Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6 groszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6 groszy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 września 2017

Fałszywe 6-cio, 10-cio i… 60-cio groszówki SAP, czyli witaj w królestwie „Despacito”

Dalej kontynuujemy wspólną podróż przez fałszerstwa srebrnych monet Stanisława Augusta Poniatowskiego. Podróbki, które wpadły mi kiedyś w ręce lub „w oko” i posiadam na dowód tego spotkania jakieś w miarę porządne zdjęcia. Po omówieniu groszy, dwugroszy, złotówek i dwuzłotówek uznałem, że już czas na mały „skok w bok” i opisanie całej grupy nominałów, które z racji tego, że nie były bite w całym okresie panowania ostatniego króla, są tematem nieco pobocznym. Na początek warto zaznaczyć, że nie jest to tylko moja opinia. O pewnej poboczności tych monet świadczy także stosunkowo niewielka ilość fałszerstw, jakie na nich popełniano, co może świadczyć o tym, że również fałszerze traktowali te monety, jako niestandardowe a więc niezbyt przydatne do podrabiania. Jak pamiętamy choćby z moich poprzednich artykułów na temat oryginałów 6-cio groszówek z 1794 roku, czy któregoś z roczników opisanych 10-cio groszówek – monety te były bite pod koniec okresu stanisławowskiego. Z całą pewnością, dlatego właśnie nie dotknęła ich „zaraza” pruskich fałszerstw z początków czasu SAP. Zatem jeśli już znajdziemy dziś jakieś fałszywe sreberka, to raczej nie będą one wykonane przez prusaków na szkodę polskiego skarbu.

W grupie monet, jakie dziś będziemy analizować, co do zasady będziemy mieć do czynienia z dwoma rodzajami podróbek. Jedne to będą monety „z epoki” wykonane na wzór oryginałów w celu wprowadzenia ich do obiegu i skorzystania na ich wartości. Druga grupa są to monety podrobione w późniejszych czasach a nawet współcześnie, na szkodę kolekcjonerów, zbieraczy i ogólnie poszukiwaczy wszelkich numizmatycznych okazji. Stosunkowo wysokie nakłady, z co za tym idzie mniejsza wartość wielogroszówek SAP powodowała, ze niezbyt interesował się nimi „prawdziwy biznes” fałszerski, który wolał w tym czasie podrabiać znacznie cenniejsze lub bardziej popularne nominały, stad materiału dziś nie będzie przesadnie wiele i wpis nie powinien być zbyt długi. To pewna korzyść, którą chciałbym już na wstępie wyartykułować i podkreślić. Nie znaczy to jednak, że w tych trzech wyżej wymienionych nominałach nie znajdziemy ciekawostek. Znajdziemy istne perełki numizmatyki SAP. Żeby jednak tradycji stało się zadość, wpis rozpoczynam fotką na dobry początek J

Tematem związanym z fałszerstwami monet SAP, na którym chciałbym się dziś skupić przy okazji opisywania wyżej wymienionych nominałów jest specyficzny rodzaj fałszerstwa polegający na wprowadzaniu zmian w oryginalnych monetach. Od razu dodam, że przerabianie monet, bo do tego zmierzam, to nie jest jakiś pospolity typ fałszowania i trzeba się naprawdę na tym znać, żeby nie zostawiać oczywistych śladów ingerencji. Najprostszym i zapewne najczęściej spotykanym efektem tego rodzaju działania była zmiana rocznika na monecie. Szczególnie dotyczy to ostatniej cyfry w dacie, którą najłatwiej przerobić bez utraty kontekstu, rozumianego, jako odmiana lub wariant stempla. Każdy amator numizmatyki, który zbiera monety wie jak ważną zmienną dla kolekcjonera jest rocznik i jak przeważnie trudno jest skompletować wszystkie możliwe roczniki danego typu. Nie mówiąc już o rocznikach „nie możliwych”, których dziś wiemy, że nie było, bo nie bito w nich określonych rodzajów monety, ale w XIX wieku i w początkowych latach XX wieku, ta wiedza nie była jeszcze tak powszechna jak dziś. Zatem czasami wymyślano „nowe” roczniki.  Idąc dalej uświadommy sobie ile można stworzyć „nowych wariantów” stempla usuwając zgrabnie z popularnej monety występujące na niej ważne dla kolekcjonerów elementy takie jak inicjały, herby, znaki interpunkcyjne czy też drobne elementy dekoracyjne. I na tym dążeniu do zbierania wyjątkowych okazów bazuje właśnie ten typ fałszerstwa. Ten rodzaj stosowano głównie po to by ze „zwykłej monety” na przykład w popularnym roczniku zrobić „wyjątkowy egzemplarz”, czyli numizmat rzadki, poszukiwany i… drogi J.  Nic dziwnego, zatem, że głównym celem ataku byli kolekcjonerzy.

Istnieje nawet sporo literatury dotyczącej fałszowania monet, jednak tylko nieliczne pozycje skupiają się na monetach historycznych rozumianych, jako numizmaty z epoki polski królewskiej. Jedną z takich pozycji, którą cenie, za jakość opisów i trafność przykładów fałszerstw jest książka Henryka Mańkowskiego „Fałszywe Monety Polskie” z 1930 roku. Co ciekawe książka ta została wydana już po śmierci autora staraniem rodziny i przyjaciół pod redakcja Mariana Gumowskiego. Zanim pokaże przykład na monetę SAP przerobioną w taki właśnie sposób, pozwolę sobie wykorzystać tezy autora by przybliżyć techniczne (i nie tylko) aspekty powstawania tego rodzaju przeróbek. Autor pisze tak, cytuję „Metal miękki i elastyczny jak dobre srebro, a także i złoto, mają tę właściwość, że warstwy ich drobne dają się dość łatwo cienkim narzędziem, dłutkiem czy rylcem, z miejsca na miejsce bez ukruszenia przesunąć, jak również nietrudno jest dolutować jakiś drobne części. W ten sposób robiąc z szóstki lub dziewiątki zero, z trójki piątkę, z piątki szóstkę, bez zbytnich trudności stwarzano z lat pospolitych lata rzadkie, a nawet dotąd nieistniejące wcale.” Przykłady na te przeróbki, jakie podaje autor nie dotyczą dzisiejszych nominałów, wiec użyje ich w kolejnym odcinku gdy będę pisał o półtalarach i talarach ostatniego króla. Oczywiście trzeba dodać, że nie każda przeróbka daty, jaką spotykamy na monetach SAP jest fałszerstwem. Powiem więcej, praktycznie żadna z nich nim nie jest J. Jak to możliwe? Otóż w czasach SAP bardzo częstą metodą na oszczędność było przerabianie stempla, po to by przedłużyć możliwość jego wykorzystania, co z reguły znaczyło, by móc użyć go jeszcze w kolejnym roku. Jeśli narzędzie było w dobrym stanie technicznym a jedyną zmianą pomiędzy rocznikami była jedynie zmiana daty, to tego rodzaju czynności były powszechnie stosowane. I to właśnie ich efekty spotykamy tak licznie na monetach Poniatowskiego a dzięki temu mam, o czym pisać na blogu. Gdzie jest haczyk? Otóż z założenia mincerz dokonujący takiej zmiany z reguły nie krył tego faktu, żeby nie powiedzieć szczerze, że nie przykładał do tego zbyt wielkiej wagi i swojej uwagi. Zatem wszelkie tego typu zmiany są z reguły dobrze lub chociaż nieźle widoczne. Koncentrując się na dacie, ludzkie oko z łatwością, „że cos jest nie tak” a często nawet więcej, choćby to, z jakiej cyfry, na jaką wykonano zmianę. Inaczej jest z fałszerstwami. Tam właśnie cały „wic poległa na tym, żeby zmiana nie była widoczna, żeby przeróbkę ukryć. I tu właśnie często fałszerstwo się wydaje, szczególnie, gdy po wnikliwej analizie dochodzimy do wniosku, że data wyglądała nawet lepiej niż reszta monety. Z takim przykładem dzisiaj będziemy mieć do czynienia. Oczywiście nie każdy fałszerz ma wystarczające zdolności by dokonać zmiany w porządny sposób, stąd znane są również i mniej udane ingerencje w datę. Wydawałoby się, że tym sposobem brak zdolności artystycznych lub kompetencji mechanicznych wyjdzie szybko na jaw i fałszerstwo zostanie odkryte. Jednak czasem i nawet takie „niezbyt udane dzieła dłuta” zyskiwały sobie przychylność kolekcjonerów, w których posiadaniu była fałszywa moneta. Nie raz nawet do tego stopnia, że fałszywki te, jako wybitne okazy wchodziły nawet do katalogów i poprzez lata uznawane były za oryginały. I z takim przykładem dziś również się zetkniemy w dalszej części wpisu.

W wyżej wymienionej książce autor bardzo dokładnie analizuje te przypadki. Podaje, że często na dukatach z przerobiona datą można zobaczyć, że po odwrotnej stronie monety niż ta, na której jest data mamy defekt wyglądający jak „miejsce sklepane”. Ślad ten pochodzi od kowadełka, w którym montowano numizmat podczas obróbki dłutkiem. Kolejnym sposobem uzyskiwania fenomenów numizmatycznych, jakie stosowano ówcześnie było przepiłowywanie monet na pół, tak ze
uzyskiwano dwie osobne blaszki rewersu i awersu. Preparując w ten sposób kilka monet, łączono je w różne konfiguracje uzyskując „nieznane wcześniej numizmatyce okazy”. Tego rodzaju przeróbki można poznać po śladach lutowania na rancie, bo w końcu jakoś te dwie strony monety musiano ponownie połączyć ze sobą. Nie raz nie wychodziło to zbyt dokładnie i gołym okiem można było uznać, że cos tu się nie zgadza. Oprócz tego odgłos tak spreparowanej monety rzuconej na stół jest głuchy, stąd ta cecha również może okazać się przydatną w ocenie dziwnych okazów. Jeśli jednak fałszywka wykonana jest wybitnie dobrze to możemy nie dostrzec gołym okiem śladów łączenia a i odgłos czasem też nie jest dyskwalifikujący, wówczas nie pozostaje nic innego jak badanie obu stron monety. Autor w takich przypadkach sugeruje badanie na skład chemiczny, co w tamtych czasach pewnie znaczyło zmierzenie próby srebra obu stron. Rewers i awers oryginału wykonane są oczywiście z jednego fejnu, stąd, jeśli podczas badania znajdziemy odchylenia wyników sugerujące, że każda strona monety ma delikatnie odmienny skład i może pochodzić z innej partii metalu, to powinno się nam zapalić „czerwone światło”. Zapewne obecnie analiza spektrometrem dałaby nam na te pytanie jasną odpowiedź, jednak 20-200 lat temu kolekcjonerzy musieli radzić sobie sami. W nieco podobny sposób fabrykowano klipy, które ówcześnie również należały do wielkich numizmatycznych rzadkości. W kawałek metalu z odpowiednio wyciętym otworem wlutowywano monetę. Ślady łączenia dokładnie zacierano. Generalnie, czym okaz rzadszy, tym więcej pracy fałszerze wkładali w uzyskanie odpowiedniego efektu końcowego. Co zwykle pokrywało się z cena, za jaka taki „unikat” był sprzedawany. Tak produkowano nie tylko rzadkie klipy ale również i jeszcze rzadsze monety próbne, których najczęściej z racji swojej unikalności nikt wcześniej na żywo nie widział. Fałszerze żerowali na braku materiału do porównania i tworzyli własne dzieła. Trzeba dodać, że nie wstydem było dać się nabrać i wielcy numizmatycy, jakich znamy, jako autorów numizmatycznych dzieł, katalogów, czy znakomitych kolekcji byli najczęstszymi ofiarami tego sposobu podrabiania monet. Znane są liczne przykłady, w których znawcy nabywali „białe kruki”, które później okazywały się fałszywkami lub nawet monetami fantazyjnymi, które nigdy nie istniały. Ale dziś nie o tym, jeśli kogoś to interesuje, to ciekawe przykłady są w książce Mańkowskiego. Ostatnią metodą mechanicznego przerabiania monet, o jakiej chce dziś wspomnieć jest obcinanie napisów otokowych. Oczywiście nie dotyczy to monet SAP wiec wspominam o tym tylko, jako ciekawostka. Znane są przykłady monet z kolekcji Potockiego i Czapskiego, w których w celu uzyskania rzadkich roczników denarów litewskich Zygmunta Augusta, obcinano otok z pospolitego półgrosza. W ten prosty sposób otrzymywano „denara”. Oczywiście fałszerstwo można poznać po tym, że orzeł i pogoń na tak spreparowanej monecie jest większa od tej, jakie występowały na oryginalnych denarach. Jednak jak widać, metoda ta była na tyle skuteczna lub interesująca dla wybitnych kolekcjonerów, że włączali tak podrabiane numizmaty do swoich zbiorów. Obok tekstu fotka okładki książki, jaką dziś cytuje i polecam z aukcji WCN na której została sprzedana za ponad 500 złotych. Link do cyfrowej wersji znajduje się na końcu wpisu. 

No dobra, to weźmy się teraz za konkretna robotę i zobaczmy te fałszywe 6-cio i 10-cio groszówki Poniatowskiego. Zatem startujemy. Na pierwszy ogień biorę sześciogroszówki z 1794 roku. Poniżej pierwsza moneta, której zdjęcie pochodzi z udostępnionych zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie.
Co widzimy? Niestety na zdjęciu jest tylko awers, ale za to mamy dokładny opis wykonany ręką (?) kustosza zbiorów muzealnych Anny Bochnak. Jest to o tyle pomocne, że z samego zdjęcia trudno w ogóle odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z fałszerstwem. Moneta wygląda poprawnie, tak jak wiele znanych numizmatów tego rodzaju z 1794 roku. Jednak dzięki opisowi wiemy, że zdaniem Pani kustosz krążek wykonano ze stopu metali koloru srebrnego i użyto techniki bicia. Technika o tyle oryginalna, że trudno sobie wyobrazić powód jaki popchnął ewentualnego fałszerza do wykonania stempla (idealny jak oryginalny) i bicia tak nic nie wartych monet. Być może wskazówką jest fakt, że zdaniem opisującego numizmat został wykonany po 1794 roku. Zatem być może użyto oryginalnych stempli jakie zostały po zlikwidowanej mennicy warszawskiej i tylko metal. Druga tajemnicą (jak dla mnie) jest stop użyty do wybicia tej sztuki. Oryginalne monety Insurekcji Kościuszkowskiej również miały srebra tyle, co „kot napłakał” – próba 0,219, stąd pozostaje tylko mieć nadzieję, że to fakt znany i nie uszedł niczyjej uwadze w MNK. W razie, czego tu LINK do wpisu, w którym na blogu opisuje dokładnie ten rocznik 6-cio groszówki. Ok, ale załóżmy, że tak jest i rzeczywiście mamy do czynienia z późniejszą kopią nic nie wartej (nawet wtedy) monety z 1794 roku. Sprawdźmy, zatem cechy fizyczne krążka, takie jak średnica i waga oraz porównajmy je z katalogiem. W opisie fałszerstwa mamy średnicę 19,2mm i wagę 1,61 grama. Oryginalne sześciogroszówki SAP z 1794 roku według ustawy mają średnicę 19mm i wagę 1,584 grama. Teraz wydaje się nam jasne, że całkiem prawdopodobne są tezy Pani kustosz o podróbce, gdyż obie zmienne są nieco wyższe od katalogowych. Normą, jaka znamy w numizmatyce byłoby gdyby waga była niższa od katalogowej i oscylowała gdzieś w granicach 1,3-1,5 grama, w końcu moneta w obiegu traci swoją masę. Jednak czy tak jest w tym przypadku? 

Przypominam, że mamy rok 1794, w kraju wojna, trwa Insurekcja Kościuszkowska, warunki są trudne, srebro na monety pochodzi z przetopionych darów. Czy rzeczywiście trzymano się kurczowo wytycznych z ustawy, czy raczej bito „al macro”, w ten sposób żeby zgadzała się ogólna liczba monet wybitych z grzywny i nie zwracano uwagi na to, ze poszczególne egzemplarze posiadają różną wagę. Grubsze nominały, jak talary czy dwuzłotówki nawet wówczas ważono pojedynczo i justowano ściągając nadmiar metalu, jednak, kto by zwracał uwagę na pod wartościowe 6-cio groszówki. Zapewne nikt, bo nie spotkałem jeszcze się z justowanym egzemplarzem tego nominału. Zatem bito jak leci, taki jest mój wniosek. Jednak to nie koniec. Trudno to zweryfikować, jednak, od czego mamy kwerendę. Postanowiłem to sprawdzić w moich ulubionych archiwach aukcyjnych i prześledzić wagę monet 6-cio groszowych, z 1794 jakie sprzedawano w ostatnich latach. Niestety szybko okazało się, że również i dla organizatorów aukcji moneta jest niezbyt istotna i w praktyce nie podaje się jej wagi. Nie pozostało mi nic innego jak rozpoznać temat w swoim zbiorze, w końcu po coś się te prywatne katalogi prowadzi J Posiadam niemałą grupę 10 monet tego rodzaju i na tej bazie dokonam krótkiej analizy. Zakładając, że waga katalogowa to 1,58g a monety, które posiadam (niestety) nie są mennicze, to normą jest, że ich waga będzie niższa. Jakie odczyty? Nic bardziej mylnego. Trzy monety są cięższe niż podaje katalog, maja dokładnie 1,67g 1,65g i 1,61g. Kolejne dwie monety mają dokładnie 1,58g. Tylko 5 na 10 zachowuje się „normalnie” i waży w przedziale od 1,43g do 1,54g. Wniosek jest taki, ze 6-cio groszówki były ewidentnie bite „al macro” i na podstawie wagi trudno jest jednoznacznie określić czy moneta prezentowana na stronach MNK jest rzeczywiście falsyfikatem. Zdjęcie tego nie potwierdza, moneta wygląda typowo i jeśli rzeczywiście jest wykonana techniką bicia to moim zdaniem może być oryginalna. W każdym razie trudno jest mi to stwierdzić i mam pewne uzasadnione wątpliwości. Cały czas w tyle głowy dźwięczy mi pytanie, w jakim celu ktoś trudziłby się by po 1794 roku podrabiać tak bezwartościową monetę. W dodatku jeden z jej dość popularnych wariantów. Czyżby, dlatego, że „miał pod ręka” oryginalny stempel i postanowił go wykorzystać? Na to pytanie nie znam odpowiedzi. To tyle o pierwszej, drobnej acz interesującej monecie.

Drugi egzemplarz dotyczy również sześciogroszówki z 1794 roku. Tym razem jest to odlew lub kopia galwaniczna sprzedawana nie tak dawno na znanym portalu aukcyjnym. Popatrzmy na zdjęcie.
Na początek w oczy rzuca się niezbyt staranne wykonanie otoku. Moneta tylko stara się być okrągła i w wielu miejscach jej się to nie udaje. Oczywiście to wina jej twórców, którzy zapewne jeszcze wiele się muszą natrudzić, żeby ich „dzieła” nie wyglądały na III ligowe podróby z jarmarku. Jak widzę, moneta nadal jest do kupienia za symboliczna kwotę, jako „piękna kopia”, która nie reaguje na magnes i posiada średnicę 19mm i wagę 1,4 grama. Któż mógłby się skusić na tą ofertę, zaprawdę trudno sobie mi to wyobrazić. Dla poczatkujących kolekcjonerów rekomenduje kupno jednego z licznych oryginalnych egzemplarzy, które za niewielkie pieniądze można dołączyć do kolekcji i cieszyć się z posiadania ciekawego kawałka historii schyłku Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Moim zdaniem nie warto dotykać tej ze zdjęcia J

Teraz czas na 10-cio groszówki. Najpierw znów zaglądamy do Muzeum Narodowego w Krakowie i jego udostępnionych zdigitalizowanych zbiorów. Fałszywka to moneta z 1793 roku, której zdjęcie prezentuje poniżej.
Znów dostępna jest tylko jedna strona, awers. Jednak patrząc na ten „twór” to może i lepiej J. W 1793 roku 10 groszy stanowiło niezbyt oszałamiającą swoja wartością 1/3 cześć złotówki, więc być może jej fałszowanie było celem jakiś poczatkujących złoczyńców z epoki. Dla speców, raczej temat nie był atrakcyjny, bo narobić się trzeba jak przy talarze a zysk marniutki. Ok, wróćmy do opisu muzealnego. Mamy tu wykonaną po 1793 roku. Od razu mój komentarz: zapewne wykonano ja w okresie, kiedy ten typ monet obiegał, więc między 1793 a 1795 rokiem. Materiałem, z jakiego ją wykonano, a właściwie odlano - jest bliżej nieokreślony stop metalu. Średnica monety wynosi 21,2mm a waga 2,01 grama. Oryginalne 10 groszy powinno ważyć 2,48g i mieć 21-22mm stąd można uznać, że te cechy sa typowe i jakoś nie odstają od standardu. Zdecydowanie jednak wygląd monety od tej normy odstaje i na pierwszy rzut oka rozmyte rysunki i litery oraz nierównomierne tło doskonale świadczą o tym, z czym mamy tu do czynienia. Odlew jak byk J.

Dalej będzie jeszcze ciekawiej. Oto przechodzimy do monet, które już opisywałem na blogu w nieco innym kontekście w artykule pod znamiennym tytułem „10 groszy z 1794 i 1795, czyli rzecz o monetach, których nie wybito…” tu LINK Nie po to podałem linka, żeby dziś się powtarzać i pisać o tym samym. Wówczas ogłosiłem wszem i wobec to, co można było już od wielu lat wyczytać w różnych publikacjach poddających wątpliwość oryginalność istnienia monet 10-cio groszowych z roczników 1794 i 1795. Mimo tego monety te nie znikały z katalogów, były w dalszym ciągu publikowane a nawet sprzedawane na aukcjach. Występują w katalogach Plage a potem są powielone przez Kopickiego i Parchimowicza. Dopiero w najnowszym katalogu monet SAP przedstawiono je, jako „dyskusyjne”. Dziś, zatem tylko ogólnie, podkreślę te cechy, które świadczą o fałszerstwie metodą opisaną w książce Mańkowskiego, gdyż idealnie pasuje do ilustracji przerabiania elementu popularnej monety w celu uzyskania „prawdziwego okazu”. Na początek rocznik 1794 to ordynarny falsyfikat i niezbyt udana przeróbka daty. Poniżej zdjęcie.
Jak widać gołym okiem czwórka w dacie jest naprawdę niezdarnie przerobiona z innej cyfry. Czy była to „1”, która mogła by najprościej posłużyć fałszerzowi – nie sądzę, bo wówczas musiał by przerabiać także inicjały, które w 1791 roku należały jeszcze do Efraima Brenna, czyli było tam E.B. Pewnie „4” zrobiona została poprzez usunięcie „3”, która była tam przedtem i niezdarnym nałożeniu nowej warstwy ukształtowanej w coś na pozór przypominającego cyfrę cztery.  Znane dziś dane o mennicy warszawskiej nie notują bicia dziesięciogroszówek w 1794, jednak dawniej nie była to jakaś popularna informacja, stąd przez lata traktowano ten rocznik, jako istniejący a monety jak oryginały. Na zdjęciu z internetowego katalogu poniżej, moneta jest normalnie notowana, opisana i wyceniana.
Teraz czas na hit, czyli rocznik 1795. Jeszcze bardziej nieistniejący niż poprzednik, moneta, która nie miała nawet prawa powstać, gdyż zawarte na niej napisy pochodzą z rocznika 1793 i są niezgodne z ustawą obowiązującą w dwa lata później. Nic to, nie przeszkadzało to notować tego typu monet. Co do zasady są dwa rodzaje fałszerstwa istotne dla tego rocznika. Poniżej zdjęcie podstawowego rodzaju, jaki występuje.
Pierwsza metoda to wykorzystanie monet z przebita datą 1792 na 1793, w których ostatnie cyfra nieco przypomina 5. Tak już jest w mennictwie, że przebicie daty z 2 na 3 zwykle przypomina 5. I nie ma w tym nic dziwnego i nie traktuje się tego, jako podróbka. Jednak, jeśli nieuczciwy posiadacz „podrasuje” nieco to przebicie, jeśli ukształtuje je w ten sposób by nie przypominało dość popularnego przebicia dat a „prawdziwą 5”, to mamy do czynienia z machinacją, jaka opisywał Mańkowski. Na zdjęciu powyżej mamy właśnie do czynienia z taka monetą. Niby to przebitka dat, jednak ktoś zadał sobie nieco trudu by wyglądało jak „5” a co najważniejsze… by sprzedać ja, jako z roku unikat z roku 1795.

Druga moneta jest nieco inna. Przez to że pochodzi ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie i należała kiedyś do sztandarowych numizmatów z kolekcji hrabiego Emeryka Hutten-Czapskiego przez wielu traktowana była jak „Święty Graal”. Poniżej prezentuje zdjęcie monety ze zbiorów muzeum.
Ten okaz chrakteryzujący się „czystą cyfrą 5”, nieposiadający śladów przebicia daty z 2 na 3, bardzo długo pełnił rolę wzorca i poniekąd uzasadniał istnienie innych przeróbek. Dopóki w MNK istniał „oryginał” monety z 1795 dopóty inne, gorzej podrobione monety uchodziły za gorzej zachowane egzemplarze monety z kolekcji Czapskiego. Niemniej jednak numizmatycy nie ustawali w próbach rozgryzienia tej szarady i z tego, co wiem, jako pierwszy oficjalnie Pan Rafał Janke ogłosił i opublikował opinię, że jego zdaniem ta moneta jest przerobiona i ktoś ewidentnie majstrował przy dacie. To właśnie koronny przykład na przeróbkę metoda opisana w Mańkowskim, w której data wygląda lepiej niż reszta monety. Do tego wnikliwi badacze zwrócili uwagę na tło daty, które nosi znamiona poprawiania a do tego Rafał Janke udowodnił, że punca z cyfra, „5” jaka użyto w tym egzemplarzu jest inna niż punce używane na monetach w tym roczniku.
Uznałem, że warto powtórzyć ten przekaz i w kolejnym wpisie znów wykorzystać ilustrację z ustaleniami Rafała Janke, gdyż to niemal idealna podróbka. Przez wiek nie udało się udowodnić, że to falsyfikat i dopiero poprzez badania pasjonata temat został wyjaśniony. Co prawda na stronie krakowskiego muzeum moneta nadal opisana jest, jako oryginał Stanisława Augusta Poniatowskiego, wybity w 1795 roku w mennicy w Warszawie, jednak zakładam, że obiekt oczekuje na aktualizacje swojego opisu. Na koniec winien jestem jeszcze informację, że egzemplarz ma średnicę 21,6mm i waży 2,41g, co jest standardem i niczym negatywnym się nie wyróżnia. Co również potwierdza fakt, że moneta została przerobiona z dobrze zachowanego oryginału. Ile innych monet tego typu czeka na podobne odkrycia? Nie podejmuje się stwierdzać, jednak chciałbym uczulić amatorów innych okresów numizmatyki polski królewskiej, że jest tego zapewne trochę i warto się pokusić o wnikliwsze badania odmian, które jakimś elementem nie pasują do stylu lub rocznika. W okresie SAP jest kilku speców, którzy tropią tego typu historie i może warto upowszechniać tą tendencje.

Na koniec prawdziwa wisienka na torcie. Pomimo tego, że moneta nie jest koronna, być może nie jest też srebrna, a do tego całkiem możliwe, że…. nie istnieje w oryginale – to pokusiłem się o przedstawienie numizmatu gdańskiego o nominale 60 groszy. Postanowiłem nieco nagiąć swoje dotychczasowe standardy, gdyż zmusiła mnie do tego ciekawa historia, jaka stoi za ta monetą. Zobaczmy jak prezentuje się w najnowszym katalogu monet SAP autorstwa duetu Parchimowicz/Brzeziński.
Moneta, z 1767, której nakład jest nieznany a rzadkość według Edmunda Kopickiego wynosi R8. Problem polega tylko na tym, że w naszych czasach nikt nigdy na żywo takiej monety nie widział i nie dysponujemy zdjęciami oryginalnego numizmatu. Powodów takiej sytuacji jest kilka. Moneta była projektowana w Gdańsku, jako próbna. Miała to być dwuzłotówka, stąd te 60 groszy, oznaczające jej nominał w groszach miedzianych według ustawy z 1766 roku. Jak wiemy monety z mennicy warszawskiej miały nominały wyrażone w srebnych groszach i na dwuzłotówce koronnej widnieje nominał 8 groszy. Niemniej jednak po przeliczeniu groszy srebrnych na miedziane, wszystko jest OK i 60 groszy jest jak najbardziej nominałem do przyjęcia. Jednak gdańszczanie byli przeciwni reformom monetarnym Poniatowskiego i nie zgadzali się na bicie monet według nowej stopy. W efekcie mennice w Gdańsku zamknięto i powyższa moneta powstała jedynie, jako projekt. I tu znów jest ciekawie. Podobno jednak zdążono sporządzić stemple i wybić nieznana ilość 60-cio groszówek w ołowiu. Monety te notuje Plage, Kopicki i Parchimowicz a jako ciekawostka dodam, że średnica tej dwuzłotówki wynosiła ponoć 37mm – ot coś jak 6 złotowy talar SAP. Pierwszy z nich być może nawet ja widział w kolekcji prywatnej – pozostali pewnie tylko przepisali jego ustalenia i rysunki. Dość powiedzieć, że jeśli nawet istniała taka moneta,, to przepadła jako zdobycz wojenna jakiegoś okupanta i do dziś nie odnaleziono choćby jednego egzemplarza. Stąd nawet, jeśli istniał oryginał i dowód na takie bicie to i tak nie jest to moneta srebrna.

Po więc o tym piszę. Otóż, od czego się ma „przyjaciół”? Przyjaciół w cudzysłowie, rozumianych, jako wszelkiej maści podejrzanych producentów i dystrybutorów kopi i podróbek. To właśnie ci mili „Chińczycy” w swoich chińskich fabrykach postanowili dopomóc polskiej numizmatyce i wybijają nam teraz te monety w srebrze J. Poniżej dowód, na istnienie 60-cio groszówki z Gdańska.
Śliczna moneta, na której król Stanisław Poniatowski z „kinolem” jak zakapior mętnym wzorkiem wbitym w I Rzeczpospolitą prezentuje się całkiem zacnie. Nawet odznaczenie jakieś dostał, pewnie od kolegów prusaków w uznaniu zasług za utratę Gdańska J. Na rewersie lwy leniwie opierają się o tarczę miasta pomrukując zapewne melodię z „Despacito”, która co prawda nie jest jeszcze oficjalnym hymnem tego miasta, jednak w tym roku zdobyło wśród mieszkańców wystarczająca popularność, żeby go za ten hymn uznać. Oczywiście nabijam się trochę J. Koszt monety to jedyne 1,92 $. To odlew z miedzi ze sztuczna patyną. W sam raz żeby uznać go za ozdobę kolekcji, bo w końcu handlarze tym złomem tak reklamują ten niezwykły produkt, jako „jedyna szansa” na posiadanie jej w kolekcji. Tym razem trafili w punkt. Na dowód oczywistego faktu, że „Despacito” może z powodzeniem być hymnem Gdańska mruczanym przez lwy na 60-cio groszówce, proszę zerknąć na ten teledysk zrobiony w tym nadmorskim kurorcie J

Że niby to nie Gdańsk, bo fale, ludzie i klimat nie ten tego…. sorry to taka mała podróbka, tyle ich ostatnio na rynku. Przepraszam, ale nie wiem, dlaczego te ordynarne kopie i podróbki skojarzyły mi się akurat z tą wakacyjną melodią. Czyżby dlatego, że od poniedziałku zaczynam urlop J. W sumie to nie ważne, bo to ja muszę z tym teraz jakoś żyć J. To tyle, jeśli chodzi o dzisiaj. Kolejne dwa artykuły na ten temat dotyczyć będą fałszywych półtalarów i talarów SAP. Od razu mogę zapowiedzieć, że będą to ciekawe artykuły, bo materiału do pokazania jest aż nadto. Do zobaczenia niebawem.

W dzisiejszym wpisie wykorzystałem Henryka Mańkowskiego „Fałszywe Monety Polskie LINK ,katalogu „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” Janusz Parchimowicz i Mariusz Brzeziński, dane uzyskane dzięki pomocy Rafała Janke oraz moje poprzednie artykuły z bloga. Zdjęcia pochodzą z Muzeum Narodowego w Krakowie, archiwów aukcyjnych Warszawskiego Centrum Numizmatycznego i Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka. Dodatkowo użyłem zdjęć z wyżej wymienionego katalogu monet SAP i z katalogu internetowego FORTRESS  LINK oraz innych zdjęć wyszukanych za pomocą usługi google grafika. Filmik oczywiście pochodzi z Youtube. 

czwartek, 23 lutego 2017

6 groszy z 1794, czyli najważniejsza moneta polskiej rewolucji

Dalej kontynuuje wątek, który zacząłem w styczniu od opisania złotówki z 1788 roku i reform Sejmu Wielkiego a zatrzymałem się w poprzednim wpisie na wybuchu Insurekcji Warszawskiej. Dzisiaj przy okazji opisania reformy monetarnej, jaka wydarzyła się podczas Insurekcji Kościuszkowskiej uda mi się w końcu „dobrać do miodu”. A dokładniej, opisać w końcu szalenie dla ciekawy numizmat, ukryty w niewielkiej formie „ledwie, co srebrnej” 6-cio groszówki z 1794 roku. Jeszcze w ubiegłym roku na forum TPZN obiecałem zabrać się za ten nominał, ale wtedy nagle (jak to w numizmatyce J) wskoczyły mi jakieś bardziej aktualne tematy na wpisy, więc monetka z 1794 roku musiała trochę poczekać. Teraz pasuje mi idealnie, więc już nic nie stoi na przeszkodzie żeby się tym zająć. W dalszej części tekstu będę starał się udowodnić, że dzisiaj opisywana moneta jest niezwykła. Stanowi precedens w mennictwie okresu SAP, lecz z drugiej strony to typowa moneta w „trudnych czasach”, jakimi były przecież rewolucyjne dni końca XVIII wieku w Polsce. Oczywiście celem artykułu będzie również ustalenie nakładu, pokazanie licznych odmian i wariantów, w jakich występuje oraz pierwsze podejście do wyznaczenia skali ich występowania. Tak, więc, kiedy już z grubsza wyłuszczyłem, o czym będzie wpis, to od razu przechodzę i zagłębiam się w ten wojenny czas, w którym naród za wszelka cenę chciał odzyskać wolność.


Zanim dojdziemy do opisania trzeciej reformy menniczej za czasów panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, poszukajmy jej przyczyn i zastanówmy się chwilę jak wyglądał stan finansów narodowych w chwili wybuchu insurekcji. W celu zbadania tego zagadnienia sięgnijmy po pozycje obowiązkową dla badacza czasów SAP, jakim jest wielotomowe badanie historyczne autorstwa Tadeusza Korzona „Wewnętrzne Dzieje Polski za Stanisława Augusta”. W trzecim tomie autor analizuje wartość skarbu narodowego, co na dzisiejsze można przełożyć, jako budżet państwa. Nie będziemy wchodzić w szczegóły, bo analiza jest detaliczna i poświęcony jej jest cały tom publikacji, poszukajmy danych na temat stanu finansów i sytuacji ekonomicznej na początku roku 1794. Po II Rozbiorze Polski sejm grodzieński nakazał ułożenie nowego budżetu kraju, który uwzględni uszczuplenie dochodów i wydatków wynikające z uszczuplenia powierzchni nowego państwa zamkniętego w nowych granicach. Do tej roli ambasador rosyjski, który pełnił faktyczna władze w kraju, kazał nominować zespół złożony z podskarbich w składzie: Michał Ogiński, Teofil Załuski, Franciszek Moszyński, Ludwik Tyszkiewicz, Kazimierz Plater, Antoni Sułkowski i Dziekoński. Posiedzenia zespołu odbywały się w mieszkaniu Moszyńskiego. Sejm wydał instrukcje w której zalecał pomniejszać wszystkie wydatki względem lat poprzednich proporcjonalnie o ¼ . Natomiast ciekawej było, jeśli chodzi o planowane dochody państwa. Komisja, co do zasady miała za zadanie zlikwidować większość nowych podatków wprowadzonych przez Sejm Wielki. Jako przykład podam zniesienie podatku dla obywateli miasta Warszawy, który wynosił 400 000 złp i powrócenie wzorem lat ubiegłych do pobierania podatku zwanego „podymne”, z którego estymowano otrzymać 160 000 złp. W ten sposób chciano zmniejszyć nacisk fiskalny na obywateli w powojennym kraju. Żeby zrównoważyć mniejsze wpływy zalecono, aby władca zrzekł się 1/3 dochodów z ceł w Koronie i Litwie w wysokości, co oszacowano na kwotę 458 000 złp. Król nie mając innego wyjścia, przystał na to żądanie.  Przy układaniu wydatków ustalono nowe proporcje wpływów do budżetu pomiędzy Skarbem Litwy i Korony. Z tej przyczyny, że II Rozbiór Polski bardziej dotknął i uszczuplił ziemie Korony, to zmieniono dotychczasowy stosunek z 10: 5 na 10:6. Wszystko ładnie zaokrąglono się i ustalono nowy, zrównoważony budżet w wysokości 16 000 000 złp. Autor jednak stwierdza, że co innego plan a co innego jego realizacja w porozbiorowym kraju i w jego ocenie, rachunki z tego okresu noszą „oznaki zamętu”.  Tu jeszcze jedna ciekawostka, autor udowadnia na danych, że budżet okropnie okrojonego kraju po II Rozbiorze był i tak wyższy od budżetu Polski przed reformami Sejmu Wielkiego (np. z 1787 roku), co stanowi świetny przykład tego ile dla zwiększenia wpływów do Skarbu wniosły reformy ustanowione przez Sejm Czteroletni. Ostatni bilans został sporządzony w kwietniu 1794 i wykazywał zaledwie 778 397 zlp środków z tym, że nie były one jakoś materialnie dostępne dla nowej władzy insurekcji. Po pierwsze była to tylko teoretyczna wartość księgowa, coś jak różnica pomiędzy spodziewanymi wpływami a realnymi wydatkami a po drugie, prawdziwie „wolne środki pieniężne”, jakie można by spożytkować na rewolucyjne potrzeby były rozlokowane po trochu we wszystkich kasach prowincjonalnych. Do tego dochodziły liczne bankructwa firm, które czyniły ogromne starty dla wierzycieli (upadek tylko 6 banków dał ponad 150 milionów złp starty). Problem dotykał nie tylko gotówki, ale też towarów, „publiczna składka furażu dla wojska moskiewskiego” zapoczątkowana przez Konfederacje Targowicka i siedmiokrotnie ponawiana wyczerpały krajowe zapasy zboża. Nie dało się normalnie handlować, bo dwa główne szlaki rzeczne na Wiśle i Niemenie były zablokowane i tylko statki rosyjskie były tam przepuszczane. Nad Polska wisiało widmo głodu na jesieni 1794 roku. Rozpaczliwy był stan Skarbu, okropny był stan ekonomiczny kraju w chwili, kiedy rozpoczęło się powstanie. Tak, więc Kościuszkę i jego rząd oczekiwały wyłącznie problemy gospodarcze i ekonomiczne a puste kasy skarbowe można było napełnić tylko wyjątkową ofiarnością społeczeństwa oraz środkami nadzwyczajnymi. Krokiem zmierzającym do poprawy tej sytuacji mogło być pójście drogą rewolucyjnej Francji i wprowadzenie pieniądza papierowego. I tak się tez w krótce stało. Poniżej drobna wizualizacja J


Już pierwszego dnia powstania, zgromadzeni „obywatele mieszkańcy województwa krakowskiego” uznali, że w czasach, gdy skarb publiczny pozostaje w rękach zdrajców z Targowicy i ich zagranicznych popleczników, to istnieje konieczności podjęcia przez naród nowego wysiłku by stworzyć kasę na pierwsze potrzeby rewolucji i konieczne wydatki wojenne. W tym celu sami uchwalili obowiązkowe stawki podatkowe, proporcjonalne do zamożności obywateli (można użyć słowa progresywne) w nadziei, że inne województwa wezmą z nich przykład. Czasu było mało, więc na zebranie i wpłacenie podatków ustalono 3 tygodnie. Łączące się z wojskami Kościuszki polskie brygady przychodziły ze swoimi kasami i tak Madaliński przybył z zarekwirowanymi od prusaków 53,5 tysiąca złp, Magnet i Grochowski przybyli z kwotami po około 80 tysięcy złp każdy. Ale to była kropla w morzu rewolucyjnych potrzeb. Dzięki temu, że powstanie rozlewało się na dalsze dzielnice skarb był zasilany dodatkowymi sumami płynącymi z tych terenów. W samej Warszawie po wyzwoleniu się z okupacji wojsk rosyjskich zebrano spore sumy zrabowane z kas między innymi ambasady rosyjskiej, Księstwa Mazowieckiego czy też zabrane z Komisji Bankowej. Ogromną ofiarnością społeczną realizowaną to datkami gotówce, czy też w naturze lub bardzo często pod postacią darmowej pracy, rewolucja rozwijała się i rosła w siłę. Dnia 19 kwietnia 1794 roku, Kościuszko mianuje Komisje Skarbową, która przejmuje nadzór nad finansowaniem insurekcji. 

I tu powoli dochodzimy do tematów związanych z nowa reformą pieniężną oraz bezpośrednio z mennicą warszawską. Ważną datą, jest dzień 3 maja 1794 roku, w którym naczelnik z obozu pod Winiarami wydaje dekret o przejęciu zarządu nad mennicą i ustanowieniu jej nowych władz. Równocześnie Kościuszko podejmuje decyzję, aby pilnie potrzebne środki na opłacenie zaległych lenungów dla wojska (staropolski żołd) zdobyć poprzez zebranie zbytecznego złota i srebra ze świątyń. Na apel pozytywnie odpowiadają biskupi i już 7 maja zalecają by wszelkie zbyteczne do posługi naczynia liturgiczne oddawać do przetopienia do mennicy, jako ofiarę dla oswobodzenia ojczyzny. Dnia 13 maja mennica zostaje oficjalnie przekazana nowej władzy. Od tego czasu król nie jest już właścicielem mennicy i traci realny wpływ na jej działanie. Miesiąc później, 13 czerwca Rada Najwyższa Narodowa wydaje uniwersał o nowej stopie menniczej, gdzie główną zmianą jest obniżenie stopy menniczej. Od teraz z jednaj marki czystego srebra ma się wybijać 84 ½ złotego (poprzednio 83 ½), nominowanych w talarach 6-cio złotowych, w dwuzłotówkach, złotówkach i 10-cio groszówkach. Bardzo ciekawa i udana jest argumentacja zmiany stopy, jaką użyły władze rewolucji. Otóż argumentowali oni zrównanie stopy polskiej ze stopami państw zaborczych (głównie Prus) w tym celu, żeby dobre monety nie były wywożone za granicę, bo przecież w większości zostały wybite ze srebra kościelnego i z datków polskich patriotów. Trudno nie zgodzić się z tą argumentacją, szczególnie, że mennica z wielkim zapałem zabrała się do topienia i przebijania ofiarowanych sreber i złota. Dodatkowo nowo ustanowiony 6-cio złotowy talar był nawet słabszy od pruskiego. Za Władysławem Terleckim i jego publikacją „Mennica warszawska” podaję, że w 1794 roku polski talar wybity według nowej stopy zawierał 16,6 grama czystego srebra zaś pruski 16,7 grama. W ten sposób definitywnie załatwiono problem z odpływem polskiej monety srebrnej za granicę. Tu warto dodać, że ustawowo wyłączono z produkcji półtalary i półzłotki. Tym samym dwa nominały monet SAP już nie były wybijane do końca tego okresu. Co ciekawe monet 10-cio groszowych mimo ujęcia ich w uniwersale też już nie wybijano. Oprócz monet srebrnych bitych według nowej, niższej stopy - mają być wybijane nowe monety srebrne bilonowe w nominałach 6 groszy miedzianych. I tu pojawiają się nam dzisiejsze bohaterki wpisu, czyli bilonowe 6-cio groszówki. Przejdźmy, zatem do dokładniejszego scharakteryzowania tego nominału. Poniżej prezentuje przykładowa monetę.
Nowa moneta srebrne 6 groszy miedzianych jest wymysłem rewolucji i zrodziła się z potrzeby chwili. Niewielkie ilości metali szlachetnych nie były w stanie pokryć pilnych potrzeb głównie związanych z zakupami broni, sprzętu wojskowego i wypłatami żołdu. Zdecydowano, zatem aby powołać monetę, której wartość nominalna (6 groszy srebrnych) będzie wyższa od wartości kruszcu, który zawiera. Czyli podjęto świadomą decyzje „popsucia” pieniądza. Co ważniejsze, zrobiono to oficjalnie informując o tym wojsko i społeczeństwo. Społeczeństwu przedstawiono to, jako element ofiary narodowej na wsparcie walki o niepodległość. Natomiast żołnierzom Kościuszko przedstawił jawna korzyść, która płynęła z nowej monety. Zacytuję tu fragment „Uniwersału względem bicia monety na stopę nowo ustanowioną” zaczerpnięty wprost z publikacji Rafała Janke  „Źródła z dziejów mennicy warszawskiej 1765-1868”. Cytuję fragment tego dokumentu: ”Upatrując oraz, jako miedź dotąd bita przez swój ciężar przykrość w przewozie i noszeniu, osobliwie wojskowym w marszach sprawuje, dla zapobieżeniu tej niewygodzie wstrzymując dalsze bicie miedzi, dobre pieniądze srebrne, czyli bilony zwane w sztukach 6 groszy miedzianych walor mieć mających, w proporcyi ¼ części względem zwykłych currant pieniędzy bić nakazuje; a to pod stemplem z jednej strony Rzeczpospolitej, a z drugiej z napisem „6 groszy miedzianych” i z wyrażeniem roku”. W takich oto słowach, nie do końca dziś zrozumianych zawarł w uniwersale prezydujący tego dnia Ignacy Potocki w stosunku do nowo powołanego do życia nominału. Wyrażenie „proporcja ¼ części względem currant pieniędzy” może być odczytana na kilka sposobów. Na początku sądziłem, że słowa te oznaczają to, że moneta będzie wykonana ze srebra próby zawierającej tylko 25% srebra względem innych aktualnie bitych srebrnych monet. To niestety nie znajduje potwierdzenia w tabeli, którą zestawiłem poniżej a która obrazuje system monetarny według ustawy z 13 czerwca 1794 roku.

Czyżby autor Uniwersału zakładał, że pod wartościową 6-cio groszówka miała być wybita zachowując proporcję ¼  do ilości wytworzonych pozostałych monet srebrnych w tym okresie. Czyli mogłoby to znaczyć, daje wam tylko 25% złej monety, a pozostałe 75% monet nadal będzie wybijane ze srebra dobrej próby? Jednak o nakładach będzie w dalszej części wpisu, więc tam wrócę do tego wątku.

Mamy, zatem naszą sześciogroszówkę. Jak widać z zestawienia, moneta to wyjątkowo licha i traktowanie jej, jako srebrnej jest prawie umowne, gdyż składa się w niemal 80% z miedzi. Porównując próbę nowej monety do innych dobrych monet srebrnych okazuje się, że wartość nominalna była znacznie większa od wartości srebra, którą w niej zawarto. Popatrzmy na tabelkę powyżej. Dla przykładu w złotówce z 1794 roku znajdziemy 2,767 grama czystego srebra. Natomiast biorąc 5 monet o nominale sześciu groszy, których ustawowa wartość również równała się złotówkę i sumując zawarty w nich kruszec, otrzymujemy zaledwie 1,732 grama srebra. Porównując jedno do drugiego okazuje się różnica w zawartości srebra wynosi 1,035 grama i to tylko na 1 złotówce. To naprawdę spora dysproporcja. Możemy sobie wyobrazić sytuacje, w której XVIII wieczny żołnierz-kosynier insurekcji „Kowalski” otrzymując z kasy wojskowej lenung w wysokości 50 złotych za kwartał swojej ciężkiej służby (Komisja Porządkowa w marcu 1794, ustaliła żołd dla nowych rekrutów na 15 złp za miesiąc), wypłacony w całości w monetach 6-cio groszowych (to w sumie 250 monet), „teoretycznie tracił” na tym procesie ponad 50 gramów srebra vs to gdyby otrzymał 50 monet w nominale złotówki. Tu tylko dodam, że czytając tabele powyżej za 49,806g grama srebra warte było jednego złotego dukata. Taka ciekawostka i pewnie norma w czasach, gdy obiegają monety kruszcowe, których wartość nominalna jest wyższa od rzeczywistej. Oczywiście analizując działanie systemu pieniężnego podczas Insurekcji Kościuszkowskiej, musimy mieć świadomość, że wprowadzenie pod wartościowej monety srebrnej, o której dziś pisze, było niczym w porównaniu do wprowadzenia papierowych zaręczeń skarbowych oraz pierwszych w historii naszego kraju banknotów zwanych biletami menniczymi. Dlatego pewnie społeczeństwo cały swój ewentualny opór przeciwko nowej ustawie skupili na pieniądzu papierowym i nie spotkałem się w literaturze z opisem przykładów oporu w przyjmowaniu nowych monet.

Mennica bijąc monety srebrne według nowej stopy menniczej, podwoiła swoją wydajność i uzyskała znów milionowe nakłady niespotykane w tym zakładzie od niemal 30 lat. Potrzeba chwili był taka, że każdy z pracowników pracował więcej i dłużej niż przed wybuchem insurekcji. Rewolucji brakowało pieniędzy, nie było starych źródeł zaopatrzenia w surowce potrzebne do produkcji monet i głównym punktem programu było topienie sreber i złota w postaci naczyń i kosztowności, które trafiały do zakładu i przerabianie ich na fejn zdolny do użycia w produkcji menniczej. Tu trzeba dodać, że budynek mennicy był wykorzystywany również do produkcji uzbrojenia, które miało w tym czasie, co najmniej równie wysoki priorytet jak monety. Teraz przejdźmy płynnie do określenia nakładu 6-cio groszówek, jakie zostały wybite w mennicy warszawskiej w 1794 roku. Tu trzeba od razu przyznać, że sam fakt ilości wybitych monet w okresie 1794-5 nie jest do końca jasny. Już raz zmierzyłem się z tym tematem określając nakłady dwuzłotówek (TU), więc do dzisiejszego nominału podejdę w ten sam sposób. Na początek informacje, jakie są dostępne w popularnych katalogach monet SAP. Tu nie ma wielkiego wyboru, bez względu na źródło najczęściej podaje się ilość 13 100 000 egzemplarzy. Jednak po pierwsze jest to informacja o sumie monet wybitych za dwa lata a po drugie istnieją zastrzeżenia do jej poprawności. Więc jak było i skąd to możemy wywnioskować? Tu przychodzi nam z pomocą po raz enty publikacja Rafąła Janke  „Źródła z dziejów mennicy warszawskiej 1765-1868”w której autor wykonał „za nas” już ta analizę porównując z jednej strony dane zawarte w rękopisie dyrektora mennicy Puscha z raportem, jaki sporządził dyrektor Schroeder. Jak już kiedyś wspominałem, główna różnica w ilości nakładu monet, z jaka mamy do czynienia analizując oba źródła polega na innym podejściu obu urzędników. Pusch mimo tego, że podawał dane z dokładnością do roku nie dysponował danymi z okresu Insurekcji Kościuszkowskiej, natomiast Schroeder, co prawda nie dzielił nakładów na poszczególne roczniki, ale dysponował pełnymi danymi o produkcji monet w III okresie, jakim był czas obowiązywania nowej ustawy z 14 czerwca 1794. Tym samym nie można wysnuć dobrych wniosków analizując dane obu dyrektorów z osobna, jednak wydaje się, że łącząc oba źródła informacji wreszcie możemy dojść do prawidłowych nakładów. Wyliczenia przedstawiam w tabeli poniżej.


Zgodnie z powyższym wydaje się, że ocena, co do nakładu łącznego umieszczona w katalogach jest w przybliżeniu prawidłowa. Jednak teraz potrafimy każdemu z roczników widniejących na monecie przydzielić odpowiednia ilość egzemplarzy. Tym samy podzieliliśmy łączny nakład na dwa roczniki i wyszło nam, że monet sześciogroszowych w 1794 wybito w ilości 9 181 380 egzemplarzy. Ciekawe jest to, że cały ten nakład powstał w II połowie roku po 16 czerwca 1794 oraz to, że w okresie Insurekcji Kościuszkowskiej w czasie zaledwie niecałych pięciu miesięcy wyprodukowano ponad 7 milionów tych monet. To pokazuje skalę produkcji oraz efekt zaangażowania i wzmożonego wysiłku pracowników oraz wojennej organizacji pracy. Dysponujemy nakładem, więc mogę na chwilę wrócić do wątku z początku wpisu i poinformować, że moja druga teza mówiąca, że autorzy Uniwersału zakładali wstępnie, że nakład 6-cio groszówki będzie stanowił ¼ spośród wszystkich srebrnych nominałów nie potwierdził się. Ilościowo szóstaki stanowią 84,6% a to przecież znacznie więcej, niż 25%, więc wydaje się, że to „strzał kulą w płot” L. Mam jednak trzecia myśl, może autorom Uniwersału nie chodziło o ilość sztuk monety a o ilość srebra, jakie będzie wykorzystane do wybicia tych monet. W stylu, że ¼ zgromadzonego kruszcu pójdzie na ten nominał a z reszty wybije się inne monety. Więc podejście „wagowe”. To twierdzenie, mimo ze nie sprawdza się idealnie, to jest najbliższe faktów, które znamy. Srebro zawarte w wybitych szóstakach w 1794 roku, stanowi ok. 23,4% całości kruszcu spożytkowanego w mennicy. Zatem po trudach i znojach, wydaje się, że dokopaliśmy się do właściwego podejścia do interpretacji tekstu ustawy. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę, że Insurekcja upadła w listopadzie i jako taka, trwała zaledwie około pół roku, zatem trudno jest zakładać, że odnosząc tekst dokumentu do danych menniczych za cały 1794 rok, potwierdzimy w pełni nasze podejście. W każdym razie, na dziś ma to dla mnie sens. Podaje to jako przykład, że badając ilości, nakłady i generalnie inne cechy fizyczne monet, czasem warto zastanowić się co tak właściwie „autor z epoki” miał na myśli J

W każdym razie teraz mamy, nasz nakład i to będzie punkt wyjścia do ustalania szacunków stopni rzadkości poszczególnych odmian i wariantów. Przejdźmy, zatem do opisu samej monety i wyznaczenia cech wspólnych i różnic. Na początek standardowy opis awersu i rewersu. Na awersie mamy nowy wzór ukoronowany trójpolowy herbu trochę podobny do tego, jaki wcześniej umieszczano na monetach 10-cio groszowych. Orzeł to oczywiście herb Korony, Pogoń, jako symbol Litwy oraz Ciołek, jako herb królewski Poniatowskich. Korona rozdziela napis otokowy STANISALUS AUGUSTUS. Tym czasem na rewersie mamy napis 6 GROSZY 1794 umieszczony w trzech wersach. Dodatkowo na rewersie występuje (lub nie) znak interpunkcyjny w postaci kropki po roku oraz ozdobniki w postaci rozetek. Kolejną cechą charakterystyczną jest fakt, że jest to najmniejsza spośród wszystkich srebrnych monet Stanisława Augusta Poniatowskiego w całym okresie jego panowania a jej nominalna średnica wynosi zaledwie 19 milimetrów. W połączeniu z niewielka wagą 1,59 grama i niska próba, mamy tu do czynienia z typowa moneta w czasach kryzysu. Jednak dla amatorów mennictwa okresu SAP to bardzo ciekawy numizmat i z racji swojej stosunkowo niskiej ceny i sporego nakładu cieszy się niemalejąca popularnością wśród kolekcjonerów i zbieraczy. Nie ma jednak, co ograniczać się do posiadania tylko jednej monety z rocznika 1794 i już teraz dalszą część wpisu poświęcę właśnie na opisanie odmian i wariantów, które warto zbierać. Zatem przechodzimy do najciekawszej części.

W katalogach najczęściej istnieje opis kilku odmian, więc nie startujemy od zera. W podstawowym katalogu monet SAP z początku XX wieku, czyli u Plage w tym nominale i roczniku mamy opisanych 5 różnych odmian. Kto nie posiada tej pozycji wystarczy, że zajrzy do internetowego katalogu Fortress, do którego ścieżka z dostępem znajduje się na blogu w zakładce LINKI, opisano tam 4 odmiany z tego rocznika i nawet dla 3 dodano fotografie. Można jednak uznać, że dopiero najnowszy katalog autorstwa duetu Parchimowicz/ Brzeziński bardzo celnie rozprawił się z problemem i opisał aż 9 różnych monet w tym jednym roczniku. Nic dziwnego, zatem, że to właśnie ten katalog będzie dla mnie punktem wyjścia do opisania znanych mi egzemplarzy oraz do powiększenia tej liczby J. Oczywiście nie do końca będę zgadzał się z autorami, szczególnie drażni mnie nazywanie kolejnych monet „odmianami” – tu się nic nie zmieniło. Zrobimy trochę inaczej, będzie tylko kilka odmian a w ramach nich parę wariantów, czyli teoretycznie po opublikowaniu mojego artykułu powinien zapanować porządek J

Po pierwsze skoncentrujemy się na kilku elementach, które będą dla nas punktami kontrolnymi w celu wyznaczenia poszczególnych odmian. Generalnie podzielam zdanie Rafała Janke, który badając ten nominał wcześniej uznał, że mamy tam do czynienia z trzema rytownikami stempli. Jak trzech rytowników (artystów-rzemieślników), to z reguły znaczy trzy różne podejścia do wykonania stempli i co do zasady może świadczyć o tym, że już „na starcie” mamy, co najmniej trzy odmiany różniące się istotnymi detalami. I teraz przejdziemy do analiz i poszukamy różnic na próbie badanych egzemplarzy świadczących o tym, że rzeczywiście mamy do czynienia z trzema różnymi fachowcami od tworzenia rysunków na stemplach.. Zwykle każda z takich osób ma swój specyficzny warsztat, swój ulubiony styl oraz używa nieco innych narzędzi i punc, zatem nie jest to jakaś fizyka kwantowa tylko raczej prosta, amatorska obserwacja. Skoncentrujemy się na takich elementach monet jak: korony, herby oraz punce z literami i cyframi. Poniżej pokazuje trzy różne „szkoły” tworzenia tych detali, które potwierdzają naszą wcześniejszą tezę.


Różnic pomiędzy odmianami jest oczywiście znacznie więcej i wprawne oko znajdzie ich sporo. Istnieje na przykład podejście, które dodatkowo koncertuje się jeszcze na różnicach występujących w ozdobnikach, tak zwanych rozetkach, które są umieszczone na monetach obok cyfry „6”. Poniżej pokazuje kilka odmian świadczących o tym, że one również są odmienne. Ja jednak nie pójdę tą drogą, gdyż moim skromnym zdaniem, użycie tych ozdobników, jako jednej z decydujących cech nie jest do końca uprawnione. Po pierwsze wiemy, że takie drobiazgi z reguły były nabijane na stempel nie przez mincerzy, ale raczej przez ich „szeregowych pomocników”…gdyż nikt w tych czasach nie zwracał uwagi na takie drobiazgi i szczegóły. Nie było to, zatem rozmyślne działanie mennicy i jestem zdania, że trudno uznać takie różnice za istotny faktor do wyznaczenia odmian czy wariantów. Pójście w tym kierunku, moim zdaniem może być szkodliwe, gdyż spowoduje to, że kolejnym krokiem będzie „zauważenie” odmiennego ułożenia rozetek względem osi pionowej, co może skłonić niektórych z nas do zakwalifikowania „rozetki zwróconej w lewo”, jako kolejnego, dodatkowego wariantu w odróżnieniu od identycznej monety z „rozetką skierowana w prawo”. Ja naprawdę wziąłem sobie do serca myśl Walerego Kostrzębskiego zawartą w książce „Błędne drogi w zbieraniu numizmatów polskich” i nie zamierzam niepotrzebnie mnożyć bytów. Tym samym w dalszej części skupie się tylko na podstawowych cechach i do tego namawiam.


Ok., znając już moje założenia przejdźmy do tradycyjnej analizy obu stron monet. Co do zasady będzie tak, że na podstawie analizy awersu wyznaczymy trzy główne odmiany a dopiero w kolejnym kroku, na podstawie rewersów będziemy szukać wariantów tych trzech odmian. Sprawa wydaje się prosta, ale spory nakład sprawia, że materiału jest naprawdę dużo. Zacznijmy, zatem od awersu, jako od głównej strony zawierającej główne cechy odróżniające poszczególnych rytowników stempli a co za tym idzie poszczególne odmiany. Dla jasności przekazu ograniczyłem ilość punktów kontrolnych, które będziemy porównywać do zaledwie trzech. Pierwszym a), będzie TARCZA HERBOWA, która jest różnicą widoczną na monecie na pierwszy rzut oka, przez co jest bardzo łatwa do użycia. W tym punkcie będziemy zwracali uwagę na kształt (SZEROKA lub WĄSKA) pola tarczy z herbem „CIOŁEK”. Drugim punktem kontrolnym, zwanym b), będzie ORZEŁ, który jest również raczej łatwy do odróżnienia a poświęcony na to czas, zaowocuje bezbłędnym wskazaniem na właściwą odmianę. W sumie, jak by się dobrze zastanowić, to wystarczyłby nam nawet sam ORZEŁ, ale jednak, co dwie cechy to nie jedna J Orły nazwałem po prostu ORZEŁ 1, ORZEŁ 2, ORZEŁ 3. Kolejnym, ale istotnym elementem będzie napis otokowy, a szczególnie drugie imię władcy, czyli AUGUSTUS. Zalecam kontrole tej cechy z uwagi na to, że istnieje rzadki błąd, w którym brakuje jednej literki „S” i w ten sposób na jednym z wariantów imię króla brzmi omyłkowo AUGUTUS.  Poniżej wymieniam poszczególne stemple awersów oraz pokazuje je na ilustracjach.

ODMIANA 1:
AWERS 1 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 1; c) AUGUSTUS

ODMIANA 2:
AWERS 2 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 2; c) AUGUSTUS

ODMIANA 3:
AWERS 3 - > a) TARCZA WĄSKA; b) ORZEŁ 3; c) AUGUSTUS
AWERS 4 -> a) TARCZA WĄSKA; b) ORZEŁ 3; c) AUGUTUS (błąd)



Teraz czas na druga stronę, czyli rewers. Na tej stronie jak na każdym szóstaku mamy napis w trzech poziomych liniach. Po analizie materiału zdjęciowego oraz za pomocą dostępnych źródeł wyznaczyłem kilka różnych wariantów rewersów, występujących w ramach każdej z trzech głównych odmian awersów. Ponieważ każda z wyżej wyznaczonych odmian (patrz awersy) charakteryzuje się własnymi i specyficznymi dla danej odmiany różnicami występujących na rewersach wyznaczających nowe warianty, to proponuje rozpatrywać je oddzielnie.  I tak poniżej przenalizujemy rewersy i opiszemy różnice osobno dla każdej z trzech odmian.

W ramach ODMIANY 1 mamy trzy różne i specyficzne warianty rewersu, które nie pojawiają się w innych odmianach. Do wyznaczenia różnic wystarczy nam tylko jeden punkt kontrolny a mianowicie cyfra „4” w dacie 1794.  I tak cyfra „4” może być „NORMALNA”, „ODMIENNA DUŻA” lub „ODMIENNA MNIEJSZA”. Za autorami najnowszego katalogu, zauważam różnice w kroju i wielkości cyfry „4”, która na pewno jest warta odnotowania i powinna być moim zdaniem traktowana, jako odrębny wariant. Stąd właśnie w moim zestawieniu występują dwie różne cyfry „4” określone, jako ODMIENNE. Poniżej opis poszczególnych rewersów a wszystko się wyjaśni na zdjęciach.

ODMIANA 1:
REWERS 1 - > cyfra „4” „NORMALNA”
REWERS 2 -> cyfra „4” „ODMIENNA DUŻA”
REWERS 3 -> cyfra „4” „ODMIENNA MNIEJSZA” 

Teraz przechodzimy do kolejnych dwóch odmian i zaczną się lekkie „schody”, ponieważ spotkamy się z błędami i z hybrydami, czyli rewersami użytymi w obu odmianach, stąd wynika, że opis nie będzie już taki prosty. W ramach ODMIANY 2 awersu, co do zasady mamy tylko jeden główny WARIANT rewersu. Jednak żeby nie było tak prosto, to właśnie w tej odmianie znamy ciekawe i rzadkie przypadki użycia dwóch dodatkowych rewersów. Pierwszy z nich jest identyczny jak ten główny, jednak posiada drobny błąd w nabiciu puncy z cyfrą „9” w dacie (a może to wykruszenie stempla?). Tu dodam, że ten wariant został po raz pierwszy pokazany w najnowszym katalogu a sama moneta pochodzi z kolekcji prywatnej. Ja nigdy nie spotkałem takiego wariantu w naturze, więc pokazuje monetę na „słowo honoru” i na odpowiedzialność autorów publikacji. Generalnie data w obu rewersach ODMIANY 2 zapisana jest zdecydowanie mniejszymi cyframi, a dodatkowo jest też wąska i posiada kropkę po roku. Ale tu dochodzi nam drugi przypadek z dodatkowym i odmiennym rewersem, który jest bardzo popularny w ramach ODMIANY 3, zatem mamy pierwszą hybrydę. W tych dodatkowym rewersie data jest duża, szersza i nie ma kropki na końcu zapisu. Zatem cos zupełnie w inny deseń J Do wyznaczenia różnic w rewersach w ramach ODMIANY 2 wystarczą nam dwa punkty kontrolne. Jako a) cyfra „9” w dacie 1794, która może być „NORMALNA” i „ODMIENNA”, a jako punkt b) ogólna wielkość cyfr użytych do daty, może być „MAŁA” lub „DUŻA”. Trochę to zawiłe, ale poniżej dodaję opis i zdjęcia (a dalej będzie zbiorcza tabelka).

ODMIANA 2:
REWERS 4 - > a) cyfra „9” „NORMALNA”; b) data „MAŁA”
REWERS 5 -> a) cyfra „9” „ODMIENNA” (błąd) ; b) data „MAŁA”
REWERS 6 -> a) cyfra „9” „NORMALNA”; b) data „DUŻA”

W ramach ODMIANY 3 mamy również trzy różne rewersy. Z tym, że dwa już poznaliśmy, bo tak się składa, że są to opisane powyżej REWERS 4 i REWERS 6. Czyli do pierwszej hybrydy opisanej powyżej dochodzą nam dwie kolejne. Do wyznaczenia różnic w ramach ODMIANY 3 podejdziemy nieco inaczej, bo w sumie potrzebujemy aż trzech punktów kontrolnych. Jednak wszystkie będą związane ze sposobem zapisu daty 1794. Pierwszym, oznaczonym, jako a) będzie ogólna wielkość cyfr daty. Data może być „MAŁA” lub „DUŻA”. Kolejnym elementem, który oznaczam, jako b), jest szerokość zapisanej daty, bo tu występują dość jaskrawe różnice. W tym elemencie data może być zapisana „WĄSKO”, „NORMALNIE” lub „SZEROKO”. Trzecim i zarazem ostatnim punktem kontrolnym oznaczonym, jako c), będzie występowanie lub brak, kropki po dacie. Tu jest prosto, może być „KROPKA PO DACIE” lub „BRAK KROPKI PO DACIE”. Ciekawostką jest to, że w ODMIANIE 3 doszło do ponownego użycia stempli REWERSU 4 i 6 o czym już pisałem wyżej. Ponawiam to info, ponieważ dla tej odmiany używam innych punktów kontrolnych i te same rewersy zostaną nieco inaczej opisane, gdyż na inne elementy będę zwracał uwagę. Zatem jak wyżej opisywałem REWERS, 4 jako monetę z „NORMALNĄ” cyfrą „9” i „MAŁĄ” datą, to teraz do tych cech dodamy kolejne zmienne, które bardziej szczegółowo opiszą zapis daty w ramach odróżniania wariantów w tej trzeciej odmianie. Poniżej zamieszczam opisy rewersów, jakie spotkamy w 3 ODMIANIE szóstaka oraz zdjęcia przykładowych rewersów z analizowanych monet.

ODMIANA 3:
REWERS 4 - > a) data „MAŁA”; b) data „WĄSKA”; c) „KROPKA PO DACIE”
REWERS 6 -> a) data „DUŻA”; b) data „NORMALNA”; c) „BRAK KROPKI PO DACIE”
REWERS 7 -> a) data „DUŻA”; b) data „ SZEROKA”; c) „BRAK KROPKI PO DACIE”

Mam nadzieję, że różnice, jakie wskazałem są dla każdego z czytelników w miarę dobrze widoczne. Podsumowując mamy, zatem w tym roczniku do czynienia z 3 ODMIANAMI, do wybicia, których wykorzystano 4 stemple awersu i 7 różnymi rewersów.  Dla określenia ilości dostępnych wariantów, które można by zebrać w tym roczniku oraz dla jasności przekazu wszystkie informacje zestawiłem w prostej tabelce poniżej.

REWERS/ AWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
REWERS 4
REWERS 5
REWERS 6
REWERS 7
AWERS 1
WARIANT 1
WARIANT 2
WARIANT 3




AWERS 2



WARIANT 4
WARIANT 5
WARIANT 10

AWERS 3



WARIANT 6

WARIANT 7
WARIANT 8
AWERS 4





WARIANT 9


Razem wyznaczyłem 10 wariantów. To o jeden więcej niż w najnowszym katalogu, zatem jest jakiś mały postęp również na tej płaszczyźnie. J Jak widać REWERS 4 i REWERS 6 łączą się z różnymi awersami tworząc hybrydy, a REWERS 6 dodatkowo łączy się z błędnym AWERSEM 4. Pozostałe rewersy są ściśle dopasowane do odmian, w których występują.  OK., teraz rozkład procentowy. W tabeli poniżej zestawiłem dane z analizy próby w ilości dokładnie 250 sztuk szóstaka. Zobaczmy teraz, jaki rozkład procentowy uzyskały te warianty na badanej próbie.

REWERS/ AWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
REWERS 4
REWERS 5
REWERS 6
REWERS 7
AWERS 1
2%
7%
6%




AWERS 2



15%
0%
1%

AWERS 3



5%

38%
23%
AWERS 4





2%


Co możemy teraz z tego badania wywnioskować? Po pierwsze rozkład poszczególnych wariantów wskazuje nam, że najbardziej popularną odmianą jest ODMIANA 3, której cztery warianty (6,7,8,9) odpowiadają aż za 68% wszystkich przeanalizowanych egzemplarzy. Dwie pozostałe odmiany (1 i 2) są mniej więcej tak samo popularne i ich ilość w badanej próbie wyniosła po około 15%. Najpopularniejszymi monetami są te w WARIANCIE 7 i 8, co według mnie odpowiada obserwacji, jaka miałem przed badaniem odnośnie liczby sprzedawanych monet w tych odmianach. Dla amatorów monet SAP to informacja, że warto mieć te popularne monety w jak najlepszym stanie. No i na końcu chyba najważniejszy wniosek, otóż WARIANT 9 charakteryzujący się błędnym zapisem AUGUTUS, jak się okazuje wcale nie jest najrzadszy. Jak widać są jeszcze ciekawsze, oczywiście zakładając, że WARIANT 5 rzeczywiście istnieje (uwzględniłem tylko te znana jedna sztukę z katalogu). Znając rozkład procentowy i nakład rocznika oszacujmy nakłady poszczególnych wariantów. Zakładając, że nakład, który oszacowałem powyżej jest prawidłowy i wynosi 9 181 380 egzemplarzy, to przykładając do tego procenty otrzymaliśmy wyniki, które prezentuje w tabeli poniżej.

REWERS/ AWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
REWERS 4
REWERS 5
REWERS 6
REWERS 7
AWERS 1
183 628
661 059
550 883




AWERS 2



1 395 570
36 726
73 451

AWERS 3



440 706

3 488 924
2 130 080
AWERS 4





220 353


Jak widzimy spory nakład powoduje to, że nawet potencjalnie rzadsze warianty zostały oszacowane na nakłady liczone w dziesiątkach tysięcy sztuk. Jest prawdopodobne, że żaden z prezentowanych przeze mnie wariantów monety nie jest „białym krukiem”. Nawet błędy okazały się być reprezentowane w badaniu przez kilka egzemplarzy i jest prawdopodobne, że wszystkie te monety w dłuższej perspektywie są możliwe do zdobycia i zebrania. Oczywiście te nieco mniej popularne nie trafią się nam jutro a i pewnie będą wyraźnie droższe od pozostałych. No chyba, że spotka nas jakaś OKAZAJA . J  Z drugiej strony, te najbardziej popularne warianty zostały wybite w milionowych nakładach i nawet 220 lat, które minęło od tej chwili, okazały się być łaskawe dla tych trzech wariantów, gdyż w dalszym ciągu są to monety powszechnie dostępne. Na koniec badania, tradycyjnie sprawdźmy, jaki stopień rzadkości przydzielony zostanie poszczególnym wariantom. Tu bez niespodzianek, zastosuję skalę rzadkości dla monet polski historycznej stworzoną przez Emeryka Hutten – Czapskiego. Przy czym dostępna ilość egzemplarzy oszacowana zostanie w oparciu o dane zgromadzone podczas tego badania z uwzględnieniem właściwej wyceny rzadszych wariantów. Poniżej publikuje kluczowa tabelkę J

REWERS/ AWERS
REWERS 1
REWERS 2
REWERS 3
REWERS 4
REWERS 5
REWERS 6
REWERS 7
AWERS 1
R2
R
R




AWERS 2



BRAK
R4
R3

AWERS 3



R

BRAK
BRAK
AWERS 4





R2


Jak widać stopnie, jakie przydzieliłem są zróżnicowane. Od BRAK dla trzech najbardziej popularnych wariantów aż do R4 dla wariantu z katalogu, którego nie spotkałem w badanej próbie ani razu. Ok., a teraz już nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wymienić i pokazać po kolei wszystkie warianty, jakie napotkałem na swojej drodze. Jak zwykle stosuje nazewnictwo z najnowszego katalogu, dla wariantów nie odnotowanych w tej pozycji, stosuje kolejną (wolną) liczbę i znak zapytania.

ROCZNIK 1794

17.a – ODMIANA 1 -> WARIANT 1

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 1 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 1; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794.
REWERS 1 - > cyfra „4” „NORMALNA”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 2% = 183 628 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

17.a1 – ODMIANA 1 -> WARIANT 2

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 1 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 1; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794.
REWERS 2 -> cyfra „4” „ODMIENNA DUŻA”

Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 7% = 661 059 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R

17.a2 – ODMIANA 1 -> WARIANT 3

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 1 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 1; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794.
REWERS 3 -> cyfra „4” „ODMIENNA MNIEJSZA”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 6% = 550 833 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R

17.a3 – ODMIANA 2 -> WARIANT 4

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 2 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 2; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794.
REWERS 4 - > a) cyfra „9” „NORMALNA”; data „MAŁA”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 15% = 1 395 570 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = BRAK

17.a4 – ODMIANA 2 -> WARIANT 5

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 2 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 2; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794.
REWERS 5 -> a) cyfra „9” „ODMIENNA” (błąd) ; b) data „MAŁA”


Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 0,4% = 36 726 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R4

17.a9? – ODMIANA 2 -> WARIANT 10 (nowy)

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 2 - > a) TARCZA SZEROKA; b) ORZEŁ 2; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794.
REWERS 6 -> a) cyfra „9” „NORMALNA”; b) data „DUŻA”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 1% = 73 451 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R3

17.a5 – ODMIANA 3 -> WARIANT 6

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 3 - > a) TARCZA WĄSKA; b) ORZEŁ 3; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794.
REWERS 4 - > a) data „MAŁA”; b) data „WĄSKA”; c) „KROPKA PO DACIE”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 5% = 440 706 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R

17.a6 – ODMIANA 3 -> WARIANT 7

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 3 - > a) TARCZA WĄSKA; b) ORZEŁ 3; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794
REWERS 6 -> a) data „DUŻA”; b) data „NORMALNA”; c) „BRAK KROPKI PO DACIE”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 38% = 3 488 924 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = BRAK

17.a7 – ODMIANA 3 -> WARIANT 8

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 3 - > a) TARCZA WĄSKA; b) ORZEŁ 3; c) AUGUSTUS

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794
REWERS 7 -> a) data „DUŻA”; b) data „ SZEROKA”; c) „BRAK KROPKI PO DACIE”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 23% = 2 130 080 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = BRAK

17.a8 – ODMIANA 3 -> WARIANT 9

Awers: trójpolowy herb pod koroną, napis otokowy STANISLAUS AUGUSTUS
AWERS 4 -> a) TARCZA WĄSKA; b) ORZEŁ 3; c) AUGUTUS (błąd)

Rewers: napis w 3 wersach *6*/GROSZY/1794
REWERS 6 -> a) data „DUŻA”; b) data „ NORMALNA”; c) „BRAK KROPKI PO DACIE”
Nakład łączny rocznika = 9 181 380
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 2% = 220 353 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

Zanim skończę… to jeszcze powiem, że pomimo całego powyższego materiału z badania, mam jednak świadomość, że nie wszystko w tym nominale zostało odkryte i napisane. Z tego też tytułu mam dla amatorów monet SAP „zadanie domowe” w postaci ułożenia kolejności wybicia poszczególnych wariantów. Który wariant tak naprawdę był wybijany, jako pierwszy, a który bito już po klęsce insurekcji. Nie chcę niczego na wstępie narzucać, ale podam własną interpretacje, z którą oczywiście można polemizować. J Wydaje mi się zdroworozsądkowym podejściem, twierdzenie, że najpóźniejsza jest ODMIANA 3, której awers występuje również na monetach w roku 1795. Nieco „młodsza” może być ODMIANA 2, które tworzy hybrydy z ODMIANĄ 3. Drogą eliminacji ODMIANĘ 1 na dziś traktuję, jako „tą rzeczywiście pierwszą”, czyli zawierającą w sobie zbiór najwcześniej wybitych egzemplarzy, które powstawały latem 1794 roku. Jednak, kto wie, kto powie - jak było w istocie? Może ktoś z czytelników bloga ma na to swój własny pogląd na to interesujące zagadnienie i podzieli się ze mną oraz z resztą miłośników mennictwa ostatniego króla, za pomocą komentarza po wpisem. Do czego gorąco zachęcam J

Na dziś to już wszystko. Pokazałem historyczne tło, omówiłem krótko III reformę, wyznaczyłem nakład w 1794 roku, opisałem różnice, pokazałem odmiany i warianty a nawet dodałem jedną nieopisaną monetę. Patrzę teraz na to i myślę, że dość sporo roboty zostało odwalone. Musze dodać, że był to dla mnie bardzo intensywny okres, kiedy „po godzinach” pracowałem nad tym tekstem. Jednak dzisiejszy temat jest dla mnie szczególnie ważny. Można nawet powiedzieć, że był to jeden z wątków założycielskich dla tej strony, ponieważ w chwili podejmowania decyzji o powstaniu bloga i wypisaniu sobie "na brudno" propozycji przyszłych kluczowych tematów, jaki ten blog miałby zawierać – znalazło się tam właśnie dobre opisanie 6-cio groszówek z 1794 roku. Czy zrobiłem to dobrze, tego do końca nie wiem, jednak w każdym razie jest to jakiś tam krok w dobrą stronę J.

Acha… i jeszcze jedna mała dygresja na koniec. WARIANT 10 odkryłem pisząc ten tekst. Chciało by się zaśpiewać „Ups I did it again”. J Co dla mnie równie ważne, to udało mi się nawet w tym czasie (niecały tydzień) kupić taki egzemplarz i dołączyć do zbioru (jeden z, dwóch, które znam). Jak można się spodziewać po tej ekspresowej akcji - odkryłem tę monetę „na wystawie” w popularnym sklepie internetowym. Długi czas była oferowana do sprzedaży, nikt się nie skusił a ja sam ją oglądałem pewnie z kilka razy, i nic mi wtedy "nie zaiskrzyło po kopułą" :-) Okazuje się, że czasem trzeba coś napisać, policzyć lub zmierzyć, żeby w końcu odkryć prostą prawdę mówiącą, że cenne okazy bardzo często są na wyciągnięcie ręki każdego amatora monet. Ot taki mały fuks. J Dziękuję za doczytanie do tego miejsca i do zobaczenia w marcu (zawodowo, szykuje się mi dość ciężki miesiąc, więc zobaczymy jak będzie z energią by pracować nad kolejnymi wpisami).

We wpisie wykorzystałem literaturę wymienioną w tekście oraz zdjęcia z archiwów Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, Antykwariatu Numizmatycznego Michał Niemczyk, Gabinetu Numizmatycznego Damian Marciniak, Podlaskiego Gabinetu Numizmatycznego, Katalogu "Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego" autorstwa duetu Parchimowicz/Brzeziński oraz wyszukane za pomocą google grafika.