Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozbiór polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozbiór polski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lutego 2017

Talar z 1793, czyli pamiątka targowickiej zdrady

Tak tak, dziś wytaczam ciężkie działo. J Kto z amatorów czasów SAP nie zna, nie słyszał, nie widział… lub nawet nie rozmyślał o posiadaniu tytułowego waloru? Nie znam takich - a ja, to już na pewno się do nich nie zaliczam. „Od zawsze”, kiedy tylko spotkałem gdzieś tego talara w naturze lub w internecie zawsze wzbudzał moją ciekawość, która po latach przerodziła się w (nie bójmy się tego słowa) obsesje na jego punkcie. Oczywiście w związku z moimi zainteresowaniami oprócz piękna i wyjątkowości samej monety, bardzo ważny jest dla mnie cały wątek historyczny, jaki sobą ten numizmat reprezentuje. Dziś, kiedy już posiadam go w swoich zbiorach, to do całej sprawy podchodzę dużo spokojniej, jednak zawsze jakoś szczególnie celebruję chwile, kiedy do tej monety wracam. Poniżej prezentuję drobną wizualizacje J


Dzisiejszy wpis będzie trochę kontynuacją artykułów, jakie napisałem w poprzednim miesiącu. W styczniu przy okazji opisywania złotówki z 1788 roku i półtalara z 1792 starałem się przywołać wątek związany z reformami Konstytucji 3 Maja oraz wojny polsko – rosyjskiej, jaka była konsekwencją obrony tych ustaw. Teraz znów nawiążę do tego okresu naszej burzliwej historii z końcówki XVIII wieku. A nawet nie tylko nawiążę, a raczej będę kontynuował rozpoczętą w styczniu historię, rozszerzając trochę zakres o Konfederację Targowicką, która jak wiemy była „przykrywką” do rosyjskiego ataku w 1792. A wszystko to ma się wydarzyć przy okazji opisywania talara z 1793 roku. Taki jest plan i tego będę się dzisiaj trzymał J Najpierw napiszę trochę od Konfederacji Targowickiej a dopiero potem przejdę do monety, która ma to wydarzenie upamiętniać.

Zacznijmy od początku. Jak dziś wszyscy wiemy reformy, które przyniosła Konstytucja 3 Maja były korzystne dla Polski, jako dla kraju i narodu, który miał szanse wydźwignąć się z okowów zaborców by w przyszłości stać się nowoczesnym, europejskim państwem. Jednak jak to zwykle bywa nie każdy wówczas w ten sam sposób pojmował słowa patriotyzm, wolna Polska i służenie narodowi. Dla najbogatszych magnatów i znacznej szlachty wiele spośród nowych regulacji i uchwalonych zmian, było po prostu niekorzystnych. O samych reformach społecznych przyjdzie mi jeszcze pewnie kiedyś napisać, dziś tylko dodam, że szlachta traciła sporo ze swojego uprzywilejowanej pozycji względem innych klas, co jak wiemy było sprzeczne z długowieczną tradycją, do jakiej wówczas przywiązywano ogromne znaczenie. Bardziej oświecona szlachta w zdecydowanej większość miała świadomość konieczności wprowadzenia pewnych zmian oraz braku innej rozsądnej drogi do zjednoczenia narodu w imię obrony niepodległości. Ta oświecona grupa reprezentantów szlachty, w gruncie rzeczy sama oddała część swojej władzy, bo przecież to ONI byli posłami na Sejm Czteroletni, który uchwalił te reformy. Jakimś cudem, pod wpływem chwili i poczucia wspólnoty, przedłożono wówczas korzyść krajową nad swoją własną.  Można powiedzieć, że „ludzie ludziom zgotowali ten los” i w tym przypadku było to działanie zacne i nic dziwnego, że do dziś 3 Maja jest naszym świętem narodowym. Jednak jak wyżej wspomniałem nie każdy był z tego zadowolony, że byle cham i prostak na swoje zagrodzie „będzie równy wojewodzie”… no i ten przeklęty KRÓL-ciołek, a raczej zwiększenie władzy monarchy ogromnie kłuło w oczy jego wschodnich ziomków. Pisze „wschodnich”, bo jak wiadomo na dzisiejsze okoliczności graniczne, to Stanisław August oraz większość znakomitych rodów, które są głównymi bohaterami naszych opowieść to tak zwana „Litwa”, czyli najbardziej klasyczna, polska szlachta. Znaczna cześć tej szlachty ówcześnie była szczególnie w bliskich relacjach z Rosją i realizowała swoją indywidualną politykę zagraniczna w oderwaniu od warszawskiego dworu. Sądzę, że w większości nawet musieli tak robić, mając ziemię i majątki zlokalizowane po obu stronach granicy… a nieraz nawet i w trzech krajach, bo przecież możni magnaci posiadali ogromne obszary a „stosunkowo blisko” była austriacka Galicja. Magnaci zyskiwali na słabości władzy centralnej i króla. Każdy musiał się z nimi liczyć, gdyż w praktyce to oni sprawowali rządy w swoich „małych ojczyznach”. W ten sposób pognębienie przywilejów szlacheckich w postaci zniesienia „liberum veto”, majstrowanie w „wolnej elekcji”, zmiany społeczne odbierane, jako „jakobińskie przepisy rodem z rewolucyjnej Francji” oraz ogólna polityka idąca na zderzenie z Rosją nie wywoływały w tych osobach żadnej sympatii. W końcu odbiera im się to, co do nich należy a dodatkowo „to zderzenie z Rosją” odbędzie się gdzieś koło ich domów. Oczywiście zapewne było wiele innych ważnych i głębokich powodów, dla których w pewnych kręgach nie wspierano reform. Fakt jest jednak taki, że była grupa, która aktywnie chciała przeciwstawić się najnowszym reformom i ta grupa znalazła swojego mocnego protektora w osobie rosyjskiej carycy Katarzynie II.

OK. a teraz już o Konfederacji. Jak wyżej starałem się uzasadnić samo zawiązanie Konfederacji było efektem niezadowolenia z reform Sejmu Wielkiego grupy majętnej szlachty związanej z Rosją. Już w listopadzie 1791 roku grupa szlachty skupiona wokół Szczęsnego Potockiego i Seweryna Rzewuskiego rozpoczęła niemrawe, ale głośne przygotowania do wypowiedzenia posłuszeństwa nowemu „nielegalnemu rządowi”, co nie spotkało się wówczas z reakcja władzy w Warszawie. Ot bogaci ekscentrycy, trochę pokrzyczą, szabla powywijają, ale w sumie - w powszechnej euforii, jaka panowała po ogłoszeniu reform Konstytucji 3 Maja - nikt nie brał tego zbyt poważnie. Historia pokazuje, że była to dużą pomyłka. Po śmierci 1 marca 1792 roku przychylnego nam cesarza Austrii Leopolda II, na tron wstąpił Franciszek II, który był zwolennikiem rosyjskiej carycy. W ten sposób Rosja była zabezpieczona i mogła rozpocząć przygotowania do odzyskania władzy w naszym kraju. Już 27 kwietnia 1792 roku na zaproszenie Rosjan do Petersburga zjechała grupa niezadowolonych magnatów i pod rosyjskim przewodnictwem zawiązało konfederację generalną koronną. Pod aktem konfederacji podpisali się najmożniejsi z polskiej delegacji. Stanisław Szczęsny Potocki, jako marszałek konfederacji, Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski, jako hetmani władający wojskiem. Duchowym przywódcą konfederacji był biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski. Akt konfederacji został zredagowany i przygotowany przez rosyjskiego generała Wasilija Popowa a sam dokument liczył 40 stron. W akcie argumentowano, że w związku z despotycznymi rządami króla Stanisława Augusta Poniatowskiego doszło do pogwałcenia najwyższych praw szlacheckich. W związku z tym, że król-ciemiężyciel całą władzę sprawuje wraz ze swoim niecnym rządem i jest nieczuły na skargi szlacheckie, to oni (w domyśle - polscy patrioci) zmuszeni są poszukać wsparcia swoich postulatów u Katarzyny Wielkiej, która sprawiedliwie panuje w bratniej Rosji. Przywódcy konfederacji ustalili z Rosjanami, ze formalnie ogłoszą ten akt po dotarciu do kraju a konkretnie dnia 14 maja 1792 roku w miejscowości Targowica nad rzeką Siniuchą, która leżała na ziemiach należących do Potockiego (obecnie Ukraina).
Decyzja o ustanowieniu konfederacji padła na podatny grunt, bo jak pisałem ostatnio przy okazji opisu wojny z 1792 roku, imperatorowa Katarzyna II szukała aktywnie wiarygodnego pretekstu do interwencji wojskowej i go znalazła. Można nawet pokusić się o tezę, że w jakiś sposób sama go wygenerowała, bo zapewne antyrządowe nastroje były podsycane za rosyjskie ruble. W każdym bądź razie 18 maja 1792 wojska rosyjskie wkroczyły do naszego kraju w imię obrony uciemiężonej polskiej szlachty. Teraz jesteśmy mądrzy i łatwiej jest nam oceniać, bo wiemy jak źle ta cała historia się skończyła. Trzeba tu jednak obiektywnie zaznaczyć, że konfederaci wcale nie zamierzali doprowadzić do kolejnych rozbiorów i wymazania naszego kraju z map. Źle pojęty patriotyzm oraz polityczne mrzonki zwiodły ich i skłoniły do podjęcia akcji, która miała opłakane skutki. Pochylmy się nad tematem i zobaczmy, co takiego zakładali konfederaci skupieni wokół Kossakowskiego i Potockiego. Początkowo były dwie koncepcje. Jedna z nich to koncepcja Seweryna Rzewuskiego, która zawierała obalenie obecnych rządów i utworzenie republiki federalnej, w której władza króla ograniczona byłaby do minimum. Rzewuski był wielkim zwolennikiem Rzeczpospolitej złożonej z federacji. Widział to, jako podział kraju na od 6 do 8 odrębnych federacji a każda z nich dysponowałaby własnym rządem, sądami i wojskiem. Druga koncepcja była mniej skomplikowana, bo był nią po prostu powrót do systemu sprzed reformy 3 maja z dodatkowym wzmocnieniem siły i władzy dla hetmanów. A że „przypadkowo” akurat Branicki i Rzewuski byli hetmanami… to ta koncepcja była bardziej realna i prosta do przeprowadzenia. Żeby wszystko było „po Bożemu” ustanowiono 23 zasady, które miały stanowić podstawę dla przyszłej władzy. Zasady w skrócie obalały wszystkie reformy Sejmu Czteroletniego, jednak pierwsza z 23 zasad regulowały sprawy władzy królewskiej i dziedziczności tronu, zakazując pod karą wychodzenia z propozycją sukcesji polskiego tronu. Kolejne zasady przywracały liberum veto, regulowały sprawy posiedzeń sejmowych oraz zmniejszano dopiero, co wprowadzone podatki. Nie zapomniano tez o ochronie stanu szlacheckiego i przywrócono prawo, które tylko szlachcicom dawało prawo oficerskie w wojsku. Jak widać nie ma z tych założeniach ani słowa o utracie niepodległości czy choćby cenie w postaci oderwania kilku województw, jaką przyjdzie zapłacić za „bratnie” rosyjskie wsparcie imperatorowej. Zatem należy domniemywać, że wydarzenia, które rozegrały się później nie do końca były w zgodnie z ustaleniami, do jakich wstępnie deklarowali się Rosjanie.

Teraz kilka słów o rządach Konfederatów, po to żeby płynnie przejść do talara. Po porażce wojsk królewskich, w lipcu 1792 roku wysłano delegacje do stolicy, która odebrała przysięgę od rządu i urzędników na wierność konfederacji. Kto odmówił złożenia przysięgi był automatycznie relegowany z urzędu, jaki zajmował. Zbędne urzędy i komisje zlikwidowano i przywrócono stary porządek. Nie obyło się bez akcji o jawnie negatywnym wydźwięku, wprowadzono kontrolę korespondencji, zakaz drukowania oraz cenzurę prasy, publikacji czy spektakli teatralnych. Zamknięto „Gazetę Narodową”, która był tubą haseł głoszonych przez pokonanych i upokorzonych zwolenników konstytucji 3 Maja. Wydano też listę zakazanych lektur w poszukiwaniu, których kontrolowano księgarnie. Generalnie siłą starano się zdusić ducha reform, coś w stylu „jak za komuny”, którą znamy z naszych czasów. Nie oszczędzono również dorobku, który nie był bezpośrednio związany z utrzymywaniem władzy. Nowa władza nie ograniczyła się tylko do zmian w dziedzinach propagandy. Zmieniono zasady działania Komisje Edukacji Narodowej a co najważniejsze określono nowe kompetencje sadów i rozpoczęto osądzać „wrogów narodu”, czyli posłów Sejmu Wielkiego i urzędników królewskich, którzy mieli wkład we wprowadzenie wcześniejszych reform oraz tych, którzy brali czynny udział w zwalczaniu Konfederacji Targowickiej.

Oczywiście dostało się też królowi mimo tego, że formalnie przecież w obliczu przegranej kampanii obronnej wstąpił w szeregi konfederacji. Istnieje teza, że to przystąpienie to był bardzo udany fortel z jego strony, bo w ten prosty sposób pozbawił niechętnych mu przywódców nowej władzy wielu możliwości związanych z agresywnym przejęciem rządów w stolicy. W sekrecie przed konfederatami król prowadził tajne negocjacje z ambasadorem Rosji w sprawie honorowej kapitulacji Warszawy i trzeba przyznać, że w pewnym sensie dopiął swego. Rosjanie wystąpili z propozycją pokojowego poddania miasta, które zostało przedyskutowane naradzie Straży Praw 23 lipca 1792 roku. Uznano wówczas fakt bezskuteczności dalszej walki i przegłosowano kapitulację miasta. Co ciekawe decyzja nie była jednomyślna. Siedem głosów czyli większość popierało kapitulację a wśród nich między innymi Hugo Kołłątaj, który przynaglał króla słowami” "Dziś jeszcze, Miłościwy Panie, przystąpić potrzeba do konfederacji targowickiej, nie jutro; każdy moment jest drogi, bo krew Polaków go oblewa"  . Przeciw poddaniu stolicy opowiedziało się 5 członków w tym marszałek sejmu Stanisław Małachowski. Trzeba dodać, że decyzję podjęto po uzyskaniu zapewnienia o zachowaniu przez Rosję integralności terytorialnej naszego kraju. Mając złudną jak się okazało nadzieję na uratowanie choćby części reform Sejmu Czteroletniego, król podjął decyzję o zakończeniu działań zbrojnych, zgłaszając akces do konfederacji (zdjęcie obok prezentuje ten akt). Król tym ruchem nie zyskał sobie sympatii wśród patriotów nastawionych na kontynuowanie walk. Na znak protestu wielu polskich dowódców, w tym książę Józef Poniatowski i Tadeusz Kościuszko, podało się do dymisji i wybrało emigrację zamiast rosyjskiej niewoli. Kraj w tym okresie opuściło też wielu wybitnych przedstawicieli polskich elit, m.in. Stanisław Małachowski oraz Ignacy Potocki. Wracając jednak do działań nowej władzy, podjęto kroki mające ograniczyć rolę i możliwości wpływania Stanisława Augusta na wydarzenia. Po pierwsze wydano manifest, w którym zabroniono władcy zaciągać jakichkolwiek pożyczek za granicą, po drugie zniesiono jego władzę nad Komisja Skarbową i Strażą Praw. W maju 1793 wyznaczono nawet specjalną komisję lustracyjną do rozpoznania i oceny własności królewskich w celu przyszłego pozbawienia go wszelkich dóbr. Z królem konfederacji mieli na pieńku i pewnie już dawno „spotkałby go jakiś wypadek w drodze do pałacu” gdyby nie upór rosyjskich władz, które stanowczo zakazywały i nie życzyły sobie żadnych zmian na polskim tronie. Skończył się dobry czas, w którym krzyczano „król z narodem, naród z królem”, Stanisław Augusta znów spadł do II ligi i to już miało się nie zamienić do końca jego rządów a nawet do kresu życia. Co ciekawe dla amatorów monet SAP, nowa władza zleciła także audyt mennicy. Z publikacji Mieczysława Kurnatowskiego „Przyczynki do historyi medali i monet polskich pod panowaniem Stanisława Augusta” , pod data 1793 czytamy, cytuję „ Sartorius, komisarz generalny poczt z polecenia komisji ekonomicznej królewskiej bada obecny stan mennicy, sprawdza rachunki i przedkłada wnioski co do dalszej administracji. Sprawozdanie przedkłada komisji w styczniu, a ta takowe królowi dnia 22 marca przez swojego przewodniczącego wręcza. Treść sprawozdania w streszczeniu jest następująca – po najdokładniejszym zbadaniu obecnego stanu mennicy okazuje się, iż zarządowi mennicy jak najmniejszego zarzutu uczynic nie można”. 

No a teraz już będzie o talarze z 1793 roku. Monecie niezwykłej zarówno ze względu na swój niespotykany styl, który charakteryzuje się między innymi pominięciem na awersie portretu panującego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz propagandowymi treściami umieszczonymi na obu jego stronach. Na początek prezentuje przykładowy egzemplarz talara, żeby wszystko było jasne, co w dalszej części będę opisywał.
Na początek, ustalmy rzeczy podstawowe, czyli, w jakim celu, w jaki sposób i gdzie konkretnie powstał ten numizmat. Idee wybicia okolicznościowego talara, na którym z rozmysłem pominie się króla przypisuje się jego największemu adwersarzowi, marszałkowi Konfederacji Targowickiej, Stanisławowi Szczęsnemu Potockiemu. Wiele ciekawych informacji na temat tej monety zawiera publikacja białoruskiego autora Wiktora Kakareko pod tytułem „Talar Targowicki z 1793 roku”, z której dowiadujemy się co następuje. Otóż dnia 5 grudnia 1792 roku w Grodnie podczas obrad Konfederacji Generalnej Wolnych Obojga Narodów Złączonych (ach te nazwy J), przygotowano specjalny dokument. Dekret ten nazwano nie mniej szumnie, a mianowicie „Ustanowienie medalu dla obrońców Rzeczpospolitej i bicia pod tymże stemplem talarów”. Już sam tytuł mówi nam wiele. W dokumencie tym nie tylko ustanowiono sam fakt, ale także dokładnie opisano wygląd obu stron monety wraz z napisami, jakie będzie zawierał oraz ustalono, komu i za jakie zasługi ten okolicznościowy talar będzie wręczany. Dla potwierdzenia, że projektowany numizmat ma być monetą obiegową zaznaczono w dokumencie, że ma mieć kurs w Rzeczpospolitej równy talarowi oraz, że w 1793 roku zakazuje się bicia talarów pod innym stemplem niż ten obowiązujący. Moneta została wybita zgodnie z obowiązującą wówczas Ustawą Menniczą z 1787 roku, która przewidywała bicie 10 7/16 talara z jednej grzywny kolońskiej srebra, jej średnica wynosiła 42mm a waga została określona na średnio 27,57grama, co pokrywało się z wartością ówczesnych 8 złotych polskich. Tym samym stoję na straży podejścia, które stanowi, że mimo okolicznościowego charakteru, talar medalowy ten jest („najzupełniej niezwykłą”) monetą obiegową SAP.  Co warte podkreślenia dokładnie tak samo uznali autorzy najnowszego katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego”, panowie Parchimowicz i Brzezińscy, którzy ten rodzaj monety również zakwalifikowali i opisali, jako obiegowe.Model talara z 1793 roku, zgodnie z wytycznymi zawartymi w dekrecie został wykonany przez nowego medaliera mennicy warszawskiej Jana Jakuba Reichla. Nowy artysta był uczniem słynnego medaliera SAP Jana Filipa Holzhoussera, stąd generalnie forma i styl monety nawiązuje do numizmatów tworzonych przez zmarłego rok wcześniej mistrza. Talar został wykonany w stylu neoklasycznym z wykorzystaniem elementów symboliki antycznej. Nowy medalier wykonał najpierw model monety a potem po zatwierdzeniu rytował stemple. Sam numizmat został wykonany pod nadzorem ówczesnego mincerza mennicy Karola Adolfa Mehlinga. To oczywiście znaczy, że talar medalowy został wybity w mennicy warszawskiej. Zostało to odnotowane w dokumentacji, więc nie powinno być żadnych wątpliwości, co do miejsca i ilości egzemplarzy produkcji tej monety. W tym miejscu proszę zwrócić uwagę na opisy tego talara, choćby w archiwum aukcji WCN. Tam bardzo często, fachowcy opisujący monety nie mogli się do końca zdecydować gdzie wybito dany numizmat. Warszawa, czy też Grodno?. My mówimy Warszawa.

A teraz przez chwilę zajmijmy się umieszczonymi na talarze napisami, które charakteryzują tę monetę i nadają jej swój okolicznościowo-propagandowy charakter. Na początek postarajmy się je odszyfrować i przetłumaczyć. Tu znów podeprę się publikacją Wiktora Kakareko i zacytuję interpretacje napisów, jaką umieścił w swojej publikacji. W centralnej części awersu umieszczono w dziewięciu liniach łaciński napis, który brzmi:
CIVIBUS
QUORUM PIETAS
CONIURATIONE DIE III.
MAI. MDCCXCI OBRUTAM
ET DELETAM LIBERTA
TE POLONA TUERI
CONABATUR RESPU
BLICA RESUR
GENS

Tłumaczenie: OBYWATELOM, KTÓRYCH MIŁOŚĆ POWODOWAŁA, ŻE STARALI SIĘ BRONIC WOLNOŚCI POLSKI, ZNISZCZONEJ PRZEZ SPISEK Z DNIA 3 MAJA 1791 ROKU – RZECZPOSPOLITA POWSTAJĄCA

Treść robi wrażenie, a gdy dodamy do tego umieszczenie jej w wieńcu z liści dębowych, który wówczas oznaczał siłę i nagradzano nim z reguły tych, którzy mieli zasługi w ratowaniu życia. Ale to nie wszystko, jeśli chodzi o awers, mamy tam jeszcze łaciński napis otokowy GRATITUDO CONCIVIBUS EXEMPLUM POSTERITATI, który autor publikacji tłumaczy jako: WDZIĘCZNOŚĆ DLA WSPÓŁOBYWATELI PRZYKŁADEM DLA POTOMNOŚCI.

Przenieśmy się teraz na druga stronę monety. Tu na rewersie w centralnej części znów mamy łacińska inskrypcje w sześciu wierszach, która brzmi:
DECRETO
REIPUBLICE NEXU
CONFEDERACTIONIS IUNCTAE
DIE V. XBRIS MDCCXCII
STANISLAO AUGUSTO
REGNANTE

Tłumaczenie: POSTANOWIENIEM RZECZPOSPOLITEJ SKONFEDEROWANEJ W DNIU 5 GRUDNIA 1792 ZA PANOWANIA STANISŁAWA AUGUSTA.  Dalej legenda w otoku na rewersie jest typowa dla ówczesnych talarów SAP i zawiera oznaczenie stopy menniczej oraz daty. Napis w otoku brzmi 10 7/16 EX MARCA PURA COLONIENSI.1793.

W tym miejscu, jako komentarz należy dodać, że polskie społeczeństwo końca XVIII wieku bardzo krytycznie odnosiło się zarówno do Konfederacji Targowickiej jak i do jej pamiątek. Talar Targowicki, jako jawny dowód zdrady narodowej był oczywistym celem wielu krytycznych publikacji, rozpowszechnianych w drugim obiegu, które miały zdyskredytować jego posiadaczy. Bardzo celny przykład na pogardliwe traktowanie członków Konfederacji Targowickiej podaje Władysław Terlecki w książce „Mennica Warszawska”. Cytuje tam wierszyk przytoczony przez J.I.Kraszewskiego w III tomie książki „Polska w czasie trzech rozbiorów (1772-1799) „ z 1903 roku, który brzmiał:

„SOBIE I SWOIM ROZDAJ PO TALARZE BITYM,
JEŚLI CHCESZ W POTOMNOŚCI POZOSTAĆ ZNAKOMITYM,
KSIĄDZ BISKUP KOSSAKOWSKI ZA SZCZEGÓLNE CNOTY
Z STOLICY PETERSBURSKIEJ ODEBRAŁ KLEJNOTY
A WY DROBNIEJSZE ŁOTRY, CO MNIEJ JADU MACIE
PO OSIEM TYLKO ZŁOTYCH WEŹMIECIE W ZAPŁACIE”

Talar i osiem złotych w zapłacie, to oczywiście nasz dzisiejszy bohater, czyli medalowy Talar Targowicki. I tak moneta wybita, jako element propagandy, stała się niemą bohaterką i wylądowała na śmietniku historii pośród uszczypliwych wierszyków.

Nie mniej ciekawe są historie i perypetie związane z nakładem. Wydaje się, że znamy dokładną liczbę egzemplarzy, między innymi dzięki publikacji dyrektora mennicy Puscha, który w swoim rękopisie podaje, że w tym roku mennica wybiła talarów dokładnie za 13 592 złotych. Co licząc talara po 8 złotych, daje 1699 egzemplarzy. Jednak tkwi tu pewna tajemnica. Po pierwsze, jak zapewne większość z amatorów monet SAP się dobrze orientuje, istnieją dwie odmiany talara targowickiego z 1793 roku.  Nazwijmy je sobie na początek na własny użytek, odmianą podstawową oraz odmianą drugą. Jak się wydaje sądząc po liczbie występowania egzemplarzy, cały nakład, o którym była mowa wyżej, czyli sławetne 1699 sztuk należy przypisać do podstawowej, pierwszej odmiany, która została wybita w mennicy warszawskiej za pomocą minimum dwóch stempli. Autorzy najnowszego katalogu pokazują dokładne wizerunki monet odmiany podstawowej wybitych oboma stemplami. Jednak z niewiadomych przyczyn, ten drugi stempel nazywają nową odmianą i opisują go jako osobny numizmat. Proszę spojrzeć poniżej, stemple a więc i monety różnią się od siebie jedynie odmiennym ułożeniem napisów względem siebie – najlepiej to widać w porównaniu do litery M w otoku.
Gdybyśmy wszystkie tego typu przesunięcia napisów otokowych względem choćby porteru królewskiego na awersach monet SAP traktowali, jako odmienne warianty (nie mówię już o większym kalibrze, jakim jest dla mnie „odmiana”, który preferują autorzy katalogu) to skazywalibyśmy się na kolekcjonowanie monet z każdej pary stempli. Weźmy choćby dwuzłotówki, tam w najpopularniejszych rocznikach mamy pewnie po 20-30 par stempli, z których każdy różni się minimalnie od poprzedniego delikatnym przesunięciem napisów otokowych względem siebie i króla. Zatrzymałem się w tym miejscu, ponieważ nie rekomenduje takiego podejścia. Zatem dla nas cenną informacja jest ta, że istnieją dwa stemple odmiany podstawowej. Oba zostały opisane w katalogu pod pozycjami 36.a oraz 36.a1.

Teraz przejdźmy do ciekawostki, jaką mamy w tym roczniku talara, czyli do drugiej odmiany tej monety. Wygląda, bowiem na to, że w późniejszym okresie, w jakimś innym miejscu wybito dodatkowy nakład przy użyciu nowych stempli. Druga, późniejsza odmiana mimo bardzo podobnej formy (wydaje się, że oba wykonał ten sam medalier) i zawartości różni się jednak wyraźnie od odmiany podstawowej. Główną różnicą widoczną na pierwszy rzut oka dla każdego obserwatora są zdecydowanie mniejsza czcionka liter użyta w napisach centralnych. Oczywiście łatwiej jest jak mamy dwie odmiany obok siebie i wtedy porównujemy. Proszę zobaczyć na fragmenty monet poniżej.
Same litery są zdecydowanie mniejsze, ale to nie wszystko, bo jest więcej bardzo istotnych zmian, które charakteryzują druga odmianę. Wymienię teraz po kolei wszystkie, jakie znam, w nadziei, że wiedza ta przyda się amatorom monet SAP. Pierwsza – mniejsze litery w napisach centralnych. Druga – mniejsza waga, która waha się w okolicach 21,1 grama. Trzecia – odmienna i stała średnica wynosząca 42,6 milimetra. Czwarta – gładki rant bez żadnych napisów i znaków vs napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS na monetach w odmianie podstawowej. Piąta – ozdobne gwiazdki w napisach otokowych są sześcioramienne vs pięcioramienne gwiazdki w odmianie podstawowej. Szósta – 41 żołędzi w wieńcu okalającym napis na awersie vs 31 żołędzi w odmianie podstawowej. Siódma – brak kropek po wyrażeniach III oraz MAI vs kropki w odmianie podstawowej. Ósma – brak kropki po wyrażeniu COLONESSI na otoku vs kropka na monecie z mennicy warszawskiej. Dziewiąta – kropka po cyfrze 7 w napisie otokowym w wyrażeniu 7/16 vs brak takiej kropki w pierwotnej wersji talara. Ostatnia, dziesiąta – większe (nieznacznie) napisy otokowe va standard. Zatem wyszło cos na wzór dekalogu, 10 różnic i trudno się pomylić. Tym trudniej będzie nam się pomylić i problem odróżniania obu odmian stanie się stricte teoretyczny, dlatego że druga odmiana jest bardzo rzadka i większość amatorów monet SAP pewnie do końca życia nie będzie miało okazji się o tej różnicy przekonać przeglądając własna kolekcję. No niestety, takie są fakty. Istnieją, co prawda dodatkowo dwie znane odmiany odbitek drugiej odmiany talara targowickiego wykonane w miedzi, jednak po pierwsze miedź to nie srebro… a po drugie są równie rzadkie, więc raczej nam nie będzie „po drodze” J

No, więc jak to jest z tym nakładem? Pewne jest to, że w 1793 roku w Warszawie mennica wybiła 1699 sztuk talarów. Po ilości występowania możemy założyć, że ogromna większość tych monet stanowi odmiana podstawowa w pierwszym wariancie stempla. Wiemy jednak, że ostatni administrator mennicy w czasach SAP, Antoni Schroeder był również wielkim amatorem i kolekcjonerem monet. Zaborcy obejmując władze w Warszawie wdarli się też do mennicy i zrabowali mu jego zbiór. Tym samym pozbawili go całej kolekcji zbieranej przez lata. Wiemy jednak, że Schroeder nigdy nie pogodził się ze swoja startą i już po formalnym zamknięciu zakładu, czyli po 8 stycznia 1796 roku, w tajemnicy użył wszystkich dostępnych wówczas stempli i odbił sobie pokaźną cześć kolekcji ponownie. Zakłada się, że wykonał po kilka sztuk i zapewne były tam także Talary Targowickie z 1793 roku. To jednak nie wszystko. Znalazł się kolejny możny kolekcjoner Franciszek Potocki, który w 1833 roku uzyskał pozwolenie władz rosyjskich na przegląd stempli, jakie pozostały w mennicy warszawskiej i użycie ich do odbicia do swojej kolekcji po dwóch sztuk z każdego rodzaju. Zatem do 1699 sztuk zapewne doszły kolejne egzemplarze odmiany podstawowej obojga kolekcjonerów. Ale to nie wszystko. Po zamknięciu mennicy w 1868 roku wszystkie stemple ze zlikwidowanego zakładu przewieziono z Warszawy do Sankt-Petersburga. I to właśnie w tym mieście w 1870 roku znów użyto stempli drugiej odmiany w celu wybicia nieokreślonej ilości Talarów targowickich w srebrze oraz odbitek w miedzi. Generalna różnica, jaka podają publicyści, po której można odróżnić późniejsze bicie jest brak napisu FIDEI PUBLICAE PIGNUS na rancie nowych monet, gdyż można założyć, że w komplecie stempli nie było nie narzędzia do wykonania napisów na rancie. Wydaje się to rozsądne podejście. Z drugiej strony powstaje kolejne pytanie, kiedy zostały wykonane przez medaliera stemple do drugiej odmiany i czy w ogóle istnieją sztuki z drugiej odmiany wybite w Warszawie i mające napis na rancie. Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Dane w najnowszym katalogu jednoznacznie świadczą o tym, że znane egzemplarze drugiej odmiany nie mają napisów na rancie. Czy zatem wszystkie te monety zostały wybite po zamknięciu mennicy oraz później już po za Warszawa w 1870 roku? Wiele na to wskazuje.

Poniżej wymieniam wszystkie znane mi odmiany i warianty talara medalowego z 1793 roku zwanego Talarem Targowickim.

TALAR TARGOWICKI 1793
36.a ODMIANA PIERWSZA

WAGA 27,57g
ŚREDNICA 42 mm
RANT – napis FIDEI PUBLICAE PIGNUS
Nakład łączny rocznika = 1 699
Szacowany rozkład w roczniku = 100%
Stopień rzadkości według Kopickiego = R5

36.a2 ODMIANA DRUGA

WAGA 21,1g
ŚREDNICA 42,6 mm
RANT – gładki bez napisu
Nakład łączny =?
Szacowany rozkład w roczniku = ?
Stopień rzadkości według Kopickiego = RRR? (bardzo rzadki, znam 1 egzemplarz)

36.a3 ODMIANA DRUGA, ODBITKA W MIEDZI

WAGA n/a
ŚREDNICA 42,6 mm
RANT – gładki bez napisu
Nakład łączny =?
Stopień rzadkości według Kopickiego = RRR? (bardzo rzadki, znam 1 egzemplarz)

36.a4 ODMIANA DRUGA, ODBITKA W MIEDZI (awers po obu stronach monety)

WAGA 37,78g
ŚREDNICA 42,6 mm
RANT – gładki bez napisu
Nakład łączny = moneta ze zbioru Bernsteina
Stopień rzadkości według Kopickiego = RRR? (bardzo rzadki, znam 1 egzemplarz)

Oczywiście dodatkowo nalezy stwierdzic, że aktualnie dostepne są falsyfikaty tego talara, ale ich jakość jak dotąd nie jest groźna i raczej trudno sie pomylić. Generalnie talar z 1793 roku (odmiana podstawowa) w stanie około II kosztuje nie mniej niz 10 tysiecy złotych, więc jak ktos sprzedaje go okazyjnie za na przykład 50 złotych to jest raczej kopia :-). Nie będe propagował nowoczesnych podróbek i pomine ich opis oraz zdjęcia, prosze sobie je samemu wygooglowac i nauczyc sie je rozpoznawać.

No to o talarach dziś już wszystko, ale to jeszcze nie koniec historii. Teraz dosłownie kilka zdań o tym, co wynikło z rządów Konfederacji Targowickiej i czym zasłużyła sobie na niezmywalną łatkę „ZDRAJCÓW”. Jak wiemy Rosjanie po raz kolejny dogadali się z Prusakami za plecami naszych niereformowalnych rodaków i postawiono „nowy rząd” prze faktem dokonanym. Najpierw 25 października król Prus Wilhelm II zażądał włączenia Wielkopolski w granice jego państwa, jako zadośćuczynienie za porażki w wojnie z francuzami. Przypomnijmy sobie, że to właśnie prusacy byli naszymi „aliantami” podczas wojny z Rosją. Jak widać nieźle wyszliśmy na tym sojuszu. L Propozycja prusaków została rozbudowana o kolejne polskie ziemie i województwa i płynnie przerodziła się w porozumienie między dwoma ówczesnymi mocarstwami (Austria nie brała w tym udziału zajęta wojną z Francją) przynoszące nam II Rozbiór Polski. 23 stycznia 1793 caryca Katarzyna II i król Prus Wilhelm II podpisali traktat w sprawie podziału kraju i bez zapowiedzi wprowadzili swoje wojska na nasze terytorium. Nie muszę wspominać, że zupełnie zaskoczyło to „zdrajców targowickich” jednak nie był to koniec upokorzeń, jakie przyszło im wówczas ścierpieć. Zaborcy zażądali przyjęcia traktatu przez polski Sejm, który w praktyce dla tego celu zwołano w Grodnie. Jako ciekawostkę można dodać, że ówczesne Grodno było stolicą nowej władzy, nazywającej siebie „Najjaśniejszą Konfederacją Wolnych”. I to właśnie w tej nowej, nieformalnej stolicy dnia 22 lipca 1793 sejm obradujący pod wycelowanymi w nich rosyjskimi armatami ratyfikował pomniejszenie wschodnich terenów polski. Po dwóch kolejnych miesiącach obrad, otoczony wojskiem sejm grodzieński zgodził się na utratę kolejnych terenów na rzecz Królestwa Prus. W ten oto sposób Konfederacja Targowicka zamiast odzyskania utraconych przywilejów szlacheckich, działając nierozsądnie doprowadziła do prawdziwej tragedii narodowej. Po tym już się nasza Rzeczpospolita nie podniosła, (co nie znaczy, że nie próbowała) przez kolejne 125 lat. Poniżej wizualizacja mapy rozbiorowej z 1793 roku.
Na dziś to koniec, jednak to nie wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia. W najbliższych planach jest kontynuacja tego wątku o wydarzenia w kolejnym, kluczowym 1794 roku. Ten zamysł mam zamiar zrealizować w dwóch kolejnych wpisach jeszcze w tym miesiącu. Słowem może wyjść z tego jakiś większa całość. „Za karę” za to, że tak mocno eksploatuje ostatnie lata SAP, to w marcu obiecuję powrót do monet z początkowych lat panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego.

W dzisiejszym wpisie wykorzystałem zdjęcia z archiwum Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, archiwum aukcji Warszawskiego Domu Aukcyjnego, katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” autorstwa duetu Parchimowicz/Brzeziński, z portalu Wikipedia.pl oraz wyszukane za pomocą usługi gogle grafika. Pisząc artykuł korzystałem z następujących źródeł: Wiktor Kakareko „Talar Targowicki z 1793 roku”, Władysław Terlecki „Mennica Warszawska”, Mieczysław Kurnatowski „Przyczynki do historyi medali i monet polskich pod panowaniem Stanisława Augusta”, Parchimowicz/Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego „oraz artykułu Anny Gredeckiej „Konfederacja Targowicka. Rzeczpospolita pod rządami zdrajców” z portalu historia.org LINK


czwartek, 27 października 2016

Rejtan, czyli upadek Polski…oczyma rosyjskiego ambasadora

Nadszedł długo przeze mnie oczekiwany czas, w którym po raz pierwszy (pewnie nie ostatni) będę mógł się odnieść do bardzo interesującego mnie okresu historii nowożytnej, jaką jest I Rozbiór Polski. Ciekawi mnie jednak nie tylko sam fakt podziału kraju pomiędzy wrogo nastawionych sąsiadów, ale również proces, czyli wszelkie okoliczności i uwarunkowania, które poprzedziły ten narodowy dramat i które go spowodowały (również pośrednio). Miałem ten temat na uwadze jeszcze przed założeniem bloga, można nawet rzec, że wyrażenie swojego poglądu na ten temat, było jednym z istotniejszych z mojego punktu widzenia przesłanek do utworzenia tej strony. Tym milej mi dziś rozpocząć dyskusje na ten istotny dla „prawidłowego zrozumienia” historii polski temat. Temat, na który praktycznie każdy z nas ma już swoje wyrobione zdanie. Zdanie, które statystycznie i bezwiednie niestety najczęściej „idzie po najmniejszej linii oporu”, (czego nie krytykuję, a nawet uważam, że to jest naturalne i ludzkie) odwołując się do wizji, z jaką wszyscy pamiętamy między innymi ze słynnego obrazu Jana Matejki (jeden obraz wart jest 1000 słów). Nasze zdanie, które zostało niejako „wyhodowane” przez czasy i kulturę, w których żyjemy oraz przez wartości, jakie dziś wyznajemy. Pogląd, który został zaprogramowany w nas przez program nauczania historii na poziomie szkolnym, często oparty o popularne opinie oraz o mity takie jak te o „patriotycznym zrywie Konfederacji Barskiej”, „starego dobrego szlachcica Rejtana drącego w drzwiach swoje szaty” oraz „nieudolnego zdrajcy, króla Stanisława Augusta Poniatowskiego”. Po co robię i dlaczego mam zamiar kopać się z koniem? Na pewno nie mam zamiaru nikogo pouczać, ani też narzucać nikomu mojego „jedynie słusznego” zdania. Robię to, dlatego, że uważam za swój obowiązek podzielenie informacjami, jakie udaje mi się pozyskać badając czasy i numizmatykę okresu SAP.  Moim zdaniem powszechna wiedza o I Rozbiorze Polski, która jeśli zostanie pozostawiona sama sobie na aktualnym, raczej ogólnym poziomie i nie będzie pogłębiona przy innych okazjach - może już nigdy nie zostać skorygowana. W efekcie może to już nas na zawsze skazać na uznanie za pewnik, różne czasem naprawdę wątpliwej, jakości interpretacje, które (nie tylko moim zdaniem) bardzo często mijają się z prawdą historyczną. I właśnie o stworzenie takiej okazji do dyskusji, platformy do wymiany poglądów oraz okazji do zaprezentowania własnego punktu widzenia mi się tutaj rozchodzi. Chce dać sobie oraz każdemu amatorowi numizmatyki SAP szansę na lepsze poznanie tego okresu oraz na ustalenie możliwie najbardziej obiektywnej prawdy o tych wydarzeniach. Poniżej mapa z zazanczonym obszarem zagarnietym przez państwa zaborcze.



Blog jest postawiony trochę na głowie, więc nikogo nie powinno już dziwić, że pójdziemy z tematem trochę „od końca” i dziś konkretnie zajmiemy się jedynie ratyfikacją traktatów rozbiorowych. W dalszej części wpisu wspólnie poszukamy ziaren prawdy o wydarzeniach, jakie rozegrały się w warszawskim sejmie z 1773 roku w wyniku, których formalnie zatwierdzono I Rozbiór Polski oraz zderzeniem tej wiedzy z najpopularniejszymi wyobrażeniami o tym wydarzeniu. Myślałem chwilę, jaką sekwencją dalej poprowadzić swój wywód żeby był w miarę spójny i nie zmęczyć materiału J. Zacznijmy, zatem od wizji, jaką większość z nas ma przed oczami myśląc o niesławnym czynie sejmu, który zgodził się na rozbiór kraju. Przywołajmy, zatem to wyobrażenie, oto obraz „Rejtan – upadek Polski”, jaki w 1866 stworzył 28-letni wówczas krakowski malarz Jan Matejko. Zanim o samym obrazie, garść ciekawostek z XIX wiecznej epoki. Matejko tworząc swoje dzieło oryginalnie miał w zamyśle alegoryczne przedstawienie utraty wolności i suwerenności kraju oraz roli, jaką w tym upadku odegrały najbardziej uprzywilejowane warstwy polskiego społeczeństwa. Artysta realizował już wówczas swój ideowy przekaz zapoczątkowany w 1864 roku obrazem „Kazania Piotra Skargi”. Obraz „Rejtan…” został wystawiony w krakowskim towarzystwie naukowym i niemal od razu stał się obiektem wielkich kontrowersji. Płótno zostało przyjęte bardzo krytycznie przez ówczesną opinię publiczną gdyż zdaniem oponentów był on zbyt aktualną i „jeszcze żywą” w społeczeństwie ilustracją przyczyn upadku Powstania Styczniowego. Możemy od razu stąd wysunąć wniosek, że protestująca wtedy opinia twierdziła, że do rozbiorów i upadku powstania… przyczyniły się podobne siły, zatem nasz naród niczego nie nauczył się na swoich błędach. Zaciekli krytycy, wśród których nie zabrakło znanych artystów (między innymi Wojciech Kornelli Stattler pierwszy mistrz Matejki, który uczył go malarstwa w akademii Sztuk Pięknych w Krakowie), popularnych pisarzy (Cyprian Kamil Norwid i Józef Ignacy Kraszewski hejtowali dzieło w prasie i publikacjach), kleru oraz możnych magnatów, czyli potomków arystokratów przedstawionych na obrazie (w przypadku kleru mowa o „potomkach” jest tylko skrótem myślowym J). Padały nawet hasła nawołujące do zniszczenia dzieła.  Szum w kraju był ogromny, ale idealista Matejko nie ugiął się pod naporem krytykantów, co więcej wykonał kolejny ruch i zgłosił swoje dzieło na Wystawę Światową w 1867 roku w Paryżu. Obraz na wystawie był prezentowany w „dziale austriackim” (Powstanie Styczniowe nie przywróciło nam wolności), zyskał sporą popularność wśród znawców i w efekcie nagrodzono je nawet medalem. Po wystawie obraz został za 50 tysięcy franków kupiony przez cesarza austriackiego i spoczął w Wiedniu. Do kraju powrócił dopiero po odzyskaniu niepodległości w 1920 roku. Dziś znajduje się w Zamku Królewskim w Warszawie. Tyle o emocjach XIX społeczeństwa i teraz wróćmy do samego obrazu, który prezentuje poniżej.


Matejko nie krył, że na swoim płótnie pokazuje jedynie artystyczną interpretacje zdarzeń historycznych, która jest symbolem upadku moralnego szlachty i kleru, który w efekcie doprowadził do utraty niepodległości.  Mimo tego, że autor z całą mocą podkreślał, że obraz nie jest ilustracją z przebiegu konkretnego zdarzenia a jedynie zbiorem osób i symboli minionych czasów - ta teza do naszych czasów bardzo się rozmyła i praktycznie nie przetrwała w świadomości społecznej. I o tym właśnie będzie kolejnych kilka zdań.

Na początku trzeba napisać, że Matejko miał święta rację i większość z przedstawionych na obrazie scen w rzeczywistości nie miała miejsca i są jedynie pełnym symboli wytworem wyobraźni artysty. Po drugie należy od razu podać do publicznej wiadomości, że ze wszystkich znamienitych osób (śmietanka towarzyska II połowy XVIII wieku) uwiecznionych na płótnie – rzeczywiście w posiedzeniu sejmu rozbiorowego w 1773 roku uczestniczyło ich zaledwie 3 (słownie: trzech!). Pozostali przedstawieni przez malarza pełnią tam jedynie role symboliczne na równi z „przewróconym krzesłem” i „rozsypanymi monetami”. Kto zatem uczestniczył w obradach sejmu, który zatwierdził rozbiór? Otóż byli to: przegłosowany i jak zwykle bezradny aktualny władca Stanisław August Poniatowski, tryumfujący i dominujący marszałek sejmu z 1773 roku Adam Łodzia Poniński oraz ekspresyjny poseł województwa nowogródzkiego (dziś Białoruś) Tadeusz Rejtan. Który to jest ten Rejtan, każdy wie – został przez artystę symbolicznie pokazany jak próbuje nie dopuścić do zdrady i własnym ciałem blokuje wyjście z sali obrad. Marszałek Poniński (główny sprzedawca ojczyzny na usługach i pensji zaborców) to ten „w czerwonym” na pierwszym planie. Natomiast nasz król Stanisław August Poniatowski (też często na usługach obcych sił, które płaciły za dostanie życie i spłacały długi), to nie ta strojna w szaty osoba, która stoi obok Ponińskiego (to akurat jest magnat Stanisław Szczęsny Potocki, którego z tego, co zdążyłem się zorientować, większość myli z królem) – a został przedstawiony na drugim planie w głębi obrazu, jak ze rezygnacją biernie przypatruje się wydarzeniom, na które wcześniej już stracił wpływ. Pozostałe osoby uwiecznione na płótnie nie były świadkami tych wydarzeń, ponieważ nie przebywały w tym czasie w Warszawie a często nie było ich nawet w Polsce jak na przykład ambasador Repnin, który w roku 1773 nie był już czynnym ambasadorem i przebywał „u siebie w Rosji”. Nie bez znaczenia jest również fakt, że niektóre osoby przedstawione na obrazie w 1773 roku wyglądać musiały zupełnie inaczej z powodu swojego wieku, jak na przykład Hugo Kołłątaj, który w czasie sejmu miał w wtedy zaledwie 23 lata i był studentem w Rzymie. Są też osoby, które powinny być duchami gdyż w roku 1773 już nie żyły, jak na przykład magnat Franciszek Salezy Potocki, który zmarł rok wcześniej. Tym samym obraz nie może w żadnym wypadku służyć współcześnie, jako ilustracja tego historycznego wydarzenia a jedynie (jak chciał tego artysta) tylko, jako symboliczna wizja upadku ojczyzny. Nie ulega jednak wątpliwości, że pomimo tego, że diagnoza przedstawiona przez artystę jest z gruntu rzeczy słuszna, niestety oparta została w większości na symbolach (jak to sztuka), które nie w pełni zostały zrozumiane i zinterpretowane zgodnie z myślą malarza. Na koniec z punktu widzenia badacza czasów SAP, niestety trzeba uznać, że (jak już wyżej napisałem człowiek jeden obraz przyswaja lepiej niż 1000 słów) w wyniku późniejszej wielkiej popularności dzieł malarza, do niektórych arystokratów z tego obrazu (znanych z imienia i nazwiska) w tym szczególnie do ostatniego króla, Matejko nieumyślnie przyczepił „łatkę sprzedajnych zdrajców ojczyzny”. Zapewne artysta nie zdawał sobie wtedy sprawy z siły sprawczej swojego dzieła lub uznał, że cena, jaką poniosą niektóre postacie historyczne warta jest końcowego efektu. Stawiam na to, że chciał uzyskać piorunujący efekt, dlatego też użył takich symboli żeby wzbudzić maksymalne kontrowersje. Już wtedy, mimo że nie było jeszcze TVN24 liczył się nośny przekaz, który dawał rozgłos i sławę – u artystów bez zmian J

Teraz czeka nas drugie, bardzo smakowite danie J Z rozmysłem w części powyżej nie opisałem swoimi słowami, co właściwie za scenę przedstawił nam Jan Matejko i jak należy rozumieć te wszystkie symbole, których użył artysta. Nie ma sensu żebym się wysilał i nadwyrężał, jak już istnieje moim zdaniem najlepszy możliwy opis dzieła oraz jego najpiękniejsza interpretacja. Na scenę wchodzi mój idol … klap, klap, klap… Jacek Kaczmarski, oklaski dla Mistrza J Boże jak ja ilekroć słuchałem jego utworów (czyli często) a nawet wykonując je własnoręcznie w zaciszu domowym, zawsze podziwiałem tę ogromną wrażliwość, która pozwalała mu tworzyć te wszystkie niezapomniane utwory inspirowane obrazami i grafiką. Jacek Kaczmarski mając rodziców-artystów, w domu rodzinnym nasiąknął cały tym ich malarstwem, tym ich kolorowym środowiskiem. I ta wrażliwość i znajomość środków przekazu pozwalała mu potem jakże celnie odczytywać intencje artystów a wiedza historyczna i talent literacki pomagał mu je doskonale interpretować i aranżować w utwory muzyczne. Zawsze mnie to zastanawiało, jak to jest, że ja jak pewnie większość społeczeństwa stając przed obrazem, (co przyznaje bez bicia, że czynię rzadko) zachwycam się jedynie „tym co widzę” a zupełnie nie dostrzegam, nie odczytuje kontekstu i nie potrafię patrząc na płótno znaleźć tych ukrytych znaczeń. Ot talent, trafił na podatny grunt i dzięki temu powstało wiele niezapomnianych pieśni, dla mnie czasem lepszych i „celniejszych” niż ich malarski pierwowzór. O jednej z nich dziś będę miał okazje zaraz napisać J Nie może, więc się dziwić mistrz Matejko, że czasem jego obrazy nie zostały do końca zrozumiane, bo w końcu nie każda epoka ma swojego Kaczmarskiego, który przełoży obraz na inne, bardziej zrozumiałe dla ogółu formy. Na nasze szczęście Jacek Kaczmarski identycznie jak wcześniej Jan Matejko tez miał swój ideologiczno-historyczny plan do zrealizowania. Brał „na warsztat” i interpretował obrazy opisujące ważne chwile w życiu narodu polskiego. Przekładał te obrazy na słowa i dźwięki tworząc zupełnie nową tkankę. Robił to być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, między innymi dla takich osób jak ja, które zupełnie nie czują malarstwa i trzeba im łopatologiczno-muzycznie to wszystko przetworzyć, wygrać i wyśpiewać. A to już do mnie trafia i to bardzo mocno. Nie dziwi, zatem, że przy moich zainteresowaniach „Rejtan, czyli raport ambasadora” trafił mnie w serce dawno temu i zachwycił kunsztem. Po dziś dzień mnie zachwyca i wzrusza. Nikt lepiej nie opisze i wytłumaczy tego obrazu niż Jacek Kaczmarski. Najpierw posłuchajmy a potem popiszemy dalej.


Jak już posłuchaliśmy, to jeszcze poniżej słowa piosenki wraz z chwytami na gitarę (zakładam, że cos tam sobie w duszy czasem pogrywacie J)

Jacek Kaczmarski
Rejtan, czyli raport ambasadora

"Wasze wieliczestwo", na wstępie śpieszę donieść:              a E
Akt podpisany i po naszej myśli brzmi.                                a E
Zgodnie z układem wyłom w Litwie i Koronie                    a E
Stał się dziś faktem, czemu nie zaprzeczy nikt.                    a E A

Muszę tu wspomnieć jednak o gorszącej scenie,                  d E
Której wspomnienie budzi we mnie żal i wstręt,                  d E
Zwłaszcza że miała ona miejsce w polskim sejmie,               d E
Gdy podpisanie paktów miało skończyć się.                           d E a E

Niejaki Rejtan, zresztą poseł z Nowogrodu,
Co w jakiś sposób jego krok tłumaczy mi,
Z szaleństwem w oczach wszerz wyciągnął się na progu
I nie chciał puścić posłów w uchylone drzwi.

Koszulę z piersi zdarł, zupełnie jak w teatrze,
Polacy - czuły naród - dali nabrać się:
Niektórzy w krzyk, że już nie mogą na to patrzeć,
Inni zdobyli się na litościwą łzę.

Tyle hałasu trudno sobie wyobrazić!
Wzniesione ręce, z głów powyrywany kłak,
Ksiądz Prymas siedział bokiem, nie widziałem twarzy,
Evidemment, nie było mu to wszystko w smak.

Ponińskij wezwał straż - to łajdak jakich mało,                    d g d d
Do dalszych spraw polecam z czystym sercem go,               d g d d
Branickij twarz przy wszystkich dłońmi zakrył całą,            d E
Szczęsnyj-Potockij był zupełnie comme il faut.                    d E a E

I tylko jeden szlachcic stary wyszedł z sali,
Przewrócił krzesło i rozsypał monet stos,
A co dziwniejsze, jak mi potem powiadali,
To też Potockij! (Ale całkiem autre chose).

Tak a propos, jedna z dwóch dam mi przydzielonych
Z niesmakiem odwróciła się wołając - Fu!
Niech ekscelencja spojrzy jaki owłosiony!
(Co było zresztą szczerą prawdą, entre nous).

Wszyscy krzyczeli, nie pojąłem ani słowa.                     d E
Autorytetu władza nie ma tu za grosz,                            d E
I bez gwarancji nadal dwór ten finansować                    d E
To może znaczyć dla nas zbyt wysoki koszt.                  d E a E

Tuż obok loży, gdzie wśród dam zająłem miejsce,                           a E
Szaleniec jakiś (niezamożny, sądząc z szat)                                     a E
Trójbarwną wstążkę w czapce wzniósł i szablę w pięści -                a E a
Zachodnich myśli wpływu niewątpliwy ślad!                                  d E a A7

Tak, przy okazji - portret Waszej Wysokości
Tam wisi, gdzie powiesić poleciłem go,
Lecz z zachowania tam obecnych można wnosić
Że się nie cieszy wcale należytą czcią.

Król, przykro mówić, też nie umiał się zachować,
Choć nadal jest lojalny, mogę stwierdzić to:
Wszystko, co mógł - to ręce do kieszeni schować,
Kiedy ten mnisi lis Kołłątaj judził go.

W tym zamieszaniu spadły pisma i układy.
"Zdrajcy!" krzyczano, lecz do kogo, trudno rzec.
Polityk przecież w ogóle nie zna słowa "zdrada",
A politycznych obyczajów trzeba strzec.

Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika                    a a
Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz.                    E7 E7
Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka,                             a E
To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.                     a E

Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia                            d E
Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;                                d E
Wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,           d E
Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!                                F E a E a

Dobrze a teraz przejdźmy do szybkiej interpretacji piosenki. „Rejtan, czyli raport ambasadora” jest kolejną częścią większego projektu artystyczno-patriotycznego autora. Po utworze Kaczmarskiego „Krajobraz po uczcie”, jaki prezentowałem na blogu jakiś czas temu, który jak pamiętamy wieszczył przyszły i raczej nieunikniony upadek państwa, teraz mamy dalszą część tej historii. W tym utworze nie ma już mowy o wieszczeniu, tu już jest „po zawodach” i znajdziemy szczegółowy opis oraz szybką diagnozę jak do tego upadku doszło. Doczekaliśmy się, zatem wreszcie przełożenia wizji symboli z obrazu Matejki na bardziej zrozumiały dla ogółu język literacki. To, co zapewne rzuca się w uszy od początku pieśni, to fakt, że narrator opowiada nam tutaj historię upadku kraju z punktu widzenia i perspektywy… rosyjskiego ambasadora. Już za sam ten zabieg jak dla mnie autor zasługuje na Oskara. Trzeba przyznać, że jest to perspektywa niezwykle przewrotna, a przez to ciekawa i szczera aż do bólu w wyrażeniu poglądów. W końcu rosyjski ambasador nie musi liczyć się ze słowami i może nazywać sprawy takimi, jakie są w swojej naturze i walić przy tym prostu z mostu. Dodatkowo taką relację możemy uznać, co do zasady za szczery głos w dyskusji, gdyż występuje w kontekście listu (raportu) pisanego przez dyplomatę Mikołaja Repnina do swojej szefowej, czyli Katarzyny II – a ta przecież nie zanosiła niedomówień i tak zwanej „miękkiej gry” J Możemy, więc zaufać autorowi raportu, który opisuje swojej imperatorowej wszystko, co wie i co widzi, najlepiej jak potrafi. A wie i widzi wiele, bo to przecież ambasada rosyjska w tych czasach podejmowała decyzje. Matejko przedstawił to symbolicznie, ambasadora, jako widza, który spogląda na cała sytuacje z balkonu z pozycji widza. Kaczmarski doskonale to wykorzystał i wzmocnił ten wątek czyniąc go kluczowym dla całego utworu. Co konkretnie ambasador widzi (poniżej fragment obrazu przedstawiający Repnina w towarzystwie Izabeli Lubomirskiej i Elżbiety Grabowskiej), to już wiemy po wysłuchaniu piosenki i przeczytaniu tekstu, więc nie będę tego za nadto rozwijał.



Zwrócę za to uwagę na kolejny majstersztyk, jaki zastosował Jacek Kaczmarski a mianowicie na francuskie wyrażenia, jakie w swoją relację jakby od niechcenia wtrąca narrator. Po za tym, że świetnie pasują do rymów i rytmu piosenki trzeba przyznać także, że zostały użyte bardzo celnie. Moim zdaniem znakomicie nawiązują do zasad, jakie panowały wówczas w XVIII wiecznej dyplomacji rosyjskiej. Znane są treści (fragmenty) raportów, jakie w tym czasie były przesyłane do Katarzyny II z Warszawy. Oczywiście jak już wcześniej wspomniałem ambasadorem wtedy nie był już pokazany na obrazie Repnin. Dość powiedzieć, że mamy tu do czynienia z bardzo ciekawą sytuacją polityczno-lingwistyczną. Oto w 1773 roku rosyjski ambasador Otto Magnus von Stakelberg (Niemiec) pisze raport z Warszawy do Cesarzowej Rosji Katarzyny II (też Niemka, urodzona w Szczecinie, jako Sophie Friedericke Auguste zu Anhalst-Zerbst-Dornburg) po francusku J Językiem międzynarodowej dyplomacji (i nie tylko) był w tym czasie język francuski i znakomicie zostało to uchwycone przez autora i zręcznie wplecione w tekst wyśpiewanego raportu. Jak dla mnie bomba.

Ostatnia cecha, na jaka chciałbym zwrócić uwagę to ta, która wyróżnia go na tle innych w sferze muzycznej. Nie jestem żadnym znawcą teorii muzyki, więc z góry proszę o wybaczenie, jeśli coś pokręcę, ale napiszę o tym prosto, jako z jednej strony słuchacz a z drugiej okazjonalny wykonawca. Otóż generalnie utwór jest prosty, zwarty i melodyjnie spójny, co zresztą nam Pan Jacek doskonale powyżej już przedstawił. Są w nim jednak „ukryte” smaczki, można by rzec efekty specjalne. W utworze kilkakrotnie mamy do czynienia z podkreśleniem sytuacji lirycznej tekstu przez dodatkowe użycie/wtrącenie fragmentu innej melodii, która jest na tyle popularna i znana, że łatwo kojarzy się odbiorcy z tekstem dopełniając i wzbogacając kompozycję. Trochę to zawiłe, ale jakie ma być skoro sam to wymyśliłem J. To nie do końca jest dobrze słyszalne w wersji, w której sam autor wykonuje utwór na gitarze. Dlatego tez proponuje nieco bogatszą dźwiękowo aranżację tria Przemysław Gintrowski – Jacek Kaczmarski – Zbigniew Łapiński z albumu o jakże wymownym tytule „Muzeum”.


Artyści grając w trzech mogli jeszcze bardziej podkreślić wymowę utworu i nadać mu szerszy kontekst wplatając w melodię (co najmniej dwukrotnie) po kilka taktów ukraińskiej melodii ludowej „Hej sokoły” oraz francuskiej „Marsylianki”. Oczywiście nie bez znaczenia jest moment, w którym te dwie melodie pojawiają się w utworze. Bez wątpienia Jacek Kaczmarski traktował swoja twórczość poważnie i z pewnością chciał, aby efekty jego pracy dorównywały dziełom sztuki malarskiej, jakie opisywały. Dlatego też nie zadowalał się prostym przekładem i zwykłą interpretacją a raczej tworzył swoje dzieła tak jakby on również malował obrazy, wzbogacając muzykę o elementy pozwalające odbiorcom jeszcze lepiej wczuć się w epokę.

OK., to tyle o dziełach malarskich, literackich i muzycznych. Na koniec tego artykułu zaplanowałem kilka zdań, które przedstawią okres ratyfikacji I Rozbioru Polski w świetle faktów historycznych z dostępnych mi publikacji.

Na początek trzeba powiedzieć, że pomysł rozbioru naszego kraju paradoksalnie narodził się we Francji, która to zaniepokojona sytuacją polityczną w naszej części Europy związaną z przedłużająca się wojną rosyjsko – turecką i realnym zamiarem włączenia się Austrii (która była sojusznikiem francuzów) po stronie tureckiej. Z kolei w tym czasie Prusy były związane przymierzem z Rosją, więc musiałby w tej sytuacji zaatakować Austriaków i Francja musiałby też na to zareagować i …wyszłaby z tego pewnie niezła zadyma. Więc ta sama Francja, która na mocy traktatu oliwskiego z 1660 roku kończącego „potop szwedzki” była gwarantem niepodległości Rzeczpospolitej, doszła do wniosku że w tej sytuacji rozsądnie będzie gdy walczące państwa dojdą do porozumienia i w ramach „zapłaty za pokój” otrzymają część terenów naszego kraju. W obliczu tych informacji, jakim paradoksem jest, że to właśnie do Francji Stanisław August Poniatowski słał poselstwa i protesty na mający się dokonać podział oraz nawet jeszcze w czasie trwania sejmu w 1773 roku miał zamiar (w przebraniu) uciec do Francji żeby nie podpisywać aktów rozbiorowych. Niestety Francja w tym czasie akurat stała na progu zmian władzy we własnym kraju, zmieniła tez przy okazji swoja politykę zagraniczna w stosunku do Polski i już do końca procesu była jedynie biernym widzem zdarzeń w naszym kraju. Poniżej szkic prezentujący władców przygotowujących się do I Rozbioru Polski.


Idea podziału Polski szczególnie przypadła do gustu władcy Prus Fryderykowi II, który miał na to wiele pomysłów oraz pilną potrzebę połączenia drogą lądową Prus Królewskich z reszta kraju. Nic dziwnego, że polecił swoim dyplomatom potraktować to jako priorytet swoich działań i przeć w kierunku realizacji tego pomysłu. Austria najpierw z dystansem odniosła się do pruskich propozycji, nie była zainteresowana gwałceniem praw międzynarodowych i ewentualnym konfliktem interesów z sojuszniczą Francją. Argumentami, które przekonały Austriaków były głównie te o ociepleniu stosunków z Rosją oraz o zakończeniu wojny domowej, która trwała w Polsce od 1768 roku (Konfederacja Barska) i która bardzo osłabiła pozycje króla w naszym kraju. Najbardziej opornie do pomysłu prusaków podeszli Rosjanie. Trzeba pamiętać, że traktowali cała Polskę, jako praktycznie „już swój kraj”, więc nic dziwnego, że na początku nie byli skłonni się tym krajem z nikim dzielić. W końcu Cesarzowa Katarzyna II była osobą ambitną, która budowała wielkie imperium, więc jak tu oddawać coś innym. I to, komu? Austriakom, którzy jeszcze miesiąc temu szykowali się do wsparcia Turcji w wojnie z Rosją… Wydawałoby się, że tych interesów nie da się pogodzić, ale, od czego była XVIIII wieczna dyplomacja. Trwały negocjacje warunków i zasad rozbioru, jednak decyzja była nieunikniona. Przyjęto zasadę faktów dokonanych, czyli najpierw działamy a potem rozmawiamy i już w 1769 roku Cesarz Austrii Józef II, jako pierwszy zajął przygraniczne terytoria polskie. Następnie do gry włączyły się Prusy, które od 1770 roku rozpoczęły powolne i planowe przejmowanie ziem pomorskich. Podobno zaborcy osiągnęli porozumienie już w połowie 1771 roku, jednak nie spieszyli się z kolejnymi krokami. Dopiero w lutym 1772 roku w Wiedniu podpisano układ rozbiorowy, który oficjalnie został zgłoszony stronie polskiej przez ambasadorów dnia 18 września 1772. Wcześniej, bo 5 sierpnia 1772 trzy armie wkroczyły w granice naszego kraju i zajęły terytoria, jakie sobie wcześniej uzgodniły (były małe wyjątki). Wtedy dopiero rozpoczęły się protesty króla i szlachty przeciwko tym aktom i planowanym zaborom, ale było już za późno, kraj wyniszczony wojną domową nie miał sił i środków do podjęcia skutecznych działań obronnych. Pozostała nam już tylko dyplomacja i poselstwa na dwory królewskie w całej Europie by ktoś się za nami wstawił. Można tu dodać, że z kraje bezpośrednio zainteresowane sytuacją w naszym regionie pozostały bierne, zareagowała tylko Hiszpania wnosząc protest a jedynie Turcja oficjalnie nie uznała rozbiorów. Prusacy nawet upamiętnili moment I Rozbioru Polski wydając okolicznościowy medal (poniżej), na którym na awersie widnieje popiersie Fryderyka II Wielkiego a na rewersie mamy rodzajową scenę, podczas której król Prus przysiadłszy na herbach Pomorza i Prus przygląda się mapie nowo zdobytych terenów trzymanej przez boginię Victorię. Zatem ordery zostały rozdane i było już „po herbacie”.


Teraz dochodzimy do sejmu i wydarzeń jakie nastąpiły zaraz przed tymi namalowanymi przez Matejkę i zaśpiewanymi przez Kaczmarskiego. Traktaty rozbiorowe dla swojej ważności musiał potwierdzić polski król i sejm. Zaborcy, więc zainteresowani byli szybkim i sprawnym procesem legislacyjnym. Rozpoczęły się wybory do sejmu, które niestety zostały w znacznej części kraju zbojkotowane. Nikt nie chciał być wybrany do sejmu, który jak wszyscy zdawali sobie sprawę będzie musiał potwierdzić utratę terytoriów. Niestety ta niechęć do wybrania wśród polskich patriotów ułatwiła zadanie zaborcom, którzy z łatwością wprowadzali do sejmu „swoich zwolenników”. Oczywiście w tym czasie za poparcie się płaciło złotem. W tym czasie król widząc, ze protesty na europejskich dworach spływają jak po kaczce starał się zorganizować wokół siebie mocne stronicowo, które w sejmie będzie mogło zablokować działania zaborców. Otworzył się na powracających z emigracji szlachciców walczących jeszcze niedawno „przeciwko niemu” w siłach Konfederacji Barskiej. Robił to, ponieważ słusznie uznał, że w tym dramatycznym czasie nie ma się sensu spierać o formę tu trzeba walczyć o przetrwanie ojczyzny. Udało mu się pozyskać kilku sojuszników, jednak wielu innych równie znamienitych i bardzo ważnych dla sprawy do końca nie zamierzało się z królem „ciołkiem” dogadywać. Zatem obóz królewski nie był zbyt silny. Dlaczego tak ważne było dla zaborców wybranie do sejmu swoich zwolenników, otóż musieli uważać żeby nie zginąć od „własnej broni”. Broni, którą w tej sytuacji było polskie prawo „liberum veto”, które pozwalało choćby jednemu niezadowolonemu posłowi zerwać głosowanie, obrady a nawet cały sejm i nie dopuścić do dalszego obradowania. Użyłem sformułowania „własnej broni”, dlatego, że wcześniej zaborcy już wielokrotnie niejednokrotnie przekupując posłów zrywali polskie sejmy i doprowadzali do paraliżu w kraju. Wiele sejmów się nie odbyło, wiele ustaw wzmacniających państwo polskie nie zostało uchwalonych, wiele praw, które wzmocniłyby i unowocześniły polskie społeczeństwo nigdy nie zostało przegłosowanych. To była mega skuteczna i zabójcza broń, więc przez wiele lat obce mocarstwa robiły wszystko żeby utrzymać w Polsce przestarzałe sarmackie prawo „liberum veto”. I teraz to prawo mogło uderzyć w nich samych. Plan był taki, żeby pozyskać do współpracy osobę, która będzie marszałkiem przyszłego sejmu. Tym sprzedajnym szlachcicem był właśnie przedstawiony na pierwszym planie dzieła Matejki – Adam Łodzia Poniński. No dobra mamy marszałka to teraz trzeba jeszcze „dokupić posłów”, jak pomyśleli tak tez zrobili. Generalnie opcja przychylna zaborcom miała mieć na sejmie większość. Polscy patrioci nastawili się zaś na zerwanie sejmu.

Konfederacja. Konfederacja, to słowo klucz i za razem jedyna w tym czasie skuteczna metoda na przeprowadzenie sejmu bez jego zerwania. Prawo mówiło, że jeśli sejm będzie skonfederowany to takiego sejmu nie można zerwać, bo „liberum veto” nie ma wtedy zastosowania. Tym samym obóz polskich patriotów straciłby swój oręż i już praktycznie nic nie stanęłoby zaborcom na swojej drodze. Zatem zaborcy stawiają na konfederacje sejmu. Konfederację zawiązał sam marszałek Poniński z poparciem grupy ponad 60 przekupionych posłów i senatorów. Ale jest kolejny problem. Na konfederację muszą zgodzić się wszyscy posłowie. I tu zaczyna się rola Tadeusza Rejtana, który wraz z grupa posłów stanął w opozycji do konfederatów i nie zgodził się na rozpoczęcie obrad. Opór był słaby, ale skutecznie przez kilka dni nie pozwolił rozpocząć obrad. Trzeba wiedzieć, że był to na dzisiejsze standardy taki „strajk okupacyjny”, w którym protestujący nie opuszczali gmachu sejmu, głównie z tego powodu, że zaborcy zapewne znaleźliby sposób by ich już tam drugi raz nie wpuścić. Prawo działało wtedy w jedna stronę, z pozycji siły i rosyjskich wojsk stacjonujących w Warszawie. To właśnie ten protest symbolicznie, jako rozdarcie szat i zablokowanie drzwi wyjściowych przedstawił w swoim obrazie Matejko. Są różne, nie raz sprzeczne relacje jak dalej potoczyły się losy oporu Rejtana i jego towarzyszy. Ja skłaniam ku tym, które twierdzą, że protest trwał kilka dniu poczas, których nieliczna grupa posłów okupowała sejm. Ponieważ tylko kwestia czasu było, kiedy opór zostanie złamany, to zaborcy pomogli temu wprowadzając szereg represji wobec protestujących i ich majątków. Oskarżono Rejtana i jemu podobnych o podburzanie do niepokojów i buntownictwo przeciw ojczyźnie, co poskutkowało wydaniem wyroków skazujących. Kilku posłów wywieziono na Syberię a innym skonfiskowano wszystkie dobra. W tym czasie protest Rejtana się załamał i po trzech dniach opuścił sejm i w asyście pruskiego wojska udał się na Litwę. Podobno potem podupadł na zdrowi umysłowym i w 1780 roku popełnił samobójstwo. Jak było, czy ktoś „mu nie pomógł” trudno dziś stwierdzić. W efekcie po zakończeniu kryzysu związanego z protestem doszło do ustanowienia konfederacji i zaborcy oraz ich marionetki zyskali w polskim sejmie praktycznie niepodzielną władzę. Ostatnią próbę obrony kraju podjął wtedy sam Stanisław August Poniatowski, który znany, jako bardzo przekonujący mówca, starał się przeciągnąć cała sprawę i przekonać większość posłów, że warunki, jakie proponują zaborcy w akcie rozbiorowym są niekorzystane dla ojczyzny, w takiej formie nie do przyjęcia i należy je jeszcze przeanalizować przed podjęciem decyzji. To rozsierdziło rosyjskiego ambasadora i Ponińskiego, którzy podjęli polemikę z królem zbijając jego argumenty. Koniec końców król zawnioskował o głosowanie nad jego wnioskami. I tu mamy kolejny faul ze strony Ponińskiego, otóż zarządził on wtedy „głosowanie nad głosowaniem”, czym dał niewątpliwy przykład parlamentarzystom III RP jak skutecznie zablokować obrady. Niestety wtedy własnie okazało się jak ważny dla przebiegu obrad był brak na sali patriotów (którzy nie dali sie wybrac do sejmu) i Tadeusza Rejtana oraz jego grupy posłów (wyjechali sami lub "z pomocą" zaborców i nie brali udziału w obradach), gdyz wniosek królewski przepadł róznicą 6 głosów. Zwolennicy zaborców przeszli do decydującej ofensywy i widząc, że obrady i głosowania się nadmiernie przeciągają zawnioskowali o wybranie spośród posłów i senatorów „delegacji”, która rozpatrzy tę sprawę. Ta „delegacja” to tez była nowość w polskim sejmie (cos jak komisja śledcza) i nie przypadkowo znaleźli się w niej jedynie zwolennicy uchwalenia legalizacji rozbiorów. Dnia 18 września 1773 roku „delegacja” podpisała porozumienia z ambasadami krajów zaborczych a dwa tygodnie później 30 września sejm zatwierdził traktat rozbiorowy. Król również potwierdził ważność traktatu i w zamian za ten gest zyskał między innymi anulowanie prywatnych długów oraz otrzymał wynagrodzenie, kilka tysięcy dukatów z kasy krajów zaborców. Trzeba jasno przyznać, że Stanisław August Poniatowski mimo tego, że jego intencje i działania były skierowane na obronę ojczyzny, jednak jak to miał w zwyczaju przegrał swoją kolejną walkę polityczną, nie potrafiąc zbudować silnego poparcia wokół swojej osoby. Zresztą trzeba przyznać, że strategia, jaka realizował król też może dziś wydawać się kontrowersyjna, można ją określić w skrócie słowami „trwać przy Rosji tak długo jak się da i w ten sposób unikać dalszego rozbioru Polski”. Znamienne są słowa, które miał wyrzec Stanisław August Poniatowski podczas jednej z jego płomiennych mów w sejmie: „choćby tej Polski zostało się tylko tyle, że ją kapeluszem będzie można nakryć, to ja i tak w niej jako król rządzić będę”. Część nieprzychylnych komentatorów uważa, że te słowa mówią o niczym więcej jak o tym, że nikt króla „nie oderwie od koryta”. Ja jednak chce wierzyć, że chodziło o „cos więcej”. Bliska moim poglądom jest teza Stanisława Cata Mackiewicza, który charakteryzując rolę króla w procesie upadku Rzeczpospolitej, jest zdania że to nie była wina „jednego człowieka” (w domyśle króla) a raczej całej ówczesnej elity społecznej kraju. Nic dziwnego, że po takim pokazie słabości struktur państwowych XVIII wiecznej Polski, w kolejnych latach krajem praktycznie rządził rosyjski ambasador. Sejm rozbiorowy obradował aż do 1775 roku, przynosząc obok wstydliwych ustaw również wiele znaczących i potrzebnych regulacji (na przykład Komisja Eukacji Narodowej), które wpływały na kraj w kolejnych latach. I to by było na tyle. Historia bez happy endu.

Mam nadzieje, że nie zanudziłem. Mam świadomość, że tylko lekko dotknąłem tematu i jest jeszcze wiele wątków do poruszenia, istotnych dla w miarę obiektywnej oceny okresu SAP. Jestem jednak zdania, że każda okazja do pogłębienia wiedzy o czasach w których obiegały monety, które zbieramy jest dobra. Obiecuje, że będą kolejne okazje, ale raczej bez nachalnej przesady. Dziękuję za doczytanie do końca i pozdrawiam J

W artykule korzystałem z wielu źródeł. Zdjęcia pochodzą z Wikipedii, WCN oraz ze strony www.pinakoteka.zascianek.pl . Wykorzystałem także informacje zawarte w ksiązkach: Stanisław Cat – Mackiewicz „Stanisław August”, Marian Henryk Serejski „Europa a rozbiory Polski”, Kraszewski Józef Ignacy „Polska w trakcie trzech rozbiorów 1772 – 1799” tom 1. Czerpałem wiedze również z publikacji dostępnych w internecie: Marcin Dobrowolski „Rozbiór Poslki systemem francuskim” ze srony www.pulshistorii.pb.pl , trzech artykułów Piotra Ugniewskiego „Dlaczego Francja nie udzieliła pomocy Polsce w dobie pierwszego rozbioru”, „Dyplomacja francuska wobec Rzeczypospolitej od misji Francois de Callieresa do rozbiorów”, „Propaganda Stanisława Augusta Poniatowskiego w stosunku do francuskiej opinii publicznej” dostępnych w Pasażu Wiedzy Muzem Pałacu Króla Jana III w Wilanowie pod adresem www.wilanow-palac.pl , „Prawdziwa historia Rejtana” ze strony www.odkrywcy.pl , „Rejtan, czyli raport ambasadora – analiza i interpretacja” ze strony www.kaczmarski.klp.pl , „Rozmowy niedokończone – wokół Rejtana Jana Matejki” ze strony www.culture.pl oraz z artykułów dostępnych w polskiej Wikipedii. Teledyski (jeśli tak to można nazwać) sa zaczerpnięte oczywiście z serwisu Youtube, natomiast tekst utworu i chwyty gitarowe ze strony www.camillo.cba.pl na której można znaleźć również inne ciekawe opracowania.