sobota, 3 grudnia 2016

Pruskie fałszerstwa monet SAP, część 5 - wpis w tonacji "C",czyli odróżniamy półzłotki

Zauważyłem właśnie, że ostatnio duża cześć moich artykułów dotyka tematów fałszerstw monet SAP. To pewnie znak naszych czasów, jednak ja nie chciałbym żeby w efekcie ten blog skręcił w stronę wyszukiwania i piętnowania falsów – cos jak „bicz Boży” na chińsko-garażowe produkcje. Tym samym informuję, że nie zamierzam w przyszłości sztucznie generować ruchu (tak zauważyłem ile mi ostatnio przybyło odsłon bloga, to było jak lawina) wyszukując na siłę numizmatycznych sensacji. Oczywiście będę tu też pisał o falsach, mam zaplanowanych już nawet kilka następnych artykułów dotykających tego tematu, ale będą to raczej wątki poboczne, wplatane przy okazji opisywania konkretnych roczników monet, imprez lub aukcji. Oczywiście zdaje sobie sprawę co się lepiej sprzedaje, ale ja tu niczego sprzedawać nie zamierzam więc chciałem to zaznaczyć na wstępie, ponieważ pojawiły się pytania czy będzie to „nowy blog śledczy”. Nie, nie będzie. A teraz wracajmy do… kolejnych fałszerstw???  J.

Dziś, zgodnie z tradycją proponuje dalszy ciąg pruskiej telenoweli o nielegalnych działaniach sąsiednich mennic w czasach Stanisława Augusta Poniatowskiego. W każdym miesiącu staram się przybliżyć jeden nominał, więc dziś po kolei czas na dwugroszówki. Jak już wiemy z poprzednich wpisów, półzłotki to srebrne monety, które były ulubionym nominałem do fałszowania przez prusaków. W sumie trudno się dziwić, ponieważ miały wszystkie cechy, o jakich mógł tylko marzyć XVIII wieczny fałszerz. Przejdźmy po krótce przez ten temat i opiszmy te najbardziej oczywiste korzyści.

Przede wszystkim półzłotki na początku okresu SAP były monetą srebrną o średniej (uniwersalnej) wartości, co sprawiło, że były ówcześnie naprawdę niezwykle popularnym środkiem płatniczym. Większość cen popularnych produktów codziennego użytku wyrażonych była w wielokrotności groszy lub złotówkach i groszach, co sprawiało, że z łatwością można było użyć właśnie półzłotki w codziennym życiu.  Z drugiej strony również zarabiało się wówczas grosze, robotnicy otrzymywali dniówki wypłacane często właśnie w półzłotkach. Potwierdzają to dane mówiące o cenach i zarobkach w pierwszych 10 latach pod rządami Stanisława Augusta. Poniżej kilka danych z epoki.

CENY/ZAROBKI w latach 1765-1779
Mendel jaj (15 sztuk) – 1 półzłotek (15 groszy miedzianych)
Bochen chleba – 1 półzłotek (15 groszy)
Funt cukru – 3 złote (6 półzłotków)
Funt słoniny – 18 groszy (półzłotek + 3 grosze)
3 Funty baraniny – 1 półzłotek (15 groszy)
2 Funty cielęciny – 1 półzłotek (15 groszy)
Litr wódki – 1 złoty (2 półzłotki)
4 Litry piwa – 1 złoty 12 groszy (3 półzłotki i 3 grosze reszty)
Śledź na zagrychę – 4 grosze J
Dobry obiad w restauracji – 4 złote (8 półzłotków)
Kurs fiakrem z Zamku do Kościoła Trzech Krzyży – 2 półzłotki
Murarz dziennie – 2 półzłotki (30 groszy)
Cieśla dziennie – 2 półzłotki (30 groszy)
Robotnik niewykwalifikowany dziennie – 1 półzłotek (15 groszy)
Urzędnik dziennie – 3 złote (6 półzłotków)
Kapelan dziennie – 3,5 złotego (7 półzłotków)
Profesor dziennie – 8 złotych (16 półzłotków)
Cyrulik dziennie – 10,5 złotego (21 półzłotków)
Jak widać służba zdrowia kiedyś, to rzeczywiście była najlepsza fucha w mieście J

Po wprowadzeniu reformy monetarnej w 1766 roku, półzłotki były pomyślane, jako jeden z podstawowych nominałów w codziennym obrocie handlowym. Zgodnie z tym, musiano, więc już na wstępie wyprodukować ich tak wiele, żeby sprostać przyszłym potrzebom. Mennica w Warszawie wyprodukowała odpowiednio wysokie nakłady, które w pierwszych dwóch latach bicia wyniosły aż 15,5 miliona egzemplarzy w splicie 8,4 milionów sztuk w roku 1766 a kolejne 7,1 milionów półzłotków rok później. Jak wiemy, żeby wybić tak wielkie nakłady monet potrzeba wielu materiałów, narzędzi i pracy specjalistów. Jak się okazuje to również sprzyjało prusakom. Niezwykła mnogość stempli, które były potrzebne do wytworzenia takiej góry monet, spowodowała to, że z czasem monety zaczęły się zmieniać. Były to zmiany z pozoru drobne, ale z uwagi na ilość ewoluowały w wiele różnych wariantów, które są, co prawda do siebie podobne, ale jednak różnią się wieloma drobnymi cechami. Są to właśnie między innymi te cechy, jakich byliśmy w zwyczaju używać w poprzednich artykułach do odróżniania fałszerstw większych nominałów. A tu zonk, taka niezręczna sytuacja, w której same oryginały różnią się od siebie na tyle istotnie, że po obejrzeniu pewnie kilku setek tych monet zupełnie się nie dziwię temu, iż trzeba poważnych studiów numizmatycznych, żeby odsiać ziarno od plew. Nie radzili sobie z tym współcześni poddani polskiego króla, ani ci zwykli zjadacze chleba ani powołani do tego urzędnicy. Tak wielkie nakłady, różnorodność stempli i ogromna popularność w obiegu były „wodą na młyn” dla prusaków, którzy w 1770 roku rozpoczęli masową produkcje falsów tego nominału.

Z punktu widzenia „mecenasa sztuki fałszerskiej”, jakim był władca Prus, najistotniejszym elementem było oczywiście powodzenie ekonomiczne przedsięwzięcia. Na produkcji ówczesnego pieniądza, którego wartość, co do zasady wyrażona była w całości w materiale, z którego był wykonany, fakt, że moneta była srebrna, równał się właściwie temu, że Fryderyk II mógł na nim naprawdę dobrze zarobić. Analizując dane z raportów Komisji Menniczej badającej napływające do kraju fałszywe egzemplarze widzimy jak bardzo pogarszała się próba srebra. Przychód brutto przekraczał grubo 100% wartości nominału, co w połączeniu z największym nakładem, jeśli chodzi o fałszerstwa pruskie, dawało zapewne odpowiednio dobry zwrot z inwestycji. Jeśli by przyjąć na chwilę za bliskie prawdy moje estymacje z poprzednich odcinków, to przy założeniu, że pruskie mennice wytworzyły 5,2 milionów sztuk fałszywek o wartości nominalnej 2,6 milinów oraz że te falsy zawierały tylko połowę wymaganego ustawą srebra, to dochód z samych półzłotków można określić w przybliżeniu na 1,3 miliona polskich złotych. Odejmując o tego niezbadane bliżej koszty produkcji, transportu i dystrybucji możemy być pewni, że okrągła sumka zasiliła szkatuły pruskiego władcy a i wszyscy inni uczestnicy tego procederu też na tym odpowiednio skorzystali. Słowem, w Prusach wszyscy zadowoleni J

Dla biznesu fałszerskiego oczywiście ważne są tez cechy materialne monety i uzyskanie odpowiedniej, jakości wykonania kopii. Okazuje się, że półzłotki w odróżnieniu od wcześniej opisanych nominałów złotówek i ich wielokrotności - miały w miarę prosty rysunek, co powodowało, że można było dość dokładnie odwzorować ich wygląd i w miarę zbliżyć się do oryginału. Okazuje się, że to zbliżenie było na tyle skuteczne, że trudność do odróżnienia fałszywek jest znacznie większa niż w przypadku złotówek. Nie ma na monecie dwugroszowej oblicza królewskiego, stąd najtrudniejszy dla fałszerzy element nie występuje. Na rewersie występują same napisy a te jest w miarę prosto skopiować, wytworzyć w miarę dokładne narzędzia i bić monety nie obawiając się zbytnio o to, że zostaną masowo odróżnione od oryginałów i wywołane z rynku. Zatem rewers mocno sprzyjał fałszerzom. Odmiennie było, jeśli chodzi o awers, tam otóż znajdowały się elementy jak na przykład herby, orły, tarcze, wieńce itd. elementy, na których potencjalnie fałszerze mogli zaliczyć wpadki. Wiemy, że bardzo się starano żeby awersy przypominały oryginały, ale jak to w życiu bywa jedno to chcieć a drugie to móc J. Mimo wszystko jesteśmy dziś w stanie z dużą łatwością wskazać elementy awersu świadczące o jego pruskim pochodzeniu. Ale o tym dokładniej napiszę w dalszej części. Poniżej przykładowe zdjęcie pruskiego półzłotka.
Omówiliśmy już z grubsza dwie strony monety, a gdzie trzecia? Rant, dwugroszówka nie ma ozdobnego rantu jak złotówki, w sumie dla konsumentów monet, to nie ma żadnego rantu, co jak wiemy nie jest prawdą, ponieważ rant jest, ale zwykły. Tym samym odpada bardzo istotna trudność dla kopiujących oraz istotna cecha dla rozpoznających fałszerstwa. Jeszcze nikt po rancie fałszywego półzłotka nie rozpoznał, a złotówki i dwuzłotówki można po tej jednej z cech odróżnić dość łatwo. Tak, więc mamy kolejną cechę, która sprawiła, że pruska machina przestawiła wajchę i nastawiła się na ten drobniejszy nominał.

Skoro już z grubsza wiemy jak wyglądają „prusaki”, to w dalszej części skoncentrujmy się na tym jak je odróżnić. Zobaczmy ja radzono sobie z tym faktem w XVIII wieku oraz czy mamy na ten temat jakieś wskazówki płynące z epoki, które możemy dziś wykorzystać. Jak już wcześniej pisałem, pierwsze pojawiły się fałszywe złotówki, jednak zostały szybko „wytropione” dzięki komorom celnym i opisane. Dwa pierwsze uniwersały Komisji Skarbowej skupiały się na dwuzłotówkach i złotówkach. Z półzłotkami już nie było tak łatwo. Brak portretu królewskiego i zdobionego rantu, które jeśli były odmienne od powszechnie używanych zapalało czerwoną lamkę (przysłowiową oczywiście). Już na pierwszy rzut oka demaskowało fałszerstwo jak się okazuje był najważniejszą cechą, która wykorzystywały dwugrosze żeby prześlizgnąć się i wtargnąć do krajowego obiegu. Jednak wnikliwe oko na granicy państwa nie raz wyłapywało odmienność i zgłaszało te przypadku ówczesnej władzy. Władza badała monety, opisywała, wyceniała i ogłaszała fałszerstwa do publicznej wiadomości. Dwa pierwsze uniwersały Komisji Skarbowej skupiały się na grubych nominałach, dukatach, dwuzłotówkach i złotówkach. Jednak to właśnie z XVIII wiecznych uniwersałów Komisji Skarbowej wiemy, że fałszowano półzłotki z roczników 1766 i 1767. Dopiero trzeci dokument, datowany na 27 stycznia 1772 roku otwarcie wspominał o fałszywych dwugroszówkach.  Co prawda w uniwersale tym zaledwie wspomniano o półzłotkach, koncentrując się bardzo mocno na fałszywych dukatach, których zalew aktualnie był dla komisji największym strapieniem. Zatem można stwierdzić, że aż prawie dwa lata zajęło polskim urzędnikom, opisanie i ogłoszenie różnic. Następnie dnia 28 lutego 1772 roku przeprowadzono badania mennicze półzłotkowych falsyfikatów. Na bazie próby 47 fałszywych egzemplarzy określono próbę srebra i wyliczono stratę, jaką ponosi użytkownik tej monety na jednej sztuce. W kolejnej odezwie skierowanej przez komisje do społeczeństwa datowanej na 12 maja 1772,znajdujemy informacje o tym, że fałszywa zagraniczna mennic bije monety coraz gorszej jakości. Dotyczy to także półzłotków, których realna wartość określono w tym dokumencie na 6 groszy miedzianych. Jak wiemy nominalnie dwugrosz z mennicy warszawskiej był wart 15 groszy, więc starta na każdej z monet wynosiła już 9 groszy, co stanowiło 125% przebicia. To był naprawdę intratny biznes dla fałszerzy. Rękopisy oryginalnych raportów z posiedzeń komisji znajdują się w Bibliotece Czartoryskich. Rafał Janke zbadał te dokumenty i dzięki temu mamy teraz informacje z pierwszej ręki, jakie możemy wykorzystać w naszych staraniach oddzielenia ziarna od plew.

Miedzy innymi właśnie dzięki temu znamy praktycznie mennicze monety dwugroszowe oznakowane puncą „PG”, którą kładziono na fałszerstwach. To oczywiście daje nam teraz mocne podstawy do spróbowanie poszukania takich powtarzalnych cech monet, które pozwolą nam odróżnić je od oryginałów. Poniżej zdjęcie fałszywej dwugroszówki oznaczonej puncą.

Ok., zatem zabierzmy się za porównywanie konkretnych monet. Na początek skupmy się łatwiejszej stronie, jaką w przypadku półzłotków jest rewers. Przy czym nie interesują nas żadne przesunięcia liter względem siebie, szerokość zapisu daty, odległości pomiędzy kolejnymi wierszami tekstu itd… gdyż jak już pisałem oryginały miały tyle stempli, że przesunięć liter, dat i tekstu jest tyle, że wnikliwy badacz masochista w oryginalnych półzłotkach jest pewnie w stanie wyznaczyć ze 100 wariantów monet J. My nie z tych. Szukamy twardych, powtarzalnych cech kierując swoją uwagę na kształty konkretnych liter a co za tym idzie na krój punc użytych przez fałszerzy do wykonania napisów. Poniżej zdjęcie dwóch egzemplarzy z 1766 roku, fałszywego i oryginalnego – na tym przykładzie pokaże, co mam na myśli.
Podsumujmy, co widać. Jest wiele drobnych różnic, jednak biorąc pod uwagę ważny fakt, że monety oryginalne występują w dziesiątkach różnych odmian, to proszę mi wierzyć, że brak jest jakiś istotnych i powtarzalnych elementów, które mogłyby posłużyć nam do tego by „na oko” odróżnić oba typy monet. Jedyną cechą, jaka powtarza się w rewersach jest zaznaczony na zdjęciu odmienny „kwadratowy” krój liter „C” vs „prostokątny” krój tej litery na monetach oryginalnych. Do naszych celów porównań okazuje się, że najbardziej użytecznym będzie porównanie litery „C” w wyrażeniu „COL”. Kiedy rozpoczynałem analizę tego nominału, to właśnie na ten z pozoru drobny szczegół zwrócił mi uwagę Pan Rafał Janke. Szukałem jakiś innych istotnych cech, żeby dodać od siebie jakaś kolejna równie uniwersalną różnicę, ale mimo przyswojenia wielkiego materiału zdjęciowego, nic takiego nie dostrzegłem. Zatem powtarzam po Panu Rafale, kluczowa jest litera „C”. Stąd właśnie pomysł na tytuł dzisiejszego wpisu. Weźmy teraz na nasz warsztat rewersy monet z 1767 roku. Porównajmy tak jak powyżej.
Wnioski? Nihil novi sub sole. Potwierdzają się nasze obserwacje z poprzedniego rocznika. Podsumowując, więc temat rewersów, można potwierdzić, że jedynym użytecznym elementem (z drobnym wyjątkiem) jest krój litery „C” w wyrazie „COL”. Krój ten rzeczywiście znacznie różni się od tego, jaki użyto w polskich stemplach oryginalnych monet. Zatem jeśli zaobserwujemy na rewersie dwugrosza z rocznika 1766-1767 kwadratową literę „C” w słowie „COL”, to na 99% możemy być pewni, że mamy do czynienia z prusakiem. Ale do całkowitej pewności koniecznie należy jeszcze zweryfikować awers… i tym się zaraz właśnie zajmiemy.

A teraz druga strona monety. Tu komplikacji będzie trochę więcej, głównie z tego powodu, że wariantów oryginalnych monet jest co najmniej kilkanaście (żeby nie napisać kilkadziesiąt), stąd wybrałem kilka z nich, które moim zdaniem dobrze charakteryzują i oddają cechy uniwersalne, które będziemy mogli wykorzystać. Poniżej prezentuje zdjęcia awersów dwóch monet z 1766 roku, fałszywej i oryginału.

Ok., a teraz porozmawiajmy o tym, co z tych zdjęć można wywnioskować. Z rozmysłem nie zaznaczyłem różnic, żeby nie zaciemniać widoku obu monet. Różnic pomiędzy jest wiele, kilka z nich jest kluczowych, ponieważ są powtarzalne bez względu na wariant. Proponuje skupić się na 3 głównych szczegółach. Główna różnica, jaką rekomenduje użyć w celu odróżnienia falsyfikatów to kształt tarczy pięciopolowej z herbami. Jak widzimy kształt tarczy prusaka jest charakterystyczny, tarcza jest szersza od oryginałów, inaczej ukształtowana/wyprofilowana i praktycznie prosta u podstawy. Już ta jedna prosta cecha, jeśli ją zapamiętamy, praktycznie pozwoli nam odróżnić falsyfikaty. Druga cechą, jaka widoczna jest gołym okiem to wieniec palmowy po prawej stronie tarczy. Na pruskich monetach jest on znacznie odmienny od oryginału, taki „bardziej krzaczasty”. Trzecią cechą są orły, również w przypadku półzłotków mamy do czynienia z odmiennymi pruskimi orłami. Co prawda moneta jest wyraźnie mniejsza od dwu i jednozłotówek stąd i orzeł jest mniejszy i trudniej go rozpoznać. Jednak fakt pozostaje faktem, że jest to cecha, po której można bezbłędnie określić pochodzenie półzłotka. Kształt tarczy i prawy wieniec jest widoczny gołym okiem nawet w monetach zmęczonych obiegiem lub czekaniem na znalezienie, stąd są podstawowymi cechami. Orły można potraktować, jako dyscyplina dodatkowa. Poniżej na zbliżeniu zdjęcia orłów oryginalnych (w 1766 są dwa rodzaje prawidłowych) w porównaniu z pruskim odpowiednikiem.

Teraz awers kolejnego rocznika 1767. Tu powinno być łatwiej, ponieważ wariantów oryginalnych monet jest zdecydowanie mniej a do tego prusak praktycznie niewiele się zmienił versus rok poprzedni. Porównajmy zdjęcia.

Cyframi zaznaczyłem główne różnice. 1 – odmienny kształt tarczy herbowej; 2- tarcza herbowa szeroka i płaska u podstawy; 3 – prawy wieniec „krzaczasty”; 4- odmienne orły; 5 – korona krzywo odstająca od tarczy herbowej. Generalnie, to samo, co w poprzednim roczniku, czyli tarcza, prawy wieniec i orły. Po tym z łatwością idzie odróżnić pruskie wynalazki. Oczywiście często dodatkowa cechą jest kolor monety. Z uwagi na ekstremalnie niska próbę srebra, bardzo często falsy po latach wyglądają jak monety z miedzi lub z ołowiu, co widać chociażby na tych kilkunastu zdjęciach, jakie zamieściłem w tym artykule.

Żeby dobrze poprowadzić temat winny jestem opisać jeszcze dwie monety. Pierwsza to jeden rzadki wariant, który prusakom nie wyszedł. Udało mi się ją niedawno zdobyć i teraz mogę zaprezentować zdjęcia. To nieopisana (jeszcze, za chwile już będzie) odmiana posiada przebitą datę na rewersie z roku 1777 na 1767. Widocznie czasami i dokładnym Niemcom coś nie wyjdzie za pierwszym razem i trzeba to poprawić. Poniżej prezentuje zdjęcie tej ciekawostki.

Druga monetą, jaką jestem winien żeby temat uznać za w pełni opisany, jest paradoksalnie moneta oryginalna z 1766 roku. Jest to rzadszy wariant półzłotka, który charakteryzuje się odmiennym orłem na awersie (pokazałem go powyżej, to ten drugi z 1766 roku) oraz tym, że litera „C” w wyrazie COL jest kwadratowa!. Tak jak pisałem już wyżej, to jest ten „drobny wyjątek”, kiedy po kształcie litery „C” nie rozpoznamy fałszerstwa. Praktycznie należy, więc zawsze potwierdzić analizując obie strony monety. Poniżej zdjęcie „odmiennej, ale oryginalnej” monety dwugroszowej z 1766 roku.
Na rewersie zaznaczyłem kwadratowe „C” a na awersie odmiennego orła i lewy wieniec, z jego charakterystycznym liściem na szczycie. Wszystkie półzłotki z oryginalnej mennicy warszawskie doczekają się oczywiście swojego osobnego wpisu na blogu. Teraz tylko ta jedna odmiana, jako uzupełnienie do tematu pruskich falsów.

Zanim dojdziemy ostatniego etapu dzisiejszego artykułu, jakim będzie opisanie konkretnych wariantów fałszywych monet to najsampierw sprawdźmy, co na ten temat możemy dowiedzieć się z katalogów monet SAP. Temat jest znany, nawet najwcześniejszy katalog Karola Plage wspomina o pruskich fałszerstwach monet SAP. Wspominki są te jednak bardzo ogólne i zlokalizowana we wstępie do katalogu. Autor nie zgłębia zagadnienia, zadowalając się samym przytoczeniem faktu istnienia procederu. Tym samym opisuje żadnej konkretnej monety jako pruskie fałszerstwo z epoki. Jednak my wiedząc już jak wyglądają falsy i po czym możemy je rozpoznać, możemy już pokusić się, aby już w tym podstawowym dla późniejszych publikacji katalogu, znaleźć pruskie monety. Analiza opisu i rysunków pozwala nam ze sporym prawdopodobieństwem stwierdzić, że pozycja 244 z katalogu Karola Plage to właśnie jest nasz pruski półzłotek z 1766 roku. Plage charakteryzuje go pisząc „herbowa tarcza szeroka”, co potwierdzają zdjęcia, jakie wyżej analizowaliśmy. W roczniku 1767 jest ciekawiej, Plage narysował 3 odmiany i moim zdaniem dwie z nich to „prusaki”. Wydaje mi się że rewersy rysunków pozycji 246 i 247 są identycznie pruskie a różnica jaką wyznaczył Pan Karol to szerokość zapisu daty na rewersie. Zatem stoję na stanowisku, że na 6 odmian monet z rocznika 1766-1767 z katalogu Plage aż połowa to fałszerstwa. Poniżej zdjęcie z fragmentem katalogu zawierającym opisywane powyżej monety.

Kolejne katalogi monet SAP nie wnoszą niczego nowego do tematu i nie będą pomocne w odróżnieniu oryginałów. Dopiero najnowszy katalog „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” autorstwa Janusza Parchimowicza i Mariusza Brzezińskiego, okazuje się pozycją, która nie tylko „bierze się z problemem za bary” ale też stara się po raz pierwszy to zagadnienie dokładnie opisać. Dając kolejny powód amatorom numizmatyki okresu SAP do wejścia w posiadanie tej pozycji. We wstępie do opisania półzłotków autorzy wspominają o fałszerstwach i pokazują zdjęcia obu roczników z nabitymi puncami „CB” (wiemy już, że to „PG”), sugerując, że to fałszerstwa. Następnie omawiając każdy z roczników z osobna, pokazują i opisują 12 odmian półzłotka z 1766 w tym dwie odmiany pruskich falsów. Monety opisane, jako fałszywe różnią się od siebie szerokością zapisu daty – coś jak u Plage w roczniku 1767. Natomiast w kolejnym roczniku 1767 wyznaczają w sumie 3 odmiany dwugrosza w tym jeden „pruski”. Zatem mamy ogromny postęp w dostępie do informacji oraz dobrą bazę do naszych dalszych rozważań.

Możemy teraz potwierdzić lub zmodyfikować te informacje. Co za chwile właśnie uczynię wymieniając po kolei wszystkie znane mi dziś warianty, kończąc temat półzłotków z nieprawego łoża. Jak zwykle używam nomenklatury z najnowszego katalogu, dla monet nieopisanych stosuje kolejny „wolny” numer i stawiam znak zapytania?

FAŁSZYWE PRUSKIE PÓŁZŁOTKI SAP 1766-1767

1766 – 16.a10 – DATA WĄSKA
Awers: napis w 6 wersach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA.COL./1766./F.S.
Rewers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Szacowany nakład łączny nominału = 5 226 954 (tbc)
Szacowany rozkład rocznika w nakładzie fałszerstw = tbc
Szacowany stopień rzadkości = tbc

1766 – 16.a11 – DATA SZEROKA
Awers: napis w 6 wersach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA.COL./1766./F.S.
Rewers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Szacowany nakład łączny nominału = 5 226 954 (tbc)
Szacowany rozkład rocznika w nakładzie fałszerstw = tbc
Szacowany stopień rzadkości = tbc

1766 – 16.a12? – DATA SZEROKA, BRAK KROPKI PO DACIE
Awers: napis w 6 wersach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA.COL./1766/F.S.
Rewers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.

Szacowany nakład łączny nominału = 5 226 954 (tbc)
Szacowany rozkład rocznika w nakładzie fałszerstw = tbc
Szacowany stopień rzadkości = tbc

1767 – 16.b2 – DATA WĄSKA
Awers: napis w 6 wersach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA.COL./1767./F.S.
Rewers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.

Szacowany nakład łączny nominału = 5 226 954 (tbc)
Szacowany rozkład rocznika w nakładzie fałszerstw = tbc
Szacowany stopień rzadkości = tbc

1767 – 16.b3?– DATA SZEROKA
Awers: napis w 6 wersach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA.COL./1767./F.S.
Rewers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Szacowany nakład łączny nominału = 5 226 954 (tbc)
Szacowany rozkład rocznika w nakładzie fałszerstw = tbc
Szacowany stopień rzadkości = tbc

1767 – 16.b4?– DATA WĄSKA, PRZEBITKA DATY Z 1777
Awers: napis w 6 wersach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA.COL./1777/1767./F.S.
Rewers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.

Szacowany nakład łączny nominału = 5 226 954 (tbc)
Szacowany rozkład rocznika w nakładzie fałszerstw = tbc
Szacowany stopień rzadkości = tbc

1767 – 16.b5?– DATA SZEROKA, DUŻE LITERY, KWADRATOWE KROPKI
Awers: napis w 6 wersach 2.GR./CLX.EX/MARCA/PURA.COL./1767../F.S.
Rewers: napis otokowy STANISLAUS AUG.D.G.REX POL.M.D.L.
Szacowany nakład łączny nominału = 5 226 954 (tbc)
Szacowany rozkład rocznika w nakładzie fałszerstw = tbc
Szacowany stopień rzadkości = tbc

Ok. zatem do opisanych w najnowszym katalogu 3 wariantów pruskich dwugroszy, dodałem od siebie kolejne 4, co w sumie daje nam już 7 różnych numizmatów do ewentualnego uzbierania. Trzeba dodać, że wyznaczając owe warianty skupiałem się tylko na rewersie, jednak odnotowuje, że awersy tez się między sobą różnią. Szczególnie wiele różnic można znaleźć analizując prawy wieniec awersu, w sumie co stempel to inny krzak prusakom wychodził J. Ale to przyjąłem do wiadomości i pominąłem w swoich poszukiwaniach.  Jak można zauważyć, nie pokusiłem się w tym artykule do porównania stopnia rzadkości poszczególnych wariantów. Nadrobię to i uzupełnię dane, ale dopiero wtedy, kiedy będę badał całą populacje półzłotków w tych rocznikach. Na dziś to już koniec, dziękuję za uwagę i zapraszam ponownie niebawem J

We wpisie wykorzystałem zdjęcia z archiwów Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, Antykwariatu Numizmatycznego Michał Niemczyk oraz ze strony dobroni.pl. LINK Użyłem także danych i informacji z katalogów Plage, Kamiński/Kopicki i Parchimowicz/Brzeziński oraz uzyskanych od Rafała Janke.

2 komentarze:

  1. Teraz już wiem, który z moich półzłotków wypadł spod pruskiego stempla.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że mogłem pomóc.
      Ja już nawet nie zliczę ile wiadomości z Pana artykułów było dla mnie ważnych.
      W każdym razie w kategorii "pomoc" wciąż prowadzi Pan ze mną, gdzieś tak ze 100:1 :-)
      Pozdrawiam.

      Usuń