a2
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POL.M.D.LIT.
Rewers: napis otokowy 20 7/8 EX MARCA PUR: (E.B.) COLONIENS: 1788.
 Nakład rocznika = 76 419
Szacunkowy nakład wariantu = 24% nakładu = 18 078 egzemplarzy
Estymowany stopień rzadkości = R2

WARIANT 4 – 31.a3
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POL.M.D.LIT.
Rewers: napis otokowy 20 7/8 EX MARCA PUR: (E.B.) COLONIENS: 1788.
 Nakład rocznika = 76 419
Szacunkowy nakład wariantu = 24% nakładu = 18 625 egzemplarzy
Estymowany stopień rzadkości = R2

WARIANT 5 – 31.a4?
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POL.M.D.LIT.
Rewers: napis otokowy 20 7/8 EX MARCA PUR: (E.B.) COLONIENS: 1788.
 Nakład rocznika = 76 419
Szacunkowy nakład wariantu = 0,4% nakładu = 278 egzemplarzy
Estymowany stopień rzadkości = R5

WARIANT 6 – 31.a5?
Awers: napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POL.M.D.LIT.
Rewers: napis otokowy 20 7/8 EX MARCA PUR: (E.B.) COLONIENS: 1788.
Nakład rocznika = 76 419
Szacunkowy nakład wariantu = 0,7% nakładu = 548 egzemplarzy
Estymowany stopień rzadkości = R5

I tak powoli, krok po kroku dobrnęliśmy jakoś do końca wpisu o najczęściej spotykanym półtalarze Stanisława Poniatowskiego. W trakcie tej długiej wyprawy udało się mi opisać 6 wariantów monety, czyli aż o 50% powiększyć stan wiedzy z katalogu. Dzięki temu uważam misję za udaną. Jednak temat nie został wyjaśniony do końca i w dalszym ciągu ma swoje tajemnice, które warto postarać się kiedyś odgadnąć. Dlatego zostawiam tu jeszcze kilka znaków zapytania, które w przyszłości mogą zaowocować jakimś nowym tekstem. I to wcale nie koniecznie mojego autorstwa, bo zapraszam miłośników okresu SAP do własnych badań i przemyśleń.

Kończąc na dziś chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim, dzięki którym miałem okazję zapoznać się z licznym materiałem monet do analizy. Jak widać na dzisiejszym przykładzie, w pojedynkę człowiek nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego i najlepszy efekt osiąga się z reguły, gdy można liczyć na wsparcie innych osób czy też całych instytucji. Oczywiście jak to w życiu, przydaje się również odrobina szczęścia. I tak się właśnie stało z dzisiejszym półtalarem. Zwlekałem z napisaniem tego tekstu niezwykle długo i jak się okazało, Bóg mnie strzegł w tej mojej grafomańskiej niemocy. Patrząc jak meczę się ze zbliżającą się koniecznością bezmyślnego „przepisania” katalogu - zesłał mi trzy koła ratunkowe. Najpierw na 6 Aukcji Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka trafiłem na monetę idealnie pasującą do mojego tekstu i do zilustrowania nieznanego stempla. A już chwile później, kiedy wreszcie wziąłem się do roboty, to w przyjaznych progach Gabinetu Monet i Medali Muzeum Narodowego w Warszawie odkryłem kolejny niezwykły i tajemniczy egzemplarz. Trzecim kołem byli miłośnicy i znawcy monet, których spotkałem podczas zbierania danych, którzy bardzo mi pomogli udostępniając monety, zdjęcia, odpowiadając na moje pytania i prośby a nawet przekazując mi swoje własne interpretacje. Jak widać z takimi partnerami to można sobie każdy artykuł napisać J. Sam bym daleko nie ujechał, bo przecież moim zamiarem nie jest przepisywanie tego, co znajduje się już w katalogu, a raczej dodawanie do niego jakiejś, choćby minimalnej wartości. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za okazane wsparcie.. Na dziś to tyle. Do zobaczenia niebawem J.

W dzisiejszym wpisie wykorzystałem materiały i zdjęcia pochodzące z niżej wymienionych źródeł: katalogu autorstwa Janusza Parchimowicza i Mariusza Brzezińskiego „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie i kolekcji prywatnych, z krajowych i zagranicznych archiwów aukcyjnych dostępnych online oraz w postaci wydawnictw książkowych, z kanału GNDM na portalu Youyube  oraz z innych miejsc wyszukanych gdzie się tylko dało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz