niedziela, 28 października 2018

Półtalar z 1788, czyli co wiemy a czego jeszcze nie wiemy o tym dostępnym roczniku.


Z bólami, ale jednak rodzi się w końcu tekst, który zapowiadałem na blogu od dłuższego czasu. Dziś zajmę się najczęściej spotykanym półtalarem Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli egzemplarzami z rocznika 1788. Na wstępie zakładam, że artykuł może okazać się interesujący nie tylko dla zdeklarowanych miłośników okresu SAP, ale również dla szerokiej rzeszy amatorów numizmatyki polskiej. Z tego, co obserwuje w swoim otoczeniu, to w wielu różnorodnych zbiorach zawierających przekrój polskiego mennictwa, przeważnie zawsze znajduje się jakiś przedstawiciel grubszego srebra z okresu stanisławowskiego i bardzo często jest to właśnie półtalar z dziś opisywanego rocznika. Ogólna dostępność i stosunkowo wysoka ilość egzemplarzy półtalarów z 1788 występujących w handlu, jest zapewne głównym czynnikiem takiego stanu rzeczy. To bardzo dobrze, bo dzisiejsza moneta, to piękny przykład wysmakowanego medalierstwa oraz kunsztu polskiego mennictwa II połowy XVIII wieku i fakt, że za stosunkowo niewygórowaną kwotę można posiadać takie cacko, jest wartością samą w sobie. Jednak w przypadku monet Poniatowskiego, rocznik popularny to wcale nie znaczy - nudny. Wprost przeciwnie. Dlatego właśnie jednym z głównych celów mojego wpisu będzie pokazanie różnorodności, jaką możemy zaobserwować na poszczególnych egzemplarzach tej monety oraz skwantyfikowanie tych różnic, poprzez opisanie każdego z wariantów stempla i oszacowanie jego stopnia rzadkości. W ten sposób wszyscy, którzy posiadają w swoich zbiorach tytułową monetę lub zamierzają taką pozyskać w przyszłości, będą mieli pomocny materiał do analizy.

Jakże dziwna okazuje się być pasja zbierania monet w dzisiejszym świecie. W czasach, kiedy miliony firm i ich doskonałych produktów, codziennie walczą o to, by stać się jak najbardziej popularnym, to kolekcjonerzy numizmatów stoją w zdecydowanej opozycji do tej nowoczesnej mody. Jako kolekcjonerzy często z wypiekami na twarzy dokładamy do swoich zbiorów niezbyt urodziwe, ale za to rzadkie okazy monet, zapominając czasem o tym, że również te bardziej dostępne krążki mają swój niezaprzeczalny urok. No, bo kto powie, co tak naprawdę jest lepsze? Radość z pozyskania ekstremalnie rzadkiego okazu w opłakanym stanie zachowania, którego wyglądem trudno cieszyć oczy, bo kunszt starych mistrzów dawno się na nim zatarł i tylko statystyka „się nam zgadza” i ubywa nam pozycja do zdobycia. Czy raczej lepsze wydaje się być pozyskiwanie ładnie wyglądających monet z bardziej dostępnych roczników, szczególnie takich, w których pełno jest przeciętnie zachowanych egzemplarzy? Tu zdania są podzielone. Ja sam również nie jestem zdeklarowanym zwolennikiem jednego z rozwiązań i często zmieniam zdanie w tym temacie w zależności od napotkanych monet i okoliczności. Jedno jednak jest pewne, wcale bardziej dostępny rocznik nie musi znaczyć „gorszy” . A wracając do popularności opisywanej dziś monety, to warto odnotować dziejowe zmiany w pojmowaniu tego słowa, jakie miały miejsce od czasów króla Stanisława Augusta przez 250 lat do dnia dzisiejszego. Kiedyś przecież zbieranie numizmatów to była szerzej nieznana i niezrozumiała społecznie, rozrywka dla elit. A dziś? Mój blog jest dobrym przykładem, że ta pasja już dawno trafiła pod strzechy, a ceny dzisiejszych numizmatów pozamykanych w plastikowych slabach - tego, że zyskała sporą popularność J.  Jednak dla zilustrowania tych zmian w formie graficznej posłużmy się innym przykładem. Oto przedstawiam mojego nowego pomocnika w pisaniu bloga. Powitajmy na pokładzie „znawcę Mariana” i…jego celne komentarze, które będę chciał publikować w kolejnych wpisach, by nieco odświeżyć formę moich artykułów. Dziś wypowiedź „znawcy Mariana” na temat postępu w dziedzinie… rozrywki na dworze J.
Jak widać przez ćwierć tysiąca lat, wiele pojęć zyskało swoje nowe znaczenie. Kiedyś dwór, w znaczeniu świta królewska - bawił się w wykwintnych, iście pałacowych sceneriach. Za to dziś MY, w znaczeniu normalni ludzie demokratycznego kraju nad Wisłą, całkiem często bawimy się… „na dworze”. Jak widać, gusta też się zmieniają J.

Skoro wywołałem temat dworskich rozrywek, to zostańmy jeszcze na chwilę przy sztuce i popatrzmy na ciekawy przykład z czasów SAP związany bezpośrednio z rocznikiem dziś opisywanej monety. To właśnie dnia 6 września 1788 roku w letniej rezydencji Stanisława Augusta w Łazienkach, oddano do użytku niezwykły budynek znany dziś, jako Stara Pomarańczarnia. To o tyle ciekawe, że budynek jest wspaniałym przykładem klasycystycznej architektury, dziełem umysłu i talentu królewskiego architekta Dominika Merliniego. Dziś ten budynek pełni różne funkcje, głównie wystawowe, jednak ówcześnie rzeczywiście służył, jako przepiękna oranżeria i miejsce do zimowania drzewek owocowych sprowadzonych dla króla z południa Europy. Tak się złożyło, że w jednym z pierwszych wpisów na blogu, pokazałem wnętrza tej pomarańczarni, gdyż to właśnie w jej progach odbywała znakomita wystawa numizmatów Stanisława Augusta Poniatowskiego pod nazwą „Skarby mennicy warszawskiej”.. Świetna to była impreza, król Staś wrócił na „stare śmieci”, tu znajduje się LINK 
do tego wpisu. Myślę, że warto ją przy okazji przypomnieć, choćby jednym zdjęciem.
Jednak będąc tam dwa lata temu nie zdawałem sobie nawet sprawy, że zbudowany w 1788 budynek pełnił jeszcze jedną ważną funkcję zlokalizowaną po drugiej stronie oranżerii. To właśnie tam znajduje się scena teatru dworskiego, zwanego Stanisławskim, którego fotkę wykorzystałem w pierwszej ilustracji z Marianem. W tym niezwykłym miejscu, w II połowie XVIII wieku, król wraz z dworem i zaproszonymi gośćmi zasiadał w ekskluzywnych lożach, by bawić się na zamkniętych koncertach i przedstawieniach. Ograniczona do około 200 osób, pojemność miejsca sprawiała, że tego typu rozrywka była dostępna jedynie dla śmietanki towarzyskiej ówczesnej stolicy. Wiele można by napisać o przepychu, z jakim wyposażono te wnętrza. Dla mnie szczególnie ciekawe są liczne, acz drobne detale przedstawiające sceny antyczne, w których obok dawnych bóstw i muz przedstawiano znajomy wizerunek… polskiego króla. Megalomania, poziom 100% J. Pewne jest jednak, że ówcześnie taki wystrój wzbudzał powszechny podziw i uwielbienie. Jeden z zaproszonych zagranicznych gości przebywający wówczas w Warszawie, dał temu wyraz w słowach: "Szczęśliwe zespolenie smaku rzymskiego z francuskim, takie samo, jakie istniało w pięknych latach Ludwika XIV, daje temu teatrowi uderzający rys wielkości i bogactwa"

Kończąc ten wątek, chciałbym dodać jeszcze jedno zdjęcie z tej świątyni sztuki z czasów Poniatowskiego. Poniżej ilustracja prezentująca ozdobny herb Rzeczpospolitej znany nam dobrze z monet SAP oraz plafon umieszczony na suficie w centralnym miejscu tego teatru, na którym Stanisław August Poniatowski namalowany został „jak żywy” i „robi tam” za… niejakiego Apolla J.
I tak, po tej drobnej wycieczce po dworskich rozrywkach czasów minionych, zaczynamy w końcu opis tytułowego półtalara z 1788 roku, którego chyba bardziej wypadałoby teraz już nazywać „dostępnym” niż „popularnym”.

Jak już wielokrotnie pisałem, a nawet czasem praktycznie udowadniałem, w numizmatyce okresu SAP, wciąż pojawiają się nowe warianty stempli, które mimo setek lat badań, nie zostały jeszcze odkryte i opisane w literaturze. Nie inaczej będzie w dzisiejszym przypadku. Obiecuję kilka nowości, których dziś jeszcze próżno szukać w publikacjach na temat monet Poniatowskiego. Jednak opis zaczniemy od bazy. A podstawą do pracy nad tekstem był katalog autorstwa duetu Parchimowicz/Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy dysponuje tą ogromną księgą. A szkoda, bo temat większości monet przedstawiono tam w formie niezwykle rozbudowanej, jeśli porównywać ją z wcześniejszymi publikacjami na ten temat. Ale to już wiadomo nie od dziś i tylko wspominam o tym przy okazji, żeby zaznaczyć, że autorzy całkiem dobrze przygotowali mi grunt do dzisiejszego wpisu. Z jednej monety półtalarowej, jaką zwykle „ogarniano” cały temat rocznika 1788, autorzy wyżej wspomnianej publikacji wyznaczyli aż 4 odmienne stemple. Dlatego też, w podstawowych wariantach nie będę na siłę starał się być oryginalny i zamiast wymyślać nowe podejście do tematu, zamierzam czerpać pełnymi garściami z ustaleń zawartych w tym katalogu. Zacznijmy od początku. Co wiemy o półtalarach z 1788 roku w ujęciu ogólnym? Otóż, ten rocznik wybito po 3 latach przerwy, podczas których zupełnie nie produkowano tego nominału. Egzemplarze z tego roku, są jednymi z zaledwie dwóch roczników półtalarów wytworzonych na mocy II reformy systemu pieniężnego za czasów panowania Stanisława Augusta. Tym samym, monety z 1788 to za razem przedostatni rocznik bicia tego nominału w czasach SAP przed utratą niepodległości. Przeciętna średnica krążka wynosi najczęściej około 34mm, katalogowa waga to dokładnie 13,78g, z czego 81,2% to czyste srebro. Mimo tego, że nakład tego rocznika jest najwyższy z wszystkich półtalarów Poniatowskiego, to obiektywnie rzecz ujmując wcale nie jest jakiś ogromny i wynosi dokładanie 76 419 sztuk. Do produkcji tej ilości monet potrzeba było zapewne kilkunastu stempli każdej ze stron. Tak jak już wyżej wspomniałem, na dziś znamy 4 stemple rewersu opisane w najnowszym katalogu. To się jednak wkrótce zmieni, więc proszę się do tej cyfry nie przywiązywać J.

Zacznijmy od pokazania ładnej monety. Jak wygląda porządnie zachowany egzemplarz z rocznika 1788? Zakładam, że 99% czytelników wie to bardzo dobrze bez mojego bloga, ale dla tego 1% nie zawaham się umieścić na początek stosownego zdjęcia. Oto przykładowy egzemplarz, wyselekcjonowany pod względem stanu zachowania.
Półtalar 1788 Stanisław August Poniatowski
Jak widać, moneta półtalarowa niezależnie od ordynacji menniczej i rocznika, jest doskonale skomponowanym dziełem sztuki medalierskiej. Mnie chyba nigdy nie przestanie zadziwiać jego nienaganny styl, doskonałe proporcje oraz piękno wykonania po obu stronach krążka. W roczniku 1788 zarówno awers jak i rewers zostały dość znacznie zmienione w porównaniu do półtalarów z poprzedniego rocznika, w którym były bite, czyli 1784. Nowy portret królewski i nowoczesna tarcza herbowa, jaką widzimy na przykładowym egzemplarzu była ówczesnemu społeczeństwu już dobrze znana, bo podobne zmiany pojawiały się wcześniej na drobniejszych nominałach sreber SAP, a w podobnym stylu utrzymane były również talary z tego roku. Szczegółowe różnice omówię już za chwilę, podczas analiz poszczególnych stron monety.

I tak, naszą analizę zaczniemy od awersu, bo tu sprawa jest w miarę prosta. Oto mamy kolejny portret Stanisława Augusta w wersji dobrze nam znanej z innych monet bitych po II reformie menniczej. Doskonała robota rytownika stempli mennicy królewskiej Jana Fryderyka Holzhaeussera niezmiennie zachwyca bez względu na typ portretu. Dla półtalarów, to czwarty i za razem ostatni typ wizerunku królewskiego umieszczany na monetach w okresie SAP. Na ilustracji poniżej prezentuje jak zmieniły się awersy półtalara w porównaniu do poprzedniego rocznika, wybitego 4 lata wcześniej.
Oba awersy są bardzo udane. Na monecie z 1788 po prawej stronie zdjęcia, widzimy oblicze przystojnego, dojrzałego mężczyzny, z burzą loków i „zaczeską” oraz spadającymi swobodnie kosmykami. Fryzura mimo wprowadzonych zmian, pozostaje modna i charakterystyczna dla francuskiego stylu, który przez lata prezentował Poniatowski. Portret króla okalają niezmiennie napisy otokowe STANISLAUS AUGUSTUS D.G.REX POL.M.D.LIT. Tyle właśnie miejsca zostało przeznaczone na litery, które doskonale komponują się i pasując idealnie do całości. Autorzy najnowszego katalogu monet SAP w analizie półtalarów z 1788 nie koncentrują się na awersie i nie wyznaczają żadnych odmian czy wariantów. Ja również takowych nie dostrzegam. Oczywiście awersy monet w tym roczniku wybite zostały kilkoma stemplami, jednak podczas analiz nie zaobserwowałem po tej stronie krążka, żadnych zdecydowanych różnic uprawniających do myślenia o nich, jak o kolejnych wariantach stempla. Ot, napisy otokowe są przesunięte, raz nieco w lewo, raz w prawo w stosunku do portretu, co niezawodnie można stwierdzić sprawdzając, w która literę (lub jej cześć) celuje królewski nos. Ja nie podjąłem się zliczać stempli po tej stronie, jeśli ktoś z czytelników to zbadał i wie, to proszę umieścić tą informacje w komentarzu.

A my, bez zwłoki przejdźmy do strony, na której dzieje się wiele, czyli do rewersu. Jak już wyżej wspomniałem Janusz Parchimowicz w katalogu zaproponował nam aż 4 warianty wyróżnione właśnie dzięki zmieniającym się elementom po tej stronie monety. W sumie można się do tego już przyzwyczaić, że z reguły to właśnie rewers z racji na mnogość elementów, jest języczkiem uwagi miłośników i badaczy monet. Na tej stronie znajdujemy nowy wzór ukoronowanej pięciopolowej tarczy herbowej. Różnice pomiędzy poprzednim rocznikiem półtalara z 1784 a dziś opisywanym, można zaobserwować samodzielnie na zdjęciu poniżej.
I tak już na pierwszy rzut oka widzimy spore zmiany w najważniejszych elementach rewersu. Nowa jest nie tylko kompozycja, w której okrągłą tarcze herbowa zastąpiła prostokątna, ale również możemy dostrzec inny układ wstęgi, zmiany w obu wieńcach a także odmienne punce korony i wszystkich herbów, jakie występują po tej stronie krążka. Generalnie układ jest podobny, ale elementy bardzo się od siebie różnią. Istotne zmiany zaszły również w części napisowej. Po lewej stronie, oprócz oczywistej zmiany daty, wyraz COLONIENS zyskał jedna literę. Z kolei po prawej, wraz z nowa ordynacją menniczą odpowiednio zmieniła się próba srebra oraz sam sposób zapisu. I tak z rzymskiego XX zmieniło się na arabskie 20 7/8. Na tej zmianie „stracił” wyraz PURA, który nie zmieścił się w całości i ostatnia literę zastąpił dwukropek, oznaczający wyraz skrócony. Mnie osobiście bardziej podoba się starsza wersja rewersu opisana na bazie koła, ale ta nowa kompozycja w sumie też „daje radę”. Dla kolekcjonera ważne jest to, że minimalnie niższa waga rocznika 1788 nie zmieniła średnicy krążka i generalnie kapsel czy paleta z wgłębieniem na 34mm, dobrze pasuje do obu roczników.

Ok, jak widać zmian na rewersie było sporo i dzięki temu mamy nowe elementy do porównań. Przejdźmy teraz do wyznaczenia tych spośród nich, na których należy się skoncentrować by wyszukać różnice w stemplach. I tu właśnie przez chwile podążę tą samą ścieżką, jaka przetarli mi autorzy katalogu. Głównymi cechami odróżniającymi poszczególne stemple, które w przyszłości dadzą nam warianty są odmienne wieńce po lewej i prawej stronie tarczy herbowej. Na każdym ze stempli dostrzeżemy inne ułożenie poszczególnych liści i żołędzi, a często również zmienna będzie także ich ilość. Zanim pokażę to na ilustracjach, dodam jednak, że analiza monet jedynie na tej podstawie jest trudna i czasochłonna. Odmienne ułożenie każdego z motywów trudno jest dobrze opisać i spamiętać, co w praktyce podważa użyteczność tego rozwiązania. Dlatego też w dalszej części wpisu dla każdego z wariantów rewersu wskażę charakterystyczne element/y, które/y niezawodnie pozwoli/ą nam odróżnić każdy wariant z osobna. Jednak zacznijmy „po Bożemu” od przeglądu listowia po obu stronach rewersu. Poniżej warianty lewego wieńca dębowego.
Nie trzeba być matematycznym omnibusem, żeby szybko się zorientować, że na ilustracji przedstawiłem już nie tylko 4 warianty dostępne w katalogu, ale dodałem do nich dwa zupełnie nowe. O tych odkryciach napisze kilka zdań osobno, jak już nauczymy się je dobrze od siebie odróżniać. Jednak już teraz mogę oficjalnie podać, że aktualna liczba odkrytych wariantów wynosi dokładnie 6 J. Oczywiście sześć, nie licząc rewersu, jaki znamy z nielicznych monet rocznika 1792, który prawdopodobnie również powstał z przerobienia stempla z roku 1788. Jednak ten konkretny rewers nie wystąpił na monetach w dziś analizowanym roczniku, więc wspominam o tym tylko przy okazji i nie będę już do tego wracał. Kto jest ciekaw odsyłam do wpisu na ten temat  LINK 

Wracając do lewego wieńca z liści i żołędzi dębu, jak widać występuje radosna różnorodność. Każdy z wieńców jest do siebie podobny, jednak gdy dobrze się im przyjrzeć to gołym okiem widać wiele różnic stanowiących zupełnie odrębne układy. A każdy układ to oczywiście inny stempel rewersu. Niektóre zmienne można łatwo nazwać. Tu jest X liści i Y żołędzi, a już na rewersie obok jest ich odpowiednio mniej lub więcej. Tam liść dotyka do tarczy herbowej, gdzie indziej wprost przeciwnie, jest od niej trochę lub nawet mocno odchylony. Tu szypułka od żołędzia jest krótka, w innym przypadku długa, albo w ogóle jej nie ma. Nie chce nawet myśleć ile jest różnic w przesunięciach tych wszystkich drobnych elementów względem siebie, których nijak nazwać się nie da. Słowem, istny galimatias, chociaż pojawiają się już powoli pierwsze charakterystyczne elementy. Ja po tej stronie wieńca, co do zasady, proponuje patrzeć jedynie na 2 miejsca. Po pierwsze, na ułożenie najniższego żołędzia po lewej stronie, w tym na długość szypułki, na której sobie wisi. A po drugie, na ułożenie drugiego od góry prawego liścia względem tarczy herbowej. Na rewersie 1, 5 i 6 ten liść dotyka tarczy, na 2 prawie jej dotyka, a na 3 i 4 jest od niej sporo oddalony. Jak widać samym lewym wieńcem, to to my raczej do niczego konkretnego nie dojdziemy. Potrzebujemy wsparcia, czyli jako minimum drugiego wieńca z prawej strony, by podczas analizy obu stron „złapać” łącznie podstawowe różnice widoczne gołym okiem. Zatem zakrzyknę sobie jak Kayah: Prawy do lewego, lewy do prawego! J.
I tak, komu było mało zamieszania po lewej stronie tarczy herbowej, to teraz ma do dyspozycji drugi wieniec. Tu różnice w ułożeniu poszczególnych liści są delikatne jak mimozy, jednak w połączeniu z literami, w które „celują” poszczególne liście, wydaje się, że będzie to spore ułatwienie w szybkim i intuicyjnym odróżnianiu wariantów rewersu. Ja osobiście podczas analizy główną uwagę skupiałem jedynie na dwóch liściach. W pierwszej kolejności na tym umieszczonym najniżej oraz przydawał mi się jeszcze ten drugi, położony bezpośrednio nad nim. Te dwa w zupełności wystarczą. Popatrzcie sobie przez chwile, w które litery celuje najniższy listek. Na pierwszych stemplu jakby w sam kraniec litery „R”, na drugim gdzieś pomiędzy literami, na rewersie trzecim w „U” a dodatkowo listek wyżej celuje pomiędzy „A” i „P”, w czwartym pomiędzy „R” a „U” a dwóch kolejnych w „P”. Nawet jak teraz wszystko wydaje się Wam jeszcze do siebie podobne, to w połączeniu z elementami lewego wiechcia, dają sporo odpowiedzi na pytanie, które brzmi: Panie szanowny, jaki to wariant?

Żeby sobie jeszcze bardziej ułatwić, dodamy trzecią zmienną, która sprawi, że na pierwszy rzut oka odróżnicie rewers 1 od całej reszty. Ta odmienna cecha, występuje wyłącznie w tym wariancie i dotyczy grubości wstęgi w okolicy skrzydła lewego orła. Proszę spojrzeć poniżej jak sprawy się mają.
Co prawda na rewersie 3 i 4 orzeł prawie dotyka wstęgi, jednak prawie jak wiadomo robi różnicę i w każdym bądź razie, mnie ta cecha bardzo pomagała podczas analizy zebranego licznie materiału. Warto przy okazji dodać, że wstęgi nowych rewersów, czyli 5 i 6 są jeszcze inne, ale nie ma się czym martwić, bo na wszystko przygotowałem dokładne ilustracje.

Teraz złoże wszystkie cechy „do kupy” i zaproponuje odpowiedni zestaw zmiennych, po których można łatwo odróżnić poszczególne rewersy oraz jeszcze raz pokaże ilustracje z zaznaczonymi elementami, na które warto zwracać uwagę. Do dzieła.

REWERS 1:
a) lewy wieniec – drugi liść dotyka tarczy, ostatni żołądź na krótkiej szypułce;
b) prawy wieniec – dolny liść celuje w „R”, kolejny liść celuje w „A”;
c) wstęga szeroka, dotyka skrzydła orła;

REWERS 2:
a) lewy wieniec – drugi liść prawie dotyka tarczy, ostatni żołądź na krótkiej szypułce;
b) prawy wieniec – dolny liść celuje pomiędzy „U” a „R”, kolejny liść celuje w kraniec „A”;
c) wstęga wąska;

REWERS 3:
a) lewy wieniec – drugi liść daleko od tarczy, ostatni żołądź na długiej szypułce;
b) prawy wieniec – dolny liść celuje w środek „U”, kolejny liść celuje w środek „A”;
c) wstęga średnia, prawie dotyka skrzydła orła;

REWERS 4:
a) lewy wieniec – drugi liść daleko tarczy, ostatni żołądź na długiej szypułce kładzie się na liść;
b) prawy wieniec – dolny liść celuje w kraniec „U”, kolejny liść celuje pomiędzy „A” i „P”;
c) wstęga wąska, nie dotyka wyraźnie orła;

REWERS 5:
a) lewy wieniec – drugi liść dotyka tarczy i brak nad nim żołędzia, ostatni żołądź na długiej szypułce;
b) prawy wieniec – dolny liść celuje w „P”, kolejny liść celuje w „A”;
c) wstęga odmienna, prawie dotyka skrzydła orła;

REWERS 6:
a) lewy wieniec – drugi liść dotyka tarczy, ostatni żołądź na krótkiej szypułce;
b) prawy wieniec – dolny liść celuje w „P”, kolejny liść celuje w kraniec „A”;
c) wstęga wąska (bardzo wyraźnie);
Coś dziwnie wstawiły mi się dziś te wielkie zdjęcia. Podzieliłem je na połowę, ale i to nie pomogło. Pewnie to jakieś techniczne limity dotyczące maksymalnych rozmiarów ilustracji...Jednak po kliknięciu na fotkę i ściągnięciu, otwieraja sie w oryginalnej, porządnej rozdzielczości. Mam nadzieję, że teraz każdy miłośnik numizmatyki SAP już dostrzega niezwykłą różnorodność tej pięknej i całkiem dostępnej „grubszej” monety Stanisława Augusta. Pewnie nikogo już nie zdziwi fakt, że dojechaliśmy już prawie do 20 strony tekstu wraz z ilustracjami i z uwagi na objętość wpisu znów jestem zmuszony podzielić artykuł na dwie części. Na dziś to już wszystko, a już niedługo dopisze dalszy ciąg tej historii. W kolejnej części będzie więcej szczegółów o dwóch nowych wariantach, w tym gdzie je spotkałem i komu to zawdzięczam. Zdradzę, że nie wszystko jest jeszcze jasne, stąd całkiem możliwe, że dla amatorów monet z okresu Polski Królewskiej do rozwiązania pozostanie pewna zagadka. Ale na razie to tajemnica i milczę jak grób J. Oczywiście będą również tradycyjne tabelki a w nich pomiary i badania przeprowadzone na próbie liczącej blisko 300 egzemplarzy, jakie udało mi się zgromadzić na fotografiach. Zapewne znajdziemy tam odpowiedź na ważne pytania związane z kolekcjonowaniem półtalarów z 1788, w tym szacunkową liczebność nakładów poszczególnych wariantów oraz informacje, które z nich są szczególnie trudne do zebrania. Wszystko zakończy tradycyjny katalogowy opis i zdjęcia. Myślę, że warto poczekać chwile, by się dowiedzieć jak to się wszystko zakończy. Dziękuję za uwagę i zapraszam już niebawem J.

W dzisiejszym wpisie wykorzystałem informacje z katalogu autorstwa duetu Janusz Parchimowicz i Mariusz Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” oraz zdjęcia z archiwów aukcyjnych Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka, portalu aukcyjnego OneBid, Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka, Gabinetu Monet i Medali Muzeum Narodowego w Warszawie oraz inne, wyszukane za pomocą google grafika. Skorzystałem również z bardzo ciekawych i fajnie napisanych wpisów z bloga „Cudowny Świat” pisanego przez @Duśkę. Konkretnie z tekstu z maja tego roku pod tytułem „Warszawa – sekretu Łazienek ciąg dalszy”. Zapraszam do odwiedzenia tego bloga, wydaje się być pełen ciekawostek. Tu LINK  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz