Blog

środa, 12 kwietnia 2017

10 groszy z 1787 roku, czyli król pojawia się w Kaniowie oraz na monecie.

Dawno nie pisałem o srebrnych 10-cio groszówkach, monetach dla mnie w pewien sposób szczególnych, bo przecież właśnie od opisania rocznika 1790 tego nominału niezgrabnie rozpocząłem pisanie własnego bloga. Coś w sobie muszą mieć skoro to właśnie te drobne srebrne monety skłoniły mnie do tego, żeby zacząć dzielić się swoimi obserwacjami i opiniami. Dziś w pewnym sensie będzie podobnie, rocznik, który za chwile zacznę analizować, moim zdaniem również posiada sporo wariantów, które dotychczas nie doczekały się swojego „5 minut” i nie zostały wcześniej oficjalnie zauważone. Czy opisywanie monet na moim blogu można uznać „za oficjalne”, sam nie wiem, w końcu, co drugi wpis podkreślam, że nie jestem zawodowym numizmatykiem i poruszam się raczej w kategoriach obserwatora-narratora a nie naukowca. Jednak tak to już jest, że ktoś musi zacząć, więc być może właśnie to moją rolą jest zwrócenie uwagi na te monety amatorom numizmatyki, kolekcjonerom okresu SAP a w efekcie – być może nawet „przyszłym autorom przyszłych katalogów”. Mam to szczęście, że lubię takie analizy i poszukiwania, stąd na blogu mogę robić to, co lubię. Z drugiej strony, jak ktoś dla przykładu zbiera monety, z jakiegoś konkretnego okresu bez zwracania uwagi na rozróżnianie odmian i wariantów, to nieraz może nawet nie mieć świadomości, że one w ogóle istnieją. Może to skutkować tym, że przez brak informacji czasem zdarzy się nam nieumyślnie ominąć całkiem ciekawą monetę, której wyjątkowości nie dostrzeże się w porę, nie poszukując w niej konkretnych zmiennych. Dla mnie taka osoba (obrazowo) jest trochę jak „turysta w nieznanym mieście”, który idzie prosto przed siebie kierując się na zafiksowany cel podróży, nie rozglądając się przy tym zbytnio na boki żeby się nie zgubić i nie stracić tego celu z oczu. Tak zaprogramowany, być może nawet na pustym chodniku nie dostrzeże leżącej, choć nieco zakurzonej 10-cio groszówki w nieopisanym wariancie z 1787 roku. No chyba, że jednak dostrzeże, ale…„nie ma szczęścia”. Co ja tu dziś wypisuje za „złote myśli”? Koniec z tym. Na dobry początek, taki „lekko numizmatyczny” żarcik znaleziony w interecie J
Jakoś zawsze śmieszy mnie taki nieco abstrakcyjny humor. To tyle, jeśli chodzi o dobry początek, dalej będzie już nieco poważniej. My dzisiaj się dobrze porozglądamy wśród monet z rocznika 1787 i gwarantuję, że dostrzeżemy naprawdę sporo nowych wariantów dziesięciogroszówki, więc zabieramy się do roboty.

Ale za nim jednak do tego dojdziemy, to na chwilę trzeba przystanąć i się trochę do tego przygotować teoretycznie, bo akurat rocznik opisywanej monety skłania mnie do tego, żeby wykorzystać okazje i przypomnieć bardzo interesujące oraz niecodzienne zdarzenie, do jakiego doszło właśnie w Roku Pańskim 1787. Założę się, że na hasło „Kaniów” (część dzisiejszego tytułu) statystyczny obywatel RP raczej nie zareaguje ze zrozumieniem. Co jednak wolno zwykłemu obywatelowi, raczej nie przystoi amatorom monet królewskich. Stąd „w naszym fachu” trzeba się jednak nieco interesować historią kraju a już, jako minimum, szukać okazji do pogłębiania wiedzy o czasach, w których obiegały numizmaty, które się zbiera. Stąd dziś proponuje dosłownie kilka zdań na temat jednego z istotnych zdarzeń z czasów panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, które zmieniło bieg naszej historii. Zdarzenia, którego istotę i skutki nie są wcale łatwe do prostego skwantyfikowania, co powoduje, że wiele jest na ten temat sprzecznych opinii. Jest to, więc dla mnie doskonałe pole do tego, żebym i ja mógł przedstawić swoje zdanie na ten temat. I to jest właśnie to, co lubię w tym blogowaniu najbardziej. J

Kaniów, miasto położone w województwie kijowskim, po I zaborze zlokalizowane na wschodniej rubieży Rzeczpospolitej, od 1775 roku starostwo bratanka królewskiego Stanisława Poniatowskiego (zbieżność nieprzypadkowa) - dziś niewielki ośrodek miejski, stolica obwodu czerkaskiego w granicach Ukrainy. To właśnie na wysokości miasta Kaniów, na wielkiej rzece Dniepr, po latach pełnych starań i zabiegów, udało się w końcu naszemu królowi umówić spotkanie z Imperatorową, swoją dawno niewidzianą byłą kochanką i protektorką, carycą Katarzyną II. W tym czasie Stanisław August nie cieszył się już żadnymi wyjątkowymi względami, przyjaźnią, respektem czy nawet zwykłym zainteresowaniem carycy, która sama o to zadbała, kiedy po I Rozbiorze Polski uczyniła z naszego kraju rosyjski protektorat oraz przekazała faktyczną władzę w Polsce swojemu ambasadorowi. Od tego czasu nasz władca długo pracował nad odbudowaniem swojej pozycji oraz uzyskanie większego wpływu na podejmowane decyzje, przez co aktywnie szukał sposobu na odwrócenie „złej karty” i odegranie w końcu swojej istotnej historycznej roli. I nie miała to być rola zdrajcy narodu czy też służącego-podnóżka carycy. Taktyką króla była gra na przeczekanie trudnych czasów, odzyskiwanie „utraconego terenu” metodą małych kroczków i szukanie szans na zreformowanie podstawowych instrumentów władzy oraz wprowadzenie niezbędnych reform społecznych i gospodarczych. A wszystko to zachowując pozory resztek swojego majestatu. Taka taktyka wynikała z pragmatycznego podejścia do problemów i dobrego zrozumienia meandrów ówczesnej polityki zagranicznej oraz praw XVIII wiecznej dyplomacji. Dzisiaj już można powiedzieć, czekał czekał… aż się doczekał. Rosja powoli szykowała się do kolejnej wojny z Turcją, w tym celu zawarła militarne sojusze z Austrią i Francją, na co rzecz jasna negatywnie zareagowały Prusy i Anglia. Rysowała się z tego jakaś większa zadyma, która mogła trochę poluźnić smycz, na jakiej Polacy byli trzymani we własnym kraju. Król szybko wyczuł, że jest szansa powrotu do gry i za cenę kilku konkretnych ustępstw w stosunku do Polski zaproponował imperatorowej sojusz wojskowy z Rosją przeciwko Turcji. Tu należy wspomnieć, ze pierwsza reakcja carycy była negatywna, nie oczekiwała ona wtedy żadnej pomocy od Polaków i delikatnie mówiąc, nie potraktowała tej propozycji poważnie. Wtedy dopiero król wspierany przez grono bliskich mu współpracowników zrealizował plan pozorowanego zbliżenia się do Prus, które nagle również były zainteresowane pozyskanie naszej przychylności. Było to o tyle trudne, że o ile Rosja miała w naszym kraju wielu sojuszników i wyznawców (sam król był zagorzałym zwolennikiem współpracy), to prusaków powszechnie nie cierpiano i traktowano, jako swoich odwiecznych wrogów, na co sami Prusacy pracowali swoją polityką i gwałtami przez ostatnie 50 lat. Plan wypalił, doniesiono imperatorowej o aktywności pruskich dyplomatów w Warszawie i zarekomendowano przyjęcie propozycji polskiego króla. Żeby to wszystko zorganizować postanowiono umówić spotkanie w trakcie turnee Katarzyny II i jej dworu po ziemiach ostatnio odbitych od Turków, jakie miało się właśnie niebawem odbyć.  A nie była to łatwa i krótka wycieczka, moim zdaniem jak ulał pasuje tu słowo „wyprawa”, co można zobaczyć na mapie jaka zamieściłem poniżej. Stąd właśnie narodził się Kaniów i plan osobistego spotkania „po latach” w celu przyklepania nowego sojuszu.
Spotkanie wyznaczono na wiosnę 1787 roku. Najpierw do Kaniowa ze stolicy ruszyli architekci i budowniczowie, którzy mieli przygotować infrastrukturę żeby „spotkanie na szczycie” odbyło się w dobrych warunkach. Kaniów zyskał wówczas kilka budynków i nabrzeże, które przygotowano do przyjęcia flotylli imperatorowej. Król wraz z dworem ruszył w podróż już w 23 lutego żegnany przez tłumy zgromadzone na ulicach stolicy. Przez kilkadziesiąt dni podróży zaszczycał wszystkich swoim dobrym humorem i energią, o jaką trudno go było wcześniej posądzać. Nie obyło się oczywiście bez wizyt w dworach majętnej szlachty, które były na drodze do Kaniowa. Żeby nie umrzeć z nudów i braku dworskich rozrywek, często organizowano polowania, bale i inne zabawy ku uciesze „turystów”. Caryca wraz z ze swoim petersburskim dworem przebywała już wtedy w Kijowie i tam równie ciekawie zabawiała się i prowadziła polityczne spotkania. Tu należy wspomnieć, że przedstawiciele królewskiej opozycji, magnaci z wielkich rodów, które prywatnie były niechętne naszemu władcy (w tym miedzy wieloma innymi Potockich, Rzewuskich, Sanguszków, Sapiehów i Branickich), chcąc przechytrzyć króla i załatwić za jego plecami swoje prywatne interesy, tłumnie wybrali się do Kijowa by tam spotkać się z carycą jeszcze przed Stanisławem Augustem. Nie będę wchodził szczegóły, ale wyglądało to na tyle „słabo”, że równie negatywnie zostało to działanie ocenione przez Katarzynę II, która wyjątkowo nie chciała wykorzystywać swojej przewagi i praktycznie nie pozwoliła polskim magnatom przybyłym do Kijowa na załatwienie chociażby wspólnego z nią spotkania. Caryca zajętą polityką zagraniczną dobrze bawiła się w towarzystwie cesarza Austrii, który również przybył do Kijowa. Z tego powodu nieco przedłużyła swój pobyt w tym mieście a nasz król wiernie czekał w Kaniowie, jak „skazany, na widzenie”, wypatrując na rzece armady statków, jakimi miała przypłynąć imperatorowa. Opóźnienie nie miało wielkiego wpływu na losy przyszłego sojuszu z Polską, gdyż król sformułował warunki, na jakich nasz kraj wesprze Rosjan i przekazał je już wcześniej w postaci odpowiednich pism i projektów dokumentów. Wreszcie rosyjska armada ruszyła z Kijowa płynąc Dnieprem w stronę umówionego spotkania. Samo spotkanie nie było zbyt długie. Stanisław August został poproszony na obiad na statek flagowy Katarzyny. Tam miał okazję porozmawiać i potwierdzić swoje oddanie sojuszowi z Rosją oraz dać dowody swojej przyjaźni do jej osoby. Dodatkową korzyścią tego spotkania była możliwość spotkania i rozmowy również z wielkim gościem imperatorowej, jakim był cesarz Austrii Józef II. Poniżej ilustracja pędzla Jana Bogumiła Plercha, nadwornego malarza królewskiego, który uwiecznił tę chwilę w obrazie „Odjazd Katarzyny II z Kaniowa 1787”.
Efekty spotkania w Kaniowie, o które do teraz spierają się historycy są moim zdaniem bardzo wyraźne i miały istotny wpływ na chwilowe odzyskanie namiastki niepodległości. Najbardziej znanym skutkiem projektów reform, jakie stały się konsekwencją tego niecodziennego spotkania było pozwolenie na zwiększenie liczebności wojska do 100 tysięcy, o czym pisałem już bardziej szczegółowo we wpisie o złotówce z 1788 roku. To właśnie kolejne lata po Kaniowie przyniosły nam Konstytucje 3 Maja oraz nadzieję na odzyskanie pełnej suwerenności. Ciekawym szczegółem były również deklaracje, jakie Stanisław August usłyszał od cesarza Józefa II i Katarzyny II. Cesarz „przeprosił” polskiego króla za udział Austrii w I Rozbiorze i przyrzekł, że już nigdy nie powtórzy tego ruchu gdyż, jak się wyraził, „ iż ani jednej drzewiny od Polski więcej nie zechce”. Deklaracje w podobnym tonie złożyła również imperatorowa. Król promieniał na taki obrót spraw i planował maksymalnie wykorzystać korzystna koniunkturę. W powrotnej drodze z Kaniowa Stanisław August Poniatowski wraz z dworem udał się do Krakowa, odwiedził starą stolicę by spełnić obyczaj dawnych królów i odbyć pielgrzymkę do Św. Stanisława na Skałce. Korzystając z okazji zwiedził Uniwersytet Krakowski oraz Zamek na Wawelu, który akurat był poddawany istotnej renowacji. Z Krakowa podążył na własne oczy zobaczyć kopalnie w Olkuszu i Miedzianej Górze, o których podźwignięcie z ruiny i modernizacje, osobiście zabiegał na sejmie. Cała podróż jak wyraził się Józef Ignacy Kraszewski była dla króla spełnieniem marzeń o szczęśliwej przyszłości jaka czekała nasz kraj. Jestem zdania, że bez królewskich zamysłów i inicjatywy, jaka zmaterializowała się właśnie na Dnieprze na wysokości Kaniowa, historia naszego kraju mogłaby być zgoła inna. Czy lepsza i bardziej szczęśliwa, trudno dziś wyrokować. Z dzisiejszej perspektywy dostatniego życia w niepodległym i nowoczesnym kraju, jakim jest Polska, wolałbym jednak nie ryzykować alternatywnych pomysłów, które mogłaby się przecież zakończyć dla nas tragicznie już w XVIII wieku, kiedy mogliśmy na wieki stać się kolejną rosyjską republiką. Było ostro jednak jak to z historią - grunt, że to się wszystko dla nas dobrze skończyło. To tyle o Kaniowie a teraz czas by powrócić do monety.

Zanim zaczniemy badać i wyznaczać warianty 10-cio groszówki, należy skończyć tłumaczenie dzisiejszego tytułu. Ale żeby to sprawnie przeprowadzić, proszę spojrzeć na zdjęcie monety poniżej.
Rok 1787 to pierwszy rok bicia całkiem nowego nominału, jakim w myśl reformy z roku poprzedniego było właśnie srebrne dziesięć groszy miedzianych. Co widzimy? Na monecie po raz pierwszy w historii numizmatyki krajowej pojawiło się słowo KROL zapisane w języku polskim. Tu wracam do tytułu. Rok 1787 był rokiem wyjątkowym, w którym „król” pojawił się na monecie oraz w Kaniowie. Taka drobna historia przy okazji dzisiejszego wpisu, ale warto o tym pamiętać a może kiedyś przyda się, jako hasło w krzyżówce J

Dziesięciogroszówka w takiej formie była bita w latach 1787 – 1793, czyli jest 7 roczników monet do zebrania. Podczas całej swojej historii na tym nominale nie notujemy istotnych zmian ikonograficznych. Jedyną ważniejszą zmienną są zmiany inicjałów mincmajstra/mennicy oraz niezbyt częste przebitki dat. W naszym dzisiejszym roczniku, jeśli by sugerować się tylko najnowszym katalogiem monet SAP, czyli dziełem duetu Parchimowicz/Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” panuje nuda i cisza jak makiem zasiał. Twórcy katalogu mimo wielu ciepłych słów, jakie otrzymali ode mnie w wielu poprzednich artykułach, w tym dzisiejszym nie zasłużyli sobie na pozytywny feedback, gdyż moim zdaniem nie stanęli na wysokości zadania, praktycznie pomijając kilka jaskrawo widocznych wariantów tej monety. Jest to o tyle dziwne, że dla innych roczników różnice interpunkcyjne, z którymi będziemy za chwile mieć do czynienia zostały w większości odnotowane i każdy nawet najmniejszy brak kropki powodował wyznaczenie przez autorów nowej, nieznanej dotąd „odmiany”. Widocznego pecha miał pierwszy rocznik 10-cio groszówki, który jakoś nie doczekał się głębszej analizy. Ale już dziś w końcu zostanie to załatwione, amen. J

Przejdźmy, zatem do analizy monety. Dysponuję bazą 56 egzemplarzy i na tej podstawie postaram się opisać warianty, jakie występują w tym roczniku. Na początku tylko dodam, że będziemy szukali różnic interpunkcyjnych a niejednokrotnie stan zachowania monet, jakie analizowałem nie pozwalał mi na bezproblemowe przypisanie monety do danego wariantu bez dokładniejszego wglądu i rozwiania swoich wątpliwości. Niestety kropki bardzo łatwo tracą czytelność, szczególnie te umieszczone w bliskości obrzeża monety i tylko ogromnym powiększeniom, jakie są dziś dostępne w cyfrowej obróbce zdjęć zawdzięczam większość swoich dzisiejszych wniosków. Pisze to, dlatego, że poniżej opisze tylko warianty tych monet, których występowania jestem pewien. Co do kilku następnych mam uzasadnione wątpliwości, więc może kiedyś w przyszłości (lub już za tydzień) ja lub jakiś inny poszukiwacz-badacz monet SAP podzieli się z nami jakimś kolejnym wariantem, którego ja dziś nie wyznaczę. Chce tylko by było to jasne, że starałem się nie ulec pokusie spekulacji i swoje obserwacje opierałem o „pewne” i powtarzalne cechy monet. To tyle tytułem wstępu i lecimy z tematem.

Zaczniemy dziś tak samo jak ja rozpocząłem badanie dostępnego materiału, czyli od awersu. Byłem pewien występowania wariantów miedzy innymi, dlatego, że jedyna moneta z tego rocznika, którą sam posiadam różni się bardzo wyraźnie awersem od sztuki opisanej w katalogu. Zatem, na jakie elementy zwrócimy uwagę analizując rewers. Nie będzie zaskoczenia, że tym razem nie orzeł i listki (ich nie ma) wystąpią w roli głównej. Dziś czeka nas „lekcja polskiego”, czyli analiza znaków interpunkcyjnych. Są trzy stany, jakich możemy się spodziewać. Pierwszym jest „DWUKROPEK”, dalej „KROPKA” a ostatnim jest „BRAK”. Te trzy możliwości będą dziś naszymi aktorami już do końca wpisu. Na awersie proponuje dwa punkty kontrolne. Pierwszym, jako „a) „ będzie znak interpunkcyjny (lub jego brak) po wyrazie POL, a drugim w kolejności, jako „b) „ jest znak znajdujący się po wyrazie KROL. Tu tylko dodam, że wszelkie znaki umieszczone na monecie po wyrazie KROL są błędami (licznymi) mincerzy, którzy nabijali je na stempel. Po wyrazie KROL według obowiązujących zasad polskiej ortografii nie powinno się stawiać żadnego znaku, gdyż nie był to ani koniec zdania (wówczas ewentualnie KROPKA) ani skrót, który w tych czasach kończony był DWUKROPKIEM. Ponieważ słowo ‘KROL” jak już napisałem powyżej pojawiło się na monetach po raz pierwszy i było nowe dla pracowników, którzy jak pamiętamy w znacznej większości byli niemieckojęzycznymi specjalistami, zatem trudno czasem dziwić się ich błędom. Błędom, które trzeba przyznać jak na XVIII wieczne standardy były raczej nieistotne i nikt nie zwracał na nie zbytniej uwagi. Jest jeszcze jedna ważna sprawa zanim zaczniemy. Podczas analiz zaobserwowałem dwa rodzaje dwukropków występujących po słowie KROL. Jeden z nich jest „normalny” a drugi „delikatny”, ledwie widoczny. Na początku pomyślałem, że może być to jakaś wada lub zapchanie stempla, jednak wiele z awersów, na których DWUKROPEK po KRÓL był „delikatny” były to monety w bardzo dobrym stopniu zachowania, będące w minimalnym obiegu. To z kolei zaowocowało tym, że różnice w dwukropkach uznałem za na tyle istotne, żeby nie pomieszać ich w badanej próbie a raczej wprost przeciwnie, odseparować je od siebie i policzyć osobno. Stąd właśnie wyjątkowo dodam trzeci punt kontrolny, jako „c”, który będzie charakteryzował wielkość DWUKROPKA. Poniżej prezentuje zdjęcie ze zbliżeniem dwóch typów dwukropka. Jest to o tyle istotne, że na monetach zmęczonych obiegiem z czasem dwukropek zanika i tylko znaczne powiększenie zdjęć pomaga odnaleźć jego „resztki”.
 Ok wypisze teraz i awersy, jakie spotkałem na swojej drodze podczas analizy.

AWERS 1 -> a) po POL „dwukropek”; b) po KROL „brak”
AWERS 2 -> a) po POL „kropka”; b) po KROL „brak”
AWERS 3 -> a) po POL „dwukropek”; b) po KROL „dwukropek”; c) dwukropek „normalny”
AWERS 4 -> a) po POL „dwukropek”; b) po KROL „dwukropek”; c) dwukropek „delikatny”

A teraz czas na rewers. Rewers to właśnie ta trudniejsza strona do analizy, głównie z tego powodu, że dwukropki, których będziemy poszukiwać w niektórych stemplach znajdują się niebezpiecznie blisko obrzeża monety i są przez to mocno podatne na wytarcia. Stad nieraz miałem spore trudności w ocenie i pewnie jak każdy amator dziesięciogroszówek ślęczałem nad powiększonym zdjęciem w komputerze żeby prawidłowo zinterpretować to, co widzę. Całe szczęście, że kropki wchodzące w skład dwukropków, jakie będziemy śledzić nie są „delikatne” i nawet jak ich już dobrze nie widać to, jeśli były kiedyś na monecie w powiększeniu zawsze jakaś pozostałość po nich zostaje. Na rewersie także będą dwa punkty kontrolne, jako „a) „ znak interpunkcyjny po wyrażeniu MIEDZ, a drugim zwanym niżej „b) „ będzie znak po wyrażeniu KOL. Pod tym względem będzie trochę łatwiej niż zna awersie, gdyż albo będziemy tam widzieć „DWUKROPEK” albo nie będziemy widzieć tam nic, czyli użyjemy „BRAK”. Tu dodam, że czasami miałem wrażenie braku kropek po dacie i po literze „B” w inicjałach Brenna, jednak stan monet nie dawał mi dostatecznej pewności żeby to tu rozgłaszać, więc wziąłem na wstrzymanie. J

REWERS 1 -> a) po MIEDZ „dwukropek”; b) po KOL „dwukropek”
REWERS 2 -> a) po MIEDZ „dwukropek”; b) po KOL „brak”
REWERS 3 -> a) po MIEDZ „brak”; b) po KOL „dwukropek”
REWERS 4 -> a) po MIEDZ „brak”; b) po KOL „brak”

Poniżej prezentuje zdjęcia poszczególnych rewersów wraz z opisem.
Ok a teraz, jeśli już wiemy, że mamy do czynienia z wieloma stemplami obu stron monety, na których występują dość istotne różnice interpunkcyjne, przychodzi czas żeby dopasować awersy do rewersów i określić, jakie WARIANTY możemy spotkać wśród całej populacji 10-cio groszówek z 1787 roku i ile trzeba by ich mieć, że by z czystym sumieniem powiedzieć „mam komplet”.  W tabelce poniżej składam wszystkie dane „do kupy”, z których wynika, że mimo tego, że mamy w tym roczniku do czynienia z tylko z jedną odmianą, to jednak ma ona aż 7 różnych wariantów.

A teraz przejdźmy dookreślenia, który z nich jest tym podstawowym i najczęściej spotykanym a które są rzadsze i wymagające większej uwagi oraz zachodu żeby wejść w ich posiadanie. Tradycyjnie zapraszam na prezentacje analizy ilościowej, w której podaje procentową liczbę występowania poszczególnych wariantów w badanej próbie monet. Zatem zobaczmy, co w tej populacji można spotkać, dane złożyłem w tabeli poniżej.
Jak widać generalnie trzy warianty są popularniejsze od innych, jeden jest „średni” a trzy kolejne wystąpiły w najmniejszej ilości. Mając już powyższe dane oraz znając nakład rocznika, który wynosił dokładnie 413 540 egzemplarzy, możemy z łatwością oszacować, jaka ilość sztuk statystycznie przypada na dany wariant. To najprostsza matematyka, zatem szkoda słów – dane prezentuje poniżej.

Przed nami ostatni etap, czyli przyłożenie do wyżej uzyskanych nakładów skali rzadkości autorstwa hrabiego Emeryka Hutten-Czapskiego dla historycznych monet polskich. Dodatkowo starałem się te pomiary skorelować z moimi poprzednimi badaniami dla monet SAP z tego okresu o podobnej częstotliwości występowania. Moja propozycja w tabeli poniżej.

W najnowszym katalogu cały rocznik jest traktowany ogólnie, jako jeden wariant i nie został mu przyznany żaden stopień rzadkości. Ja dzieląc nakład na 7 wariantów, jestem przeciwnego zdania. Przydzieliłem stopień każdemu wariantowi, a trzem najtrudniej osiągalnym proponuje przyznać nawet R2.

Pozostało mi teraz już tylko opisać i pokazać wszystkie warianty w tradycyjny dla mojego bloga i sprawdzony sposób. Poniżej wszystkie 7 wariantów, które udało mi się zaobserwować podczas tego tygodnia, w którym zajmowałem się dokładniej tym konkretnym nominałem i rocznikiem. W opisie będę korzystał z nomenklatury z wyżej już wspomnianego katalogu. Monety w nim nieopisane (aż 6 na 7) będę oznaczał kolejnym numerem i znakiem zapytania. Co ciekawe jedyny wariant opisany w katalogu Parchimowicz/Brzeziński opisany został, jako „bez kropek po KROL a na ilustracje wybrano monetę z aukcji WCN?57/532. Moim zdaniem to błąd, gdyż na powiększonym zdjęciu monety z tej aukcji widzimy wyraźnie, że po KROL jest ledwie widoczny, ale jednak „delikatny” dwukropek. Tym samym u mnie ten wariant został opisany, jako posiadający awers, w którym występuje „delikatny” dwukropek i moneta została zaliczona do WARIANTU 7. To tak dla porządku. Teraz już monety, opisy i ilustracje.

10 GROSZY 1787
Waga katalogowa 2,49 gram ; próba srebra Ag 0,373; średnica 21-22mm; rant gładki.

18.a1?– WARIANT 1
Awers: ukoronowane herby: Polski, Litwy i „ciołek” Poniatowskich oraz napis otokowy STAN: AUG: Z• B• L• KROL POL: W•X•L•
Rewers: napis w sześciu wierszach: * 10 * / GR: MIEDZ: / 250 1/2. / Z GRZ: KOL: / 1787. / E.B.
Nakład łączny rocznika = 413 540 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 36% = 150 378 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R

18.a2?– WARIANT 2
Awers: ukoronowane herby: Polski, Litwy i „ciołek” Poniatowskich oraz napis otokowy STAN: AUG: Z• B• L• KROL POL: W•X•L•
Rewers: napis w sześciu wierszach: * 10 * / GR: MIEDZ: / 250 1/2. / Z GRZ: KOL / 1787. / E.B.
Nakład łączny rocznika = 413 540 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 7% = 28 196 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

18.a3?– WARIANT 3
Awers: ukoronowane herby: Polski, Litwy i „ciołek” Poniatowskich oraz napis otokowy STAN: AUG: Z• B• L• KROL POL•W•X•L•
Rewers: napis w sześciu wierszach: * 10 * / GR: MIEDZ: / 250 1/2. / Z GRZ: KOL: / 1787. / E.B.
Nakład łączny rocznika = 413 540 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 7% = 28 196 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

18.a4?– WARIANT 4
Awers: ukoronowane herby: Polski, Litwy i „ciołek” Poniatowskich oraz napis otokowy STAN: AUG: Z• B• L• KROL POL •W•X•L•
Rewers: napis w sześciu wierszach: * 10 * / GR: MIEDZ / 250 1/2. / Z GRZ: KOL/ 1787. / E.B.
Nakład łączny rocznika = 413 540 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 7% = 28 196 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R2

18.a5?– WARIANT 5
Awers: ukoronowane herby: Polski, Litwy i „ciołek” Poniatowskich oraz napis otokowy STAN: AUG: Z• B• L• KROL:POL: W•X•L•
Rewers: napis w sześciu wierszach: * 10 * / GR: MIEDZ / 250 1/2. / Z GRZ: KOL: / 1787. / E.B.
Nakład łączny rocznika = 413 540 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 14% = 56 392 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R1

18.a6?– WARIANT 6
Awers: ukoronowane herby: Polski, Litwy i „ciołek” Poniatowskich oraz napis otokowy STAN: AUG: Z• B• L• KROL:POL: W•X•L•
Rewers: napis w sześciu wierszach: * 10 * / GR: MIEDZ: / 250 1/2. / Z GRZ: KOL: / 1787. / E.B.
Nakład łączny rocznika = 413 540 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 30% = 122 182 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R

18.a – WARIANT 7
Awers: ukoronowane herby: Polski, Litwy i „ciołek” Poniatowskich oraz napis otokowy STAN: AUG: Z• B• L• KROL: POL: W•X•L•
Rewers: napis w sześciu wierszach: * 10 * / GR: MIEDZ: / 250 1/2. / Z GRZ: KOL: / 1787. / E.B.
Nakład łączny rocznika = 413 540 sztuk
Szacowany rozkład wariantu w roczniku = 27% = 112 784 sztuk
Szacowany stopień rzadkości = R

To tyle na dzisiaj. Podsumowując chciałbym przypomnieć o dokonaniach naszego ostatniego króla w Kaniowie oraz o tym, że w 1787 po raz pierwszy na monecie Rzeczpospolitej, łacińskie słowo REX zastąpiono polskim wyrazem KROL. Po za tym udało się z jednej monety opisanej w katalogu wyznaczyć i opisać aż 7 wariantów. Jak na jeden wpis, całkiem sporo. Ja się nie nudziłem podczas pisania, zatem liczę po cichu, że i dla czytelników dzisiejszy artykuł był ciekawy, a jak nie… to, chociaż w miarę strawny.

A jak już nieopatrznie użyłem słowa „strawny” to od niego bardzo blisko do „niestrawny”… a Święta Wielkanocne tuż tuż . J Pogoda ma nas nie rozpieszczać, dlatego też życzę wszystkim czytelnikom Wesołych, Radosnych i Aktywnych Świąt Wielkiej Nocy oraz apeluje o umiar w jedzeniu i piciu. Tak, żeby słowo „niestrawny” nie powróciło do nas w najmniej oczekiwanym momencie. J  

Trzymajcie się ciepło, kolejny wpis już po Świętach, a w prezencie „na zajączka” coś na czasie, czyli wariacja na temat nowego spojrzenia na poczet królów polskich a wszystko to utrzymane w świątecznym anturażu. Czyżbym jednak nie opisywał dziś monet ostatniego króla? J


We wpisie wykorzystałem informacje z książki Józefa Ignacego Kraszewskiego „Polska w czasie trzech zaborów 1772-1799”, Stanisław Mackiewicz-Cat ”Stanisław August”, katalogu autorstwa duetu Janusz Parchimowicz i Mariusz Brzeziński „Monety Stanisława Augusta Poniatowskiego” oraz strony internetowej pasaż wiedzy Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie oraz zdjęcia z archiwów Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, Gabinetu Numizmatycznego Damian Marciniak, Antykwariatu Numizmatycznego Michał Niemczyk, portalu aukcyjnego Allegro, portali MyViMu.com, Wikipedia.pl., Kwejk.pl. oraz wyszukane przez google grafika.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza